Uniwersytet drugiego wyboru. Jak Tottenham wygrał życie
Anglia

Uniwersytet drugiego wyboru. Jak Tottenham wygrał życie

Kiedy bezskutecznie oddajesz pierwszy, drugi i trzeci strzał, wciąż wierzysz w złamanie oporu. Gdy w nogach rywala, na rękach bramkarza kończy swój lot uderzenie numer dwanaście, trzynaście i czternaście, zaczynasz wątpić. Kiedy strzały numer 26., 27. i 28. nadal nie potrafią znaleźć drogi do siatki, już wiesz, że to coś więcej niż pech. Że potrzeba uzdolnionego egzorcysty, by w ramach jednego meczu, zaledwie 90 minut, uporać się z tak potężną klątwą.

Gdyby Tottenham nie miał kogoś takiego w osobie Christiana Eriksena, jutro w Madrycie grałby nie tylko o triumf w Lidze Mistrzów. Walczyłby o uniknięcie zjazdu do Ligi Europy.

Z każdą uciekającą sekundą czuło się w tamtym spotkaniu uciekającą Tottenhamowi szansę. Trzeci kolejny mecz bez zwycięstwa. Jeśli dołożyć do tego kolejne trzy, przegrane później odpowiednio z: West Hamem, Ajaksem i Bournemouth, wyszłaby z tego najgorsza seria Kogutów od kiedy ich trenerem został Mauricio Pochettino.

Ta akcja nie miała tempa. Zrywy, sprinty wykonane we wcześniejszych minutach dawały o sobie znać. Obrońcy Brighton, rosnący z każdą udaną interwencją, mieli coraz mniej roboty. Trippier do Alderweirelda, ten do Allego, piłka po obwodzie, z dala od bramki Mata Ryana. Aż wreszcie dostaje ją Eriksen. Błyskawiczna decyzja, zejście do środka i strzał z lewej nogi. Nie jakiś piekielnie efektowny, bez zdejmowania pajęczyny. Dwudziesty dziewiąty w spotkaniu, w którym poprzednich dwadzieścia osiem spełzło na niczym.

Zabójczo skuteczny.

Dokładnie taki, jakich Eriksen oddał już w Premier League dziesiątki.

Wymowne, że Christian Eriksen ma na koncie 21 bramek spoza pola karnego w lidze angielskiej. Więcej niż Burnley w historii swoich występów w najwyższej klasie rozgrywkowej, od kiedy tę przekwalifikowano na Premier League.

Zrzut ekranu 2019-05-31 o 13.45.36

Zauważcie, jak często po uderzeniu z dystansu dowolnego zawodnika, które ląduje gdzieś w -nastym rzędzie trybun jego koledzy patrzą z wyrzutem, pokazują, że była dużo lepsza droga rozegrania akcji. Gdy raz czy drugi nie uda się trafić Eriksenowi, mało kiedy zdarza się, by inni robili Duńczykowi wyrzuty z tego powodu – czy w klubie, czy w reprezentacji.

1i5llhz

Wszyscy doskonale wiedzą, że każde kolejne niecelne uderzenie zwiększa prawdopodobieństwo, że następne będzie tym, na które czekają.

Do dziś filmy z treningiem rzutów wolnych Eriksena są przez DFB, duńską federację piłkarską, pokazywane i stawiane za wzór podczas organizowanych przez nią seminariów.

– Był doskonały. Jego ruchliwość, jego podania, jego technika – wszystko to było dobre. Ale jego uderzenia? Mój Boże, niesamowite. Jak tylko dało się mu nieco miejsca, od razu z tego korzystał. Odmieniał losy meczu jednym dotknięciem piłki – mówi Lesly de Sa, kolega Eriksena z drużyn juniorskich, jak i seniorów Ajaksu Amsterdam, skąd Duńczyk wypłynął na szerokie wody.

Jedną z zasad tegoż Ajaksu, gdy sprowadza młodego zawodnika do siebie, są testy jeszcze przed rozpoczęciem negocjacji. Od tej zasady nie ma wyjątków.

Poza jednym. Tak, zgadliście, Christianem Eriksenem.

Skaut Ajaksu, który wypatrzył go dla klubu z Amsterdamu, to John Steen Olsen. Ten sam, który nadzorował przenosiny do Amsterdamu Zlatana Ibrahimovicia w 2001. Pracował od 1995. Namówił Danny’ego Blinda, dyrektora sportowego Ajaksu, by pojechał z nim do Danii i spróbował osobiście namówić Duńczyka na przenosiny. Ojciec zawodnika odmówił jednak udziału w testach. Kolejnych testach.

Nazwisko Eriksen było bowiem zawczasu znane każdemu w miarę rozgarniętemu skautowi w Europie. Morten Olsen w wywiadzie dla Weszło mówił, że Eriksen grając jeszcze w Danii miał propozycję dołącznia do Barcelony. Był też na wielu testach w Anglii. W tym w Chelsea, gdzie jednak uznano, że chłopak jest „za wątły i niezbyt dobry”.

Kilka lat później ten „za wątły i niezbyt dobry” zawodnik ma na koncie 2 gole i 7 asyst w 15 meczach przeciwko „The Blues”.

Chelsea v Tottenham Hotspur. Premier League

Gdy jednak latał a to do Hiszpanii, a to do Włoch, a to na Wyspy Brytyjskie, a to jeszcze gdzie indziej, szybko można było dostrzec, z chłopakiem o jakim nastawieniu ma się do czynienia. Jeden z jego pierwszych trenerów Glen Riddersholm wspominał, że jego powrót po testach z kolejnych wielkich klubów, o grze w których marzy każdy nastoletni duński piłkarz wyglądał następująco:

– Jak tam było w … (wstaw nazwę klubu, z którego Eriksen właśnie wrócił)?

– OK. To co, trenujemy?

Jakby w ogóle nie ruszało go to, z jakiego miejsca właśnie wrócił. Nieosiągalnego dla zdecydowanej większości jego kolegów z Odense.

– Christian miał zaledwie siedemnaście lat, kiedy debiutował w Ajaksie, ale już był tak dobry, że pomyślałem: nie mogę się mylić dając mu grać w pierwszym składzie. Wyglądało to tak, jakby Christian nie odczuwał emocji. Popatrzył na mnie i powiedział: „Okej, zagram”. Zwykle chłopcom w tym wieku galopują przez głowę setki myśli, ale Christian nie był taki jak oni – wspominał w materiale Goal.com Martin Jol.

Tak jak nie roztrząsał tego typu wydarzeń, tak i dziś nie roztrząsa meczów, o których spokojnie mógłby opowiadać latami. Jack Pitt-Brooke, który spotkał się z Eriksenem podczas eventu jednego z brytyjskich bukmacherów pisał później w obszernym materiale na temat playmakera Tottenhamu, że ten zamiast wspominać niesamowite występy przeciwko Juventusowi w Lidze Mistrzów czy Manchesterowi United w lidze, skromnie zmienił temat i podkreślił, ile to już razy świetnie spisał się cały zespół.

Ale ten zespół bez niego niesamowicie traci na wartości. Nie ma przypadku w tym, że obok Toby’ego Alderweirelda, to Eriksen ma najwięcej rozegranych minut dla Tottenhamu w tej edycji Champions League. To Duńczyk ma wraz z Dele Allim najwięcej asyst dla Kogutów w tych rozgrywkach (po trzy), to on jest trzecim najlepszym asystentem zakończonego niedawno sezonu Premier League.

Eriksen znów będzie kluczowy dla Spurs? Kurs w ETOTO na gola Duńczyka – 5,75

Nie inaczej jest zresztą w reprezentacji Danii, niektórzy mówią wręcz, że zbyt mocno zależnej od jednego z najbardziej zaufanych ludzi Mauricio Pochettino. – Uważam, że Christian Eriksen jest zbyt istotny dla tej drużyny. Bramki, asysty, kreatywność – bez niego nie mamy szans, a przecież każdy rywal wie, że musi go trzymać na jak najkrótszej smyczy – mówił w rozmowie z Weszło przed mistrzostwami w Rosji Morten Olsen, były selekcjoner.

Kwintesencją znaczenia Eriksena w narodowych barwach był występ, który dał Duńczykom awans na mundial. Po remisie w barażu z Irlandią na Parken wyjazd do Dublina, gdzie komplet widzów już czekał, by zgotować Duńczykom piekło. Drogę przez mękę, której finisz to rozczarowanie większe niż finał Gry o Tron.

Trzy kwadranse, trzy gole. Między 32. a 74. minutą Eriksen załatwił sprawę, wcześniej zaliczając jeszcze asystę drugiego stopnia przy bramce Andreasa Christensena. Pozamiatane, Lord Bendtner mógł w doliczonym czasie już bez presji wbić piątego gwoździa z rzutu karnego.

Zmienił losy spotkania, które zaczęło się przecież golem Irlandczyków już w szóstej minucie tak, jak zmienia losy meczów po kilka razy w każdym sezonie. W tym trwającym pięciokrotnie strzelał na 1:0 dla Tottenhamu, bramką na 2:2 z Evertonem zamknął sezon Kogutów na angielskich boiskach i sprawił, że niezależnie od wysokości wygranej Arsenalu w ostatniej kolejce, Tottenham nie miał nawet matematycznych szans wypaść poza Top Four.

Aż trudno uwierzyć, że w świecie, w którym za graczy nawet średniego kalibru płaci się regularnie po kilkadziesiąt milionów euro, Eriksen mógł kosztować Tottenham zaledwie dwanaście i pół miliona. Że dziś to zawodnik nie tylko poza TOP100, ale poza TOP350 najdroższych transferów Premier League. Że na liście wydatków transferowych Tottenhamu wyższe miejsce zajmują Roman Pawliuczenko, Clinton N’Jie czy Vincent Janssen. Że Arsenal zapłacił za Shkodrana Mustafiego ponad trzy razy więcej.

1i5LLhW

Mało brakowało, by Eriksen nie wylądował w Londynie, ale Kogutom niebywale się z perspektywy czasu poszczęściło. Borussia Dortmund miała bowiem w tamtym czasie, przed sezonem 13/14 dużo więcej pieniędzy do wydania. No i jako finalista Ligi Mistrzów miała piłkarzowi do zaoferowania dużo więcej niż grający trzeci sezon z rzędu w Lidze Europy Tottenham. Niemcy poszukiwali wtedy następcy Mario Goetze, który od 1 lipca zmienił miejsce zamieszkania na Monachium. Trzeba było zdecydować, czy lukę po Niemcu, późniejszym strzelcu gola w finale mundialu, załatać Christianem Eriksenem, czy może Henrikhiem Mkhitaryanem.

Duńczyk był zdecydowany. Nie miał wątpliwości, że chce zakładać żółto-czarny trykot i grać na Signal Iduna Park. – Dortmund to klub, w którym chcę grać. Uważam, że pasowałbym do niego bardzo dobrze. Grają piękny, ofensywny futbol, dokładnie taki, jak lubię. I grają o tytuły – mówił w wywiadzie dla NUSport. Tego ostatniego Tottenham, którego jedynym sukcesem w XXI wieku był wygrany w 2008 roku puchar ligi zagwarantować nie mógł.

Zdecydowana nie była jednak Borussia. Pojawiły się wątpliwości, czy Eriksen nadąży za heavymetalowym futbolem Kloppa i przekonanie, że w gegenpressingu dużo lepiej odnajdzie się Mkhiaryan.

Nie był to zły wybór, bo „Miki” w Borussii stał się jedną z największych gwiazd. Borussia tą decyzją niewiele – jeśli w ogóle – przegrała.

Tottenham wygrał życie.

Nowe życie. Lepsze życie. Trafił los na loterii. To tak, jakby dostać na swój uniwersytet przyszłego noblistę, bo ten nie spełnił progu punktowego na uczelni pierwszego wyboru.

Ajax Amsterdam v Tottenham Hotspur - UEFA Champions League semi final second leg

Trudno bez niego wyobrazić sobie wszystkie sukcesy ostatnich lat. Regularną obecność w Champions League już w trzecim kolejnym sezonie i europejskich pucharach w ogóle w dziesiątym. Z zapewnionym bytem w czwartej kolejnej edycji LM i jedenastym roku kontynentalnych zmagań. Dość powiedzieć, że tylko jeden piłkarz przed nim notował dwucyfrową liczbę asyst w czterech kolejnych sezonach Premier League. David Beckham.

Wokół jego przyszłości narosła cała masa spekulacji. Zrozumiałe, że takiego wirtuoza widziałby u siebie absolutnie każdy największy europejski gracz, zrozumiałe też, że mogąc ułatwić sobie ewentualne odejście, Duńczyk nie spieszy się z podpisaniem nowego kontraktu z Tottenhamem. Obecny, opiewający na „skromne” 75 tysięcy funtów tygodniowo (mniej więcej tyle samo dzięki awansowi do Premier League ma teraz Ross McCormack, który nie zagrał dla Aston Villi od 620 dni), wygasa po zakończeniu następnego sezonu.

Dziś jednak żaden kibic Kogutów nie chce o tym myśleć. Fani Tottenhamu odkładają ten problem na później, gdy – taką mają nadzieję – wytrzeźwieją po długiej, najbardziej radosnej sobotniej nocy w historii ich klubu. Dziś liczy się tu i teraz. Dziś liczy się to, by może właśnie Eriksen wprowadził londyńczyków w stan ekstazy. A później, gdy przyjdzie czas wyboru, musiał decydować, czy warto opuszczać najlepszą klubową drużynę Europy.

SZYMON PODSTUFKA

Masz czutkę na Liverpool albo Tottenham? Postaw na finał Ligi Mistrzów w ETOTO! Na start zakłady bez ryzyka, podwajanie wpłaty… Niczym nie ryzykujesz!

fot. FotoPyK/NewsPix.pl

KOMENTARZE (0)