Jak dobrze ich znowu widzieć
Blogi i felietony

Jak dobrze ich znowu widzieć

Jaka była moim zdaniem największa siła zespołu Adama Nawałki? Zespołu, który dał nam tyle radości od eliminacji do Euro 2016, aż po końcówkę eliminacji do MŚ 2018? Prostota. Dwóch klasycznych stoperów. Dwóch dobrze broniących bocznych obrońców. Dobry wymiatacz na pozycji numer sześć. Świetny bramkarz, ale to w Polsce standard od wielu lat. 

Przód? Nic ponad do bólu klasyczne rozwiązania. Szybkość na skrzydłach, dokładne dogranie do skrzydeł w środku pola i snajper z instynktem strzeleckim. Żadnych kwadratowych jaj, żadnego wędrowania zawieszonej ósemki pomiędzy formacjami, żadnego trequaristy i krzyżowych wymian w „final third”. Age Hareide upierał się, że to zdecydowanie zbyt łatwe do rozszyfrowania, ale moim zdaniem – to po prostu optymalnie wykorzystujące specyfikę gry reprezentacyjnej. Jasne, super się oglądało, jak Zieliński i Klich z Austrią popisywali się swoimi nieprzeciętnymi umiejętnościami technicznymi, ale najlepsze sytuacje bramkowe przyniosły zagrania skrzydłowych. Frankowski z dorzutem na Piątka, Grosicki szarżujący na drugiej flance, do tego stały fragment i łut szczęścia napastnika.

Nic więcej.

Może i to futbol z XIX wieku, może i to zarżnięcie potencjału ofensywnego takich grajków jak Zieliński czy Lewandowski, ale kurczę, jak grała na mundialu Chorwacja? Jak grała Szwecja, jak grała Rosja? Prostota, może nawet prostactwo, skupienie się na elementach, które bardzo łatwo wytrenować – nieszablonowe rzuty rożne, dobrze bite wolne, bezwzględna dyscyplina w obronie. Reprezentacja to nie klub, gdzie spędzasz razem 12 miesięcy. To miejsce, gdzie musisz postawić na łatwe, proste melodie, które od razu zagra równo dowolna grupa muzyków.

Schyłkowy Nawałka postawił na kombinacje – propozycję gry trójką stoperów, jakieś szukanie optymalnej pozycji dla Zielińskiego, zaburzenie balansu w środku. Brzęczek też rozpoczął od jakichś dziwnych prób gry czterema środkowymi pomocnikami, czy z asymetrią skrzydłowych. Nie przypominam sobie, by przyniosło to nam jakiekolwiek korzyści, za to wykluczyło jeden poważny atut. Być może jeden z niewielu, które mamy. Dynamikę na skrzydłach i instynkt strzelecki napastników.

Pamiętam, jak kiedyś analizowaliśmy na Weszło, w jakim systemie Lewandowskiemu idzie lepiej: w 4-4-2 z Milikiem, czy w 4-2-3-1 z Zielińskim. Wniosek był taki, że właściwie nie ma różnicy, jedyna istotna tworzy się dopiero przy kombinacjach z innym systemem bronienia.

Dziś w drugiej połowie długimi fragmentami czułem się jak w powrocie do przeszłości. Dwóch przebojowych, niezmordowanych skrzydłowych, ale przede wszystkim – piątka bardzo konsekwentnie grających zawodników defensywnych. Wreszcie ten optymalny, zdrowy i dobrze rozumiejący się duet stoperów, Glik z Bednarkiem. Wreszcie boki obrony skupione przede wszystkim na bronieniu, na odłączeniu zupełnie prądu skrzydłowym rywala. Dzisiaj się zastanawialiśmy: co pokażą Lazaro z Lainerem, który będzie go obiegał, jak wypadnie Alaba. Okazało się, że nie zrobili sztycha, a najlepszą okazję poza jakimiś strzałami z dystansu miał 35-letni napastnik FC Lugano, Marc Janko.

Konsekwencja, spokój, stabilność. To, co miały największe rewelacje ostatniego mundialu i to, co moim zdaniem miała przez bardzo długi okres drużyna Adama Nawałki.

Dobrze było znów ich widzieć. Niemal bezbłędnych stoperów. Niestrudzonego, niesamowicie szybkiego Grosickiego. Napastników, którzy cały czas czyhali na najdrobniejszy błąd obrony rywala. Że nie porwali grą? No nie porwali, zgadza się. Zastanówmy się jednak, czy Chorwacja porywała na mundialu swoją finezją, czy faktem, że w 119. minucie Luka Modrić wykonał 40-metrowy sprint pod własne pole karne, by odebrać rywalowi piłkę? Czy Rosja przechodziła dalej i dalej, bo opanowała heavy metal Kloppa czy futbol Pepa Guardioli? No nie, przechodziła dalej, bo była niesamowicie skuteczna w obronie.

Już dawno wyzbyłem się złudzeń – nawet Francuzi nie grali na mundialu porywająco, a jeśli nie oni – no to czy w ogóle ktokolwiek? A skoro nie da się grać pięknie, trzeba grać prosto. Dzida na Grosika, dzida na Frankowskiego, kocioł przy rzutach rożnych i dyscyplina w tyłach. Dzisiaj to wystarczyło do pokonania bodaj najgroźniejszego rywala grupowego na jego terenie przy zachowaniu czystego konta (ważne), ale również wyłączeniu rywala na tyle, że miał przez cały mecz jedną stuprocentową okazję.

Ktoś powie: szczęście. Ale ja to szczęście już widziałem u Nawałki. Trwało kilkanaście ładnych miesięcy.

Nie obrażę się, jak Brzęczek też będzie taki fartowny.

JO

Fot.FotoPyK