Jezu, czy on naprawdę wszystkich ma za idiotów? Czy gdyby w końcu zaczął mówić prawdę, zamiast w kółko mydlić oczy, korona by mu z głowy spadła? Musi ciągle prawić te swoje kazania? Musi ubarwiać je kłamstewkami? I czy naprawdę tylko my to dostrzegamy, czy inni dziennikarze też – ale im „linia redakcyjna” nie pozwala pisać tego, co sądzą naprawdę? We Wronkach trwa zgrupowanie reprezentacji Polski, a Leo Beenhakker znów – niestety – zaczął udzielać wywiadów. „Niestety”, ponieważ ostatnio po każdym z nich trafia nas szlag. Tak już mamy, że nie wierzymy mu za grosz.
Czytamy wywiad z „Leo Beenhakkerem”, a w nim natrafiamy na takie zdanie: „W San Marino nawet wielkie reprezentacje wygrywają 2:1 albo 1:0 po walce. W ostatnich latach coraz częściej małe kluby czy kraje pokonują faworytów”. To bardzo ciekawe. Otóż w ostatnim czasie San Marino przegrało u siebie 0:3 z Serbią, 0:3 z Czechami, 0:6 z Hiszpanią, 0:5 ze Słowacją i – UWAGA – 0:13 z Niemcami. ZERO – TRZYNAŚCIE. Nie 0:1, nie 1:2 – jak twierdzi nasz selekcjoner, tylko 0:13!

Przestań pan pieprzyć, bo się tego już czytać nie da!

Meczów wyjazdowych nie chce nam się już nawet wyliczać, ale były takie wyniki jak 0:8 z Belgią, 0:5 z Serbią, 0:7 z Czechami, 0:6 z Niemcami, 0:7 ze Słowakami, 0:5 z Irlandczykami… San Marino w całej swojej historii wygrało jeden mecz – cztery lata temu 1:0 z Liechtensteinem. Eliminacje do MŚ 2006 piłkarze San Marino kończyli z bilansem bramkowym minus 38, a do Euro 2008 – minus 55. Naprawdę tak trudno przyznać, że zmierzymy się ze słabą drużyną? Trzeba kibicom wodę z mózgu robić? Nie wymagamy by mówić, że zagramy z absolutnymi frajerami, ale żeby od razu szykować sobie alibi na wypadek drętwego meczu?

W porządku – możecie powiedzieć, że to szczegół, ale takie szczegóły najłatwiej zweryfikować. Nie każde słowo Beenhakkera można sprawdzić, ale akurat jak coś można, to zazwyczaj na jego niekorzyść. Jak wierzyć w pozostałe jego wywody, jeśli rozkłada się na takich prostych? Niedawno w innym wywiadzie stwierdził, że w czasie gdy on spowiadał się z porażki na Euro 2008, to inni trenerzy byli na wakacjach, a „niektórzy nawet przysłali mu pocztówki”. Wierzycie, że Rehhagel, Bilić, Scolari albo jakikolwiek inny szkoleniowiec szedł na pocztę, naklejał znaczek i wysyłał do Beenhakkera pocztówkę z napisem „Greetings from Jamaica”? Czy on nas ma za kompletnych naiwniaków?

W wywiadzie dla „GW” Beenhakker stwierdza także: „Niektórzy z nich nawet nie wyobrażają sobie, jak wielkie mają możliwości, jak dobrze mogą grać w piłkę. To dla mnie wyzwanie, chcę ich wprowadzić na wyższy poziom. Dlatego wciąż jestem w Polsce”. Przepraszamy, jak to się ma do jego wywodów o polskiej beznadziei zaraz po Euro 2008? Kiedy kłamał – wtedy czy teraz?

Mówi też: „Nie mogę myśleć o porażce i rozczarowaniu we Lwowie każdego dnia. Albo o Dziekanowskim. Niech sobie gada, co chce. Pieprzyć to. Bye, bye. Ja myślę o meczu, o zawodnikach, jak ich przygotować na sobotę”. Jak to się ma do tego, co mówił po Euro – że atmosfera w sztabie była idealna, a ci, którzy twierdzą inaczej to podli ludzie?

Albo to… Na pytanie, czy zgodzi się, że ostatni dobry mecz reprezentacji Polski to był sparing z Czechami odpowiada: „Absolutnie nie. Z Niemcami zagraliśmy dobrze. Druga połowa z Austrią była bardzo dobra…” Druga połowa z Austrią bardzo dobra? Nawet nie dobra, ale bardzo dobra? Przypominamy, że drugą połowę z Austrią przegraliśmy 0:1. Nawet gdyby nie było karnego, oznaczałoby to, że w tej bardzo dobrej (niby najlepszej) połowie na Euro 2008 nie strzeliliśmy gola i oddaliśmy jeden strzał. To była bardzo dobra połowa? Pan sądzi, że my już tych meczów nie pamiętamy?

I jeszcze jedna kwestia, o Ireneuszu Jeleniu: „Ale to nie jest typ napastnika, którego ja szukam, którego mój zespół potrzebuje. Gdybym go powołał, zostawiłbym w domu Lewandowskiego albo Brożka. Padłoby pytanie: dlaczego jest Jeleń, a nie ma Brożka czy Lewandowskiego. Albo Wichniarka”. Oczywiście, że by padło – w tak szerokiej kadrze powinno się znaleźć miejsce dla wszystkich tych graczy. Zresztą, problemem nie jest ta czwórka – problemem są promowani przez pana leszcze, pokroju Zahorskiego…

Mało tego, gdzie indziej znajdujemy wypowiedź, że nie tylko Jeleń nie jest w typie Beenhakkera, ale także Wichniarek. Dlaczego? Bo on lubi takich jak Brożek! Hahaha, trzymajcie nas, bo padniemy ze śmiechu.

Jak długo jeszcze media będą spijały słowa z ust „Mistera Tralala”? Potwierdza się, że najlepiej to on umie trenować dziennikarzy…

FOT. W.Sierakowski FOTO SPORT