Tarnovia Tarnów. Kuźnia diamentów w cieniu żużla
Weszło Extra

Tarnovia Tarnów. Kuźnia diamentów w cieniu żużla

Wychowanie chociaż jednego reprezentanta Polski to dla każdego klubu powód do dumy. A gdy chodzi o klub bardzo mały w skali krajowej – tym większy. A gdy na dodatek mowa o dwóch reprezentantach i to na przestrzeni raptem kilku lat, można już zacząć doszukiwać się pewnego fenomenu. 

Tarnovia Tarnów wysłała w szeroki świat Mateusza Klicha i Bartosza Kapustkę. Obaj mają lub mieli gorsze momenty na swojej piłkarskiej drodze, ale tak czy siak mogą mówić, że robią kariery. Sprawdzamy więc w naszym czwartoligowym cyklu, jak ten klub funkcjonuje na co dzień. 

Tarnovia jak na 110 lat istnienia w mieście liczącym obecnie około 110 tys. mieszkańców – czyli nie będącym wielką prowincją – nie ma imponującej historii. Dotychczas w Ekstraklasie grała tylko przez rok, w sezonie 1948. Zajęła jedenaste miejsce w 14-zespołowej stawce, co oznaczało spadek, bo ligę zmniejszano do dwunastu drużyn i aż cztery miały zlecieć szczebel niżej. W połowie lat 50. udało się jeszcze dojść do 1/8 finału Pucharu  Polski i to w zasadzie tyle.

#POWIATBET STWORZYLIŚMY WSPÓLNIE Z ETOTO, BUKMACHEREM, KTÓRY MA SZEROKĄ OFERTĘ ZAKŁADÓW NA TĘ KLASĘ ROZGRYWEK

W sezonie ekstraklasowym koszulkę tarnowian zakładał m.in. Antoni Barwiński, który w tamtym czasie występował też w reprezentacji Polski (17 meczów). Aż do debiutu Mateusza Klicha w koszulce z orzełkiem na piersi, pozostawał jedynym kadrowiczem, który wywodził się z Tarnovii. W klubie z dumą pokazują dziś odnalezioną kiedyś przy porządkach na strychu skrzynię z 1948 roku. Są w niej umieszczone piłka i korki z tamtego okresu. Unikat, super sprawa.

smartcapture

Na skrzyni umieszczono ówczesny klubowy herb. Nadal trochę go widać.

mde

Skrzynia przechowywana jest w pomieszczeniu nazwanym Salą Pamięci. Znajdziemy w nim wiele bardzo ciekawych eksponatów. Mnóstwo pucharów, fanty od Klicha i Kapustki, pamiątki po znanych postaciach wywodzących się z klubu. Jeszcze nie tak dawno Tarnovia miała również sekcję siatkarską i to właśnie tutaj karierę zaczynała śp. Agata Mróz-Olszewska. Dwukrotna złota medalistka mistrzostw Europy zmarła 4 czerwca 2008 roku w wyniku posocznicy i związanego z nią wstrząsu septycznego po przeszczepie szpiku kostnego. Dwa miesiące wcześniej urodziła córeczkę Lilianę. W Sali Pamięci wywieszona jest tablica jej poświęcona. Na niej widoczna jest na przykład jedna z pierwszych legitymacji słynnej siatkarki.

mdedav

Obecnie poza piłką w klubie funkcjonuje już tylko sekcja wspinaczkowa i tenisa stołowego, którego trenerką wciąż jest Bronisława Stroisz. Zaczyna już ona dziewiątą dekadę swojego życia, ale nadal kipi energią! Akurat przyszła do klubu, gdy skończyłem rozmawiać z prezesem Waldemarem Urbanem, mogliśmy się poznać.

rbt

 – W 2015 roku pani Bronia świętowała 50-lecie pracy w naszym klubie. Napisaliśmy wniosek do marszałka i została odznaczona przez prezydenta Andrzeja Dudę Srebrnym Krzyżem Zasługi. Była w Tarnovii zawodniczką, teraz jest trenerem, a w tenisa stołowego grają też jej dzieci i wnuki. Pani Bronia uczy gry kolejne pokolenie, cieszy się tym. To dla niej cel, że ma przyjść poprowadzić zajęcia, że w sobotę czy niedzielę ma mecz. Dzięki temu cały czas znajduje się w dobrej formie – mówi Urban.

1516

Prezesem jest od 2007 roku, a teraz również jedynym członkiem zarządu. – Do niedawna tworzyłem go razem z Wojciechem Młyńskim, który odszedł na zasłużoną emeryturę, odciął się od wszystkiego i odpoczywa. Przesadą byłoby stwierdzenie, że zastałem Tarnovię drewnianą, a dziś mam murowaną, ale naprawdę mocno poszliśmy do przodu. Podstawową zasadą jest to, że działamy w klubie społecznie. Nigdy nie pobrałem wynagrodzenia za pracę w Tarnovii. Trenerzy pracują na umowę zlecenie, etat mają tylko pani w biurze, gospodarz obiektu i trener Krzysztof Świerzb – wychowawca Klicha i Kapustki. Hołubimy go, jest z nami od lat i nie wyobrażamy sobie, by mógł być gdzie indziej. Może być jednak pewien problem. Nie ma on papierów trenerskich, jest tylko instruktorem sportu. To będzie wystarczało do końca tego roku. Później nie będzie mógł samodzielnie prowadzić żadnej drużyny. Napomknąłem, żeby zaczął robić UEFA C czy B, ale odpowiadał: „Prezesie, ja mam już 60 lat, no rany boskie”. W takiej czy innej formie będzie jednak u nas w klubie zawsze – śmieje się Waldemar Urban.

DWADZIEŚCIA ZŁOTYCH FREEBETU ZA SAMĄ REJESTRACJĘ – NAJNOWSZA OFERTA ETOTO DLA NOWYCH GRACZY

W Tarnovii się nie przelewa i to delikatnie mówiąc. Wsparcie miasta jest niewielkie. W 2019 roku to 50 tys. zł na szkolenie dzieci i młodzieży, płatne w dwóch transzach. Tyle wynoszą… miesięczne koszty funkcjonowania klubu. Zdecydowaną większość środków trzeba zatem pozyskać na własną rękę. – Jest kilku sponsorów, no i mamy jeszcze trochę pieniędzy z transferu Bartosza Kapustki do Leicester. Znaczną ich część wydaliśmy na gruntowny remont hali. Całość kosztowała 1,2 mln zł. Z dotacji unijnej przyznano nam 460 tys. zł, ale nadal czekamy na zwrot tych pieniędzy, choć wszystkie formalności załatwiliśmy już ponad pół roku temu. Chcemy je wydać na dalszy rozwój, na zatrudnienie kolejnych trenerów, wyremontowanie trybuny i tym podobne. W klubie każdą złotówkę przed wydaniem oglądamy po kilka razy. A gdyby żona wiedziała, ile czasu i pieniędzy kosztowała mnie działalność dla klubu, to już dawno zostałbym wyrzucony z domu. Nieraz słyszałem „prezesie, tu brakuje, trzeba coś dać”, no i człowiek wyciągał z własnej kieszeni. Mam za co żyć, jestem administratorem pobliskiego centrum handlowego, więc jak trzeba pomóc, pomogę. Najważniejsza jest pasja. Wolnego weekendu nie miałem od… nie wiem, ilu lat. Gdyby ktoś szukał tu głównie własnych korzyści, bardzo szybko dałby sobie spokój – tłumaczy prezes.

Siłą rzeczy działając w takich realiach przychodzą momenty zwątpienia. – Myśli o rezygnacji mam regularnie (śmiech). Chodzi o ból związany z własną niemocą. Chciałoby się jeszcze coś zrobić, a wszystko układa się przeciwko klubowi i nie wychodzi. Ale jak człowiek ochłonie, uświadamia sobie, że tyle już zrobiono, że nie można tego tak po prostu rzucić. Mam nadzieję, że kiedyś przekażę klub w godne ręce – mówi Urban.

I dodaje: – Nie możemy powiedzieć, że miasto nas nie lubi, ale prawda jest taka, że nie robi nic ponad minimum przyzwoitości. Dla urzędników liczy się papier. Odbyło się, coś przyznane i odebrane, dziękujemy. Miasto nie czuje tego sportu. Jak jest sukces, zadzwonią z gratulacjami nawet o 21:00, ale na co dzień wsparcie jest niewielkie. Zdecydowana większość środków idzie na żużel, to sport nr 1 w Tarnowie. Kilka lat temu walcząc o klasy sportowe w szkołach, usłyszałem w urzędzie miasta „po co wam one, po co one w ogóle potrzebne?”. Trochę się wtedy zjeżyłem. Jasne, nam do niczego nie są potrzebne, można nie robić niczego. Ale widzę po latach, że dzieci, które u nas trenowały, wyrastają na ludzi dobrze wychowanych, ułożonych, wiedzących, czego chcą w życiu. Nabyli pewne wartości przez sport i to jest cel najważniejszy.

dav

Prezes Waldemar Urban

Gdy jesienią ubiegłego roku zakończył się remont hali przy klubowym boisku, prezes Urban mówił w „Gazecie Krakowskiej”, że w klubie znajduje się 16 grup, w których trenuje łącznie ponad 400 zawodników. – Dziś może być jeszcze więcej. Poszliśmy mocniej w piłkę kobiecą. Do tej pory upatrywaliśmy jakąś szansę dla nas w tym kontekście, ale widzimy, że plany PZPN-u mogą nam pokrzyżować szyki. Podobno za jakiś czas sekcję kobiecą mają mieć wszystkie kluby Ekstraklasy, co zamknie nam tu drogę rozwoju. Obecnie nasze panie rywalizują w grupie południowej I ligi, rezerwy są w IV lidze. Zajmujemy miejsce w środku 12-zespołowej stawki. Nie jest źle, a tu również chodzi głównie o dziewczyny wychowane przez Tarnovię. Dawniej trenowały one razem z chłopcami, ale potem od pewnego momentu nie miały się gdzie podziać, PZPN zabronił składów mieszanych w ligach juniorskich. Mogliśmy im powiedzieć, że koniec zabawy lub stworzyć drużynę dziewczęcą. Zaczynaliśmy od szczebla juniorskiego, potem awansowaliśmy do III ligi i powoli się wspinaliśmy, dziś jesteśmy na drugim szczeblu. Fajna sprawa, gdy pamięta się jakąś zawodniczkę, gdy była jeszcze małym bąblem, a teraz jako dorosła kobieta z powodzeniem gra na wysokim poziomie. Jeśli chodzi o otoczkę, zainteresowanie piłką kobiecą za bardzo nie rośnie, ale chętnych do gry jest coraz więcej. W tym roku znów mamy swoją drużynę dziewczynek na finałach turnieju „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” – chwali się prezes Urban.

Co do seniorów, rozgrywają oni trzeci sezon po awansie do IV ligi z okręgówki. Tarnovia po spadku z najwyższego szczebla w 1948 roku, przez kilka lat zajmowała czołowe lokaty w ówczesnej II lidze, ale w 1955 zleciała na trzeci poziom rozgrywkowy i do dziś ponad niego nie wyszła. Ba, w III lidze po raz ostatni rywalizowała w sezonie 1997/98. XXI wiek to mozolne podnoszenie się z kolan. Po sezonie 2005/06 w wyniku reorganizacji rozgrywek czwartoligowych, klub wylądował w okręgówce, w której spędził dziesięć lat i dopiero latem 2016 wywalczył awans.

Od początku 2016 roku Tarnovię prowadzi jej wychowanek Wojciech Gucwa, który sam również jeszcze wychodzi na boisko. – Nadal jestem grającym trenerem, ale po zabiegu w styczniu na razie nie pcham się na murawę. Jeśli zdrowie pozwoli, to od nowego sezonu jeszcze raz spróbuję z IV ligą. Jak się nie uda, pewnie pokopię w niższej lidze, jeszcze chcę trochę za piłką pobiegać – tłumaczy.

rbt

Jak trener Gucwa scharakteryzowałby zawodnika Gucwę? – Ogromne serce do gry, trochę charyzmy, wydolność. Na tym zawsze bazowałem, byłem dobrze przygotowany motorycznie. Przeważnie ustawiano mnie jako najbardziej defensywnego pomocnika w środku pola. Teraz z racji wieku nie wykluczam także gry jako stoper. W juniorach zdarzało się występować na prawym skrzydle lub jako ofensywny pomocnik. Nigdy nie wyszedłem poza IV ligę. Jako 20-latek miałem propozycje z lepszych klubów, ale tuż przed wyjazdem na testy zerwałem ścięgno Achillesa. Leczenie się przedłużało, przez półtora roku chodziłem o kulach i do tamtego poziomu już nie wróciłem. Tarnovia najpierw wypożyczyła mnie do okręgówki, dopiero potem znów grałem dla niej. Nie tracę nadziei, że może kiedyś jeszcze awansujemy z chłopakami i wtedy zadebiutuję w III lidze – przyznaje. I dodaje: – To bardziej marzenie niż cel, ale trzeba mierzyć wysoko. W okręgówce nikt nie dawał nam szans na pierwsze miejsce, wszyscy mówili, że spokojnie awansują rezerwy Termaliki. Robiliśmy swoje, Termalikę pokonaliśmy w obu meczach, a cały sezon wygraliśmy z 9-punktową przewagą. Dlatego teraz również nie zamierzamy stać w miejscu. Nie będzie to cel dziś, za rok podobnie, ale jak okrzepniemy, to może za 2-3 lata uda się powalczyć. Wielu naszych juniorów z powodzeniem wchodzi do piłki seniorskiej, a jak się jeszcze wzmocnią fizycznie i ograją, to przy odpowiednim prowadzeniu można z nimi grać o coś więcej niż środek tabeli. Chłopcy mają świadomość na przykładzie Klicha i Kapustki, że mogą pójść stąd dalej, co też stanowi bodziec do pracy.

DARMOWY ZAKŁAD 20 ZŁOTYCH BEZ DEPOZYTU – ETOTO SPECJALNIE DLA CZYTELNIKÓW WESZŁO

I trener, i prezes zdają sobie jednak sprawę, że bez większego budżetu nie ma mowy o kroku do przodu. – Awans w dużej mierze wiąże się z finansami. Poza premiami za wygrane i remisy, chłopaki musieliby już mieć coś więcej z grania, jakieś stypendia. To już nawet w IV lidze nie jest niczym wyjątkowym, ale mamy takie a nie inne możliwości, każdy wie, jakie są realia. Konieczne byłoby też bardziej profesjonalne podejście – chociażby większa liczba treningów. Obecnie mamy trzy treningi w tygodniu plus mecz. Jeżeli ktoś chce być brany pod uwagę na najbliższy mecz, musi być przynajmniej na dwóch treningach. W okresie przygotowawczym mieliśmy cztery jednostki tygodniowo – mówi Gucwa, który na życie zarabia w dwóch szkołach jako nauczyciel wychowania fizycznego.

Waldemar Urban: – Naszym najważniejszym założeniem było, jest i będzie szkolenie młodzieży. Większość zawodników z obecnej kadry to nasi wychowankowie, przeważnie młodzi chłopcy stawiający pierwsze kroki w seniorskiej piłce. Od tego nie chcemy odchodzić, a jeśli przy okazji uda się iść do góry sportowo, to oczywiście dobrze. Nic jednak za wszelką cenę. Na razie ambicji trzecioligowych nie mamy. Raz, że awans wiązałby się ze znacznie większymi kosztami funkcjonowania. Dwa, że nie spełnialibyśmy wymogów infrastrukturalnych. Dawniej tuż obok działały zakłady przemysłu spożywczego, od strony parku mieliśmy ścianę budynków, byliśmy osłonięci. Dziś są tam hałdy gruzu. Brakuje środków, żeby stworzyć potrzebne zabezpieczenia, poza tym nadal nie wiadomo, co dalej będzie z naszym stadionem. Miasto i inni mają jakieś plany związane z tym terenem, ale nie są one skonkretyzowane, tkwimy w niepewności. W ubiegłym roku na połowie boiska bocznego – ta część terenu należy do nas – chcieliśmy wybudować boisko ze sztuczną nawierzchnią i nie dostaliśmy zgody od miasta, bo ciągle w planach są budowy dróg. Boisko główne jest niezagrożone, nie wiemy jednak, co z terenami przyległymi.

dav

Tarnovia na razie chce okrzepnąć w IV lidze i wygląda na to, że się udało. – Przez pierwsze dwa lata po awansie do ostatniej kolejki walczyliśmy o utrzymanie. W ostatnim sezonie utrzymaliśmy się z jednym punktem przewagi nad strefą spadkową. Teraz zapowiadało się, że będzie podobnie. Jesień nam nie wyszła, zdobyliśmy tylko 16 punktów. Wiosną jednak nastąpiła znacząca poprawa, uzbieraliśmy już 14 „oczek” i przesunęliśmy się do środka tabeli, choć do pełnego komfortu daleko. Chcemy jak najszybciej mieć spokój, żeby w końcówce więcej pograli młodsi zawodnicy, którzy na razie dostają mniej szans – mówi trener Gucwa.

Skąd taka zwyżka formy? – Mieliśmy krótką przerwę letnią, za to wiele zmian w składzie. Na papierze kadra wyglądała dobrze, piłkarze indywidualnie mieli umiejętności na IV ligę, ale nie funkcjonowali jako zespół. Zabrakło czasu na zgranie, brakowało też koncentracji w meczach z teoretycznie słabszymi rywalami. Zimą czasu było więcej, mogliśmy rozegrać więcej sparingów, spokojniej popracować. Do tego lepsze nastawienie i są efekty – tłumaczy.

Ostatnio jednak coś się zacięło. W miniony weekend Tarnovia przegrała 1:2 w Gorlicach, a 1 mają po raz drugi w tym sezonie uległa Unii Tarnów w derbach. Jesienią na terenie rywala podopieczni Gucwy przegrali w najskromniejszych rozmiarach po dyskusyjnym rzucie karnym, teraz było 0:2. Unia prowadzi w tabeli i jest na najlepszej drodze, żeby po zaledwie rocznej przerwie powrócić do III ligi. Tarnovia może się tłumaczyć kilkoma kontuzjami i terminarzem napiętym jak w Ekstraklasie. W tym roku poza spotkaniami ligowymi rozegrała już dwa mecze w Pucharze Polski (ostatnio wygrała go na szczeblu TOZPN). W weekend kolejne ligowe starcie (rezerwy Sandecji na wyjeździe), a w środku tygodnia czeka już Wisła Szczucin w 1/2 finału okręgowego PP.

 – Na początku sezonu kadrę mieliśmy szeroką, cieszyliśmy się z tych pucharów. Kto nie grał w lidze, dostawał szansę w pucharze. Teraz, po 3-4 kontuzjach, pole manewru mamy mniejsze, aczkolwiek nie narzekamy. Niektórzy juniorzy będą mogli się wykazać – podsumowuje trener Gucwa.

TARNOVIA SPRAWI NIESPODZIANKĘ W NOWYM SĄCZU Z REZERWAMI SANDECJI? W ETOTO KURS NA JEJ ZWYCIĘSTWO WYNOSI 4,50

Co do derbów, kolejna porażka na pewno boli, zwłaszcza że relacje na niwie kibicowskiej są bardzo napięte. – Animozje znowu odżyły. Nie rozumiem tego, ale tak jest. Podejrzewam, że czerpie się ze wzorców krakowskich. Realia były takie, że Tarnovia trzyma z Cracovią, a Unia z Wisłą Kraków. Nie wiem, czy ta druga zgoda jest aktualna, ale dawniej była. Do różnych incydentów dochodziło też na przykład z Wisłą Szczucin. W pewnym momencie w okręgówce postanowiliśmy grać nawet bez publiczności. Co mecz, to jakaś kara, pieniądze wyrzucane w błoto, a nie mieliśmy wpływu na to, czy kibice jeżdżą na wyjazdy i co tam robią – mówi prezes Urban.

Jeszcze gorzej, że waśnie między kibicami Tarnovii i Unii nie kończą się na samych meczach derbowych.  – Na co dzień niestety animozje kibicowskie też są odczuwalne. Przykładów złych zachowań kibiców Unii mógłbym podawać wiele, łącznie z okradaniem ze sprzętu naszych trampkarzy wracających z treningu lub meczu. Otoczyć w kilku młodego chłopaka na przystanku i go okraść – wielkie bohaterstwo. I nie chodzi o jeden czy dwa incydenty. Najczęściej zdarzało się to zimą, gdy trenowaliśmy na orlikach poza siedzibą Tarnovii – mówi trener Gucwa, a prezes wtrąca: – Takie akcje zdarzały się nawet z naszymi dziewczynami. Zabierano im sprzęt i potem się tym szczycono.

W przeciwieństwie do Wodzisławia Śląskiego, gdzie mimo istnienia czwartoligowego MKP Odra niemal cała kibicowska społeczność skupiona jest wokół Odry z okręgówki, w Tarnowie siły są znacznie bardziej rozłożone. Wojciech Gucwa: – W ostatnich latach niestety trochę więcej kibiców było przy Unii, ale powoli proporcje się wyrównują – może już nawet ze wskazaniem na naszą stronę. Na pewno nie jest tak, że jeden klub wyraźnie dominuje pod względem kibicowskim.

To jednak Tarnovia może się szczycić wychowaniem Mateusza Klicha i Bartosza Kapustki. W kontekście tego drugiego, nazwę klubu usłyszała cała Polska, gdy doszło do sporu z Cracovią co do należności za sprzedaż piłkarza do Leicester. Czwartoligowiec oddając swoją perełkę za symboliczne 4 tys. zł miał zagwarantowane 10 procent z kwoty następnego transferu. „Pasy” jednak przelały tylko 10 procent z pierwszej raty, wynoszącej 2,5 mln euro. W Tarnowie byli przekonani, że drugie 2,5 mln również dotyczy podstawowej opłaty transferowej, a nie bonusów, dlatego nie ustąpili, zwłaszcza że ekstraklasowiec kombinował już wcześniej, chcąc namówić swojego małego partnera do zadowolenia się marnymi 200 tys. zł, sugerując, że może zaraz sprzedać Kapustkę do innego zespołu z Ekstraklasy i Tarnovia dostanie jeszcze mniej. Zaczęła się wojna na oświadczenia. Cracovia podała nawet Tarnovię do sądu za godzenie w wizerunek klubu, ale sąd uznał te działania za dopuszczalne. Ponadto tarnowski klub chciał sądownie ustalić faktyczną kwotę transferu Kapustki do Anglii, ale nim się tym zajęto, doszło do ugody między stronami.

Prezes Urban: – O jakichkolwiek szczegółach nie chcę rozmawiać, zabraniają tego zapisy porozumienia. Na pewno jednak wysłaliśmy sygnał na cały kraj, że umów z małymi klubami również należy dotrzymywać. Postawiliśmy się, dużo rzuciliśmy na szalę, ale udało się. Nie może być tak, że ktoś przyjeżdża, traktuje nas z góry, chce rzucić jakiś ochłap i każe się cieszyć. Grunt, że cała historia dobrze się zakończyła, kluby się porozumiały i dalsza współpraca w sprawie kolejnych zawodników jak najbardziej jest możliwa. Inna sprawa, że PZPN rzuca kłody pod nogi takim klubom jak nasz. Jeśli się nie mylę, według nowych przepisów każdy może wziąć chłopaka do dwunastego czy trzynastego roku życia bez żadnej zgody jego klubu. Wystarczy wpłacić ekwiwalent i cześć. Wcześniej tak nie było, należało się porozumieć z klubem wychowującym zawodnika. To było bardziej fair, można było sobie coś zagwarantować w przyszłości, gdyby ktoś wystrzelił z karierą. Takich klubików szkolących młodzież jest w Polsce mnóstwo, rzadko coś więcej z tego miały, a teraz będzie jeszcze trudniej. A przecież to głównie od nich wychodzi najzdolniejszy narybek. Nadal rzadko zdarza się, żeby jakiś poważny piłkarz od początku do końca był szkolony w jednym z największych klubów.

TARNOVIA PIERWSZA STRZELI GOLA W NOWYM SĄCZU? ETOTO WYCENIA TAKI SCENARIUSZ PO KURSIE 2,55

Cieszy się on, że Kapustka i Klich do dziś pamiętają, gdzie zaczynali. – Jak tylko Bartosz jest w Polsce, odwiedza trenera Świerzba i przyjeżdża do naszych dzieciaków, żeby porozdawać autografy, stanąć do zdjęć. Mają one namacalny przykład, że warto się starać i trenować, bo można zajść naprawdę daleko. Takie spotkanie z Bartkiem czy Matuszem da im więcej niż jakakolwiek pogadanka motywacyjna. Cały czas mamy z nimi dobry kontakt, nie odcinają się od miejsca, z którego wyszli w świat – a wręcz przeciwnie. Czy będą następni? Jest kilku juniorów z predyspozycjami na bardzo poważne granie, więc kto wie – mówi prezes.

W klubie na każdym kroku starają się akcentować fakt wychowania takich zawodników. O fantach w Sali Pamięci już było. Na korytarzu wiszą stare zdjęcia juniorskich drużyn z nimi w składzie.

Kapustka czwarty z prawej w dolnym rzędzie.

dav

dav

Klich pierwszy z prawej w dolnym rzędzie.

dav

dav

Przed wejściem do budynku urządzono natomiast ściankę ze zdjęciami. Na jednym z nich, z grudnia 2015 roku, Klich i Kapustka stoją razem podczas turnieju halowego. Co ciekawe, sędzia z lewej to starszy o trzy lata brat Bartosza.

davdav

W Tarnovii czekają na wypłynięcie kolejnych perełek. Być może jedną z nich będzie 12-letni Hubert Jasiak. Klich jest jego wujkiem, więc inspiracji szukać nie musi. W klubie mówią, że strzela gole jak szalony i talent ma olbrzymi. Chłopak latem ma przejść do Cracovii.

smartcapture

Taki obrót sprawy, zwłaszcza w kontekście wspomnianej zmiany przepisów ułatwiających wyciąganie piłkarzy w tym wieku większym klubom, na pewno Tarnovii nie cieszy. Prezes Urban coraz częściej musi mierzyć się z plagą naszych czasów dotyczącą juniorów. – Ciągle rozmawiamy z rodzicami na temat roztropności przy wysyłaniu dzieci w tak wczesnym wieku do większych klubów. Bardzo często one nie wychodzą na tym dobrze. Parę lat temu rodzice jednego z chłopaków przyszli strasznie podekscytowani: Resovia, szkoła, SMS, panie prezesie, nie ma innej możliwości jak odejście. Tłumaczę, żeby się zastanowili. Przejście do SMS-u to transfer definitywny, tam się na okres przejściowy nie bierze. Jak komuś nie wyjdzie, jest uwiązany. Po miesiącu od transferu przychodzi ojciec i „panie, zrób pan coś, bo on tam nie chce być”. A uprzedzałem, mówiłem, żeby dać szansę temu dziecku – nie mnie, nie klubowi. Ale rodzice często sądzą, że skoro odradzam odejście, patrzę przez pryzmat własnego interesu. Takich historii jest sporo, co nie znaczy, że zamykamy komuś drogę rozwoju. To musi być jednak dobrze przemyślane, bez biletu w jedną stronę, bo później robi się płacz. Nieraz mieszają też agenci, coraz bardziej rozpychający się już nawet wśród juniorów. Dla każdego rodzica jego dziecko jest mistrzem świata i przyszłym reprezentantem, łatwo namącić im w głowach – nie ukrywa.

 – Do nas przychodzą dzieci, które chcą trenować. Nikogo nie zmuszamy czy jakoś specjalnie nie zachęcamy, siłą rzeczy nie mamy też rozwiniętego skautingu, na który mogą sobie pozwolić większe kluby. Nasza główna droga naboru to klasy sportowe w szkole podstawowej, wcześniej też w gimnazjach. Liczyliśmy, że jak Termalica urosła w siłę, to bardziej rozsławi nasz lokalny rynek, że nawiążemy jakąś ściślejszą współpracę, ale poszli tam w zupełnie innym kierunku. Sama armia zaciężna, w kadrze jest chyba jeden chłopak z naszego regionu – podsumowuje Waldemar Urban.

W Tarnovii mimo skromnych możliwości konsekwentnie robią swoje. Pewnej bariery bez nagłego i trwałego przypływu gotówki nigdy się nie przeskoczy, ale klub pomału idzie do przodu i wydaje się, że za kilka lat III liga mogłaby się stać realnym tematem. Może do tego czasu objawi nam się kolejny diamiencik oszlifowany przez tutejszych trenerów?

Tekst i zdjęcia: PRZEMYSŁAW MICHALAK