Leo Beenhakker systematycznie zniechęca do gry w kadrze najlepszych polskich piłkarzy. Prawie mu się to udało z Pawłem Brożkiem, już dosyć mają Ireneusz Jeleń oraz Artur Wichniarek. Po Jeleniu, który z „Misterem Tralala” nie chce mieć już nic wspólnego, głos ma zabrać Wichniarek – też po prosi, aby selekcjoner nie zaprzątał sobie nim głowy i nie brał pod uwagę przy powołaniach.
Poinformował o tym Andrzej Grajewski, a więc bardzo dobre źródło – niewtajemniczonych informujemy, że partnerką życiową Grajewskiego jest… siostra Artura. Ale to tylko taka mała dygresja.

Wichniarek ma dość Beenhakkera. Też rezygnuje!

Beenhakker stwierdził ostatnio – po czterech golach zdobytych przez Wichniarka w trzech pierwszych meczach Bundesligi – że napastnik Arminii nie jest w jego typie. Nic dziwnego – z takim Tomaszem „international level” Zahorskim Wichniarka łączy naprawdę niewiele i trudno znaleźć jakiekolwiek cechy wspólne. Czy wiecie, że to drewno z Górnika Zabrze rozegrało już JEDENAŚCIE spotkań w reprezentacji? Jak nie zwolnią Beenhakkera w ciągu trzech lat, to się Zahorski doczłapie do klubu wybitnego reprezentanta…

Wichniarek w kadrze Leo zagrał raz. Oczywiście było to powołanie z serii – jak my to nazywamy – „przyjedź, nie strzel i spierdalaj”. Na wszelki wypadek Artura zdjęto z boiska w przerwie, żeby czasem nic nie wcisnął. On sam mówił o tamtym meczu tak: – Jeden mecz, i to tylko 45 minut gry, to za mało, żeby osądzić, że się nie sprawdziłem. Ani się nie usprawiedliwiam, ani nie użalam. Jeżeli ktoś stwierdzi, że Wichniarek może się przydać reprezentacji, to z chęcią przyjadę. Bez powołania przyjechać nie mogę, bo mnie nawet do hotelu nie wpuszczą.

Widać, że ostatnie słowa selekcjonera przechyliły czarę goryczy i już takiej chęci przyjazdu Wichniarek nie odczuwa. Nie dziwimy się – żaden szanujący się piłkarz nie lubi być traktowany jak popychadło.

Kto waszym zdaniem następny wypnie się na Beenhakkera? Stawiamy na Artura Boruca.

FOT. W.Sierakowski FOTO SPORT