De Biasi: Byłbym zainteresowany prowadzeniem polskiego klubu
Weszło

De Biasi: Byłbym zainteresowany prowadzeniem polskiego klubu

Mam jeden warunek, nie interesuje mnie gra w środku tabeli. Natomiast jeśli klub ma fajny projekt, chce walczyć o mistrzostwo Polski, to jak najbardziej tak – mówi „Super Expressowi” były selekcjoner reprezentacji Albanii Gianni De Biasi pytany o zainteresowanie prowadzeniem zespołu z ekstraklasy. De Biasi był jednym z głównych kandydatów do zastąpienia Adama Nawałki po mundialu.

GAZETA WYBORCZA

Twierdza Barcelona. Manchester United, by awansować do półfinału, musi ją dziś zdobyć.

Ole Gunnar Solskjaer wraca na swój najszczęśliwszy stadion. 26 maja 1999 r. na Camp Nou w trzeciej minucie doliczonego czasu gry zdobył zwycięską bramkę dla Manchesteru Utd w finale Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium (2:1). Tamten dramat dał mu miejsce w historii wielkiego klubu, dziś jako jego trener musi dokonać podobnego cudu. Skoro jednak w poprzedniej rundzie zdziesiątkowany kontuzjami zespół z Manchesteru odrobił w Paryżu dwa gole straty do PSG, pojęcie misji niemożliwej nabrało nowego sensu. Do niego odwołał się obecny lider United Paul Pogba, przekonując, że rywalizacja jest daleka od rozstrzygnięcia. Na Old Trafford Katalończycy wygrali 1:0, Manchester był bezradny, ale napastnik Romelu Lukaku znalazł dobre strony tamtego wieczoru. – Barcelona gra wysoko, trzyma piłkę, ale gdy ją traci, zostawia rywalom do ataku bardzo dużo przestrzeni – mówi Belg. On i Marcus Rashford liczą na swoją szybkość.

Zrzut ekranu 2019-04-16 o 07.09.27

RZECZPOSPOLITA

Młodzi chłopcy spróbują wydrzeć awans Starej Damie. Ajax jedzie do Turynu po półfinał Ligi Mistrzów.

– Nie ma lepszego klubu dla młodych i ambitnych graczy – przekonuje Zlatan Ibrahimovic. Szwed właśnie w Amsterdamie wypłynął na szerokie wody. Teraz w jego ślady idą Brazylijczyk Neres, który właśnie zadebiutował w reprezentacji Canarinhos, i Ziyech – potomek imigrantów z Maroka. Tym drugim interesuje się kilka włoskich klubów, więc we wtorek będzie miał świetną okazję, by przedstawić się tamtejszej publiczności i być może przyszłym pracodawcom.

Przykład Dusana Tadicia pokazuje jednak, że Amsterdam to przystań także dla tych bardziej doświadczonych. Serb, który przekroczył trzydziestkę, przez cztery lata gry w Premier League nie zdobył tylu bramek co w tym sezonie. A to, co zrobił w rewanżu z Realem (gol i dwie asysty), odbiło się głośnym echem w Europie, również na Wyspach.

Zrzut ekranu 2019-04-16 o 07.06.57

SUPER EXPRESS

Gianni De Biasi, którego kiedyś przymierzano do reprezentacji Polski chętnie poprowadziłby polski klub. 

– Praca z reprezentacją Polski uciekła, ale czołowe polskie kluby szukają trenera. Byłby pan zainteresowany?
– Tak, byłbym. Mam jeden warunek, nie interesuje mnie gra w środku tabeli. Natomiast jeśli klub ma fajny projekt, chce walczyć o mistrzostwo Polski, to jak najbardziej tak.

– Ostatni zespół, który pan prowadził, to Deportivo Alaves z Hiszpanii, ale to było w 2017 r. Dużo czasu minęło. Nie miał pan propozycji?
– Miałem, i to dużo. Ale żadna mnie nie satysfakcjonowała. Chciało mnie Frosinone, ale walka o utrzymanie nie wydała mi się atrakcyjna. W październiku byłem na rozmowach w Armenii, bo chcieli, abym poprowadził tamtejszą kadrę, ale nie zdecydowałem się, bo tamten zespół nie ma dużego potencjału…

Niklas Suele wypowiedział się w niemieckich mediach o bójce Lewandowskiego z Comanem. Jego słowa cytuje „SE”.

– Próbowałem ich rozdzielić, wskakując pomiędzy nich – relacjonował Süle. – Nie było to jednak łatwe, ponieważ byli bardzo agresywni. Obaj dobrze wiedzą, że nie powinni robić takich rzeczy podczas treningu. Emocje są oczywiście częścią tej dyscypliny, jesteśmy wybuchową grupą, więc bójki czasami mogą się zdarzyć. Nie pochwalam jednak tego, co zrobili.

Zrzut ekranu 2019-04-16 o 07.11.05

SPORT

Zrzut ekranu 2019-04-16 o 07.15.32

Dwa miesiące od wypożyczenia z Lecha i Paweł Tomczyk wreszcie zadebiutował w Piaście. Dla młodego napastnika idą lepsze dni?

Najpierw napastnik wykorzystał idealne zagranie Gerarda Badii, spokojnie posyłając piłkę obok bezradnego bramkarza Korony. – Chciałem pokazać trenerowi, żeby mi zaufał w kolejnych meczach i myślę, że dałem dobry sygnał – mówi Paweł Tomczyk, który w doliczonym czasie spotkania został jeszcze sfaulowany w polu karnym przez golkipera gości. Sam poszkodowany chciał wykonywać „jedenastkę”, ale do piłki podszedł etatowy strzelec Aleksandar Sedlar i chybił… – Była chęć wykorzystania rzutu karnego, ale wyznaczony był Sedlar i wziął to na siebie. Nie strzelił, ale myślę, że trafi następnym razem. Nie wyznaję zasady, że faulowany piłkarz nie powinien strzelać, dlatego zgłosiłem chęć wykonania karnego. Co prawda dostałem w głowę i nawet po meczu mnie trochę bolała, ale czułem się na boisku dobrze i pewnie. Marzyłem o dublecie w debiucie, ale dobre i to, co się udało zrobić – tłumaczy 20-latek.

Szymon Pawłowski jest niezbędny Zagłębiu Sosnowiec. Bez niego nie ma co marzyć o utrzymaniu.

Pawłowski i Żarko Udovicić to piłkarze, bez których trudno wyobrazić sobie jedenastkę z Sosnowca. Mecz z Wisłą udowodnił, ile na wartości traci Zagłębie, gdy na boisku nie ma kapitana drużyny. Pawłowski rozegrał do tej pory 25 spotkań. Poza pierwszym meczem z Legią Warszawa, gdy zameldował się na boisku po przerwie, w pozostałych spotkaniach grał od pierwszej do ostatniej minuty. Strzelił pięć goli i zaliczył tyle samo asyst. Podczas meczu z Wisłą raz po raz dało się słyszeć z trybun „gdyby był Pawłowski”. Zresztą po meczu sami zawodnicy podkreślali, że brak kapitana był odczuwalny.

Zrzut ekranu 2019-04-16 o 07.15.50

Dramatyczna sytuacja Ruchu. Nie ma płynności finansowej, przedłuża się rozpisanie przez miasto konkursu na promocję przez sport, który ma dać Niebieskim 4 miliony złotych.

Radni opowiedzieli się za zwiększeniem kwoty na promocję miasta przez sport z 2 do 4 milionów złotych już ponad dwa miesiące temu, bo na sesji odbywającej się 7 lutego. Dlaczego więc procedury trwają tak długo?

– Dlatego, że trzy lata temu, gdy Ruch grał w ekstraklasie, kwota na promocję miasta przez sport wynosiła 2 miliony złotych. Teraz dla klubu II-ligowego ma wynosić 4 miliony. Wszyscy wiemy, że Ruch jest utytułowanym, ważnym dla Chorzowa klubem, ale wszystko jest też wyliczalne. Gdyby przyszła do nas kontrola i zapytałaby mnie – osobę odpowiedzialną za przetarg – na jakiej podstawie dajemy dwa razy więcej pieniędzy dla dwa razy gorszego klubu, to musielibyśmy przedstawić konkretne dane. Nie może być tak, że prezydent zostanie posądzony o niegospodarność – tłumaczy Magdalena Sekuła, pełnomocnik prezydenta Chorzowa ds. promocji i aktywizacji społecznej. 

Stąd też miasto zleciło zewnętrznej firmie wykonanie badań, mających na celu oszacowanie ekwiwalentu reklamowego generowanego przez Ruch.

Zrzut ekranu 2019-04-16 o 07.16.16

PRZEGLĄD SPORTOWY

Zrzut ekranu 2019-04-16 o 07.16.31

Wojciech Szczęsny gra w europejskich pucharach po raz 50., lepsi w tym względzie są już tylko Dudek (70) i Wandzik (58). Jubileusz spróbuje uczcić awansem. „PS” przypomina jego pamiętne momenty.

Zrzut ekranu 2019-04-16 o 07.22.06

Wyrzutem sumienia Legii trenerzy, którzy od lat są na polskim rynku, a jednak nigdy po nich nie sięgnęła – Probierz, Stokowiec, Fornalik.

Po kilku sezonach, w których głównymi rywalami Legii do zdobycia mistrzostwa Polski były Lech Poznań i Jagiellonia Białystok, krajobraz odrobinę uległ zmianie. Pierwsze miejsce po fazie zasadniczej zajmuje Lechia Gdańsk, a warszawian zza pleców będą się starały naciskać Piast Gliwice i Cracovia. Wszystkie trzy kluby prowadzą polscy szkoleniowcy, działający na ekstraklasowym rynku od lat, znani z pracy w wielu klubach. Flagowe produkty często wyszydzanej polskiej myśli szkoleniowej. Piotra Stokowca, Waldemara Fornalika i Michała Probierza łączy to, że ich tegoroczny sukces rodził się w wielkich bólach. Wymagał nie tylko ich umiejętności trenerskich, ale też cierpliwości ze strony szefów. Rok temu o tej porze cała trójka rywalizowała w grupie spadkowej.

Nawet jeśli ostatecznie żaden z nich nie zdoła pokonać znacznie większej i bogatszej Legii, cała trójka jest wygranymi tego sezonu. I wyrzutami sumienia wiecznie zagubionych polskich gigantów na glinianych nogach.

Zrzut ekranu 2019-04-16 o 07.16.48

Aleksandar Vuković wydobywa wszystko co najlepsze z Kaspera Hamalainena. Fin godnie żegna się z Łazienkowską.

Po przyjściu Vukovicia natychmiast znalazł się w podstawowej jedenastce. Przeciwko Jagiellonii, Górnikowi i Pogoni grał od początku – drużynie z Białegostoku strzelił ważnego gola (na 1:0), w spotkaniu z zespołem ze Szczecina miał asystę przy trafieniu Iuriego Medeirosa na 2:1. – Z Kaspra byłem szczególnie zadowolony, ponieważ po raz pierwszy od dawna zagrał całe spotkanie. Cenię jego doświadczenie i umiejętności, dlatego cieszę się, że zobaczyliśmy „Hamę”, którego pamiętamy z występów w poprzednich klubach oraz jego przebłysków w Legii – komplementował Fina trener Vuković po wygranej 3:0 z Jagą. To był pierwszy występ Hämäläinena w pełnym wymiarze czasowym od 4. kolejki i lipcowej porażki 1:3 z Zagłębiem Lubin! Po tamtym meczu jeszcze tylko cztery razy znalazł się w podstawowym składzie – w tym dwa razy w Pucharze Polski. W lidze ostatni raz wystąpił od 1. minuty w sierpniu, kiedy Legia przegrała u siebie 1:4 z Wisłą Płock. Sa Pinto zdjął go wtedy w przerwie.

Cabrera skuteczniejszy niż Piątek. Cracovii udało się znaleźć godnego następcę Polaka.

Wiosną 2018 roku (po nieudanym początku sezonu) Pasy ratował Piątek, który do połowy kwietnia zeszłego roku strzelił w rundzie wiosennej siedem bramek. Airam Cabrera robi to samo teraz. Wiosną ma już dziewięć trafień. Jest pod tym względem lepszy niż jakikolwiek inny zawodnik w lidze i niż jego wielki poprzednik w ataku Pasów.

Gdyby nie to, że Cracovia wypożyczyła Cabrerę z Extremadury dopiero w ostatnich dniach sierpnia (pierwszy mecz w ekstraklasie w tym sezonie rozegrał dopiero we wrześniu), 32-letni napastnik walczyłby dziś pewnie o tytuł króla strzelców.

Zrzut ekranu 2019-04-16 o 07.16.58

Druga część wywiadu Łukasza Olkowicza z prezesem PZPN Zbigniewem Bońkiem. Przede wszystkim o szkoleniu w Polsce.

– Nie myślał pan o tym, że pogłębić edukację trenerów. Żeby np. tak jak w Portugalii związek współpracował z uczelnią. Tam trenerzy już na pierwszym roku wybierają specjalizację trenerską i przez pięć lat uczą się przyszłego zawodu.
– Jestem człowiekiem poważnym, pana też traktuję poważnie, chociaż pan myśli, że jednym tweetem o braku u nas szkolenia uzdrowi polską piłką. Mówi pan rzeczy… Nie ma pięcioletnich kursów przyznających tytuły UEFA B czy UEFA A.

– Nie o kursach mówię, a o studiach ze specjalizacją trenerską. Pięcioletnich.
– W Polsce są AWF, z którymi nie współpracujemy, nie uznajemy ich tytułów.

– Dlaczego?
– 19-latek kończy szkołę średnią, nie ma sprecyzowanych planów dotyczących przyszłość. A musi gdzieś studiować. O, jest AWF… Nie ma jeszcze świadomości, że chce być trenerem. Młodość ma swoje prawa – studiujemy, bawimy się, uczymy, zaliczamy sesje. AWF zaproponowaliśmy, że możemy ich studentom dać możliwość zdobycia tytułu trenera UEFA. Pod warunkiem, że na ostatnim roku włączą do programu naukę piłki nożnej. Ale my to chcemy nadzorować, bo na piłce nożnej się znamy. I uczelnie już grymaszą. Proszę pana, to nie jest tak, że ktoś studiuje pięć lat w Portugalii i staje się lepszym trenerem. Niedawno nasza reprezentacja U-21 ograła Portugalię. Na jej terenie. Widzi pan…

(…)

– W tym sezonie pięciu portugalskich szkoleniowców prowadziło zespoły w Lidze Mistrzów.
– No i co z tego? Jak może tam pracować polski trener, skoro nasze kluby nie grają w Lidze Mistrzów. A oni mają Benficę, Porto…

– Trzech prowadziło kluby spoza Portugalii.
– Są dobrzy, potrafią się sprzedać, mają dobrych menedżerów. U nas Papszun to na razie coś nowego, ale jakby ktoś wziął Probierza, Stokowca… Uważam, że gdyby Probierz prowadził Bayern, to nie przegraliby z Liverpoolem. I niech pan teraz tę tezę obali.

– Gdybanie.
– Tak jak pana, że Portugalczycy mają pięcioletnie kursy. Ja takich nie znam.

Zrzut ekranu 2019-04-16 o 07.17.32

fot. NewsPix.pl