Nawet najlepszy piłkarz świata ma co udowadniać
Weszło

Nawet najlepszy piłkarz świata ma co udowadniać

Żebyśmy mieli jasność – Leo Messi w oczach każdego rozsądnego człowieka to najlepszy piłkarz świata. Nie trzeba być fachowcem, by dostrzegać, że to jego futbolówka słucha najbardziej, że to on długimi momentami wygląda, jakby 18-latek przyszedł na mecz do zerówki (wyłączając wzrost). Według nas nie ma tu większego pola do dyskusji, jeśli rozwalasz najlepszą krajową ligę właściwie rok w rok, to samo mówi za siebie. Natomiast nie jest tak, że Messi nie musi nic już udowadniać i może przebimbać półfinał z Liverpoolem, ponieważ i tak jest wielki. Absolutnie. Parę liczb Argentyńczyk ma do poprawy.

Otóż Messi w półfinałach Ligi Mistrzów strzelił tylko cztery gole i co więcej, trafiał w zaledwie dwóch meczach – raz z Realem po dwie sztuki i raz dwupak z Bayernem. A poza tym:

– zero bramek w dwumeczu z Manchesterem United (sezon 07/08),
– zero bramek w dwumeczu z Chelsea (sezon 08/09),
– nic w obu spotkaniach z Interem (09/10),
– pusty przebieg w drugim meczu z Realem (10/11),
– zero goli w starciach z Chelsea, a jeszcze zmarnowany kluczowy karny (11/12),
– bez bramki w pierwszym starciu z Bayernem – drugi mecz z kontuzją na ławce (12/13),
– bez gola w Monachium (14/15).

BARCELONA OGRA LIVERPOOL? KURS 1,92 W TOTOLOTKU

No, jakkolwiek spojrzeć: lekka bryndza. Argentyńczyk przy 13 próbach kąsał przeciwników tylko w dwóch przypadkach. I nie, że wystawiał w zamian patelnie kolegom, bo ostatnich podań też nie ma znowu dużo: licznik zamyka się na razie na trzech asystach. Od kogo, jak od kogo, ale od Messiego można oczekiwać ciut więcej.

Bo też faza pucharowa nie jest ogólnie jakimś wielkim przyjacielem Argentyńczyka. Jakiś czas temu pisaliśmy, że Ronaldo od ćwierćfinału – gdzie zostają najlepsi z najlepszych – nabił 42 bramki. Dla porównania Messi ma tych goli 18. Różnica jest więc spora.

I przynajmniej od jakiegoś czasu widać, że Messi przestawia wajchę z La Liga na Ligę Mistrzów, by tym razem być bezwzględnie pomocny swojemu zespołowi. W kwietniu Messi w krajowych rozgrywkach grał mało – 283 minuty przez sześć spotkań. Wchodził na końcówki albo w przerwie. A ostatni raz zdarzyło się wcześniej, by nie grał od początku, dopiero w styczniu, w starciu z Leganes. Od tamtego momentu do wspomnianego początku kwietnia grał wszystko od dechy do dechy.

BARCA Z POSIADANIEM PIŁKI WIĘKSZYM NIŻ 58,5%? KURS 2.90 W TOTOLOTKU

No, ale skoro Messi zabił już rozgrywki ligowe, 34 bramki w 32 meczach, zaklepując Barcelonie mistrzostwo, można skupić się na Lidze Mistrzów. I tak naprawdę rywal na półfinał, by zamknąć usta wszystkim krytykom, jest wręcz idealny. Zeszłoroczny finalista. Drużyna dowodzona w obronie przez Virgila van Dijka, który według WhoScored ani razu nie dał się przedryblować w Premier League. Ponadto drużyna, która ani razu nie przegrała w starciu wyjazdowym z Barceloną. Jeszcze w tym wieku The Reds ogrywali Blaugranę na Camp Nou 2:1 po bramkach Bellamy’ego i Riise.

Ma więc Messi co robić. Raz, że udowodnić swoim krytykom, że półfinałów się nie boi, ale dwa, udowodnić, że Liverpool to żadna przeszkoda nie do przeskoczenia dla Barcelony.

Cóż, podbudowa pod ten mecz wydaje się dla Argentyńczyka idealna.

Fot. Newspix

KOMENTARZE (9)