Prezes na usługach Jagiellonii czy prężnie działająca firma? Jak działa Podlaski ZPN?
Weszło Extra

Prezes na usługach Jagiellonii czy prężnie działająca firma? Jak działa Podlaski ZPN?

Jakiś czas temu zajrzałem do Podlaskiego Związku Piłki Nożnej i odkryłem sporych rozmiarów bałagan. Jagiellonia II wystawiła dwóch zawodników spoza Unii Europejskiej, w regulaminie istniał zapis o jednym, władze związku przekonywały jednak, że opierają się na uchwale, tyle że niewiele osób ją widziało, a gdy poprosiłem o jej przekazanie, miała taki sam numer jak inna, dotycząca kompletnie różnej sprawy. Pomieszanie z poplątaniem, ale cóż: może i się zdarza. Szczegóły TUTAJ. Gdy kończyłem jednak rozmowy w tej kwestii, usłyszałem, że warto na Podlasie wrócić i pogrzebać głębiej, bo takich nieścisłości, nieprawidłowości i błędów miałoby być więcej. Nie przesądzam, absolutnie, ale mówię: sprawdzam.

DZIAŁACZE

Pierwszym zarzutem, a może takim, od którego wychodzą kolejne, przeciwko prezesowi związku Sławomirowi Kopczewskiemu jest ten, że Kopczewski od początku swojej kadencji łączy pracę na rzecz związku z pracą na rzecz Jagiellonii. W klubie z Białegostoku jest dyrektorem akademii i – jak słyszę – znajdują się osoby, którym taki stan rzeczy stanowczo nie odpowiada.

– Skoro Kopczewski jest prezesem związku i pracownikiem Jagiellonii, wiadomo, że nigdy nie będzie w nim obiektywizmu. Zawsze nadrzędne będą interesy klubu. Wydaje mi się, że kluczowe decyzje są konsultowane w Jagiellonii. Niektórzy ludzie z klubów sugerowali mu, że to jest niewłaściwe i budzi kontrowersje. W naszym statucie jest to niezbyt dokładnie napisane, ale nie można być w organach nadzorczych klubu i jednocześnie być w związku. Ja sprawdziłem: w kwietniu przed wyborami Kopczewski zajmował takie stanowisko, ale został skreślony i dzięki temu można go było tu wcisnąć – mówi osoba z okolic zarządu podlaskiego związku, która prosi o anonimowość. Natomiast faktycznie, w Krajowym Rejestrze Sądowym wówczas jeszcze nie-prezes został wykreślony z zarządu Jagiellonii niedługo przed wyborami:

krs

Jarosław Kulesza (niespokrewniony z Cezarym), członek zarządu związku, wtóruje tej opinii dotyczącej obiektywizmu: – Jeżeli pan prezes Kopczewski chciałby być postrzegany jako prezes całkowicie niezależny, powinien złożyć rezygnację ze stanowiska dyrektora w Jagiellonii. Tego nie zrobił i jakkolwiek by działał, jest postrzegany jako człowiek Jagi. Nie obiecywał, że odejdzie z klubu, ale to jasne, że prezes związku nie powinien mieć takiego stanowiska. Prezes Dawidowski, mówiąc historycznie, był w Sparcie Szepietowo i zrezygnował przy swojej pierwszej kadencji. I nie trafia do mnie argumentacja, że wiedzieliśmy o jego stanowisku przed wyborami, dlatego teraz nie mamy prawa się o to upominać. Nikt nie oczekiwał, że zrezygnuje przed wyborami. Dziś widać, że jest bardziej człowiekiem Jagiellonii niż prezesem związku.

No dobrze, ale zarzucić powiązanie to jedno, a wykazać, że ono przeszkadza czy wpływa na pracę, to drugie. Panowie więc argumentują.

Anonim: – Istniała potrzeba zmiany siedziby. Ona została przeniesiona i dwa tygodnie później pojawiły się biura Jagiellonii po drugiej stronie ulicy. Prezes przechodzi przez jezdnię i jest w drugiej pracy. Przecież ludzie nie są głupi, widzą, co się dzieje. Standard budynku jest podobny do poprzedniego. Parking mamy mały, wjedzie parę aut i jest problem. Ludzie wchodzą i proszą o przestawienie samochodu. Co więcej, nie ma uchwały zarządu na zmianę tej siedziby. A powinna być. Prezes rzucił hasło, że trzeba zmienić siedzibę i tyle. To wynika z braków merytorycznych. Mailem dostaliśmy pytanie, czy mamy jakieś uwagi. Czekaliśmy na głosowanie, a tutaj nic takiego nie miało miejsca.

Kulesza: – Przeniesienie biura związku odbyło się po to, by sprawować dwie role. Nie uważam, by warunki się poprawiły. Absolutnie. Pomieszczenia są niskie, ciasne, wydział sędziowski siedzi w pomieszczeniu bez okien. Nie wiem, jak to odebrała inspekcja pracy, jeśli w ogóle była.

Tak wygląda nowa siedziba związku:

JAGIELLONIA2

Taka odległość dzieli ją od biur Jagiellonii:

JAGIELLONIA1

Jedziemy dalej. Wybór miejsca na obchody 90-lecia podlaskiego związku.

Anonim: – Jubileusz jest w lokalu związanym z Jagiellonią. Krótko mówiąc, lokal należy do Cezarego Kuleszy i znajduje się 30 kilometrów za miastem. Cenowo rzeczywiście wyglądał najatrakcyjniej, natomiast my mówiliśmy: zróbmy to 90-lecie w Białymstoku, tu, gdzie jest siedziba związku. A nie w polu na trasie Warszawa – Białystok. Taki argument niestety nie przekonywał. Wystąpić ma Zenon Martyniuk. To będzie kosztowało, z tego co wiem, 20 tysięcy. Te pieniądze można było lepiej przeznaczyć. Ale to nie dziwi, skoro Martyniuk jest ze stajni Kuleszy, Green Star. Taka muzyka na taką imprezę? Przecież to jest niepoważne. Nie mówimy o wiejskiej potupajce, tylko o 90-leciu związku.

Kulesza: – Nie podoba mi się wybór miejsca na jubileusz. Wybór baru przydrożnego z parkingiem dla tirów na 90-lecie związku? Ludzie przyjeżdżają z całej Polski. Trzeba im pokazać Białystok. Dla niektórych to jest jedyny wyjazd w życiu w tę stronę Polski. Ktoś będzie chciał wyjść na spacer i gdzie pójdzie? Na parking? Jak chciano w odosobnieniu, to można było w jakimś cichym zakątku, a nie przy głównej trasie. A czy wyjdzie taniej to się okaże, jak będą rachunki.

Kolejny temat to wybór firmy dostarczającej sprzęt dla związku i firmy zajmującej się kwestiami wizerunku.

Anonim: – Dziwne, że jest to ta sama firma, która ubiera Jagiellonię. Część członków zarządu była temu przeciwna. To było załatwiane w pośpiechu, raz, raz, bo coś tam trzeba klepnąć. A myśmy chcieli przejrzeć inne oferty. Takie rzeczy powinny wynikać z wnikliwej analizy, by podjąć właściwą decyzję. Tu tego nie było. Nie sądzę, że to przypadek, że wybrano taką samą firmę jak w Jadze. Jak można porównywać Erreę do Nike czy Adidasa? Jeśli chodzi o cenę, to wszystko jest kwestią negocjacji. Dla regionalnych hurtowni współpraca ze związkiem to okazja do promocji. Ponadto istnieje firma od wizerunku, która współpracuje ze związkiem i oczywiście współpracuje też z Jagiellonią. Nie ma obiektywizmu w podejmowaniu decyzji. W wielu klubach się śmieją, że Kopczewski wykonuje polecenia Kuleszy, bo jest jego pracownikiem. Na dzień dobry widać, że coś jest nie tak. Takie powiązania są niezdrowe i budzą negatywne emocje.

I dalej, ta sama osoba:

– Kopczewski traktuje związek jak prywatną firmę. Gdy ma na przykład spotkanie z władzami miasta, w którym lokalnie działa członek zarządu, nie informuje o tym nikogo, tylko jedzie i rozmawia. Każdy poczułby się urażony po czymś takim. To, że musi jeździć – okej, pewnie. Zarząd pełni jednak również rolę organu rządzącego w związku i jeśli jest spotkanie z władzami miasta X, to wypadałoby się z kimś wybrać, albo chociaż poinformować. Nie ma jednak informacji na ten temat. Czy wyobraża pan sobie, że Boniek wszędzie jeździ sam? Poza tym istnieją określone procedury, a prezes ich nie zna. Miało być walne zgromadzenie sprawozdawcze. Poszła informacja do klubów z datą, ludzie byli gotowi. No, ale walne zostało przełożone i nikt nie wie dlaczego. Odnoszę wrażenie, że działania prezesa są ukierunkowanie nie dla dobra podlaskiej piłki, tylko by siebie pokazać, jakim jest zbawicielem. Nie chce współpracować z ludźmi, którzy byli związani z poprzedni prezesem. Wiem o sytuacji, w której jedna osoba podeszła do niego i stwierdziła, że mimo różnic chce współpracować. Prezes odwrócił się na pięcie i poszedł. Dyrektor biura, związany z poprzednim prezesem, nie ma klucza do związku jako jedyny pracownik, nie ma dostępu do Extranetu, korespondencja przechodzi za jego plecami. Zresztą na dyrektora i byłego prezesa zostało złożone doniesienia do prokuratury. Prokuratura je umorzyła. Wcześniej prezes obiecywał, że nie będzie szukał kłótni, a sam je podsyca. Wiele osób, które były za prezesem, są teraz na nie, bo czują się oszukane. Natomiast istnieje grono, które dalej będzie go popierać, bo wiele klubów chciałoby wypożyczać piłkarzy z Jagiellonii…

I wciąż prezes Kopczewski ma przewagę w zarządzie, skoro kolejne uchwały przechodzą. Takim bardzo zaufanym człowiekiem ma być Antoni Plona, co do którego umowna opozycja też ma spore obiekcje. Mój rozmówca kończy: – Ciekawy jest przykład Antoniego Plony. Jest przewodniczącym czterech wydziałów. Kolegium Sędziów, Wydział Gier i Ewidencji, Komisja ds. licencji klubowych, Komisja ds. licencji sędziowskich. Wszystko ma w garści. Sprawdziliśmy i nie ma takiego przykładu w żadnym innym związku. To jest patologia.

SĘDZIA

– Pan Plona potrafi przyjechać na mecz i opierdolić sędziego jak burą sukę, mimo że arbiter gwizdał dobrze. Potem przychodzi raport od obserwatora i jest nota 8,3 – mówi Łukasz Małaszewski, sędzia, który odwiesił już gwizdek, ale doszedł do trzeciej ligi.

Kontynuuje: – Jak przytakujesz panu prezesowi, spuścisz głowę i słuchasz, to jest wszystko w porządku. Jak masz coś do powiedzenia, jest kłopot. Do mnie też kiedyś przyjechał pan Plona. Mecz był bez historii, po meczu dziękowaliśmy sobie z zawodnikami, ale później pan Plona wpadł do szatni i opieprzył mnie przy wszystkich. Że to jest skandal, czerwona kartka. Wszyscy byliśmy zdziwieni o co chodzi, patrzyliśmy po sobie. Okazało się, że około 90 minuty piłkarz ciągnięty za koszulkę, odmachnął się nogą. Nie doszło do kontaktu, piłkarze się rozbiegli i tyle. Dałem żółtą kartkę za samą prowokację. Jeśli by trafił, doszłoby do masowej konfrontacji, bo te drużyny się nie lubiły. Inna historia to ta, że był egzamin sędziowski i nie zdał go ulubieniec pana Plony, którego Plona jest mentorem. Po tygodniu czy dwóch okazało się, że powstała druga komisja, która zaliczyła egzamin tej osobie i innym. Argumentowano to tak, że pytania były tak trudne, że trzeba je oceniać dwutorowo. Na stronie związku pan Plona nawet nie należał do tej komisji. Ale ona powstała, Plona ostatecznie wszedł w jej skład i wydano oświadczenie. No, ale to jeszcze nic, niektórzy sędziowie w ogóle nie przyjeżdżają na egzaminy, a i tak gwiżdżą. Kiedyś przyjechał do Łap chłopak, który parę dni wcześniej oblał egzamin. Wiedziałem o tym, bo pomagałem przy jego organizacji. I mimo tego sędziował.

lm

Małaszewski ma duże zastrzeżenia do tego, jak traktowani są sędziowie i co związek z tym robi, a w zasadzie czego nie robi. – Miałem taki mecz, że trener naruszył moją nietykalność. Dał mi z bara, wyzywał mnie, po meczu „odprowadzał” i gdyby nie obecność rodziców drużyny przeciwnej, pewnie dostałbym wpierdziel. Oczywiście to opisałem. Czekałem na wydział dyscypliny, ale przyszedł weekend i dostałem pytanie od sędziego, który prowadził kolejny mecz tego zespołu. „To jak ty go opisałeś, że on siedzi na ławce?”. Ja nie byłem wezwany, nikt nie wiedział, czy on dostał jakąś karę. Albo: kiedyś jeden z piłkarzy opluł sędziego. Mówiło się, ile to będzie pauzował – czy miesiąc, czy pół roku, czy rok. W następnym meczu… ten piłkarz grał pod innym nazwiskiem. I co? I też opluł sędziego. Podejrzewam, że dalej gra. Co lepsze, na jakimś spotkaniu pan Plona chwalił się, że jak ten zawieszony zawodnik grał, a Plona był na meczu, to nic się nie działo… Domyślam się z czego to wynika. Sędziowie głosu w wyborach nie mają, a kluby tak.

Czego by oczekiwał?

– Przejrzystości, porządku. My, jako sędziowie, nie jesteśmy szanowani. Nie wiemy, czy potem te nasze raporty mają jakiekolwiek znaczenie. Nie raz słyszałem: „pisz, pisz, Antek zobaczy co tam nabazgrałeś, gówno mi zrobisz”. Albo prezes Dąbrowy Białostockiej wpadł w przerwie do szatni i chciał mi dawać prezesa Kopczewskiego do telefonu. „Rozmawiaj z nim i powiedz, jak sędziujesz.” Kazałem mu wyjść. Nie będę rozmawiał z człowiekiem, od którego czułem alkohol.

Antoni Plona: – Opozycja jest, ale taka, co dużo mówi, a mało robi. Rzeczywiście mogło dojść do sytuacji, w której wpadłem do tej szatni, ale to są nerwy i człowiek czasem za dużo powie. Natomiast musiałem reagować, skoro była ewidentna czerwona kartka. Co do egzaminu, to chłopak się odwołał i przysługiwało mu to jak każdemu innemu. Dlaczego przewodniczę czterem wydziałom? Widocznie jestem dobry, a innych chętnych brakowało. Zresztą to opozycja zgłosiła mnie do czwartego wydziału.

EKWIWALENT

– Kopczewski wykonuje to, co mu zleca Kulesza i tyle. To jest nie tylko moja opinia, ale wielu osób. Przyszedł do nas wolny zawodnik z Rominty Gołdap, Abramowicz. Skończył u nas szkołę, wrócił do Rominty, ale był u nas jednak trzy-trzy i pół roku, w wieku 12-16 lat. Dla nas należy się ekwiwalent za wyszkolenie. Dziwnym trafem znalazł się jednak w Jagiellonii, nie w Romincie i nie wypłacono nam ekwiwalentu w wysokości 24 tysięcy złotych. Jakim prawem związek to wszystko podbił? To samo było z Kądziorem. W latach 2009-10 Jagiellonia nie miała drużyny młodzieżowej potrzebnej do licencji. Oddaliśmy im rocznik z Kądziorem, potem do nas wrócili, ale po skończonym wieku juniora przeszli do Jagiellonii, zgodnie z umową. Co się okazuje? Gdy zawodnik doszedł do Dinama, należał nam się procent. 0,5%. Niestety, przypisano go do Jagiellonii i tych pieniędzy nie zobaczyliśmy – mówi osoba związana z Miejskim Ośrodkiem Szkolenia Piłkarskiego w Białymstoku.

WARSZAWA 02.09.2019 TRENING REPREZENTACJI POLSKI --- POLISH FOOTBALL NATIONAL TEAM TRAINING SESSION IN WARSAW ARKADIUSZ RECA DAMIAN KADZIOR FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

PREZES

Cóż, tych oskarżeń trochę jest, więc trzeba oddać głos samemu prezesowi Kopczewskiemu.

Głównym zarzutem w pana stronę jest ten, że jest pan prezesem Podlaskiego Związku Piłki Nożnej i jednocześnie pracuje pan w Jagiellonii. To tak, jakby Boniek dyrektorował w Lechu.

– Raczej w Widzewie. Ale wracając do pana pytania: całe swoje życie jestem związany z piłką nożną. Byłem zawodnikiem, potem trenerem, a teraz jestem działaczem sportowym. W Akademii Piłkarskiej Jagiellonii pracuje od kwietnia 2014 roku. Kiedy zacząłem ubiegać się o fotel prezesa Podlaskiego ZPN w 2016 roku wszyscy o tym wiedzieli. Ponadto chciałbym zauważyć, że wszyscy działający w zarządzie związku są ze środowiska piłkarskiego. Zresztą nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Reprezentują, bądź reprezentowali różne kluby: między innymi Warmię Grajewo, Olimpię Zambrów, Wigry Suwałki czy Tur Bielsk Podlaski. Są przedstawiciele akademii piłkarskich. Każdemu z nas można postawić podobny zarzut. Na ostatnim zebraniu zarządu spytałem, czy ktoś odczuwa dyskomfort z powodu mojej pracy w Jagiellonii. Nikt nie zgłosił żadnych uwag, nikt nie zarzucił mi, że faworyzuje Jagiellonię. Jako prezes służę wszystkim klubom i staram się być do dyspozycji całego środowiska. W związku mam pół etatu, w Jagiellonii mam nienormowany czas pracy i staram wywiązać się ze swoich obowiązków.

Ja słyszałem inne głosy, że jednak komuś to przeszkadza.

W 2016 roku wygrałem zdecydowanie, ale niejednogłośnie – głosowało na mnie 90 ze 120 osób. Zdaję sobie sprawę, że mam oponentów.

Może po czasie działaczom zaczęło to przeszkadzać?

Nie wiem, w czym mogłoby. Nie poczuwam się do czegoś, czego nie robię. Działam dla rozwoju wszystkich klubów w województwie. Chciałbym zwrócić uwagę, że od czasu kiedy objąłem stanowisko prezesa, naszej federacji PZPN przyznał organizację imprez sportowych o takiej randze, jakich wcześniej nigdy nie było. Odbyły się międzynarodowe mecze reprezentacji na przkład kobiet, futsalu czy ostatnio U21. Byliśmy organizatorem międzynarodowego turnieju UEFA Development, turnieju im. Smolarka, im. Górskiego. Te mecze odbywały się w całym regionie, a nie tylko w Białymstoku, bo i w Suwałkach, Łomży, Sokółce, Wysokiem Mazowieckiem. To pokazuje, że zależy mi na rozwoju całego regionu, a nie tylko stolicy województwa.

Myślał pan o tym, żeby uciąć te spekulacje i zrezygnować z pracy w Jagiellonii?

Idąc takim tokiem rozumowania, to cały zarząd powinien zrezygnować z działalności w swoich klubach. Chciałbym przypomnieć, że zanim zostałem prezesem Podlaskiego ZPN, pracowałem jako nauczyciel. Po wygraniu wyborów zrezygnowałem z pracy w szkole. Podobnie – mam uprawnienia trenerskie (licencja UEFA PRO), ale od czasu objęcia funkcji prezesa nie mam czasu, by się w to angażować. Jestem codziennie w związku. Także weekendy często spędzam poza domem, bo jeżdżę, spotykam się z przedstawicielami klubów i samorządów. Rozmawiam i pomagam, jak tylko mogę klubom, które są w naszych strukturach. Tak widzę rolę prezesa.

Porozmawiajmy o tych zarzucanych powiązaniach. Przeniósł pan siedzibę na ulicę Jurowiecką. Jakiś czas później pojawiły się tam biura Jagiellonii.

Przenieśliśmy się ze starej fabryki na obrzeżach miasta, w miejscu, którego nie mogli znaleźć nawet miejscowi. Na dole była hala produkcyjna, smród oleju, żadna dostępność. Za wynajem tego lokalu płacono około 5600 złotych. Ile teraz płacimy czynszu? 3500 zł. Proszę różnice przemnożyć przez cztery lata. Zaoszczędziliśmy prawie sto tysięcy! Nowa siedziba jest w centrum miasta, łatwo tu dojechać, jest parking – z przodu, z tyłu, po drugiej stronie ulicy. Zresztą jesteśmy niedaleko miejsca przy ul. Jurowieckiej, gdzie przed laty mieściła się już siedziba związku.

Czy siedziba została przeniesiona uchwałą zarządu?

Nie.

A powinna?

Teraz już wiem, że tak.

Czyli do tego błędu się pan przyznaje?

To nie był błąd, a jedynie niedopatrzenie. Kiedy przejąłem związek był on ponad 100 tysięcy złotych pod kreską. Szukałem oszczędności, a tu można było szybko obciąć wydatki i zyskać lepszą jakość. Działałem w dobrej wierze, na bieżąco informowałem o tym członków zarządu. Przez ponad trzy lata nikt nie zgłaszał żadnych uwag w tej kwestii.

Wiedział pan, że tam za jakiś czas wprowadzi się Jagiellonia?

Nie. I nie ma to żadnego znaczenia. Jagiellonia przeprowadziła się do nowoczesnego biurowca, my zaś pozostajemy w skromnej kamienicy, w siedzibie dopasowanej do potrzeb związku.

Bialystok, 24.09.2019 EKSTRAKLASA PILKA NOZNA AKCJA EKSTRA TALENT MLODZIEZ POLISH LEAGUE YOUTH FOOTBALL NZ Slawomir Kopczewski podlaski zpn FOT. WOJCIECH FIGURSKI / 400mm.pl

To dalej: wybór miejsca na jubileusz Podlaskiego Związku Piłki Nożnej. 90-lecie będzie świętowane w lokalu Cezarego Kuleszy.

Kiedy zaczęliśmy planować galę, ponad rok temu, pod uwagę braliśmy różne miejsca. Pierwszy wariant – stadion miejski w Białymstoku należący do miasta. Niestety, gala nie miałaby właściwej oprawy. Kolejne miejsce, to ciesząca się bardzo dobrą opinią przy takich uroczystościach opera. Niestety widownia jest tam na około 700 osób, a u nas gości będzie około 200-250, więc widownia byłaby pusta. Potem rozważaliśmy wariant z galą w Filharmonii, Teatrze Dramatycznym lub Kinie Forum. Wówczas jednak bankiet musielibyśmy zorganizować w innym miejscu. Goście musieliby się przemieszczać, a przez organizację w dwóch miejscach wariant był niekorzystny finansowo. Hotele 4-gwiazdkowe – Cristal i Branicki oraz 5-gwiazdkowy Royal (należące do akcjonariuszy Jagiellonii) nie mogły być wybrane, bo mają za małe sale bankietowe. Bardzo blisko było do zawarcia umowy z nowo otwartym hotelem w Białymstoku, ale ich finalna oferta była bardzo droga i nienegocjowalna. Dopiero wtedy pod uwagę wzięliśmy hotel w Jeżewie Starym. Nie myśleliśmy o powiązaniach personalnych. Poprzednia gala 80-lecia Podlaskiego ZPN odbyła się w Białowieży, w hotelu do należącym do akcjonariusza Jagiellonii. Zresztą ten hotel również braliśmy pod uwagę. Oferta Atlanty była najkorzystniejsza cenowo, a ponadto sprawdziliśmy warunki, oferowane usługi, opinie w internecie. Wszystkie oferty zostały przedstawione na zarządzie i ostateczna decyzja została podjęta uchwałą zarządu, kolegialnie.

Na prośbę prezesa nie robiłem zdjęć, ale według ofert lokal Kuleszy, Atlanta, był najtańszy.

Jak podkreślam, nie sugerowałem się powiązaniami towarzyskimi, ale cena i jakością.

Czy nie lepiej byłoby trochę dopłacić, ale zorganizować 90-lecie w Białymstoku, a nie 30 kilometrów od niego?

To wtedy usłyszałbym zarzut o niegospodarności. Poza tym położenie na trasie do Warszawy, to ułatwienie dla gości z Polski, a takich będzie dużo na naszej gali.

Może trzeba było zrezygnować z Zenka Martyniuka i wyszłoby na to samo?

Wyszłoby drożej.

Jego koncert kosztuje 20 tysięcy.

Zenon Martyniuk to największa muzyczna gwiazda z Podlasia. Jego występ będzie atrakcją tego jubileuszu i doda mu splendoru.

Martyniuk jest w wytwórni Kuleszy.

Agencja muzyczna Green Star skupia największe gwiazdy muzyki disco dance z całej Polski, nie tylko Martyniuka. Pomysł na jego występ rzuciła osoba, która jest w opozycji w stosunku do mnie. Dlatego, jeżeli ktoś chce się doszukiwać czegokolwiek, to niech robi to merytorycznie. My możemy się różnić, ale szanujmy się nawzajem. W zarządzie jest 13 osób i decyzję podejmujemy demokratycznie, rzadko jednogłośnie.

Dalej: wybór sponsora technicznego związku. Takiego samego jak w Jagiellonii.

Przedstawiliśmy kandydatury kilku firm i odbyło się głosowanie elektroniczne.

Wiadomo, że ma pan większość w zarządzie.

Większość, która myśli podobnie. Czy to coś złego? Dziwię się troszeczkę, bo głosujemy i każdy ma prawo do wyrażania swojej opinii. To była najkorzystniejsza oferta, dlatego zarząd się do niej przychylił. Tak jak przy wyborze miejsca na jubileusz, tak tutaj przejrzeliśmy oferty, które wpłynęły. Dostaliśmy dzięki tej propozycji duże zniżki, była analiza, zapadła decyzja. Nie podjąłem jej sam. Trzeba zdać sobie sprawę, że u nas pod drzwiami związku nie ustawiają się sponsorzy w kolejce. Nike czy Adidas to jeszcze nie nasza liga. Dodam tylko, ze w poprzedniej kadencji zarządu w ogóle nie było żadnych uchwał w zakresie wyboru partnera technicznego.

Mimo wszystko usłyszałem zarzut, że kieruje pan związkiem jak prywatną firmą.

Co to znaczy?

Że na przykład jedzie pan w delegację do jakiegoś miasta, z którego jest członek zarządu i nie bierze go pan, by wspomóc się jego wiedzą.

Jeżeli dostaję zaproszenie osobiste, ja jako ja, to nie mam obowiązku zabierać ze sobą kogoś innego. Jeżeli dostaje pan zaproszenie jako Paweł Paczul, to jedzie pan sam, czy bierze pan kolegę albo koleżankę?

Zarząd to nie koledzy i koleżanki.

Rozumiem, ale dostaje pan zaproszenie personalne. Powiem tak: ja wielokrotnie na zarządzie mówiłem: „Jesteście doświadczeni, dlaczego nie podpowiadacie, nie przekazujecie swoich sugestii? Wszyscy się uczymy”. Ja jestem prezesem trzy i pół roku. Nie mam problemu z rozmową, nie unikam konfrontacji, jestem otwarty. Nie mam złych intencji. Dlatego jestem trochę zdziwiony takimi pytaniami. Na pewno nie działam jak prywatna firma, bo związek nią nie jest. A różnicą jest choćby to, że decyzje są podejmowane kolegialnie.

Dlaczego pan Antoni Plona kieruje czterema wydziałami?

Pan Antoni Plona od 2002 roku zasiada w zarządach Podlaskiego Związku Piłki Nożnej. Od 2009 roku jest pracownikiem biura. Praca, którą wykonuje, jest żmudna, a on wykonują ją rzetelnie i z pasją. Został wybrany na te stanowiska jednomyślną decyzją zarządu, przy jego akceptacji i przy braku innych kontrkandydatów do tych funkcji.

W innych związkach nie ma takich sytuacji, że jedna osoba zarządzałaby czterema wydziałami.

Pan Antoni Plona jako pracownik związku jest zawsze na miejscu, łatwo mu sprawować pieczę nad tym wszystkim. Nie przypominam sobie sytuacji, by istniał konflikt interesów między tymi wydziałami.

Jak wygląda pana kadencja z pana perspektywy?

Kiedy obejmowałem związek, funkcjonowaliśmy w oparciu o kredyt. Zrobiliśmy audyt, wprowadziliśmy oszczędności, uszczelniliśmy wydatki i obieg dokumentów, przeszliśmy na księgowość zewnętrzną, zmieniliśmy bank. Udało się nam porozumieć z klubami w kwestii ich zaległości wobec związku. To dało efekt. We wrześniu 2018 roku, po spłacie kredytu i zobowiązań, mieliśmy na koncie 480 tysięcy złotych. Dodatkowo wsparliśmy kluby na kwotę 348 tysięcy. Udało się nam znaleźć sponsora czwartej ligi. Wiem, że ktoś może powiedzieć, iż można zrobić więcej, czy lepiej. Kiedy obejmowałem fotel prezesa miałem w głowie priorytety: traktować wszystkie kluby równo, działać w sposób transparentny, współpracować z samorządami i odbudować wizerunek związku. I to robię. Przez lata mojej kadencji nie było artykułów, że ktoś ze związku po pijaku awanturował się na stadionie czy jechał samochodem. Wiem, że to co robimy może się komuś nie podobać. Zawsze coś można zrobić lepiej i ta myśl sprawia, że człowieka jeszcze bardziej się stara. Jednak jeżeli ktoś ma do mnie zarzuty, niech będą one merytoryczne. Pracy mojej i zarządu bronią między innymi wyniki finansowe. One pokazują, że dobrze zarządzamy związkiem.

Czy pan składał doniesienia do prokuratury na byłego prezesa i dyrektora biura?

Dostałem wyniki audytu, w który wskazano o możliwych nieprawidłowościach w związku. Prawnicy stwierdzili, że skoro posiadam taką wiedzę, powinienem złożyć zawiadomienie do prokuratury. Ono nie dotyczyło konkretnych osób.

Jak to się skończyło?

Sprawa została umorzona. Uważam, że to dziwna decyzja, ale muszę to uszanować.

Czyli może nic się nie działo?

Jeżeli związek wydaje na bilety na mecze reprezentacji 132 tysięcy złotych, a potem je dystrybuuje bez kontroli, bez sprawdzenia czy ktoś za nie zapłacił, to coś jest nie tak. Na zebraniu zarządu zajmowaliśmy się tą sprawą i nikt nie wiedział, ile było tych biletów, jak je kolportowano. Dla mnie ta kwota była astronomiczna. Zmieniliśmy zasady. Obecnie informujemy na stronie związku, że przed meczem reprezentacji jest na przykład 200 biletów, po dwa na klub, które można kupić. Bilans i rachunek teraz się zgadza, zasady są jasne, jest transparentność.

Będzie się pan starał o reelekcję?

Myślę, że tak. Lubię to, co robię. Piłka to moja pasja. Widzę, że moja praca, praca ludzi ze związku idzie w dobrą stronę. Jednak nie ja wybieram, a mnie wybierają.

Kończąc: głosy, że związkiem rządzi Kulesza, pana bolą, śmieszą, dziwią?

Nie mam już do tego stosunku. Nie mam z czego się tłumaczyć. Cezary Kulesza jest wiceprezesem PZPN, jest prezesem Jagiellonii Białystok, jest jednym z największych przedsiębiorców w naszym regionie. On działa w innej skali. Nie wiem do czego byłaby mu potrzebna władza w naszym związku. A kończąc, powiem przewrotnie, że tak naprawdę to Cezary Kulesza jest moim zastępcą, wiceprezesem do spraw finansowych Związku, a na co dzień prezesem Olimpii Zambrów.

 PAWEŁ PACZUL

Fot. FotoPyk i 400mm.pl

KOMENTARZE (11)