Marcin Kaczmarek strzelił wspaniałego gola w meczu Lechia – Cracovia. Mało kto wie, jak wiele osób to trafienie ucieszyło. I nie mamy na myśli kibiców gdańskiego klubu, ale… rodzinę piłkarza, żyjącą w Błaszkach przy ulicy Sportowej. Najliczniejszą rodzinę w polskim futbolu! Otóż Kaczmarek ma dziesięcioro rodzeństwa (miał jedenaścioro), co jest chyba absolutnym rekordem nie tylko ekstraklasy, ale i wszystkich rozgrywek w naszym kraju. W dodatku kilku z jego braci to też piłkarze, marzący o podobnej karierze. Kto wie, może kiedyś będziemy mieli w lidze… czterech lub pięciu Kaczmarków!

Swego czasu ukazał się na ten temat tekst w „Super Expressie”. Zachęcamy do lektury…

Ten to ma dla kogo grać! Golami zarabia na rodzinę.

Czteropiętrowy, zaniedbany blok w Błaszkach, ulica Sportowa. Na ostatnim piętrze mieszka największa rodzina w całej gminie. – Miałam dwanaścioro dzieci. Nigdy nie pracowałam, poświęciłam się rodzinie. Ale jaka teraz mogę być dumna! – uśmiecha się Maria Kaczmarek.
Skąd ta duma? Bo jej syn, Marcin, rozegrał już dwa mecze w reprezentacji Polski. – I to po zaledwie ośmiu meczach w ekstraklasie. To chyba rekord! – mówi tata, Wiesław.

Kosiarka za koszulkę „Kosiarki”

W domu jest tłoczno. Gdyby ktoś chciał, mógłby wystawić całą jedenastkę Kaczmarków. Tylko że musiałyby wówczas zagrać też trzy siostry Marcina, a one protestują: – Wolimy siatkówkę!

Wszędzie stoją puchary. Najcenniejsze są jednak dwie koszulki z białym orłem, zawieszone na ścianie. – Tych koszulek nigdy nikomu nie oddamy – mówią zgodnie Kaczmarkowie. Marcin, żeby każdemu sprezentować jedną, musi zagrać w kadrze jeszcze dziesięć razy. Na razie w treningowym stroju reprezentacji chodzi Adam (19 l.), też piłkarz. W domu jest także koszulka Kamila Kosowskiego, przeznaczona na licytację. – Może uzbieramy 400 złotych. Chcielibyśmy kosiarkę dla klubu kupić – mówi pan Wiesław i pokazuje za okno. 40 metrów dalej jest stadion. – I jak syn miał nie zostać piłkarzem? – pyta mama.

Nowe buty w każdym miesiącu

– Marcin zawsze był z nas najlepszy – przyznaje Bartek (23 l.), który już z futbolem skończył.
– Ciągle coś kopał. Jak miał kamień pod nogą, to kopnął, jak butelkę, też kopnął. I buty trzeba było co miesiąc nowe kupować – mówi pani Maria.
– A pamiętacie, jak miał w wieku 15 lat zagrać z seniorami? – przypomina rodzinną historię tata. – Zamknął się w łazience. Ale jakoś go zmusiłem, żeby pojechał na ten mecz. No to pojechał i strzelił gola.
– Bo on jak miał sześć lat, to czternastolatków ogrywał – mówi Przemek (30 l.).
– Później potrafił całą drużynę okiwać, a potem zamiast strzelić do siatki, wrócić i dalej dryblować. W niższych ligach się bawił – opowiada Adam.

Trzech młodych na testy do III ligi

– Też grałem w piłkę, ale przyszła kontuzja – mówi pan Wiesław. Musiał mieć talent, bo Marcin to nie jedyny utalentowany piłkarz w rodzinie. Kopią też Adam, Arek (17 l.), Łukasz (18 l.) i Michał (12 l.), a wcześniej grali Bartek i Przemek. W czasie naszej wizyty Adam, Arek i Łukasz w pewnym momencie żegnają się, bo… muszą jechać na testy do trzecioligowego Turu Turek. Razem, we trzech. – Patrzcie, tu w gazecie pisano nawet o nas – pokazują artykuł „Warta kontra Małe Kaczki”. A „Małe Kaczki” to właśnie oni – bracia Marcina.
– Kto wie, może jeszcze czterech Kaczmarków zagra w pierwszej lidze? Czemu nie? – pyta tata.
– Pięciu – szybko jest poprawiony. Bo dwunastoletni Michał też jest bardzo zdolny.

Śpisz z piłkarzem, daj piątaka!

Każdy w domu musi spać razem z kimś. Ostatnio Michał spał z Marcinem. – Kładę się z reprezentantem – powiedział młody chłopak.
– No to daj piątaka! – zażartował Marcin.
Nikt nie narzeka na los. – Ale kiedyś było łatwiej. Na kartki wszystko dostałam. Na chleb mi nigdy nie brakowało. A przez ostatnie lata już tak. Rachunki się na raty płaciło, na jedzeniu oszczędzało. Teraz Marcin zaczął zarabiać i odetchnęliśmy. Ostatnio przysłał pieniądze na pralkę i kuchenkę. Kochany chłopak. Tylko że ja nie chciałabym brać od niego pieniędzy, bo to on zarabia – mówi.
Pan Wiesław jest kierowcą PKS. Pod blokiem zaparkowany jest nawet autokar. – Zaczynam zmianę o 12.00, a kończę o 23.00. Ale jak reprezentacja gra mecz, to koledzy idą mi na rękę. Dwa występy Marcina widziałem na żywo, na stadionie. Dobrze zagrał – opowiada.
– Dzieci to mój największy kapitał. Wolę mieć tak wspaniałą rodzinę niż wielkie bogactwo – podsumowuje pani Maria.
– Kiedyś wynajmę autokar i wszyscy pojedziemy Marcinowi kibicować – pęka z dumy ojciec. – Ma dla kogo grać.


FOT. W.Sierakowski FOTO SPORT