Dziennikarze „Polski” sugerują, że zjazd wyborczy PZPN nie odbędzie się wcale w październiku, ba – nie odbędzie się nawet w tym roku. Trzeba poczekać jeszcze kilka miesięcy, aby… można było legalnie zniszczyć „kontrakt stulecia”, pomiędzy związkiem i PZPN. Ponadto czytamy, jak to dotychczasowi lokalni baronowie wygrywają kolejne wybory. Cały beton. Zapraszamy do lektury.
„Polska The Times”:

Ostatnio informowaliśmy, że zjazd wyborczy (na którym miał ustąpić prezes Michał Listkiewicz) został przełożony z września na październik. Jeden z kandydatów na fotel prezesa poinformował „Polskę”, że termin ten jest już nieaktualny, a wybory odbędą się najszybciej w 2009 roku!

Dlaczego? – Powód jest następujący. Każda firma musi trzymać dokumenty z ostatnich pięciu lat i poprzedniego, za który robiony był bilans. Zatem od 2002 do 2008. A w 2002 roku Listkiewicz podpisał kontrakt na 104 mln dol. (prawa telewizyjne) z Lwem Rywinem, ówczesnym szefem Canal+. Podobno wielu działaczy najwyższego szczebla chciałoby te papiery teraz zjeść! – twierdzi nasz informator. – A w styczniu 2009 roku będzie je można legalnie spalić. I ze spokojnym sumieniem znów się powybierać.

Faworytem „giełdy” jest oczywiście Listkiewicz, bo na zjazd jako delegaci pojadą starzy, dobrzy znajomi. Pokazują to kolejne wybory do Wojewódzkich Związków Piłki Nożnej. W tym roku odbyły się takowe w 15 okręgach. Aż w 12 z nich na nowe kadencje wybrano starych prezesów.

Niektórzy będą kierować związkiem trzeci, czwarty, a nawet piąty raz z rzędu. Niezatapialni.
Główną przyczyną tego, że ci sami działacze są wybierani na kolejne kadencje, jest to, że nie mają kontrkandydatów. Na Mazowszu o stanowisko prezesa ubiegał się tylko Zdzisław Łazarczyk, emerytowany wojskowy. Wszystko dlatego, że brakuje młodych ludzi chcących naprawić coś w polskiej piłce. Często jest też tak, że starzy prezesi związku cieszą się wzorową opinią i nikt nie widzi powodu, by coś zmieniać. Bywa, że dobra reputacja jest jak najbardziej zasłużona. Czasami są to jednak pochwały wynikające z wzajemnych interesów.

– Henryk Klocek to człowiek, który jest pod telefonem całą dobę, skłonny do dyskusji i kompromisu – zachwala wybranego właśnie na trzecią kadencję prezesa pomorskiego ZPN były sternik Arki Gdynia Jacek Milewski.

– W czasach gdy byłem prezesem Odry Opole, pan Klocek był obserwatorem PZPN. Gdy graliśmy mecz ze Stalą Stalowa Wola, oferowałem mu 30 tys. zł za przychylność sędziego Piotra Kotosa. Odmówił, twierdząc, że jest już za późno. Ubiegli nas działacze Stali – mówi Ryszard Niedziela, autor książki „Mafia Fryzjera” i osoba, której zeznania doprowadziły do aresztowania Ryszarda F.

O Klocku głośno było w mediach także w sprawie ustawionych meczów Arki Gdynia. Gazety podejrzewały, że miał pomagać klubowi w korupcyjnym procederze.

– Klocek będzie już trzecią kadencję? O trzy za dużo. Ryszard Niemiec w Krakowie piątą? Też o pięć za dużo – uważa legendarny bramkarz reprezentacji Polski Jan Tomaszewski.

– Trudno, niech już sobie baronowie z okręgów zostaną, ale nie można pozwolić, aby choć jeden z nich znalazł się w składzie nowego zarządu. Inaczej zapomnijmy o uleczeniu polskiej piłki – dodaje Tomaszewski.

Problem polega na tym, że ci działacze w większości znaleźli się w piłce przypadkowo. Wspomniany Niemiec to miłośnik koszykówki. Kazimierz Greń z Podkarpacia był właścicielem trzech sex shopów. Marian Rapa z Lubelskiego – były esbek, przesłuchiwany w sprawie inwigilacji Zyty Gilowskiej. Stefan Antkowiak z Wielkopolski to typowy beton i to na dodatek partyjny.

– Nam jest potrzebna tzw. reakcja Putina. Gdy w rosyjskim związku było bardzo źle, Putin rozgonił cały zarząd. I my musimy zrobić tak samo. Należy zlikwidować okręgowe związki, a w ich miejsce powołać delegatury PZPN. Bo uzdrowienie polskiej piłki nie polega tylko na usunięciu Listkiewicza.

Prezes akurat zrobił najwięcej. Problem w tym, że często wyjeżdża. To woda na młyn dla innych członków zarządu. Oni żerują na Michale. Proszę zauważyć, że wszystkie uchwały nie są zazwyczaj podpisywane nazwiskiem Listkiewicza, a „uchwałą zarządu”. Który, notabene, doprowadził do największej korupcji w światowym futbolu – kończy Tomaszewski.