Znany lekkoduch Marcin Burkhardt znów ma kłopoty. Urządza tak głośne imprezy w Norrkoeping, że sąsiedzi nie wytrzymują. Piłkarzowi grozi eksmisja oraz… wyrzucenie z klubu. Szwedzi mogą nocne balangi, notorycznie się powtarzające, potraktować jako pretekst do zerwania kontraktu, bo i tak już nic nie uchroni ich przed spadkiem z ligi.
Norrkoeping zajmuje ostatnie miejsce, wygrało jeden mecz na dwadzieścia. Burkhardt porażki swojego zespołu ogląda albo z trybun, albo z ławki rezerwowych. Zazwyczaj jest kontuzjowany – albo ma naciągnięty mięsień w nodze, albo naciągnięte mięśnie brzucha… 400 tysięcy, jakie Szwedzi za niego zapłacili, okazały się kasą wyrzuconą w błoto.

Lekkoduch Burkhardt jak zawsze na wylocie

Marcin już się nie zmieni – jest mentalnie dzieciakiem nastawionym tylko i wyłącznie na zabawę (bo gdyby po tej zabawie przychodziła ciężka praca – to pół biedy) oraz całkowitym leniem w kwestii futbolu. Nawet teraz, gdy formalnie gra w Szwecji, można czasami spotkać go w warszawskim Platinium. Ostatnio też słyszeliśmy, w jaki sposób jeszcze przed transferem do Norrkoeping przekonywał młodą dziewczynę, by uległa jego urokowi. – Czy ty wiesz kim ja jestem? Jestem piłkarzem Legii, mogę wszystko! – mówił. Ł»enujące.

Marcin „czy ty wiesz, kim ja jestem” Burkhardt za chwilę więc wróci do polskiej ligi. Obstawiamy – ŁKS Łódź. Zwiększą się przychody dyskoteki „Kabaret”.


Ł¹ródło: „Polska”/własne

FOT. W.Sierakowski FOTO SPORT