Manchester City wykluczony z Ligi Mistrzów. Bomba czy niewypał?
Anglia

Manchester City wykluczony z Ligi Mistrzów. Bomba czy niewypał?

Wszystko wskazuje na to, że Pep Guardiola w tym sezonie może mieć ostatnią szansę, by sięgnąć z Manchesterem City po upragnione zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Jak poinformowali przedstawiciele UEFA, drużyna The Citizens w ramach kary za pogwałcenie zasad Finansowego Fair Play będzie wykluczona z europejskich rozgrywek w sezonach 2020/21 i 2021/22. Dodatkowo na klub została nałożona grzywna w wysokości 30 milionów euro.

Powiedzmy, że tą drugą częścią kary zajmować się zbyt wnikliwie nie będziemy. 30 dużych baniek to z punktu widzenia zwykłego śmiertelnika pieniądze niewyobrażalne, ale właściciele City pewnie tego kalibru sankcję jakoś przeboleją. Bywali już przez UEFA finansowo karani, nawet pokaźniejszymi grzywnami. Co innego wywalenie z Ligi Mistrzów. Nad tym na pewno przedstawiciele City Football Group nie przejdą gładko do porządku dziennego, to dla nich siarczysty policzek. Poważny cios w ten potężny projekt sportowy, dla którego wisienką na torcie miał być właśnie triumf w Champions League. O ile oczywiście do wykluczenia rzeczywiście dojdzie, ponieważ na razie nic nie jest jeszcze, wbrew pozorom, przesądzone. Przed City i ich prawnikami istnieje wciąż szansa odwołania się do Trybunału Arbitrażowego do Spraw Sportu (CAS). A werdykt trybunału niekoniecznie musi być dla angielskiego klubu niekorzystny.

Szejk Mansour na pewno się postara o to, by karę w sposób znaczący złagodzono.

O co UEFA tak w ogóle czepia się Manchesteru City?

Jako się rzekło, chodzi o kpienie sobie z zasad Finansowego Fair Play, czyli – w największym skrócie – księgowanie gigantycznych dochodów z fikcyjnych sponsoringów. Tego rodzaju praktyka pozwala potem beztrosko dokazywać na rynku transferowym i korzystać w najlepsze z petrodolarowej kroplówki od właściciela. Organy UEFA dociekły między innymi – o czym można było szeroko poczytać w publikacjach pisma „Der Spiegel” – że to właśnie wspomniany Szejk Mansour de facto zapłacił własnemu klubowi prawie 70 milionów funtów w ramach umowy sponsorskiej dotyczącej koszulek, nazwy stadionu i akademii. W teorii głównym sponsorem „Obywateli” jest rzecz jasna firma Etihad, w praktyce wszystkie pieniądze płyną bezpośrednio od Mansoura, członka rodziny królewskiej Abu Zabi.

Niby oczywistość, ale trochę potrwało, nim UEFA zebrała odpowiednio szeroki materiał dowodowy, by wymierzyć klubowi sankcje. Tymczasem Manchester City już teraz w oficjalnym oświadczeniu zapowiedział odwołanie do Trybunału w Lozannie. Działacze angielskiego klubu stwierdzili, że są zawiedzeni, ale nie zaskoczeni tą decyzją europejskiej federacji.

Co dalej? Cóż, sprawa jest rozwojowa, bo w Lozannie mogą się dziać różne rzeczy. Przypomnijmy, że jakiś czas temu UEFA próbowała też za łamanie Finansowego Fair Play capnąć Paris Saint-Germain. Efekt tych działań był więcej niż żałosny. Pisaliśmy na Weszło: „Trybunał w Lozannie ogłosił, że zastrzeżenia względem działań PSG i odpowiednia dokumentacja zostały zgłoszone zbyt późno. Federacja miała na działanie dziesięć dni, uwinęła się w trzy miesiące. Decyzja CAS jest ostateczna i wiążąca, choć dotyczy tylko kwestii proceduralnych, a nie meritum sprawy”.

Bardzo możliwe, że także i tym razem jakieś „względy proceduralne” sprawią, iż Manchester City wyjdzie z całej awantury bez szwanku, ewentualnie z drobnymi zadrapaniami na reputacji i nauczką, by w przyszłości szemrane dochody księgować jeszcze sprytniej. Choć trzeba uczciwie przyznać, że sprawa wygląda jednak poważniej niż w przypadku PSG i mistrzom Anglii nie będzie łatwo się z tej opresji wywinąć.

A jeśli decyzja UEFA zostanie przez CAS podtrzymana? Miejsce „Obywateli” w Champions League w przyszłym sezonie zajmie wówczas piąta drużyna angielskiej Premier League. Jest więc o co grać. Jak mawia klasyk – liga będzie ciekawsza.

fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (15)