Atmosfera powoli zaczyna przypominać tę sprzed Euro 2008. Kto nie wierzy w Polaków – ten zdrajca. Każdy kto ma zdrowy rozum wie, że Wisła przegra w Barcelonie. I to nie 1:0, pewnie nawet nie 2:0. To żaden wstyd, każdy wynik poniżej 3:0 nie odda przecież różnicy, jaka dzieli oba kluby. Ale nie można tego mówić głośno – teraz trzeba udawać, że się wierzy i powtarzać kretyńskie „dopóki piłka w grze”. Wychylisz się toś głupi i niewarty szacunku, patriotycznie niewychowany. Albo Ł»yd.
Już to przerabialiśmy. Na Niemców, jak pod Grunwaldem, na Podolskiego. Oni nas Klose, my ich Smolarkiem. Oni nas Ballackiem, my ich Ł»urawskim. Łby im utniemy, ale damy radę. Bo kiedyś przecież radę dać trzeba. Ci co absolutnie nie wierzyli, to woleli powiedzieć: „Na dziesięć meczów raz wygramy, może właśnie teraz”. A jak ktoś mówił szczerze, jak chociażby Wojtek Kowalczyk, że wpierdol będzie okrutny, to zaraz się zaczynało – że dureń, że szkoły nie skończył, że pewnie się upił.

Protestuję! Pozwalam wierzyć wiecznym marzycielom, ale niech marzyciele pozwolą istnieć racjonalistom! Wisła przegra.