Tylko nie on… Złote dziecko koszykówki na drodze naszych do Tokio
Inne sporty

Tylko nie on… Złote dziecko koszykówki na drodze naszych do Tokio

Mieć jednego z kilku najlepszych kozaków na świecie w swojej reprezentacji generalnie jest całkiem przyjemnie. Bez cienia przesady możemy przecież napisać, że Robert Lewandowski niemal w pojedynkę wygrał nam wiele meczów, a nawet całych eliminacji. To miłe. Podobnie jak oglądanie, gdy bije kolejne rekordy Bundesligi, albo pakuje 4 gole w kwadrans meczu Ligi Mistrzów. Znacznie mniej przyjemnie się robi, kiedy to rywale mają w składzie kocura, którego nie obowiązują żadne limity i ograniczenia. Luka Doncić, o którym chwilę temu pisaliśmy na Weszło, staje na drodze polskich koszykarzy do wymarzonych igrzysk olimpijskich. No ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo…

W świecie koszykówki przez lata był Michael Jordan i długo, długo nikt. Był trochę jak Muhammad Ali w boksie, czy Pele w piłce. Ale potem przyszli Messi, Ronaldo, Lewandowski, przyszli Tyson, Lewis, Mayweather, a następnie Wilder i Joshusa i tak dalej. A do rywalizacji pod koszem dołączyli Kobe Bryant, Shaquille O’Neal i LeBron James.

Dziś jednym z najgłośniejszych nazwisk w świecie koszykówki jest Luka Doncić. Urodzony w lutym 1999 roku chłopak ze Słowenii przebojem wdarł się do ligi NBA. W ubiegłorocznym drafcie został wybrany z jedynką i dziś nikt nie ma wątpliwości, że na ten wybór jak najbardziej zasłużył. Koszykarscy eksperci mocno się spierają, debatując, które rekordy pobije młody Słoweniec, zasadniczo jednak się zgadzają, że będzie ich dużo. W ostatnich pięciu meczach na przykład zdobył – bagatela – 170 punktów. Statystyki zresztą trochę sobie zepsuł dziś, bo przeciwko Clippers zaliczył „tylko” 22, czyli o osiem poniżej swojej średniej z całego sezonu. Granicę 2 tysięcy punktów osiągnął już w 88. meczu w NBA, czyli szybciej niż choćby jego idol LeBron James (o 4 mecze) Coraz częściej słychać, że Doncić po prostu przeszedł już grę, zwaną koszykówką (o czym więcej przeczytacie tutaj). I choć jest w tym trochę przesady, to – niestety – niezbyt dużo.

Czemu niestety? Bo gwiazdor Dallas Mavericks właśnie zapowiedział, że zamierza pomóc reprezentacji Słowenii w wywalczeniu awansu na igrzyska olimpijskie w Tokio. A w dzisiejszym losowaniu wyszło na to, że w turnieju eliminacyjnym do nich Polacy wpadli do grupy B, właśnie z tym zespołem oraz Angolą. O ile ogranie ekipy z Afryki powinno być formalnością, o tyle pokonanie prowadzonych przez Doncicia Słoweńców byłoby niemalże cudem. Inna sprawa, że w tej fazie i tak jeszcze nic się nie rozstrzygnie. W grupie A zagrają gospodarze czerwcowego turnieju w Kownie – Litwini, a także Korea Południowa oraz Wenezuela. Po dwie ekipy z każdej grupy awansują do półfinałów, a bilet do Tokio wywalczą tylko zwycięzcy turnieju. Jednym słowem, aby marzyć o igrzyskach i tak trzeba będzie sobie z tym Donciciem jakoś poradzić.

Gdyby kilka miesięcy temu ktoś nam powiedział, że zakończymy koszykarski mundial w gronie ośmiu najlepszych ekip świata, w dodatku tylko jedno miejsce za Ameryką, zostałby odesłany na przymusowe leczenie. Ewentualne ogranie Słowenii i/czy Litwy na jej terenie pobiłoby jednak ten wynik. I choć naprawdę marzymy o takiej niespodziance, na dziś po prostu nie jesteśmy w stanie w nią uwierzyć.

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (8)