Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Jeden z najlepszych pokerzystów świata, Marcel Luske, opowiada o pokerze i Agnieszce Rylik

redakcja

Autor:redakcja

18 sierpnia 2008, 13:58 • 3 min czytania 0 komentarzy

Zamieszczamy wywiad z Marcelem Luske (55 lat), jednym z najlepszych pokerzystów świata, zawodnikiem PartyPoker, który przy stole wygrał 3,5 mln dolarów. – Kiedyś wydawało mi się, że jestem za słaby na zawodostwo. Aż pewnego razu usiadłem do stołu z poważnymi zawodnikami i ich ograłem. Wtedy zrozumiałem, że mam talent. Ludzie byli naprawdę zdziwieni, że przyszedł facet znikąd i narobił zamieszania – opowiada Luske.

Jaki jest pana sposób na oszukiwanie rywali?

Gdybym go zdradził, musiałbym pana zabić. A poważnie – przy stole jak najdłużej trzeba być nieprzewidywalnym. Nie można pokazywać kart ani okazywać emocji. Ludzie boją się tak zwanych spokojnych wariatów, gdyż nie wiedzą, czego się po nich spodziewać.

Blefuje pan tylko przy stole, czy także w życiu?

Myślę, że nie ma ludzi kompletnie uczciwych, którzy nigdy nie kłamią. Jednak zdecydowanie częściej oszukuję w trakcie gry niż prywatnie. Idzie mi nieźle, z reguły potrafię przechytrzyć przeciwnika. Na szczęście nie żyjemy na Dzikim Zachodzie i zdenerwowany rywal nie strzela do mnie z colta.

Kto według pana ma mocniejsze nerwy – zawodowy pokerzysta czy pilot
myśliwca?

Myślę, że nasz stopień opanowania jest podobny. Jeśli pilotujesz
samolot, musisz mieć czysty umysł, być skoncentrowanym tylko na tym. W pokerze jest tak samo. Zawsze musimy być spokojni i stwarzać pozory. Niczym facet, który zakochał się w mężatce (śmiech).

Dlaczego wybrał pan Agnieszkę Rylik, naszą znakomitą bokserkę, na
swojego pokerowego ucznia?

Gdy walczysz z przeciwnikiem przy stole, musisz robić to umiejętnie.
Najpierw zadajesz delikatne ciosy, badasz rywala, aż przychodzi czas, kiedy go nokautujesz. Jak w boksie. Dlatego Aga doskonale potrafiła się odnaleźć w pokerowym świecie. Pomyślałem, że jest materiałem na wielkiego gracza. To utalentowania kobieta, która nie tylko znakomicie odnajduje się w sporcie, ale i na scenie. Jak ona super śpiewa!

Pan też ma niezły głos – słyszałem pana piosenkę o pokerze.

A tak, wydałem kiedyś całą płytę. Zrobiłem to, bo nie chciałem pisać
biografii wzorem innych sportowców. Nagrywanie muzyki jest dla mnie o wiele przyjemniejsze. Poza tym w ten nietypowy sposób mogłem promować poker. Jestem trochę jak holenderski Leonard Cohen.

Uważa pan, że poker to sport czy raczej tylko gra, w której liczy się szczęście?

Zdecydowanie sport. Uprawia go ponad 600 milonów ludzi na świecie, mamy swoje wielkie zawody, zasady gry i tak dalej. Poza tym poker to nie tylko kwestia farta. Liczy się logiczne myślenie, przewidywanie ruchów rywala. Przykładowo – ja kiedyś po zachowaniu przeciwnika domyśliłem się, że zostały mu tylko dwa króle.

Słyszałem, że jest pan najgroźniejszym pokerzystą na świecie. Dlaczego?

Bo jako jedyny z zawodników może się pan pochwalić czarnym pasem w karate. To prawda, ale zapewniam pana, że nie tłukę nikogo podczas gry. Trenowałem sztuki walki, by mieć w sobie wewnętrzny spokój, nie bać się tego, że ktoś mnie pobije w ciemnym zaułku.

Pana znak rozpoznawczy to okulary przeciwsłoneczne, które zakłada pan podczas gry do góry nogami. Skąd taki pomysł?

Stosowanie tego fortelu ma jeden wielki plus – ja widzę wszystko, co dzieje się przy stole, z kolei rywale nie mogą dostrzec mojego wzroku. Dzięki temu mam nad nimi przewagę. Gdy pierwszy raz przyjechałem do USA, Amerykanie nabijali się z mojego pomysłu. Mówili mi, że jestem głupi i szalony. Zmienili zdanie, gdy wygrałem w okularach wielki turniej w Las Vegas.

Jest pan fanem piłki nożnej, więc zapytam co w pana rodzinnej Holandii myśli się o Leo Beenhakkerze?

Wasz selekcjoner to człowiek niezakłamany. Twardziel, który zawsze mówi to, co myśli. W krajach Beneluksu tacy ludzie są szczególne cenieni, bo nie ma ich zbyt wielu.

Jeden z najlepszych pokerzystów świata, Marcel Luske, opowiada o pokerze i Agnieszce Rylik

Najnowsze

Ekstraklasa

Trela: Po pierwsze nie szkodzić. Niedźwiedzia przysługa Baldy wobec Magiery

Michał Trela
1
Trela: Po pierwsze nie szkodzić. Niedźwiedzia przysługa Baldy wobec Magiery

Komentarze

0 komentarzy

Loading...