Szanuję pieniądze. Chcę je inwestować, a nie przepuszczać na auta i ciuchy
Weszło Extra

Szanuję pieniądze. Chcę je inwestować, a nie przepuszczać na auta i ciuchy

Przy młodych piłkarzach często rodzi się jedno pytanie: czy od nadmiaru pieniędzy po prostu im nie odbije? Zarabiają przecież więcej niż rówieśnicy, którzy na przykład studiują i ewentualnie dorabiają po zajęciach, toteż istnieje chęć, by wydać zbyt dużo kasy na w gruncie rzeczy niepotrzebne sportowe auto, modny ciuch, imprezy i tak dalej. Znamy takie przykłady w nie tylko polskim futbolu, gdy talent tonął w pokusach życia. Całe szczęście wiele wskazuje na to, że takim przypadkiem nie będzie Damian Michalski.

– Staram się rozsądnie i z wielkim respektem podchodzić do życia – tłumaczy Michalski. – Bardzo szanuję pieniądze, na razie nie mam zamiaru wydawać ich na drogie auta czy drogie ciuchy, bo jest mi to niepotrzebne. Te pieniądze, które zarabiam, będę chciał inwestować, zamiast nierozsądnie przepuszczać. Staram się odkładać te środki, mam pomysł na inwestycje, chciałbym się realizować w kierunku nieruchomości i na tym się skupiam. U nas w domu się nie przelewało. Wiadomo, rodzice się starali, byśmy mieli to, na co mieliśmy ochotę, ale nie było też tak, że mieliśmy tych pieniędzy ponad stan. Dlatego staram się postępować tak, a nie inaczej.

Co więcej, obrońca Wisły Płock nie zapomina też o edukacji, bo przecież kariera piłkarza nie jest wieczna, a i – odpukać – może się skończyć nagle. – Trzeba o tym myśleć i być świadomym zawodnikiem. Całe życie nie będzie się grało w piłkę. Trzeba mieć plan B. Z Polskim Związkiem Piłkarzy współpracuje Wyższa Szkoła Zarządzania i Coachingu we Wrocławiu. Tam właśnie zaocznie studiuję. Chcę ukończyć te studia, zdobyć wiedzę i nowe doświadczenia, które pomogą mi w przyszłości. Tam do wyboru są trzy kierunki. Mnie najbardziej zainteresowało zarządzanie obiektami sportowymi i w tę stronę będę starał się realizować. Wiadomo, że jest bardzo ciężko stawać się na tych wszystkich zjazdach, ale na uczelni starają się rozumieć moją sytuację. Zresztą, nie jestem tam tylko ja, jest wielu piłkarzy z pierwszej ligi i Ekstraklasy. Ze mną na kierunku jest między innymi Mateusz Spychała z Korony Kielce czy Olaf Nowak od nas z Wisły Płock. Jest też Grzegorz Rasiak, na wyższym roku można spotkać Adama Buksę czy Łukasza Sapelę. Tych piłkarzy jest naprawdę sporo. Na taki pomysł nakierował mnie mój brat, Seweryn, który sam tam studiuje. Uznałem, że jest to dobra podpowiedź i pójście tam będzie dobrą decyzją, to wszystko może mi przecież pomóc w niedalekiej przyszłości. Dlaczego miałbym nie iść? Skoro jest taka opcja, trzeba korzystać.

Nie ma co gadać: ma chłopak charakter i to widać nie tylko poza boiskiem. Dość powiedzieć, że w wieku 20 lat miał sporo do powiedzenia w szatni drugoligowego wówczas GKS-u Bełchatów i zdarzało się, że wykonywał w nim rzuty karne. A doświadczonych ludzi tam nie brakowało, bo linia obrony potrafiła się składać z 30- letniego Marcina Grolika, 28- letnich Mikołaja Grzelaka i Marcina Sierczyńskiego, oraz właśnie z teoretycznie nieopierzonego Michalskiego. I to on skończył sezon 18/19 z sześcioma bramkami.

Artur Derbin, trener GKS-u, który prowadził Michalskiego, wspomina: – Różnie piłkarze uderzali u nas jedenastki, ale bywało tak, że Damian brał piłkę pod pachę, ustawiał i strzelał. To się nie brało z niczego. W treningu mnóstwo razy ćwiczył jedenastki, poza tym dużą rolę grała jego pewność siebie. I oczywiście, że miał posłuch w szatni, mimo że był i jest młody, to reszta zespołu liczyła się z jego zdaniem. Często tak jest, że jeśli ktoś widzi, że pomagasz, to przy tej okazji w szatni twój głos może być decydujący.

Michalski: – Myślę, że miałem posłuch w szatni. Nie ukrywam, że duża pewność siebie odegrała tutaj sporą rolę. Ja, jako najmłodszy piłkarz na boisku, brałem te piłki i wykonywałem te rzuty karne z uśmiechem. Myślę, że określiłbym siebie jako bramkostrzelnego obrońcę. Dobrze się czuję grając w powietrzu, grając głowę. Zresztą na przykład z ŁKS-em po moim strzale bramkarz wypluł piłkę pod nogi Kuświkowi i tak strzeliliśmy bramkę. Ja na swojego pierwszego gola w Ekstraklasie wciąż czekam, ale wierzę, że on przyjdzie.

Derbin: – Damian ma cechy przywódcze. Kto wie, czy w przyszłości nie będzie kapitanem którejś z ekstraklasowych drużyn. Musi tylko nabrać doświadczenia.

I chyba też uczyć się na błędach swojego wspomnianego brata, Seweryna. Starszy z Michalskich również wchodził do większej piłki w GKS-ie Bełchatów i zapracował sobie tam na mimo wszystko dość nieoczekiwany transfer do belgijskiego Mechelen. Cóż, w Belgii przepadł, zagrał tylko 27 minut w jednym spotkaniu i wrócił do Polski. No, ale w Jagiellonii też się nie odnalazł i od jakiegoś czasu stara się naprawiać swoją karierę na zapleczu PKO Bank Polski Ekstraklasy. Najpierw w Bełchatowie, potem w Chrobrym, a teraz w Chojniczance.

michal3

Damian Michalski mówi: – Seweryn jako młody chłopak dostał tak wielką szansę i myślę, że gdybym był w jego sytuacji, też bym postąpił tak samo. Taka okazja może się nie przytrafić i jeśli chce cię tak wielki klub, jak KV Mechelen, to trzeba tam iść i spróbować swoich sił. Seweryn opowiadał mi, że to jest trochę inny świat. Jeżeli chodzi o organizację, życie codzienne, to była ogromna przepaść. Brat mówił, ale też to zauważyłem, będąc u niego w Belgii, że tam podejście do piłkarzy jest na wyższym poziomie niż w Polsce. Wszystko miał pod ręką, dopięte na ostatni guzik, nie musiał się nad niczym zastanawiać. Pozostawało mu tylko trenować. Niestety duże znaczenie odegrała znajomość języka. Seweryn pojechał jako młody chłopak, trudno było mu się dogadać. Później trener, który go ściągał do Belgii, został zwolniony, przyszedł kolejny i zaczęły się schody. Mogę powiedzieć, że ja wyciągam wnioski i nie chcę popełnić tego samego błędu, co brat. Uczę się języków, przede wszystkim angielskiego, mam nadzieję, że kiedyś się przyda. Staram się poświęcić nauce jak najwięcej czasu. Jeśli na przykład poświęcę na to jedną godzinkę dziennie, to nie jest dużo. Wydaje mi się, że już dzisiaj powinienem spokojnie dogadać się za granicą.

Damian chce się więc uczyć, patrząc na ścieżkę Seweryna, ale od bezpośrednich porównań jednak stroni, choć uchyla rąbka „tajemnicy”. – Brat zaczynał jako środkowy napastnik, nie wiem, jak to się stało, że został środkowym obrońcą. Cały czas rozmawiamy o swoich meczach, on mi daje swoje wskazówki i spostrzeżenia, co mógłbym zrobić lepiej. Fajnie jest mieć taką osobą, która daje ci wsparcie. Jeśli chodzi o umiejętności piłkarskie, to trochę się różnimy. Brat lepiej wprowadza piłkę, natomiast ja czuję się lepiej w walce w powietrzu. Nie powiem ci, kto jest lepszy. Możecie spytać trenerów! Na pewno doświadczenie jest po stronie brata, on ma więcej meczów w Ekstraklasie, ale mam nadzieję, że go prześcignę.

michal1

Miał więc zakręt w karierze Seweryn, ale… miał i Damian. W pewnym momencie w pierwszym składzie GKS-u nie widział go Mariusz Pawlak i piłkarz musiał szukać szczęścia na wypożyczeniu w trzecioligowym Górniku Polkowice. Można się było zastanawiać, czy to nie droga w jedną stronę, czy Damian po prostu nie utknie niżej i nie wróci już na wyższy poziom. – Nie ukrywam, że to był dla mnie trudny moment. W Bełchatowie trener Pawlak nie widział szansy gry dla mnie. Ja bardzo chciałem występować, postanowiłem więc odejść do Polkowic i uważam, że to był dobry krok. Gdybym nie poszedł na to wypożyczenie, być może do tej pory siedziałbym na ławce w GKS-ie. Spędziłam tam tylko pół roku, ale wróciłem do Bełchatowa pewniejszy siebie. Zrobiłem krok do przodu, stałem się lepszym zawodnikiem. Pytasz o obawy, ale ja ich nie miałem. Znam swoją wartość, wiem, co potrafię. Jestem mega ambitnym człowiekiem i wierzyłem w to, że jeśli będę konsekwentnie pracował, to szybko wróci. Byłem miło zaskoczony Polkowicami. Przed pójściem tam miałem różne myśli, ale organizacja była na wysokim poziomie. Trener Dobi to wspaniały człowiek, super trener, bardzo dobrze go wspominam.

michal2

No, a dalej już poszło. W sezonie 18/19 Michalski był absolutnie podstawowym zawodnikiem GKS-u, który wykręcił awans do pierwszej ligi. Obrońca to z pewnością duży profesjonalista, ale i on dał się ponieść fantazji, gdy drużyna wracała ze Stargardu. Tam padł remis 0:0 z Błękitnymi, Elana przegrała z Olimpią Elbląg i to GKS awansował.

Artur Golański, pomocnik GKS-u, pyta Michalskiego: – Siema Micha! Mam do ciebie pytanko. Co krzyczałeś wielokrotnie, gdy wracaliśmy autokarem do Bełchatowa?

Michalski odpowiada: – Dzięki Arturku za to pytanie, na pewno radość i euforia były wielkie po tym awansie. Jeżeli chodzi o moją kwestię, to bardzo domagałem się postoju na stacji benzynowej!

I już wtedy obrońca od dawna wiedział, że w pierwszej lidze w barwach GKS-u jednak nie zagra, w końcu zimą podpisał kontrakt w Płocku. Długo mógł się obawiać, czy mimo wszystko nie skończy na zapleczu z Wisłą, ale dzień przed awansem GKS-u, Nafciarze się utrzymali. – Wisła Płock była bardzo konkretna. Przedstawili mi dobre warunki i pomysł na moją osobę. Przekonało mnie to, że nie boją się tutaj stawiać na młodych zawodników. Potrafią ich wypromować, a potem sprzedać za duże pieniądze za granicę. To było pierwszym czynnikiem, który przekonał mnie, że ten transfer będzie dobrą opcją. Miałem inne oferty, zgłosił się choćby klub z Podlasia, ale nie był on na tyle konkretny. I nie, brat mi niczego nie odradzał, po prostu tam się nie dogadaliśmy i tyle – opowiada obrońca.

Poza tym Michalski dostawał oferty od Miedzi Legnica i Zagłębia Sosnowiec, ale cóż, gdyby zdecydował się na taki krok, nie byłoby go dziś w elicie. Czułby ogromne rozczarowanie, jednak nie tylko on, również Derbin, który jasno stwierdził, że Michalski może rozmawiać tylko z klubami z PKO Bank Polski Ekstraklasy. – Widząc jego potencjał i zainteresowanie innych klubów, powiedziałem mu, że jedynym dobrym krokiem w jego rozwoju będzie Ekstraklasa, bo GKS też może zaraz być w pierwszej lidze. Mógł być albo z nami na zapleczu, albo od razu w Ekstraklasie. Tak też się stało.

I choć początki nowego sezonu dla Nafciarzy nie są lekkie, Michalski zbiera cenne doświadczenie. W pierwszym składzie wybiegał na Lechię, Piasta, Pogoń i ŁKS, zaliczył też bęcki jako zmiennik w starciu z Zagłębiem. Zasadniczo spisuje się nieźle, ale problem jest taki, że nie gra na swojej pozycji, tylko na boku obrony.

Michalski: – W pierwszym meczu granie na nie swojej pozycji mogło wydawać się trudne. Zadebiutowałem na lewej obronie i nie ukrywam, że to spotkanie było dla mnie ciężkie. Natomiast teraz z biegiem czasu czuję się na tej pozycji coraz lepiej i coraz pewniej.

Derbin :-  Ja wiem o tym, że to nie jest jego nominalna pozycja. Nie chcę wchodzić w kompetencje żadnego trenera, ale w życiu bym go nie wystawiał na takiej pozycji. Natomiast jest zapis o młodzieżowcu i być może trener szuka miejsca dla tak wartościowego piłkarza. Jednak powtórzę: ja bym go tam nie wystawiał, chyba że zmusiłaby mnie do tego sytuacja. To jest środkowy obrońca. Wydaje mi się, że on nie będzie w 100% pokazywał swojego potencjału na boku.

Na razie Michalski zasłużył u nas za swoje występy na trzy piątki i dwie trójki. Nie jest źle, ale patrząc na jakość bloku defensywnego Wisły Płock, można liczyć, że i tutaj obrońca zostanie liderem. Krótko mówiąc: czekamy na więcej.

Tekst i video: MATEUSZ STELMASZCZYK i PAWEŁ PACZUL

KOMENTARZE (0)