W spotkaniu z Excelsiorem Mouscron przypomniał o sobie Dawid Janczyk. To wydarzenie warte odnotowania, bo napastnik Lokeren w pierwszej połowie zaliczył klasycznego hat-tricka. Jego drużyna zdemolowała rywali 5:0, co jest o tyle zaskakujące, że w ostatnich pięciu meczach ligowych piłkarze Lokeren nie zdobyli ani jednej bramki. Jak już zaczęli strzelać, to porządnie.
Nie jesteśmy jakimiś wielkimi fanami zarówno Janczyka, o którym od kilku lat w kółko mówi się, że jest młody i utalentowany, jak i samej ligi belgijskiej. Nasi blogerzy też zawsze mieli z tym chłopakiem problem. Wojtek Kowalczyk twierdził, że Dawid ma wielki potencjał i cechę niezwykle ważną dla napastnika, czyli grę na pograniczu spalonego i błyskawiczne wyjście w tempo do prostopadłych piłek, a Mariusz Piekarski uważał z kolei, że generalnie to Janczyk nie potrafi grać w piłkę. Niewykluczone, że obaj mają rację – nie potrafi grać, ale za to dobrze biega, dzięki czemu strzela gole. Karkołomna hipoteza?
Teraz naprawdę błysnął. Rzadko kiedy polski napastnik grający zagranicą zdobywa trzy bramki w niewiele ponad pół godziny. Klasycznym hat-trickiem w meczu z Excelsiorem pomógł Lokeren wydostać się ze strefy spadkowej. A 16 bramek Janczyka w 29 meczach rozegranych po przeprowadzce do Belgii wypada uznać za całkiem przyzwoity wynik. Albo nawet bardzo dobry!