Tak naprawdę, to nie za bardzo wiemy, co o tej sprawie myśleć. Oto kibice Legii skutecznie protestują… przeciwko budowie stadionu Legii. Odwiedzili radnych Warszawy i przekonali ich, że umowa w sprawie nowego obiektu jest wyraźnie niekorzystna dla miasta. Oczywiście tych odwiedzin by nie było, gdyby nie konflikt na linii fani – ITI. Można się zastanawiać – czy ktoś zwariował, czy komuś rozum odebrało, czy emocje przesłoniły całe spojrzenie na świat. Ale z drugiej strony – może dobrze, że tak się stało? Bo tak naprawdę sensu budowania dwóch dużych stadionów w Warszawie to my sami nie widzimy…
W stolicy ma powstać za pieniądze podatników i Stadion Narodowy, na miejscu Stadionu X-lecia, i stadion Legii, przy Łazienkowskiej. Jak dla nas o jeden za dużo – wystarczyłby narodowy, który klub mógłby użytkować. No, a jeśli Legia uważa, że musi mieć własny obiekt, to powinna go sobie sama zbudować. To raczej normalne – Arsenal Londyn brał gigantyczne kredyty, żeby zbudować swój obiekt. Władze miasta nie zrobiły mu prezentu, tak jak nie zrobiła prezentu wszystkim innym klubom z tego miasta (a jest ich sporo).

Stadion Legii w gęstej mgle. Ale może to i dobrze…

Bo na teraz wygląda to tak, że w Warszawie zbuduje się dwa stadiony, łącznie za około miliard złotych. Mimo że kochamy piłkę nożną, to chyba jednak jest trochę ważniejszych wydatków? Rozumiemy, że cała procedura budowania obiektu przy Łazienkowskiej ruszyła zanim się okazało, iż Polska zorganizuje mistrzostwa Europy. Ale skoro już to wiemy, to może warto wszystko raz jeszcze przemyśleć? Obecna lokalizacja jest historyczna, ale… czasy się zmieniają, życie idzie na przód. Nie takie kluby jak Legia zmieniały adres.

Oczywiście to jest jedna strona medalu i nasze argumenty. Kibice Legii po prostu uważają, że ITI chce na klubie zwyczajnie zarobić i ma w nosie jego dobro (ale w przeciwieństwie do nas nie kwestionują sensu budowania drugiego stadionu). I teraz naprawdę zaleźli działaczom za skórę. Już frekwencja na ostatnim meczu ligowym to było jakieś 200 tysięcy złotych w plecy, a straty związane z zablokowanie budowy stadionu trudne są do oszacowania.

Wkurzył się prezes Leszek Miklas. Napisał: „Tysiące Kibiców Legii podpisuje petycję wspierającą budowę stadionu, a kilkudziesięciu protestuje przeciw niemu. Jeszcze raz dziękujemy Kibicom, którzy podpisali się pod petycją popierającą budowę stadionu Legii wysłaną do Pani Prezydent Warszawy 30 czerwca. Niestety równocześnie grupa Kibiców powodowana swoiście pojętą „miłością do Klubu” dąży do zablokowania budowy nowego stadionu. Wyraźną dezaprobatę dla takiej postawy prezentuje ogromna rzesza fanów Legii, co widać w komentarzach na wszystkich portalach legijnych”.

Co do tego oświadczenia, mamy dwie wątpliwości – prezes mógł wspomnieć, że akcję zbierania podpisów zorganizowali sami kibice, nie mając najmniejszego wsparcia z klubu. I druga – skoro zdaniem prezesa tak istotne jest to, co się pisze w internetowych komentarzach i na tej podstawie powinno się pewne sprawy przesądzać, to powinien się podać do dymisji. Jakieś 95 procent kibiców jest zdecydowanie przeciwko niemu. Ale to już inna bajka…

W każdym razie, co o tym całym zamieszaniu sądzicie?

FOT. W.Sierakowski FOTO SPORT