Tornado zwolnień przetacza się przez polską ligę. Jak widać nie tylko trenerzy są zagrożeni. Po grubo ponad dekadzie drzwi pokazano Pawłowi Jańczykowi z Korony, oficjalnie rzecznikowi prasowemu, w praktyce jednej z ikon kieleckiego klubu.
Jak absurdalny był powód? Już tłumaczymy.
1. Korona Kielce skąpi przez ponad 1,5 roku na tłumacza. Jego rolę pełni asystent trenera David Pietrzyk, chłopek-roztropek, który wychowywał się w Niemczech, ale po polsku mówi gorzej niż Smuda.
2. Tenże Pietrzyk w absurdalny sposób tłumaczy konferencję prasową po meczu z Jagiellonią. Podczas gdy Gino Lettieri mówi: – Na to, że mamy złą atmosferę, na to, że do naszej drużyny to nie pasuje, drużyna odpowiedziała dziś pokazując, co to znaczy mieć charakter. Myślę, że na tę wygraną zasłużyli i nie mam nic więcej do powiedzenia. Dziękuję.
On tłumaczy, że drużyna nie żyje: – W związku z tym, że drużyna nie żyje, że u nas nie pasuje, to dzisiaj wynik mówi dla siebie. Słusznie tutaj wygraliśmy. Dziękujemy.
3. Biuro prasowe Korony (do którego nie zatrudniono żadnej osoby mówiącej po niemiecku) próbuje domyślić się, co autor tłumaczenia miał na myśli. Na oficjalnej stronie klubu pojawia się błędne tłumaczenie.
4. Gino Lettieri robi w klubie wojnę.
5. W konsekwencji zostaje wyrzucony rzecznik prasowy, który jest w klubie od 13 lat.
Lettieriego zaraz w klubie nie będzie, a Paweł Jańczyk to zasłużony pracownik, jeden z najlepszych rzeczników w lidze, który dopiero co uratował klubowi Oskara Sewerzyńskiego, namawiając prezesa do opublikowania kuriozalnej oferty Grzegorza Rasiaka. Jego pech polega na tym, że trafił do najbardziej wymagającego klubu na świecie, w którym nie należy oglądać się na tłumacza i samemu błyskawicznie nauczyć się języka, w którym mówi trener (bo przecież Lettieri po 1,5 roku w Polsce wciąż ani me, ani be).
Zwolnić pracownika klubu nieznającego niemieckiego za to, że robi błąd w tłumaczeniu konferencji prasowej w języku niemieckim, której nie potrafił przetłumaczyć gość mający być tłumaczem. Tego jeszcze w polskiej piłce nie grali.
Fot. FotoPyK
