Artur Wichniarek wspaniale zaczął sezon w Bundeslidze, strzelając dwa gole Werderowi Brema i jednego Hercie Berlin. Ale w kadrze na najbliższe mecze reprezentacji Polski go nie ma. W „Polsce” znajdujemy wywiad z jednym z najbardziej niedocenianych przez Leo Beenhakkera piłkarzy…
W dwóch meczach Bundesligi strzelił Pan trzy gole. Liczył Pan na powołanie do kadry?

Na pewno miałem nadzieję. No bo kiedy do reprezentacji miałbym wrócić jak nie teraz, gdy regularnie strzelam gole? Czas ucieka. Jestem coraz starszy. Niby mówi się – im starszy, tym lepszy – i w moim przypadku to się sprawdza. Doświadczenie w grze mi pomaga. Szkoda, że znowu nie znalazłem uznania. Może innym razem.

Czuje się Pan gorszy od Tomasza Zahorskiego czy choćby Pawła Brożka?

To trener wysyła powołania. Bierze osoby, które mu pasują do koncepcji. Nie jestem chory. Dobrze się czuję, więc spokojnie w tej kadrze mógłbym pograć. Ale trener ma widocznie inną koncepcję.

Nie sprawdził się Pan pół roku temu w meczu z Czechami.

Jeden mecz, i to tylko 45 minut gry, to za mało, żeby osądzić, że się nie sprawdziłem. Ani się nie usprawiedliwiam, ani nie użalam. Jeżeli ktoś stwierdzi, że Wichniarek może się przydać reprezentacji, to z chęcią przyjadę. Bez powołania przyjechać nie mogę, bo mnie nawet do hotelu nie wpuszczą.

Widział Pan ostatni mecz Polski z Ukrainą we Lwowie?

Widziałem drugą połowę. Ale najłatwiej siedzieć przed telewizorem i oceniać. Powiem tylko, że napastnicy nie mieli łatwego zadania. To niewdzięczna rola czekać na podania pomocników i reszty zespołu. Owszem, są napastnicy, którzy potrafią strzelać gole z niczego, ale jest ich dwóch, trzech na świecie.

Panu jednak nieźle idzie w Arminii.

Jeżeli tych bramek nie ma, nikt nie widzi, jaką ciężką pracę muszę wykonać. Nie gram w Bayernie, gdzie Luca Toni czeka tylko na podanie Klosego, Ribery’ego czy Schweinsteigera. Tutaj wypracuję sobie dwie, trzy sytuacje w meczu i muszę to wykorzystać. Inaczej punkty uciekną. Nie jest łatwo w Arminii w każdej kolejce strzelić gola. W zeszłym sezonie w sześciu kolejkach z rzędu mi się nie udało.

Teraz jednak gra Pan jak nowo narodzony?

Nie rozumiem tego stwierdzenia, strzelam te gole w Niemczech już od ośmiu lat! Prawie osiemdziesiąt zdobyłem. Nieudany epizod w Hercie, w której spędziłem dwa i pół roku, przeszkodził mi zdobyć ich więcej. Ale nie ma tego złego… I tamta lekcja czegoś mnie nauczyła.

Niedawna śmierć mamy Pana odmieniła?

Bardzo to przeżyłem. Nabrałem dystansu do życia. Inaczej postrzegam pewne sprawy. Mam inne priorytety. Gole dedykuję mojej mamie.

Zmienił Pan wygląd. Krótko ostrzygł Pan włosy.

Po ostatnim sezonie złożyłem deklarację, że gdy utrzymamy się w lidze, to się ostrzygę. Nie było przymusu.

A nie jest to gest popierający wolny Tybet?

Aż tak daleko bym nie szedł. Jeżeli miałoby to pomóc Tybetowi, to dlaczego nie. Jest to jednak fryzura letnia, wygodniejsza, bez żadnych politycznych podtekstów.

W weekend kolejny gol?

Gramy z HSV u siebie. Znów przy komplecie, 26 tys. widzów. Wypadałoby coś wrzucić i potwierdzić naszą dobrą grę z poprzednich dwóch meczów.

Ł¹ródło: Polska The Times