„Ta kadra od roku nie poczyniła żadnego progresu”
Weszło

„Ta kadra od roku nie poczyniła żadnego progresu”

– Teraz pewnie wygramy z Łotwą i Macedonią, więc awans jest praktycznie niezagrożony. Brzęczek miał awansować na mistrzostwa Europy. Zadanie wykona. Szkoda tylko, że w marnym stylu, bo naprawdę mamy predyspozycje, żeby grać ładnie i skutecznie, a nie mamy dużo czasu, żeby coś zmienić. Impreza zbliża się dużymi krokami, zgrupowań nie będzie już wcale jakoś dużo i nie sądzę, żeby dało się nagle wyczarować jeszcze coś magicznego. Sztab szkoleniowy powinien teraz skupić się na doszlifowaniu tego, co dobre i dopracowaniu lepszej współpracy między defensywą a ofensywą – ocenia 14-krotny reprezentant Polski, Paweł Golański, z którym porozmawialiśmy o meczu z Austrią, sytuacji Macieja Rybusa i rywalizacji Bartosza Bereszyńskiego z Tomaszem Kędziorą.

Zapraszamy.

***

Reprezentacja Polski z Austrią zagrała tak, że momentami trzeba było powstrzymywać się od odwracania wzroku.

Styl nie był powalający. Austria prezentowała zwyczajnie lepszą piłkę i prowadziła grę, choć to przecież my, a nie oni, graliśmy u siebie. Powinniśmy cieszyć się z jednego punktu. Już dawno nie widziałem, tak cofniętej, tak głęboko broniącej się na 20 metrze reprezentacji Polski na Stadionie Narodowym. Ten obiekt zawsze jakoś dodawał nam skrzydeł, dawał przewagę, pozwalał na przebijanie szklanego sufitu. A tym razem ta energia nie została w żaden sposób uwidoczniona. Wszystko, co kreatywne i przebojowe, pokazali nasi rywale.

Musimy być zgodni w tym, że jedna zmarnowana sytuacja Roberta Lewandowskiego i zagrożenie po dośrodkowaniach Kamila Grosickiego ze stałych fragmentach gry w kierunku Kamila Glika, to stanowczo za mało, żeby powiedzieć, że zaprezentowaliśmy się nawet minimalnie przyzwoicie. Jak na naszą reprezentację, to za mało. Nikt by tego zespołu aż tak nie krytykował, gdyby nie było nas stać na coś więcej. Jeśli mielibyśmy w składzie dziesięciu wyrobników z Ekstraklasy, pięciu rezerwowych w średnich zachodnich ligach i pięciu młodzieżowców, to brak inwencji byłby zrozumiały. Ale przecież u nas występuje kilkunastu ogranych w Europie zawodników, którzy co tydzień w swoich klubach rozgrywają mnóstwo nieszablonowych akcji w ataku!

Z każdym kolejnym miesiącem ta kadra wydaje się być coraz słabsza.

Wziąłbym małą poprawkę i stwierdziłbym, że może nie jest coraz słabsza, co zwyczajnie od prawie czterystu dni kadencji nowego selekcjonera nie staje się lepsza. Nie poczyniła żadnego progresu. Nasz styl od samego początku eliminacji właściwie się nie zmienia. I można powiedzieć, że jest to brak stylu i będzie w tym dużo prawdy, ale nasi piłkarze grają ze sobą na tyle długo, że oni mają zapamiętane pewne schematy, potrafią ze sobą grać i nawet regularnie wygrywać. Oczywiście przy rywalach, którzy nie mają wystarczająco jakości, żeby obnażyć nasze słabości. Wyjątkiem było spotkanie z Izraelem, kiedy stworzyliśmy cztery dogodne sytuacje, wykorzystaliśmy je i mogliśmy mieć spokój na kilka miesięcy. W pozostałych meczach wyglądało to diametralnie inaczej. Czy to w wyjazdowych meczach z Macedonią, Austrią czy Słowenią brakowało głównie kreacji. I wczoraj też to było widoczne.

Brzęczka krytykuje się też za decyzje personalne, choć nie można mu odmówić odwagi i próbowania różnych rozwiązań. Dał szansę Bielikowi, stara się znaleźć miejsce dla Zielińskiego, reaguje na bezpośrednią formę Piątka, który raz wychodzi w pierwszym składzie, raz z ławki. Problem w tym, że kto by nie grał i tak opieramy się na indywidualnościach.

Z pracy Brzęczka będzie rozliczał prezes Boniek. Na razie ma dosyć spory kredyt zaufania. Patrzy mu na ręce cała Polska. Każda jego decyzja jest analizowana, często krytykowana, pracuje pod sporą presją. Wszyscy widzą, że ta jego kadra nie funkcjonuje jak należy.

To, że awansujemy na Euro 2020 nie podlega na razie wątpliwościom, ale to absolutnie nie powinno nikomu wystarczyć.

Teraz pewnie wygramy z Łotwą i Macedonią, więc awans jest praktycznie niezagrożony. Brzęczek miał awansować na Mistrzostwa Europy. Zadanie wykona. Szkoda tylko, że w marnym stylu, bo naprawdę mamy predyspozycje, żeby grać ładnie i skutecznie, a nie mamy dużo czasu, żeby coś zmienić. Impreza zbliża się dużymi krokami, zgrupowań nie będzie już wcale jakoś dużo i nie sądzę, żeby dało się nagle wyczarować jeszcze coś magicznego. Sztab szkoleniowy powinien teraz skupić się na doszlifowaniu tego, co dobre i dopracowaniu lepszej współpracy między defensywą a ofensywą.

W tej chwili nie mamy stylu, który gwarantowałby nam umiejętność narzucania rywalom swoich standardów. Z każdym gramy inaczej, więc jeśli jakikolwiek przeciwnik prezentuje coś więcej niż tylko wybijanie futbolówki, jak najdalej od własnej bramki, zaczynają się dla naszych piłkarzy schody. I nie zawsze będzie tak, że nagle trafimy z dobrego dośrodkowania z rzutu rożnego. Nie zawsze Lewandowski strzeli w dobrej sytuacji. Nie zawsze Piątek wejdzie z ławki i zdecyduje o zwycięstwie. Musimy kłaść nacisk na to, żeby grać po swojemu. Jeszcze za trenera Nawałki mieliśmy swój sznyt. Przez bardzo długie momenty jego kadencji przyjemnie się na tamtą kadrę patrzyło. Tam zwyczajnie zauważało się, że większość rozegrań i pomysłów stanowi bezpośredni efekt pracy na treningach. Teraz tego nie ma.

Jako były boczny obrońca, jak zapatrujesz się na wyczyny Tomasza Kędziory i Bartosza Bereszyńskiego? Momentami David Alaba i Valentino Lazaro sprawiali im niemałe kłopoty.

Nie było tak, że Lazaro i Alaba jakoś specjalnie nimi kręcili. Taktyka na to spotkanie dopuszczała, że ten duet skrzydłowych dosyć często będzie przy piłce, ale proszę zauważyć, że oni nie dali zespołowi żadnych konkretów. Według mnie zawiodła organizacja całej gry obronnej. Środkowi pomocnicy w wielu sytuacjach byli spóźnieni, ratowaliśmy się blokowaniem strzałów. Austriacy mieli sporo miejsca w środku, więc siłą rzeczy boczni obrońcy schodzili do centrum boiska, żeby wspomagać stoperów i przez to zostawało sporo miejsca na skrzydłach.

Kędziora i Bereszyński mieli problemy w grze 1 na 1, ale nie rozegrali tragicznego meczu. Ten pierwszy rywalizuje trochę z cieniem Łukasza Piszczka. W kontraście do niego wypada blado, ma poważne kłopoty z zatrzymywaniem rywali w każdym kolejnym meczu. Ten drugi nie występuje na swojej nominalnej pozycji i stąd jego nerwowość. Oni obaj powinni rywalizować o miejsce w składzie na prawej obronie. Uważam, że im obu by to służyło.

W takim razie, kto powinien występować po lewej stronie, gdzie od wielu lat mamy deficyt obrońców z prawdziwego zdarzenia?

Maciej Rybus powinien grać na lewej obronie. On gwarantuje nam taki komfort, że ma pewne miejsce w składzie mocnego rosyjskiego klubu, doświadczenie reprezentacyjne, jest lewonożny, solidnie broni i zapewnia regularny udział w ofensywie, a kiedy gramy czterema obrońcami, to lewy defensor musi podłączać się do ataku. Oczywiście, Kędziora, a w mniejszym stopniu Bereszyński, starał się biegać pod pole karne rywali, dwukrotnie świetnie szedł na obieg, ale nie dostawał podań. Zawiodła współpraca.

Problem w tym, że Jerzy Brzęczek nie ceni zbyt wysoko akcji Rybusa.

Kiedy Brzęczek zostawał selekcjonerem, on leczył kontuzję. Nie wyrobił sobie pozycji, nie znalazł uznania w oczach trenera i od roku w kadrze grywa sporadycznie. Od jakiegoś czasu jest już zdrowy i powinien dostawać szanse. Rozumiem, szkoleniowiec przed meczem ze Słowenią mógł sobie kalkulować, że w ostatnich meczach z Bereszyńskim udawało się zachowywać czyste konta, więc czemu by cokolwiek zmieniać?

WARSZAWA 09.09.2019 SPORT PILKA NOZNA FOOTBALL MECZ ELIMINACJE DO MISTRZOSTW EUROPY 2020 GRUPA G: POLSKA - AUSTRIA --- QUALIFICATION FOR THE UEFA EUROPEAN CHAMPIONSHIP EURO 2020 MATCH GROUP G IN WARSAW: POLAND - AUSTRIA --- NZ tomasz kedziora , FOT. GRZEGORZ RADTKE / 400mm.pl

FOT. GRZEGORZ RADTKE / 400mm.pl

No właśnie, czemu?

Częściowo to rozumiem, bo Bereszyński występuje regularnie w Serie A, a kiedy Brzęczek spróbował go na innej pozycji, to radził sobie bardzo znośnie, ale z drugiej stronie widać, że jego obecność w składzie na lewej obronie nie daje tyle samo w ofensywie, ile dawałaby obecność Rybusa. I to nie jest szokujące. Bereszyński cały czas szuka swojej lepszej nogi, a przez to woli podać bezpiecznie do środka, aniżeli szukać oryginalniejszych rozwiązań i współpracy z Grosickim. Dla Rybusa używanie lewej nogi, to po prostu norma.

Też miałem okazję grać w kadrze jako lewy obrońca i wiem jak duży jest problem z grą do przodu, kiedy nie czujesz się maksymalnie pewnie, używając słabszej nogi. Łatwiej ci zejść do środka, a jeśli jest to na trzydziestym metrze od własnej bramki, to siłą rzeczy nie popchniesz akcji do przodu, a tego wymaga się od bocznego obrońcy. Przez to wychodzi zachowawczo i maksymalnie solidnie. Nie można dać tego elementu ekstra, nie można podać prostopadle, nie można celnie dośrodkować z końcowej linii po podłączeniu.

Powrót Rybusa oznaczałby bezpośrednią rywalizację Kędziory z Bereszyńskim. Który z nich powinien wejść w buty Piszczka?

To powinna być naturalna rywalizacja. Ich charakterystyka jest dosyć podobna. Obaj nieźle bronią, są wybiegani, dynamiczni, szybcy, ale Bereszyński jest minimalnie lepszy. Mniej błędów popełnia w rozegraniu, gra w silniejszej lidze i to on byłby faworytem do częstszej gry.

JM

Fot. Fotopyk

KOMENTARZE (5)