Przepraszam, dlaczego tu kradną?
Anglia

Przepraszam, dlaczego tu kradną?

Manchester City nie ma szczęścia do VAR. Anulowanie dwóch goli Gabriela Jesusa (słuszne), niepodyktowanie karnego za faul w polu karnym Lameli (niesłuszne)… Dziś doszło do rozboju w biały dzień. Cała Anglia widziała, cały świat widział, że David Silva był nadepnięty w polu karnym Bournemouth w 60. minucie. Nie widzieli tego tylko ludzie siedzący przed ekranami.

Wiecie no, rozumiemy, że jak mecz jest słabawy, to leci sobie w tle, a na kompie dla urozmaicenia puszcza się Football Managera albo bierze do łapy książkę. Gdy jednak jest się sędzią VAR, gdy ma się do obejrzenia kontrowersję, gdy polega na tobie arbiter główny, wypadałoby spojrzeć na monitor. Asystent sędziego Andre Marrinera chyba i to sobie odpuścił, bo wystarczyła jedna, maks dwie powtórki, żeby dostrzec jedyną słuszną decyzję. Karny dla City.

Zrzut ekranu 2019-08-25 o 16.33.03

Czy takie właśnie było wskazanie arbitra?

No nie.

Manchester City zagrał w tym meczu na tyle skutecznie, by się tą sytuacją nie przejmować, w serwisach zliczających wywalczone karne jako asysty David Silva i Sergio Aguero wyjdą na zero, bo chwilę po wznowieniu gdy Argentyńczyk zapakował sztukę po dograniu Hiszpana – a to on pewnie podszedłby do wywalczonego przez starszego z Silv karnego. Ale nie zmienia to faktu, że to przynajmniej trzecia niezrozumiała sytuacja, gdy VAR nie interweniuje i nie przyznaje jedenastki w Premier League – a mamy dopiero trzecią kolejkę.

W drugiej mieliśmy aż dwa niepodyktowane karne, które zdawały się ewidentne. Manchester City nie dostał wspomnianej jedenastki, gdy Lamela sprowadził do parteru Rodriego, Bournemouth – kiedy Trzezguet bez pardonu kopnął w piętę napastnika Wisienek.

Zrzut-ekranu-2019-08-20-o-15.12.25

Zrzut-ekranu-2019-08-20-o-15.56.41

Napisaliśmy, że ten niepodyktowany karny nie miał dla Manchesteru City znaczenie w kontekście końcowego wyniku. Ale nie jest też tak, że tego znaczenia nie mógł mieć. Bournemouth bowiem postawiło naprawdę wysokie warunki Obywatelom, którym – szczególnie w pierwszej połowie – bardzo brakowało koncentracji. Dwie szybkie żółte kartki złapali Walker i Ederson, ten drugi mógł narazić swój zespół na wiele więcej, bo źle wyliczył wyjście z szesnastki i dał się uprzedzić w sprincie do piłki przez Joshuę Kinga.

Mało brakowało też, by przy stanie 1:2 padł drugi gol autorstwa jednego z Wilsonów. Po przepięknym wolnym Harry’ego, oko w oko z Edersonem stanął Callum. Swoją okazję na gola miał Adam Smith, gdy Otamendi klatką zgrał w swoim polu bramkowym do nikogo, miał też Dominik Solanke w doliczonym czasie drugiej połowy, stając oko w oko z Edersonem. Graczy Wisienek przegrywali jednak swoje podbramkowe starcia, tak jak Bournemouth poległo w zwarciu z dwoma półkulami mózgu ekipy Guardioli.

David Silva i Kevin De Bruyne dziś podzielili się asystami przy wszystkich trzech golach City, pierwszy zaliczając otwierające podania numer 84 i 85 w Premier League, drugi – numer 50. Obaj stanowili ciągłe zagrożenie w rozegraniu, nie można było ich na chwilę spuścić z oka, bo gdy już zerwali się kryjącemu ze smyczy, kończyło się golami Aguero (2) i Sterlinga.

Manchester City więc zgodnie z oczekiwaniami utrzymał stuprocentową skuteczność w meczach z Bournemouth w Premier League. Dziewiąte starcie, dziewiąta wygrana. I trzy punkty, które pozwalają zająć miejsce pierwszego chuchającego w kark Liverpoolu.

Bournemouth – Manchester City 1:3
H. Wilson 45’+3’ – Aguero 15’, 64’, Sterling 43’

KOMENTARZE (2)