Sztuka mediacji jest chyba absolutnie nieznana prezesowi Legii Leszkowi Miklasowi. Gdy pojawia się realna szansa zakończenia konfliktu na Łazienkowskiej, prezes klubu nie wykazuje nawet minimum dobrej woli – chociażby w wypowiedziach, co nic nie kosztuje…

OTO WYWIAD Z LESZKIEM MIKLASEM Z „POLSKI”

W meczu z Polonią kibice Legii nie obrażali ani Pana, ani właścicieli klubu? W tym tygodniu spotyka Pan się z Wojciechem Kowalczy-kiem, który chce być mediatorem. Czyżby konflikt z kibicami dobiegał końca?
Nieobrażanie nas to jest wyłącznie powrót do zachowania na poziomie elementarnym. Czy z tego powodu powinienem być komuś wdzięczny? My ciągle wymagamy tego samego, czyli przestrzegania prawa i minimum dobrego smaku.

Zgadza się Pan, że w meczu z Polonią go brakowało?
Jeśli dyskusja ma dotyczyć wpuszczania na mecze osób, które mają zakazy np. za rozróby w Wilnie, to mówimy: nie. Gdybyśmy przywrócili tym ludziom prawa do przychodzenia na stadion, to dalibyśmy sygnał, że takie sytuacje jak w Wilnie mogą się zdarzać i nic się nie będzie zmieniać. Jeśli ktoś mówi mi, żebym wpuszczał na stadion Pana S., to mówię, że jest to niemożliwe. To nie jest człowiek, któremu przypadkowo odpaliła raca w rękach i policja zrobiła mu krzywdę, bo sprawę oddała do sądu, a on potem przyszedł i powiedział, że to było ostatni raz i że żałuje. To jedna z najaktywniejszych osób tej grupy, która intonuje wulgarne piosenki obrażające właścicieli. Trudno takiemu człowiekowi pomagać, skoro nieustannie próbuje niszczyć to, co my staramy się budować.

Nie baliście się, że sytuacja z Wilna mogła się powtórzyć na Białorusi albo powtórzy się w Moskwie?
Nie. Wiedzieliśmy, że siły porządkowe podczas meczu z Homelem będą dobrze przygotowane. Podobnie będzie w Moskwie. Deklaracje władz FK w kwestiach zabezpieczenia imprezy idą nawet jeszcze dalej. Jest taka możliwość, że na stadion w Moskwie wejdą tylko osoby, które my zarekomendujemy.

Skoro mowa o FK Moskwa, nie był Pan zadowolony z losowania II rundy eliminacji Pucharu UEFA?
Jeśli chodzi o stronę sportową, chciałem uniknąć dwóch drużyn: FK Moskwa i Herthy Berlin. FK, mimo iż ostatnio zajmuje miejsca w dolnych częściach tabeli, to bardzo silna drużyna. Budżet klubu jest ponaddwukrotnie większy niż nasz. Liga rosyjska to jedna z najsilniejszych w Europie, finansowo druga po angielskiej. Co do kwestii marketingowych umowy telewizyjne podpisywane były kilka lat temu, kiedy jeszcze liga rosyjska nie była tak popularna i mocna. W efekcie z wyjazdu do Moskwy nie będziemy mieli praktycznie żadnych korzyści. Sytuacja się zmieni, jeśli wyeliminujemy Rosjan.

A jakie korzyści będzie miała Legia z letnich transferów?
Iwański już zaczął się spłacać. Pozostali nie są jeszcze przygotowani do rozgrywek. Ich pełnej oceny będziemy mogli dokonać po tej rundzie.

Czy latem będą kolejne zakupy w Legii?
Wciąż szukamy stopera, chcemy uzupełnić ubytek po Inakim Astizie.

A Pance Kumbev?
Szukaliśmy dwóch środkowych obrońców.

Co będzie z Rogerem? Podobno stawia Pan zaporową cenę 9 mln euro.
Dementuję. Kwota, którą chcemy za Rogera, jest ponad połowę niższa. Jeśli znajdzie się ktoś, kto zechce zapłacić za niego tyle, to nie będziemy robić problemów.

A jakie jest zainteresowanie Rogerem?
Pytają o niego menedżerowie, ale konkretnej oferty nie dostaliśmy.

Na boczny tor odsunięty został Aleksandar Vuković. Nie dało się z nim dogadać?
Ale on sam się odsunął. Aco chciałby, żebyśmy już dziś zagwarantowali mu długi kontrakt, na lepszych warunkach. My z kolei mamy w tej chwili kilku piłkarzy na tę pozycję i chcielibyśmy przyjrzeć się im w tej rundzie. Nie wykluczamy, że znów siądziemy z Aco Vukoviciem do rozmów w grudniu, a może za rok. Ale nie może być tak, że zawodnik mający ważny kontrakt z klubem obraża się na to, że nie chcemy przedłużyć tej umowy. Kilka miesięcy temu, kiedy to my chcieliśmy, żeby Aco podpisał kontrakt, rozeszło się o niewielkie kwoty. Wówczas zmieniła się sytuacja w Legii, doszli nowi zawodnicy i w tej chwili już nie zależy nam tak bardzo na rozstrzygnięciu tej kwestii natychmiast. Vuković myślał, że z czasem przystaniemy na jego warunki. Prowadzenie zawodnika przez menedżera, jest podobne do prowadzenia klubu przez prezesa: trzeba wiedzieć, co zrobić w danym momencie. Czasami się wygrywa, czasami przegrywa.

To dlaczego Legia nie chce go puścić? Robicie mu na złość?
W żadnym wypadku. Sytuacja jest prosta: my potrzebujemy go teraz w klubie. Jeśli jednak przyjdzie oferta, która nas zainteresuje, to pochylimy się nad nią. Na razie te oferty jakoś nie przychodzą. Zawodnik nie może stawiać sprawy w ten sposób, że mówi, iż został mu rok kontraktu i albo go puścimy, albo on się na nas obrazi i rzuci robotę. Kontrakty obowiązują obie strony.

Co prezes Legii chce osiągnąć z klubem w tym sezonie?
Celem Legii, bardziej niż w ubiegłym sezonie, jest pierwsze miejsce. Absolutne minimum to europejskie puchary. Ten zespół stać na walkę o mistrzostwo. Dajmy mu trochę czasu.