Reca kontra Juventus. Wstydu nie było, choć punktów też nie ma
Weszło

Reca kontra Juventus. Wstydu nie było, choć punktów też nie ma

Czy to był mecz w jakimś sensie decydujący dla przygody Arkadiusza Recy na włoskich boiskach? Może jest w tym trochę przesady, ale chyba nie tak znowu wiele. Lewy obrońca reprezentacji Polski dostał dzisiaj szansę występu w barwach SPAL przeciwko samemu Juventusowi. Dla piłkarza, który przez ostatnie miesiące był przyzwyczajony do przesiadywania na ławce rezerwowych lub na trybunach to naprawdę gigantyczne wyzwanie, prawdziwy egzamin dojrzałości. Skok na głęboką wodę. I choć drużyna Polaka przegrała, a momentami była wręcz deklasowana przez turyńczyków, to Reca spisał się całkiem przyzwoicie i na pewno udowodnił trenerowi Leonardo Sempliciemu, że zasługuje na kolejne szanse.

Całe spotkanie Juve ze SPAL było toczone w zasadzie tylko do jednej bramki. Skąd zatem tak niski wynik? Sęk w tym, że dostępu do niej strzegł Etrit Berisha. Reprezentant Albanii momentami wyglądał, jak gdyby przed pierwszym gwizdkiem arbitra wklepał kod na nieśmiertelność i dodał sobie przy okazji +99 do refleksu. Bronił naprawdę niewiarygodne piłki. Wiadomo, jak to czasem jest z chwaleniem bramkarzy – nieco na wyrost robi się z nich bohaterów. Ale w tym przypadku wszelkie pochwały są nie do zakwestionowania – Berisha naprawdę zrobił wszystko co mógł, by wybronić ten mecz. W pojedynkę trzymał SPAL przy życiu.

Ostatecznie jednak skapitulował i to w dodatku dwukrotnie. Za pierwszym razem olśniewającym uderzeniem pokonał go Miralem Pjanić, a wynik na 2:0 dla Juventusu ustalił strzałem głową Cristiano Ronaldo. Portugalczyk skorzystał z perfekcyjnej wrzutki świetnie dysponowanego dziś Paulo Dybali. I może to dobrze, bo gdyby CR7 dzisiaj niczego nie strzelił, to po meczu chyba by Berishę rozszarpał na kawałki.

Abstrahując jednak nawet od wyniku i bramek – Juventus zaprezentował generalnie kapitalny futbol. To było takie granie, jakie uwielbia Maurizio Sarri i jakiego zwykł on oczekiwać od swoich podopiecznych – połączenie nieustannej kontroli nad piłką z genialnymi przyspieszeniami gry i nieszablonowymi pomysłami na rozegranie akcji. Wszystko co dobre dla „Starej Damy” zaczynało się w środkowej strefie, gdzie królował Aaron Ramsey, motor napędowy turyńskiej ofensywy. Walijczyk, kiedy tylko miał piłkę przy nodze, szukał ofensywnych, odważnych rozwiązań rozegrania akcji. Smętne klepanie w środkowej strefie, sygnalizowane przerzuty, ospałe akcje oskrzydlające? Nie, dzisiaj Juventus absolutnie nie męczył się, mając piłkę w posiadaniu. SPAL nie miało najmniejszych szans, żeby uchronić się przed porażką.

Stąd oczywiście trudno wystawić Arkadiuszowi Recy wysoką notę za jego występ – cała drużyna nie dała rady, więc i Polak – co zrozumiałe – nie był gwiazdą tego widowiska. Ale na pewno nie odstawał od partnerów, pomimo totalnego braku ogrania. Fatalnie jedynie wystartował – kilka prostych strat na własnej połowie, przegrane pojedynki fizyczne z Cuadrado, niedokładne odegrania. Widać było, że Reca nie do końca czuje przestrzeń na boisku – ustawiony na wahadle, nie trzymał odpowiedniej odległości z pół-lewym stoperem. Kilka razy został zresztą za to ochrzaniony przez brazylijskiego obrońcę Igora, z którym to właśnie współpracował bliżej lewego skrzydła. Wyglądało na to, że Polak trochę się spalił psychicznie.

Piłkarze Juve początkowo skrzętnie korzystali na dziurach, jakie Reca w swojej strefie pozostawiał. Ale wkrótce były zawodnik Wisły Płock się rozegrał, okrzepł i nagle turyńczycy zaczęli znacznie więcej zagrożenia sprawiać po drugiej stronie boiska. Polak miał też kilka ciekawych wypadów ofensywnych. Wiele jakości w tym nie było, zagrożenia pod bramką Buffona (Szczęsny nie grał) też nie, ale prawda jest taka, że zwykle po prostu z przodu nie było z kim pograć. Reca przynajmniej próbował gry na jeden kontakt i szukał otwierających podań oraz walczył o stałe fragmenty gry.

W ostatniej fazie meczu oberwał też dość mocno w głowę i zanosiło się nawet, że będzie musiał na dobre opuścić boisko, ale koniec końców sytuacja okazała się mniej groźna. Summa summarum zatem – przyzwoity występ. Udało się na dobre zmazać złe wrażenie po ligowym debicie przeciwko Lazio, gdy Reca był chyba najgorszy na placu gry i został z niego przepędzony w 62 minucie.

W sumie Arkadiusz ma już na koncie 229 minut w Serie A, jeżeli chodzi o tylko ten sezon. Trzy dni temu zagrał z Lecce, dzisiaj z Juve. Z poprzednimi rozgrywkami nawet nie ma co tego dorobku porównywać – w Atalancie Polak zagrał tylko 45 minut na przestrzeni całych rozgrywek ligowych. Jeżeli nie przyplączą się żadne kłopoty zdrowotne, to w tym sezonie na pewno będzie lepiej. Ostatecznie bardziej wymagającego przeciwnika już Juventus już się we włoskiej ekstraklasie nie znajdzie. Jeżeli Reca nie pękł dzisiaj, to w kolejnych spotkaniach też powinien sobie poradzić.

JUVENTUS 2:0 SPAL

(M. Pjanić 45′, C. Ronaldo 78′)

fot. FotoPyk

KOMENTARZE (4)