Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Zarzeczny: Gdyby piłkarze nie chodzili po lokalach, nie byłoby Ebiego

redakcja

Autor:redakcja

22 sierpnia 2008, 13:30 • 4 min czytania 0 komentarzy

Weszło! rozmawia na temat ostatniej afery w polskiej kadrze ze znanym dziennikarzem i nieocenionym felietonistą – Pawłem Zarzecznym (aktualnie gazeta “Polska The Times” oraz telewizja Orange). Smaczków jest co nie miara.
Jak odbierasz zamieszanie wokół tego, że piłkarze pili alkohol na zgrupowaniu kadry?

Moim zdaniem to szukanie pretekstu. Beenhakker widzi, że ta drużyna to już powoli taka chała się robi, więc będzie chciał zrzucić winę za to na piłkarzy i dziennikarzy. A najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że my przecież w Polsce nie mamy ani piłkarzy, ani dziennikarzy. Oba zawody są raczej mało znane. Jechałem do Lwowa na wycieczkę autokarem i kierownik mówi: – Witamy na pokładzie dziennikarzy. To mu powiedziałem, że dziennikarz jest tu tylko jeden, mając oczywiście siebie na myśli… Generalnie cała ta afera jest śmiechu warta. Przecież awansowaliśmy na Euro 2008 tylko dlatego, że w Chorzowie upili się Portugalczycy. Raz się dzięki pijaństwu wygrywa, raz przegrywa.

Niektórzy twierdzą, że piłkarze na Ukrainie się zataczali.

Nie wierzę, to są zdrowe organizmy. Jak już trzeba było ich karać, to po cichu, jakoś finansowo. Ale bez przesady… A zrobiła się z tego opera mydlana, jakby nie wiadomo, co się stało. Kiedyś mój przyjaciel Andrzej Iwan jak się upił, to pobił kilku policjantów. Ale tak pobił, że w szpitalu wylądowali. A ci co takiego zrobili?

Ł»al ci Boruca?

Miał prawo być wkurzony. Facet na Euro wyciągał kasztany z ognia, a tu nagle wstawiają do składu Fabiańskiego. To tak jakbym ja pisał najlepsze artykuły, a nagrodę by dostał ten, co strugał mi ołówki. Leo nam trochę zwariował… I jeszcze słowo o Majewskim – jego bym wyrzucił nie za to, że poszedł się napić ze starszyzną (widać, że chce zaistnieć i się wkupić – to dobrze, gorzej, gdyby dalej trzymał z trampkarzami), tylko za to, że nosi kosmetyczkę większą niż on sam. Ciekawe, czy ma tam lakier do paznokci…

Wiele osób mówi jednak, że Beenhakker musiał zareagować…

Chcemy świat podbijać, a zabraniamy z hotelu wyjść – trochę to niepoważne. Zwłaszcza, że Lwów to nasze miasto, a Ukrainki są piękne. Taki Majewski jest kawalerem. Dlaczego miałby żony nie szukać? Włodek Smolarek też znalazł sobie żonę w lokalu – w “Arce” koło Legii – i dzięki temu mamy Ebiego. Pani Monika serwowała coca-colę. Gdyby Włodek tam nie chadzał, to by nie było awansu na Euro 2008. I Leo Beenhakkera też by już nie było…

Czyli piłkarz pić może?

Po prostu dęta cała ta sprawa. Nie popieram przesadnego picia wśród sportowców, tak jak nie popieram siebie, gdy wypiję za dużo piwo. Ale nie czuję, żeby to było prawdziwe przestępstwo. Teraz jest takie modne słowo – hipokryzja. Każde państwo zarabia fortunę na alkoholu. Coś, co kosztuje złotówkę, sprzedaje się za 100 złotych… Poza tym europejska kultura jest taka, że w pewnych krajach pija się wino, w innych piwo, a u nas wódkę. Tego Leo nie zmieni. Jak chce zmieniać, to niech najpierw zacznie od palaczy marihuany w Holandii. I niech przestanie reklamować piwo, którego zresztą w ramach protestu nie pijam, bo nie widzę powodu, żeby składać się na absurdalnie wysoką pensję dla tego gościa…

Media atakowały Świerczewskiego i Majdana za picie alkoholu, ale w kwestii Boruca działają z taką pewną nieśmiałością.

A pewnie, bo może się Boruc zaraz przydać. W ogóle z taką pewną nieśmiałością zabierają się też za Beenhakkera. Zajmują się tym, że ktoś pił piwo, a nie zajmują się tym, że Leo wozi ze sobą przyjaciółkę. Może jakby i piłkarze wozili przyjaciółki, to nie musieliby chodzić w miasto.

Zgadzasz się z tym, co wczoraj napisaliśmy – że w polskiej piłce nie piją tylko ci, którzy już nie mogą?

Oczywiście. Niezręcznie jest to mówić, ale nie spotkałem abstynenta, który miałby grać w piłkę. Tak jak nie spotkałem prymusa, takiego z odrobionymi lekcjami i samymi piątkami, który by umiał. Albo odrabiasz lekcję, albo spędzasz czas na boisku. Tacy goście – prymusi – to raczej w kajakarstwie biją się o repasaże. Też są potrzebni, tak jak potrzebni są trzeźwi kierowcy i maszyniści. Ale generalnie w sporcie trochę się chuligani. Na Ukrainie złapano dwóch chuliganów i trzeciego, który chciałby nim być.

Zarzeczny: Gdyby piłkarze nie chodzili po lokalach, nie byłoby Ebiego

FOT. W.Sierakowski FOTO SPORT

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...