Po wczorajszym meczu, gdzie Polska przegrała z Chorwacją 1:0, dzisiejsza prasa nie pozostawia „suchej nitki” na zespole Leo Beenhakkera. Wszystkie gazety zgodnie stwierdzają, że Polska została najgorszą drużyną podczas tych rozgrywek – o czym świadczy zdobyty 1 punkt i zdobyta 1 bramka… ze spalonego
Gazeta Wyborcza:
Miała być walka o ćwierćfinał, a wyszedł najgorszy mecz na Euro 2008, w którym piłkarze Leo Beenhakkera przypomnieli nam poziom ze spotkań z Finlandią (1:3) i Armenią (0:1). To już koniec męki polskich piłkarzy, którzy udowodnili sobie i swoim kibicom, że nie mają nic wspólnego z poziomem wymaganym na mistrzostwach Europy. Ł¹le zagrali wszyscy, oprócz Artura Boruca. Nawet Roger Guerreiro. Niemoc, brak elementarnych umiejętności były wręcz szkokujące. Kilku piłkarzy pokazało poziom drugoligowy. A wszystko to w meczu ostatniej szansy, z rywalem grającym rezerwami i bez specjalnej motywacji, bo Chorwaci już przed meczem wiedzieli, że w ćwierćfinale grają z Turcją.

Polska prasa po blamażu na Euro 2008

Rzeczpospolita:
Polscy piłkarze pojechali na mistrzostwa Europy, by rywalizować z najlepszymi, a przegrali nawet z rezerwową drużyną Chorwacji. „Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało”. A właśnie, że się stało. Znowu się z nas śmieją i nawet na wczasy do Chorwacji nie warto jechać, bo nas będą palcami pokazywali, jako największych nieudaczników mistrzostw Europy. Nie było w tym turnieju drużyny gorszej niż Polska.

Super Express:
Mieliśmy walczyć na tych mistrzostwach, to miała być dla nas piłkarska wojna. Ł»eby w końcu nie wracać z dużej imprezy na tarczy. Przed meczem z Niemcami apelowaliśmy do Leo Beenhakkera o głowy naszych rywali. I co dostaliśmy? Wielkie nic. I tak jak w reklamie aż chce się zapytać: Leo, why?

Przegląd Sportowy:
Mecz z Chorwacją uwypuklił wszystkie mankamenty polskich piłkarzy – słabsze wyszkolenie techniczne i przygotowanie fizyczne niż rywali oraz całego zespołu – marną siłą ognia i luki w obronie. Potwierdził też, że bardzo dobry bramkarz to za mało, by pokusić się o sukcesy na międzynarodowej arenie (choć trzeba przyznać, że Artur Boruc znów bronił fenomenalnie). A Leo Beenhakker, mimo bogatej w sukcesy kariery, ciągle nie zaznał smaku zwycięstwa na wielkiej piłkarskiej imprezie.

Trybuna:
To był dla nas fatalny turniej – zdobyty ledwie jeden punkt i jedna strzelona bramka (Roger Guerreiro ze… spalonego), a Leo Bennhakker nie wymyślił prochu. W 16-zespołowej stawce okazaliśmy się Kopciuszkiem, który przez dwa tygodnie bawił się na kredyt na futbolowym dworze, ale sen już się skończył.

Polska:
W łeb wzięły spekulacje i przypuszczenia, że Chorwaci odpuszczą sobie to spotkanie, bo im bardziej zależy, by do ćwierćfinału awansowała Polska. Nie dlatego, że nas lubią, ale żeby z turniejem pożegnali się Niemcy. Nie pomogły kolejne roszady LeoBeenhakkera w składzie. Po słabej grze przegraliśmy ostatni mecz turnieju 0:1 i wracamy do domu. Po zachowaniu niektórych piłkarzy, a także ich wypowiedziach po spotkaniu z Austrią można było wyczuć, że Leo zechce wstrząsnąć drużyną. Ale że aż tak?