Momentami graliśmy fajnie – stwierdził Maciej Ł»urawski. Oszalał? Zwariował? Czy też tak mu się tylko bez sensu powiedziało? Jakimi momentami? Kiedy? To musiał być tak krótki moment, taka chwila, ułamek sekundy, że akurat reporterzy Weszło! musieli to przeoczyć. Drogi Macieju, bardzo cię lubimy, ale zagraliśmy żałośnie. A jeśli były fajne momenty, prosimy się – wskaż, pokaż palcem, powiedz, cofniemy taśmę, może rzeczywiście masz rację? Może były takie dwie sekundy, kiedy Niemcy nie wiedzieli, co się dzieje? Mamy dla ciebie jednak złą wiadomość – fajne momenty liczą się w kinie, a mecz trwa 90 minut!
Stan psychiczny w naszej kadrze w ogóle nie jest najlepszy, bo Leo Beenhakker stwierdził: – Były kapitalne momenty… Czyli to już jakaś choroba, ogólne zaćmienie umysłu, które przeskakuje na kolejne osoby. Jakby tego było mało, Leo za porażkę obwinił sędziego. Miejmy trochę honoru, trenerze… Czepiać się centymetrowego (jeśli już) spalonego? Centymetrowego?!

Co za bzdury wygadują Żurawski i Beenhakker?

Wracając do Ł»urawskiego – to był jego siódmy mecz w wielkim turnieju. Siódmy słaby. Nie strzelił żadnego gola, w Korei zmarnował karnego. Regularnie „Ł»uraw” nie potrafi udźwignąć ciężaru spotkania. To być może fantastyczny zawodnik, ale najwyraźniej bardziej na Larissę i ligę grecką niż na mecze Celtiku w Lidze Mistrzów. Bardziej na mecze Polski z Albanią niż z Niemcami. Mówiąc wprost – Maciek pęka. W pierwszej połowie uderzył piłkę nieczysto, ale stwierdził, że… zabrakło mu szczęścia. Nie, nie szczęścia – zabrakło mu dobrego uderzenia, soczystego, takiego a’la Podolski.

Co sądzicie? Czy Ł»urawski zasługuje, by dalej mu wierzyć? Czy mecz numer osiem już mu się uda? A może mecz numer dziewięć? Czy powinniśmy mieć dla niego bezgraniczne zaufanie?

Sam Leo uważa, że w zasadzie nie zawiódł nikt. Każdy zrobił swoje. Skoro tak, to co musiało się stać, byśmy chociaż zremisowali? Nikt nie zawiódł, tylko sędzia? Przecież to zwykłe dyrdymały. Beenhakker stwierdził: – Straciliśmy gola i potem już było ciężko… Co za odkrywcza myśl! Zawsze jak się traci gola, to potem jest trudniej, a nie łatwiej. A jak się traci drugiego, to już jest naprawdę ciężko…

Trzymajmy się faktów. Jak w Korei, jak w Niemczech – na otwarcie turnieju przegraliśmy 0:2, nie mając ani przez moment najmniejszych szans na pozytywny wynik. Załatwił nas ten, do którego odwróciliśmy się plecami (a raczej zrobił to swego czasu Paweł Janas) – Łukasz Podolski. Janasa, nie bójmy się tego powiedzieć, za ten sabotaż powinno się wypędzić z kraju!

Podolski to jedno – gra dla Niemców, stało się, nic nie zmienimy. Gorzej, że nasi piłkarze w żaden sposób nie potrafili nawiązać walki. Wydaje się też, że Leo Beenhakker popełnił błędy w selekcji – po co na mistrzostwa wziął na przykład Wawrzyniaka (nawet w Legii często był rezerwowym), skoro na lewej obronie, czyli pozycji legionisty, wolał wystawić Golańskiego i Krzynówka. Ilu więc piłkarzy, poza Bronowickim, musiałoby odnieść kontuzje, żeby na boisko wszedł Wawrzyniak? Czterech?! Pięciu?!

Swoją drogą, żal było patrzeć na Golańskiego. Nie dość, że zawalił gola, to jeszcze cały czas przerzucał piłkę na prawą stronę boiska, byle dalej od siebie, byle cała gra toczyła się gdzie indziej. Z Krzynówkiem nie współpracował w ogóle. To zresztą symptomatyczne, czasami można było odnieść wrażenie, że Niemcy grają piłką, a Polacy gorącym kartoflem…

Była mowa o Wawrzyniaku, ale pojechał też na mistrzostwa Saganowski, zdobywca bodaj 2 bramek w 48 kolejkach Championship – i wszedł na boisko, mimo że wcześniej częściej szanse otrzymywał Zahorski. Wszedł też Piszczek, przywołany z urlopu…

Pytań jest więcej – jak długo na nazwisku będzie jechał Jacek Bąk? Aktualnie to piłkarz tragiczny, wieczne zagrożenie naszej bramki. Czy naprawdę na turniej powołani zostali wszyscy najlepsi? Czy to normalne, że asystenci Leo Beenhakkera siedzą gdzieś z boku ławki, a on konsultuje się z rodakiem, trenerem bramkarzy?

Nie chcemy się czepiać, ale jesteśmy rozżaleni, bo ten mecz wyglądał źle, bardzo źle.


O MECZU CZYTAJ TEŁ» NA BLOGU WOJCIECHA KOWALCZYKA – KLIKNIJ TUTAJ

DLACZEGO NAPISALIŚMY TAK OSTRO – KLIKNIJ TUTAJ

PS. WESZŁO! ROZUMIE, Ł»E GRALIŚMY Z FAWORYTEM TURNIEJU, TRZYKROTNYM MISTRZEM EUROPY, Z PIŁKARZAMI KLASY ŚWIATOWEJ. TO WSZYSTKO NIE PODLEGA WÄ„TPLIWOŚCI – STAŁO SIĘ TO, CO PEWNIE MUSIAŁO. PYTANIE JEDNAK BRZMI, CZY ZROBILIŚMY WSZYSTKO (POWOŁANIA, SKŁAD, ZAANGAŁ»OWANIE), BY NIESZCZĘŚCIU ZAPOBIEC…