Ponieważ poruszyła nas dzisiejsza historia o wywaleniu Boruca, Dudki, i Majewskiego, postanowiliśmy zrobić to, co kochamy – wygadać się. Miała być tajemnica, ale już nie będzie. Otóż po meczu z Niemcami w czasie mistrzostw Europy doszło – oczywiście po alkoholu – do dużej sprzeczki, a nawet szarpaniny na oczach Leo Beenhakkera. Poszło o… Boruca. Otóż Frans Hoek domagał się wystawienia Łukasza Fabiańskiego w meczu z Austrią, a Dziekanowski kategorycznie protestował. Obaj skoczyli sobie do gardeł.
Fabiański jest w kadrze holowany od dawna. Łukasz, Łukaszku, Łukaszeczku, Łukaszku… I tak w kółko. Pierwszy tej szopki nie wytrzymał Tomasz Kuszczak i miał w stu procentach rację. Drugi nerwy stracił właśnie Dziekanowski. Było już późno i wszyscy byli na lekkiej bańce, kiedy Hoek stwierdził, że przeciw Austrii ma zagrać „Fabian”. Najpierw doszło do wymiany zdań, która przeistoczyła się w kłótnię, a następnie w szarpaninę. Nie udało nam się ustalić, czy któryś z trenerów wyprowadził cios.

Jak trenerzy kadry na bani szarpali się o… wystawienie Boruca

„Dziekana” w kadrze już nie ma, ale jest Hoek z Dawidziukiem (dwóch trenerów dla dwóch bramkarzy – nieźle). Dawidziuk w Fabiańskim jest zakochany po uszy, bo tylko dzięki niemu istnieje w futbolu. Założył przecież szkółkę bramkarską w Szamotułach, z której wyszły same niedorajdy plus dzisiejszy bramkarz Arsenalu. Po prostu trafił się jak ślepej kurze ziarno. I tak na „Fabianie” Dawidziuk będzie się wiózł jeszcze przez lata.

Hoek też woli Fabiańskiego, bo Boruc generalnie ma go serdecznie w dupie. Wie jak ma bronić i jak trenować – żadne rady Holendra do szczęścia nie są mu potrzebne. Powstało więc silne lobby za Fabiańskim. Lobby niedorzeczne, bo przecież Boruc to absolutny numer 1.

Już samo powołanie Boruca na mecz z Ukrainą i wystawienie Fabiańskiego nie wyglądało poważnie. Skoro Artur miał nie grać, nie trzeba było go fatygować. A skoro już go zabrano, powinien grać. A tak, może rzeczywiście jest coś na rzeczy i wkrótce – wbrew logice – Fabiański będzie numerem jeden…

Zwolennicy teorii spiskowych mają więc używanie. A nas zastanawia, czemu Beenhakker – skoro tak nie cierpi alkoholu – nie wyrzucił w czasie Euro 2008 awanturujących się po pijaku „Dziekana” i Hoeka?

PS. Jeszcze w kwestii picia alkoholu. Usłyszeliśmy dzisiaj dobre zdanie – w polskiej piłce nie piją tylko ci, którzy już nie mogą. Fabiański może już nie może, bo po jednym ze zgrupowań rzygał jak pies.