Całe zamieszanie z degradacją Cracovii od początku wydawało nam się sztucznie nadmuchane, więc w ogóle się nim nie zajmowaliśmy. Z publikacji „Przeglądu Sportowego” wyciągnęliśmy za to jedno zdanie, które naprawdę nas zainteresowało. Mecenas Agata Wantuch mówi o zamieszaniu wokół kontraktu Przemysława Kuliga: „Odwołanie od tej decyzji zostało uwzględnione i do dzisiaj ta sprawa nie została przez PZPN zamknięta”.
Do dzisiaj. To są jakieś kompletne żarty. Spór z 2007 roku dotyczy, czy Kulig jest piłkarzem Cracovii, czy może jednak Górnika Łęczna. I co? Od ponad roku PZPN nie jest w stanie tego ustalić! Ciekawi jesteśmy, co by się stało, gdyby teraz Cracovia sprzedała komuś tego piłkarza. Albo gdyby skończył mu się kontrakt i poszedł grać gdzieś dalej. Procesowałyby się trzy kluby? To przecież PZPN nie zdołałby tego rozstrzygnąć przed mistrzostwami świata w 2018 roku!

Takiego siedliska patentowanych leni nie ma nigdzie

Michał Listkiewicz lubi kreować się na świetnego prezesa. Ale ten świetny prezes zarządza najbardziej niewydolną firmą w Polsce. Te darmozjady (bo przecież nie pracują charytatywnie) przez rok nie zdołały rozwiązać sprawy jakich wiele. Czy oni w ogóle tam coś robią? Dodajmy, że nie zdołano też do dziś rozstrzygnąć, czy kontrakt Czesława Michniewicza z Zagłębiem Lubin jest wciąż ważny, czy może już nie (sprawa z października 2007). Nie wiadomo też, kto zagra w przyszłym sezonie w ekstraklasie, ani tym bardziej nie wiadomo, kto w pierwszej lidze. Komisja odwoławcza nie istnieje, ale rzecznik PZPN zapewnia, że zaraz jej skład zostanie skompletowany i zbierze się… w następny czwartek. Wtedy rozstrzygnie, kto ma grać. Rozumiecie to? Dla niego to żadna różnica. Dziesięć dni w tą, dziesięć w tamtą, potem robi się z tego miesiąc, rok… A że kluby nie wiedzą, do jakich rozgrywek mają się szykować, jak planować budżety? Mogłby przecież lepiej grać i nie zajmować miejsc spadkowych.

PZPN robi wszystko w czwartek, ale zawsze w ten następny. Ciekawi jesteśmy, ile jeszcze spraw czeka na rozstrzygnięcie…