To nie jest zawodnik na wielkie mecze?
Weszło

To nie jest zawodnik na wielkie mecze?

Łotwy eliminacji wielkich turniejów, Łotwy Bundesligi, Łotwy europejskich pucharów. Ulubione ofiary Roberta Lewandowskiego, czyż nie? Czy nie jest to największy, najpoważniejszy z zarzutów, jakie pojawiają się pod adresem „dziewiątki” Bayernu i reprezentacji Polski? Że najczęściej ładuje wtedy, gdy jest łatwo. Gdy przychodzi krytyczny moment, kluczowy mecz – zakłada pelerynę niewidkę, wskakuje ochoczo do kieszeni najlepszego stopera rywali.

W ostatnich latach Lewandowski dał całą masę argumentów na poparcie tej tezy. Siedem ostatnich meczów „Lewego” w fazie pucharowej Champions League?

– pusty przelot z Besiktasem
– pusty przelot z Sevillą
– drugi pusty przelot z Sevillą
– pusty przelot z Realem Madryt
– drugi pusty przelot z Realem Madryt
– pusty przelot z Liverpoolem
– drugi pusty przelot z Liverpoolem

Mistrzostwa świata?

– pusty przelot z Senegalem
– pusty przelot z Kolumbią
– pusty przelot z Japonią

Fakty? Nie do zaprzeczenia. Ostatni wielki turniej to 0 goli, kluczowe spotkania ostatnich edycji Ligi Mistrzów – to samo. Umówmy się, dwa gole i asysta w pierwszym meczu zeszłorocznej 1/8 finału z Besiktasem to żaden wielki wyczyn dla zawodnika grającego na szpicy Bayernu Monachium.

Tak, gdy przyjrzeć się ostatnim meczom Lewandowskiego na największych scenach, łatwo wykuć tezę, że wielkie mecze, w których kiedyś nie raz i nie dwa zachwycał świat, to już nie jego bajka. Że Lewandowski błyszczący przy największej publice skończył się gdzieś w okolicach czteropaka zapakowanego na drogę Realowi Madryt jeszcze w czasach Borussii Dortmund.

Jak liczyć to w przypadku Lewandowskiego? Uznaliśmy, że najlepszym sposobem będzie założenie, że „mocne” zespoły, to najlepsza czwórka Bundesligi oraz drużyny z pozostałych spośród pięciu najlepszych lig europejskich – angielskiej, francuskiej, włoskiej, hiszpańskiej – z którymi w barwach Dortmundu i Bayernu ścierał się w europejskich pucharach. Jak spisywał się w tych starciach?

Nie zabraknie bramek? Kurs w Totolotku na co najmniej cztery gole – 2,00!

10/11 – Leverkusen, Bayern, Hannover + Sevilla, PSG
1 gol w 10 meczach (389 minut) vs. 8 goli w 33 meczach (1594 minuty)
0,23 vs. 0,45 gola na 90 minut

11/12 – Bayern, Schalke, Gladbach + Arsenal, Olympique Marsylia
6 goli w 12 meczach (1062 minuty) vs. 24 gole w 35 meczach (2993 minuty)
0,51 vs. 0,72 gola na 90 minut

12/13 – Bayern, Leverkusen, Schalke + Manchester City, Real Madryt, Malaga
11 goli w 17 meczach (1450 minut) vs. 25 goli w 34 meczach (2662 minuty)
0,68 vs. 0,85 gola na 90 minut

13/14 – Bayern, Schalke, Leverkusen + Napoli, Arsenal, Olympique Marsylia, Real Madryt
4 gole w 15 meczach (1317 minut) vs. 24 gole w 33 meczach (2875 minut)
0,27 vs. 0,75 gola na 90 minut

14/15 – Wolfsburg, Gladbach, Leverkusen + Manchester City, AS Roma, Barcelona
4 gole w 12 meczach (1052 minuty) vs. 21 goli w 37 meczach (2951 minut)
0,34 vs. 0,64 gola na 90 minut

15/16 – Dortmund, Leverkusen, Gladbach + Arsenal, Juventus, Atletico
5 goli w 12 meczach (1106 minut) vs. 37 goli w 39 meczach (3131 minut)
0,41 vs. 1,06 gola na 90 minut

16/17 – Lipsk, Dortmund, Hoffenheim + Atletico, Arsenal, Real Madryt
7 goli w 13 meczach (1136 minut) vs. 36 goli w 34 meczach (2885 minut)
0,55 vs. 1,12 gola na 90 minut

17/18 – Schalke, Hoffenheim, Dortmund + PSG, Sevilla, Real Madryt
9 goli w 14 meczach (1222 minuty) vs. 32 gole w 34 meczach (2535 minut)
0,66 vs. 1,13 gola na 90 minut

18/19 – Dortmund, Lipsk, Gladbach + Liverpool
4 gole w 6 meczach (540 minut) vs. 26 goli w 30 meczach (2695 minut)
0,67 vs. 0,87 gola na 90 minut

Od pięciu sezonów, wliczając obecny, Lewandowski wcale nie strzela dla klubu w meczach z najbardziej wymagającymi rywalami mniej, a wręcz z każdym sezonem coraz więcej. W trwających rozgrywkach wypracował średnią bardzo bliską tej z najlepszego sezonu 2012/13, a więc tego gdy gromił Real Madryt na Signal Iduna Park.

***

Borussia Dortmund 2012/13:
Marco Reus – 14 goli, 11 asyst, gol lub asysta średnio co 94 minut
Kuba Błaszczykowski – 11 goli, 13 asyst, gol lub asysta średnio co 81 minut
Mario Goetze – 10 goli, 12 asyst, gol lub asysta średnio co 92 minuty

Bayern Monachium 2018/19:
Thomas Mueller – 6 goli, 8 asyst, gol lub asysta średnio co 129 minut
Joshua Kimich – 2 gole, 11 asyst, gol lub asysta średnio co 180 minut
Serge Gnabry – 7 goli, 5 asyst, gol lub asysta średnio co 102 minuty

To porównanie jest chyba najbardziej wymowne. Czołowa trójka klasyfikacji kanadyjskiej we wspomnianym sezonie 2012/13 w Borussii i czołowa trójka dziś w Bayernie. Marco Reus, Kuba, Mario Goetze – to były maszyny do bramek i asyst, upraszczając można powiedzieć, że co mecz ci trzej dawali konkret. W Bayernie wygląda to znacznie ubożej. Nieprzypadkowo wicelidera kanadyjskiej w klubie z Monachium – oczywiście za plecami Lewandowskiego – a więc Thomasa Muellera właśnie odstawił od reprezentacji Joachim Loew, chcąc dokonać zdecydowanej wymiany pokoleniowej.

Bo ktokolwiek średnio zorientowany w Bundeslidze powie bez wahania, że Monachium czeka z utęsknieniem na gruntowną przebudowę drużyny. Zapowiadaną zresztą przez Uliego Hoenessa słowami „Gdybyście tylko wiedzieli, kogo sprowadzimy w przyszłym sezonie…”.

A może sensacja? A może Łotysze wywalczą remis? Kurs w Totolotku – 10!

Zresztą o czym my mówimy, jeśli na mecz z Liverpoolem u siebie Niko Kovac musi wystawić na jednym skrzydle 35-letniego Francka Ribery’ego, który czołowym skrzydłowym Starego Kontynentu nie jest już od ładnych paru sezonów? A na drugim Serge’a Gnabry’ego, który i tak wyrósł na jedno z odkryć tego sezonu w Bayernie, choć jeszcze dwa i pół roku temu odpuścił próby przebicia się w Arsenalu (tym pobitym przez Bayern w pierwszym sezonie po odejściu Gnabry’ego 10:2). Jak te boki wyglądają przy Mane i Salahu na bokach zwycięskiego w starciu z monachijczykami Liverpoolu? No właśnie.

Jeśli więc obarczać Lewandowskiego odpowiedzialnością za to, że nie strzelił, to na pewno nie zwalać całej wyłącznie na niego. Tak, po napastniku tej klasy można się spodziewać czegoś ekstra, ale im mniej piłek dostaje, tym o to trudniej. Jest to zależność dość prosta i logiczna.

Ile razy Lewandowski dotykał piłki w spotkaniu z Liverpoolem u siebie? 29. Najmniej z zawodników wyjściowych jedenastek, nie licząc szybko zmienionego Hendersona. Na wyjeździe? 34, również najmniej. Mapa sytuacji Bayernu z obu meczów również nie wygląda najbardziej imponująco.

DzzRHQzU0AE8IKO.png-large

D1kiz6eW0AAGIZA.png-large

To, co jest bolączką w Bayernie, trzeba też rozciągnąć na reprezentację. Robert Lewandowski to piłkarz, który w formie zagra za dwóch, za dwóch i pół piłkarza, ale nigdy za całą drużynę. Gdyby to było możliwe – nie tylko dla „Lewego” – Lionel Messi nie musiałby w jakiejś części pokładać swojej nadziei na złoto mistrzostw świata czy Copa America na wyspecjalizowanym w marnowaniu setek/karnych w finałach wielkich imprez Gonzalo Higuainie.

Najlepszym dowodem są dwa spotkania rozegrane w odstępie zaledwie jednego miesiąca.

Polska – Ukraina w Warszawie. Borussia – Real Madryt w Dortmundzie.

Cztery gole strzelone przeciwko zespołowi, którego parą stoperów byli w tamtym spotkaniu Pepe i Raphael Varane. Zero bramek w starciu z drużyną z Kuczerem i Chaczeridim na analogicznych pozycjach.

I nie, mecz z Królewskimi to nie był jednorazowy wybryk.

2 marca 2013: Borussia – Hannover 3:1 – 2 gole
9 marca 2013: Schalke – Borussia 2:1 – gol
16 marca 2013: Borussia – Freiburg 5:1 – 2 gole i asysta
22 marca 2013: Polska – Ukraina 1:3
26 marca: Polska – San Marino 5:0 – 2 gole i asysta
30 marca 2013: Stuttgart – Borussia 1:2 – gol
3 kwietnia: Malaga – Borussia 0:0
6 kwietnia: Borussia – Augsburg 4:2 – gol
9 kwietnia: Borussia – Malaga 3:2 – gol
13 kwietnia: Greuther Furth – Borussia 1:6 – gol
20 kwietnia: Borussia – Mainz 2:0 – gol
24 kwietnia: Borussia – Real 4:1 – 4 gole

Od początku marca aż do pamiętnego 4:1 z Realem Lewandowski strzelał w 10 z 12 meczów. Nie trafił w Maladze w Champions League i w tym nieszczęsnym starciu z Ukrainą. I to był schemat bardzo często powtarzany – przyjeżdżał na kadrę w gazie z Borussii, ale zamiast licznych prób wykorzystania siły i szybkości „Lewego”, podania naszych pomocników nie okazywały się w połowie tak wizjonerskie jak te Reusa i Goetzego.

Tym bardziej nie sposób nie docenić tych spotkań, w których Lewandowski mimo mniejszego wsparcia niż to, do jakiego jest przyzwyczajony w klubie, brał reprezentację na plecy. Nie był w stanie robić tego za każdym razem, nawet gdy był w optymalnej formie. Ale okraszone hat-trickiem 3:2 z Danią w Warszawie? 3:1 z Rumunią, również z jego trzema bramkami? 2:2 ze Szkocją w Glasgow, gdy idąc do końca na ostatnią piłkę wydarł tak ważny remis? 

Jasne, kamyki do ogródka i tu się należą. Przede wszystkim za rosyjski mundial, na którym Lewandowski był po prostu bez formy i było to widać na pierwszy rzut oka, bez szkiełka powiększającego. To, że w starciach z Realem rok temu czy teraz z Liverpoolem – szczególnie w pierwszym meczu, w drugim było go więcej – znikał z radarów to też nie wyłącznie wina kolegów. Ale nim bez rozmysłu rzuci się kolejny kamień w Lewandowskiego, trzeba się zastanowić, czy na pewno leci on we właściwym kierunku, a nie po prostu do najłatwiejszego celu. Bo nie ma gola, to trzeba.

Oczywiście zrozumiałe jest, że cierpliwość to wartość odwrotnie proporcjonalna do klasy zawodnika. W przypadku Lewandowskiego są jej więc naprawdę śladowe ilości. Może jednak to nie kwestia drastycznej obniżki lotów (no po golach na rok to tego nie widać), a po prostu… czasu, by gole i w tych absolutnie najbardziej prestiżowych meczach, oddzielających sezon udany od przegranego, znów poleciały szerokim strumieniem. Jak ten ketchup, który czasami możesz próbować wydostać z butelki i nie leci ani kropla, a innym razem lekko przechylisz i masz cały na talerzu.

Fot. FotoPyk

KOMENTARZE (40)