Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ
Blogi i felietony

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Dyskusje dotyczące piłki nożnej w Polsce w ostatnich tygodniach zdominowały dwa nurty. Jeden z nich, nazwijmy go praskim, to głosy zrównujące nas ze Slavią Praga. Dyskusja ma wówczas smak słodko-gorzki – z jednej strony oczywiście widać jak na dłoni, ile nas od Slavii dzieli, ale z drugiej: widać też, że swoje zrobił tam chiński kapitał, którego w Polsce nie posiadamy. Drugi nurt, niech będzie pilzneński, zrównuje nas z Viktorią i jest już bardziej pesymistyczny: nie są to bogacze, a swoim niewielkim budżetem zarządzają na oko tysiąc dziewięćset osiem razy lepiej niż którykolwiek z polskich klubów.

To, co musi cieszyć: wreszcie patrzymy tam, gdzie powinniśmy. Zawsze bawiły mnie zapowiedzi budowy polskiej La Masii czy polskiego Ajaksu, bo to zupełnie inne systemy walutowe, inny moment historii, inne warunki, inne tradycje. Ale już Czesi? Dzieli nas mnóstwo, ale jest też parę cech wspólnych, jak choćby strefa klimatyczna czy zaległości związane z okresem przebywania za żelazną kurtyną. Nie chcę powtarzać się po raz setny, dlaczego Legia Warszawa nie jest Slavią Praga, zrobiłem to bardzo obszernie W TYM MIEJSCU i mam wrażenie, że niewiele się od tego czasu zmieniło.

Zwróciłbym natomiast na kwestię, która pcha się na afisz ilekroć w barwach Korony Kielce na boisko wybiegają wszyscy -icie tego świata. Nie jestem tutaj zupełnie czysty, w grach często buduję skład w oparciu o Rebicia, Perisicia i Brozovicia, ale mimo wszystko – w realu pomysł postawienia Djuranovicia obok Jukicia i Kukicia jest trochę bardziej ryzykowny. A przy tym, mam wrażenie, bardziej kosztowny.

Zacznijmy może od tego, że dostrzegam dobre ruchy Korony Kielce, których przez lata uzbierało się sporo. Swego czasu świetne wrażenie robił Diaw, pozytywnie wypadali Soriano czy Brown Forbes, swoje niezłe momenty miał Kaczarawa, a nawet w obecnym, dość mizernym składzie, na plus wyróżnia się Kovacević. Nie jestem populistą i zdaję sobie sprawę, że często piłkarz z Bałkanów, wyciągnięty jeszcze w dodatku z ligi kazachskiej czy bułgarskiej, może być tańszy niż solidny pierwszoligowiec. Nie mam zamiaru krzyczeć: MŁODZI POLACY, bo niestety mam pełną świadomość ryzyka, jakim jest obarczona gra młodzieżą znad Wisły.

Ale kurczę. Lista, którą przygotowałem jest porażająca. Wziąłem pod uwagę trzy sezony i połowę tego obecnego.

Luka Kukić – 1 mecz
Andres Lioi – 4 mecze
Rodrigo Zalazar – 4 mecze
Themistoklis Tzimopoulos – 5 meczów
Aleksander Bjelica – 3 mecze
Joonas Tamm – 6 meczów
Angelos Argyris – 2 mecze
Shawn Barry – 6 meczów
Fabian Burdenski – 10 meczów
Sanel Kapidżić – 4 mecze
Akos Kecskes – 5 meczów
Charlie Trafford – 1 mecz
Dmitri Wierchowcow – 7 meczów
Nemanja Miletić – 0 meczów
Zlatko Janjić – 31 meczów
Uros Djuranović – 13 meczów
Erik Pacinda – 12 meczów
Milan Radin – 9 meczów
Oliver Petrak – 42 mecze

Części z tych piłkarzy już w Koronie nie ma, część pewnie odejdzie stąd za chwilę. Łączy ich fakt, że w Koronie znaleźli się właściwie nie wiadomo czemu, wnieśli właściwie nie wiadomo co, po czym odeszli właściwie nie wiadomo gdzie. Gdybyśmy mieli stworzyć jakąś kompilację najdziwniejszych ruchów, to Korona pewnie obsadziłaby pierwsze pięć miejsc na liście, mając w swoim dossier takie ruchy jak wyciągnięcie Nowozelandczyka z Grecji, Estończyka z Norwegii czy Portorykanina z Niemiec. W teorii moglibyśmy sądzić, że to po prostu przypadek, że tak się złożyło – w końcu nawet najlepszym klubom zdarza się trafić w płot, ściągając do siebie egzotycznego piłkarza z egzotycznego kierunku, który nie jest w stanie się przebić w Ekstraklasie.

Ale powyżej jest DZIEWIĘTNAŚCIE nazwisk w trzy lata, przy czym pamiętajmy – tendencja była rosnąca, zaczęło się od niewinnych Trafforda czy Wierchowcowa, a skończyło tym co teraz. Porażająca większość z nich wpadła do Korony, zagrała liczbę meczów policzalną na palcach nawet przez drwala z 20-letnim stażem, po czym zniknęła w kolejnym klubie, zazwyczaj w innym państwie. Nie chodzi tutaj o rozliczanie skautingu Korony Kielce, bo przecież zbierając Goutasów czy Vujadinoviciów Lecha Poznań moglibyśmy też stworzyć sporą listę totalnych niewypałów. Chodzi o pewną głębszą wizję, w której mieści się utrzymywanie na liście płac Kapidżicia, Argyrisa, Barry’ego, Wierchowcowa, Trafforda, Pacindy czy Zalazara. W tym morzu słabizny była też grupa średniaków, pokroju Daniego Abalo, Gnjaticia czy Gardawskiego, byli nawet tacy z potencjałem na kozaków – Cvijanović czy Arweładze.

Sęk w tym, że Korona zasypała ich prawdziwą armią zawodników przypadkowych. W dodatku jeśli spojrzymy na ubiegłe lata – grę i tak zazwyczaj robili ludzie, którzy w Kielcach byli od lat. Ubiegły sezon? Najlepiej oceniani zawodnicy z pola to Bartosz Rymaniak, Jakub Żubrowski, Adnan Kovacević i Marcin Cebula. Rok wcześniej? Ci sami, do tego Możdżeń, Kiełb, Kaczarawa i wspomniany Cvijanović. Sezon 16/17? O dziwo nie Wierchowcow, nie Trafford, ani nawet nie Gabovs, Micanski czy Kallaste. Znowu te same, zgrane nazwiska.

Trend jest tutaj bardzo istotną sprawą, bo dość dobrze pokazuje, w jakim kierunku zmierza Korona. Z roku na rok coraz mniej było w klubie Rymaniaków czy nawet Dejmków, a coraz więcej dość przypadkowych zawodników, którzy nie zagrzewali w Kielcach miejsca. Obcokrajowców, którzy jakoś się prezentowali i potem nawet znajdowali angaż w innych klubach Ekstraklasy (Aankour, nawet i Forbes) zaczęli zastępować tacy, których nie widzielibyśmy nawet szczebel niżej.

Co to ma wspólnego z Czechami? Cóż, pieniądze.

Korona Kielce zwróciła się w ubiegłym miesiącu z prośbą do miasta o wspólne powiększenie kapitału spółki. Chodzi o kwotę 1,7 miliona, która wraz z wkładem właścicieli pozwoliłaby pokryć straty spółki za ubiegły rok. Da się wyczuć w powietrzu charakterystyczny zapach corocznej awantury, która w Kielcach swego czasu była prawie tradycją. Prezydent Wojciech Lubawski tłumaczył się przed radnymi, zarząd pokazywał wyliczenia, radni narzekali na krzywe chodniki, po czym wzdychając przyznawali dodatkowe fundusze dla klubu. To o tyle ciekawe, że choć awantury o kasę zakończyły się wraz ze sprzedażą Korony, to nie zakończyły się przelewy. W umowie sprzedaży miasto zagwarantowało, że pozostanie przez pięć lat „reklamodawcą”, który będzie w Koronie kupował usługi na 2,5 miliona złotych rocznie.

Teraz to reklamodawca za 2,5 miliona, ale wkrótce pewnie i inwestor, który posiadając 28% akcji będzie musiał dorzucić się – jak pozostali inwestorzy – na pokrycie straty.

4,2 miliona złotych. W sumie fajna kasa, biorąc pod uwagę, że ŁKS w ubiegłym roku awansował do Ekstraklasy z budżetem około 6 milionów, przy wsparciu miasta na poziomie 500 tysięcy złotych (oraz osobnej dotacji na wynajem obiektów miejskich, 396 tysięcy złotych).

Pieniądze za podpisanie kontraktu. Pieniądze wypłacane miesiąc w miesiąc. Premie. To wszystko dostawali w Kielcach Barry, Burdenski, Argyris i tak dalej, cała ta eskapada dość przypadkowych ludzi. Mam wrażenie, że to tutaj – i tu już nie piszę wyłącznie o Koronie Kielce – jest ta dziura, przez którą na nasze okręty dostaje się najwięcej wody. Rozumiem ściąganie do klubu zagranicznych piłkarzy, którym powierza się rolę lokomotywy ciągnącej wózek, nawet jeśli jest to kosztowne i krótkowzroczne – gdy gwiazda po roku odchodzi z klubu. Takich zawodników potrzebuje każdy klub, bo jakość rodzimych zawodników w stosunku do ich ceny potrafi przerazić.

Niestety, ściągamy nie tylko lokomotywy, ale też taśmowo ściągamy uzupełnienia, w czym przoduje właśnie Korona. Goście, którzy zagrają raz na dwa miesiące, którzy nie różnią się drastycznie od dowolnego juniora, którzy i tak pojawiają się na murawie wyłącznie wtedy, gdy kluczowych zawodników dotyka fala kontuzji i kartek. Absolutnie nieprzydatni, absolutnie zbędni, ludzie, których przestajemy pamiętać dwa tygodnie po ich ostatnim meczu.

Nie mam wrażenia, że to są wtopy skautingu, bo to oznaczałoby, że nadaje się do totalnego zaorania i zmiany branży. Bardziej rozmyślny plan, że zamiast trzymać na ławce jakiegoś Kowalskiego, który zagra dwa mecze w rundzie, lepiej złapać jakiegoś Argyrisa, a nuż wypali lepiej, niż się spodziewamy.

Dziś w Koronie mamy 16 obcokrajowców. Jeden może mieć status tej lokomotywy. Jaki status może mieć 23-letni Luka Kukić z rezerw Osijeka – nie wiem. Wiem, że nawet wystawiając co mecz 11 obcokrajowców, pięciu musiałoby się pogodzić z rolą rezerwowego.

Okej, na koniec:

Średnia not poniżej 4,00 wśród obcokrajowców w Koronie Kielce: Papadopulos, Lioi, Zalazar, Arweładze, Pacinda, Pućko, Djuranović, Jukić, Gnjatić, Tzimopoulos.
Średnia not powyżej 4,00 wśród obcokrajowców w Koronie Kielce: Gardawski, Kovacević, Marquez, Radin.

A gdybym miał kogoś wyjąć z Korony, to i tak postawiłbym w pierwszej kolejności na Jakuba Żubrowskiego.

KOMENTARZE (25)