W Premier League anomalia przyrodnicza – Lisy przeszły w galop
Anglia

W Premier League anomalia przyrodnicza – Lisy przeszły w galop

Unai Emery nie zaliczy do udanych swojego 50. spotkania w roli szkoleniowca w Premier League. Jego zespół przegrał na wyjeździe 0:2 z Leicester City. Tym samym „Lisy” co najmniej do jutra będą piastować pozycję wicelidera.

Naprawdę przyjemnie patrzy się na poczynania drużyny Brendana Rodgersa. Strzelają dużo bramek (więcej ma tylko Manchester City), prawie ich nie tracą (najmniej w lidze), a do tego mają zbilansowany skład, w którym dużą rolę odgrywają młodzi zawodnicy.

Już lato zwiastowało, że to może być dobry sezon dla Leicester. Umówmy się – sprzedanie za 87 milionów euro 26-letniego środkowego obrońcy to majstersztyk, a zarobione pieniądze zostały bardzo mądrze zainwestowane. Sprowadzili Tielemansa za trochę ponad 40 baniek, który miał już okazję zaznajomić się z realiami angielskiej piłki, bo… rundę wcześniej był na wypożyczeniu w Leicester, gdzie w 13 rozegranych spotkaniach zdobył 3 bramki i miał 5 asyst. Belg sprawdza się dalej? No nigdy byśmy na to nie wpadli. Dodatkowo włodarze klubu sięgnęli po Ayoze Pereza z Newcastle United i Dennisa Praeta z Sampdorii.

Kupili zawodników ofensywnych, a tu trzeba załatać dziurę po Harrym Maguierze. Chyba im się  udało, skoro po jedenastu kolejkach mają najmniej straconych bramek w lidze. Regularnie zaczął grać Caglar Soyuncu i z miejsca wyrósł na klasowego defensora. Na środku obrony wspiera go doświadczony Jonny Evans, a do tego w bramce stoi stabilny Kasper Schmeichel.

Z przodu błyszczą wspomniany już wcześniej Tielemans, rozgrywający znakomity sezon James Maddison oraz oczywiście gwarantujący ogrom bramek Jamie Vardy. Sezon zaczęli słabo, bo od dwóch remisów, ale od tego czasu wygrali wszystkie spotkania, po drodze tylko raz przegrywając! Szczególnie mocni są na własnym boisku, gdzie notują serię czterech kolejnych zwycięstw z rzędu.

Arsenal też może się „pochwalić” swoją serią, ale czterech kolejnych spotkań bez zwycięstwa. „Kanonierzy” nie notują tak słabego sezonu, jak Manchester United czy Tottenham, ale wielkich powodów do radości nie ma. Niby w lidze zajmują wysoką 6. pozycję, ale jednocześnie na wyjeździe wygrali tylko raz. Ostatnio w kontekście zespołu z Londynu więcej mówi się, nie o ich wynikach, ale o idiotycznym zachowaniu Granita Xhaki, który po zejściu z boiska w meczu z Crystal Palace po kolei:

1. Zwyzywał swoich kibiców

2. Cisnął trykotem meczowym w ziemię

3. Nie podał dłoni Emery’emu

Za dojrzałe zachowanie została odebrana mu opaska kapitańska (kto mu ją w ogóle dał?), a spekuluje się nawet, że mógł to być ostatni występ Szwajcara w barwach 13-krotnych mistrzów Anglii. Nowym kapitanem został Pierre-Emerick Aubameyang, który ostatnio zadebiutował z opaską w starciu z Wolves.

Ostatni raz, gdy obie ekipy mierzyły się ze sobą w lidze, chłopcy Rodgersa zlali przeciwników 3:0. Na ich korzyść, poza tym, że ostatnio są po prostu lepszą drużyną przemawiało to, że w pięciu poprzednich pojedynkach między tymi zespołami, zawsze zwyciężali gospodarze.

Fani Premier League żyją w ten weekend innym hitem, ale starcie pomiędzy Leicester a Arsenalem także zapowiadało się ciekawie. Mecz nie zawiódł. Od początku gospodarze ruszyli do ataków, mogli szybko wyjść na prowadzenie, ale w 9. minucie arbiter spotkania okradł ich z rzutu karnego, po tym, jak Guendouzi powalił w polu karnym Caglara Soyuncu. Dobra, raz się może sędziemu przydarzyć błąd, też jest człowiekiem. Chris Cavanagh postanowił dalej mieć wpływ na wynik spotkania i kilka chwil później nie podyktował jedenastki dla Arsenalu.

Wypadałoby w tym miejscu przytoczyć z Wikipedii definicję VAR-u – system pomocniczy, stosowany w meczach piłki nożnej, mający na celu zapobieganie błędom popełnianych przez sędziów boiskowych. Na nic się zdał apel Nenada Bjelicy, który grzmiał po spotkaniu z Szachtarem Donieck: – Nie chcę oglądać tego, co zrobił nam VAR. VAR to kawał g***a! Zabija emocje, zabija grę! To cyrk, który zupełnie nam nie pomaga! Zobaczcie na Anglię, zobaczcie na Włoszech, spójrzcie, co tam się dzieje! Jestem absolutnie przeciwny!

Chociaż tyle dobrego, że obie drużyny zostały równomiernie skrzywdzone.

Podopieczni Unai’a Emery’ego w pierwszej połowie cofnęli się do defensywy, a swoich szans na zdobycie gola szukali w kontraktach. „Lisy” zagroziły bramce strzeżonej przez Leno kilkukrotnie, a najbliższej rozerwania worka z bramkami był Ayoze Perez, ale jego strzał poszybował nad poprzeczką. Do przerwy na tablicy wyników widniał bezbramkowy remis, ale broń boże, to nie było takie samo 0:0, jak kilka godzin wcześniej w meczu Cracovii z Wisłą Płock.

Po zmianie stron mecz stał się bardziej wyrównany. Najpierw w dogodnej sytuacji w poprzeczkę huknął Wilfred Ndidi, a chwilę później swoich szans z daleka próbowali David Luiz i Hector Bellerin. Arsenal zdobył nawet bramkę, ale w tej sytuacji gol Aubameyanga został słusznie nie uznany.

Brendan Rodgers miał nosa wpuszczając na boisko Demaraia Gray’a, ponieważ po zameldowaniu się na placu gry 23-letniego pomocnika, ofensywna gra zespołu z King Power Stadium zaczęła wyglądać jeszcze lepiej.  O sobie dał znać także najlepszy zawodnik października w Premier League – Jamie Vardy. Na dwa kwadranse przed końcem regulaminowego czasu gry zawodnicy Leicester poklepali z pierwszej piłki, Tielemans dograł do Vardy’ego i 32-letni napastnik zdobył już jedenastego gola w tym sezonie, wyprzedzając w klasyfikacji najlepszych strzelców Tammy’ego Abrahama z Chelsea.

Prowadzenie 1:0 nie satysfakcjonowało mistrzów Anglii z sezonu 2015/2016 i kilka minut później James Maddison podwyższył wynik spotkania. Arsenal może i chciał odrobić straty, ale ciężko jest gonić wynik, kiedy oddaje się jeden celny strzał w całym meczu. Zawiedli Alexandre Lacazette i Mesut Ozil, którzy zagrali poniżej swoich możliwości.

Więcej goli w deszczowym Leicester nie padło i czwarta ligowa wygrana gospodarzy z rzędu stała się faktem. Chociaż nie ma nawet jeszcze połowy sezonu, „Lisy” już teraz mogą się mentalnie przygotowywać do gry w europejskich pucharach. Po dwunastu kolejkach mają na swoim koncie 26 „oczek”, a ich przewaga nad 6. w tabeli „The Gunners” wynosi 9 punktów.

Leicester – Arsenal 2:0 (0:0)

Vardy 68′ – Maddison 75′

fot. NewsPix

KOMENTARZE (2)