To prawdziwy upadek. Bartosz Fabiniak jeszcze nie tak dawno był powoływany do reprezentacji – na trzeciorzędne mecze, ale jednak. Teraz nie chcą go w zespole spadkowicza z ekstraklasy, Widzewa Łódź. Kilka miesięcy temu cena za tego bramkarza wynosiła 1,5 miliona złotych, teraz łodzianie oferują go innym klubom za 500 tysięcy. A i tak nikt nie wyraża zainteresowania. Rozsyłają faksy, dzwonią i namawiają i nic – nie ma chętnych!
Fabiniak nie jest bramkarzem naszych marzeń, bo styl ma trochę taki „majdanowaty”, czyli za dużo parad, za mało pewności. No ale też ostatnią ciamajdą nie jest i na pewno ma papiery, żeby jeszcze w lidze pograć. Jest zwinny, szybki, odważny. Nauczyłby się jeszcze łapać zamiast piąstkować i byłoby nieźle. A tak…

Upadek Bartosza Fabiniaka. Co teraz z bramkarzem Widzewa Łódź?

Jego problemy zaczęły się chyba od momentu, w którym trenerem łodzian został Janusz Wójcik. To znaczy Fabiniak już wcześniej bronił tak sobie, ale przy Wójciku całkowicie się rozkleił. Okazało się, że jak tylko ktoś na niego krzyknie, to chłopak ma pełno w gaciach. A że Wójcik krzyczał, to się wcale nie dziwimy. Bo jak słusznie stwierdził, „gramy bez bramkarza, kurwa, gramy bez bramkarza!”.


Przełomowy był właśnie ten mecz, w którym Fabiniak zawalił trzy gole…


A Wójcik to odpowiednio skomentował…


Co teraz czego Fabiniaka? Wydaje się, że ławka rezerwowych w Łodzi, a to najgorsze rozwiązanie. Chłopak się jeszcze bardziej zdołuje (w ogóle chyba przydałby mu się psycholog, kiedyś jak jeszcze szmaty w polskiej lidze puszczał Boruc, to taka terapia bardzo mu pomogła), szans na grę – skoro sporo zapłacono Maciejowi Mielcarzowi – mieć nie będzie. Może jakieś wypożyczenie? Ale czy ktoś się skusi?


FOT. W.Sierakowski FOTO SPORT