Z dużej chmury mały deszcz. Jakub Błaszczykowski od kilku dni szumnie zapowiadał, że zdradzi powody, przez które opuścił kadrę. Mówiło się o tym, że pomocnik Borussii Dortmund znieważny Leo Beenhakkera lub jego fizjologa Mike Lindemanna. Nic takiego nie nastąpiło. Na swojej konferencji prasowej Kuba wypadł jak zawsze – jak grzeczny chłopiec, który boi się własnego cienia. Ale może dobrze – dość już zamieszania wokół kadry, może lepiej… ciszej nad tą trumną.
– Ł»adnej kontuzji nie było, ale rzeczywiście, miałem problemy z mięśniem dwugłowym. Widziałem, że na pewno nie będą w stanie zagrać z Niemcami. A że wątpliwy był tez mój występ z Austria trener postanowił wymienić mnie na innego Łukasz Piszczka – tłumaczy Błaszczykowski.

Konferencja prasowa Jakuba Błaszczykowskiego: nuda i sztampa

Nasz pomocnik podkreśla również, że wbrew doniesieniom prasy nie było żadnego konfliktu z Beenhakkerem. – Trener po prostu nie chciał mnie narazić na odnowienie się kontuzji. Oczywiście pożegnanie się z kadrą i utrata szansy na grę podczas Euro to był dla mnie szok. Czułem żal, byłem wściekły, ale jako zawodnik musiałem tę decyzję uszanować – zakończył Kuba.

Czy można mu wierzyć? Jeszcze do niedawna spekulowano, że pokłócił się z Beenhakkerem o to, iż trener nie widzi go w pierwszym składzie na mecz z Niemcami. Inne źródła donosiły, że Kuba opuścił zgrupowanie bo Beenhakker powiedział mu, że jako rezerwowy nie może liczyć na pełną premię meczową.

Generalnie w konflikt akurat tego zawodnika z Beenhakkerem nie wierzyliśmy. Dziwi nas natomiast jedno – Hiddink wiedział, że Arszawin nie zagra w pierwszych dwóch meczach (dyskwalifikacja), a mimo to wziął go na turniej. I opłaciło się! A Leo nie wierzył od początku w nasze wyjście z grupy?