Środek pomocy reprezentacji – materiał jest, czas na szycie
Weszło

Środek pomocy reprezentacji – materiał jest, czas na szycie

Piotr Zieliński dzięki zmianie pozycji i odpowiedzialniejszej grze stał się jednym z liderów Napoli. Karol Linetty jest chwalony za zmysł taktyczny i do dobrej formy dorzuca gole oraz asysty. Grzegorz Krychowiak gra od dechy do dechy w czołowym klubie Rosji. Mateusz Klich jest kluczową postacią Leeds walczącego o awans do Premier League. Od dawna nie mieliśmy tylu środkowych pomocników w takiej formie.

Czternasty dzień października, 2018 rok, mecz z Włochami. Jerzy Brzęczek zestawia środek pola z Karola Linettego, Jacka Góralskiego i Damiana Szymańskiego. Selekcjonerowi marzyła się druga linia, która miała wyglądać jak stadko wygłodniałych pitbulli. Niestety Brzęczek zapomniał, że w futbolu chodzi nie tylko o bieganie i walkę, ale przede wszystkim o dobrą grę w piłkę. Na tle takiego Jorginho nasz tercet prawie-że-egzotyczny wyglądał jak gitarzystka Andżelika z zespołu Patty na tle Carlosa Santany. Pod względem zaangażowania nic nie mogliśmy tej trójce zarzucić, natomiast różnica klas w rozegraniu na korzyść Włochów była przytłaczająca.

Pięć miesięcy później selekcjoner reprezentacji Polski ma komfort, którego być może w ostatnich latach nie miał żaden z selekcjonerów. Ma bowiem czterech środkowych pomocników, którzy spełniają następujące kryteria:

– są Polakami;

– potrafią kopać piłkę;

– potrafią kopać piłkę nie patrząc na nią;

– udowadniają w niezłym europejskim klubie, że potrafią kopać piłkę nie patrząc na nią.

O problemach na lewej obronie już się rozpisywaliśmy (TUTAJ), o przyjemnym bólu głowy związanym z liczbą i zestawieniem napastników także (TUTAJ), o komforcie na skrzydłach (TUTAJ) i środku obrony również (TUTAJ), natomiast warto też się pochylić nad tym, jak Brzęczek może ustawić środek pomocy. Widzimy tutaj pewien system zależności – selekcjoner po testach w Lidze Narodów raczej nie pozostanie przy grze bez skrzydłowych, zatem rezerwujemy im dwa miejsca. Na grę jednym napastnikiem w obecnych okolicznościach kadry w tym momencie prawdopodobnie nie stać – oznaczałoby to bowiem zostawianie na ławce dwóch czołowych strzelców Serie A.

Jeśli ktoś jest bystry, to na tej podstawie wydedukuje sobie, że istnieją tak naprawdę dwa warianty na wykorzystanie czterech środkowym pomocników będących w gazie:

– dwójka Krychowiak i Zieliński ustawiona obok siebie, Klich z Linettym (i Żurkowskim) czekają na swoje szanse

– Zieliński ustawiony jako fałszywy skrzydłowy z wieloma zadaniami defensywnymi (tak jak w Napoli), w środku Krychowiak grający za Linettym lub Klichem

Oba warianty jesteśmy w stanie kupić. Zresztą, umówmy się, skoro nawet pół roku nie minęło od meczu, w którym oglądaliśmy Damiana Szymańskiego i Jacka Góralskiego mających utrzymać w ryzach środek pola w starciu z Włochami, to dziś zszokowałoby nas tylko wystawienie w środku pola duetu Radosław Kałużny – Tomasz Iwan.

Optymizm związany z pomocnikami kadry jest ściśle powiązany z tym, jak cała wymieniona czwórka gra obecnie w swoich klubach. Najwięcej siłą rzeczy mówi się o przemianie Piotra Zielińskiego, który po zmianie trenera stał się kluczowym elementem układanki Napoli. U Carlo Ancelottiego wzrosła liczba minut rozgrywanych przez Polaka (ostatnio opuścił dopiero pierwszy mecz ligowy), ma pewne miejsce w wyjściowym składzie oraz tworzy wiele okazji strzeleckich swoim kolegom. Zielińskiego często utożsamia się z klasyczną dziesiątką, piłkarze zwolnionym z defensywy, który hasa sobie swobodnie po połowie rywala, wchodzi w dryblingi i szuka prostopadłych podań. Tymczasem jego rola w Napoli wygląda zgoła inaczej. – Zieliński zmienił swoją pozycję pod wodzą Ancelottiego. Myślę, że było to efektem dwóch transferów: odejścia Jorginho do Chelsea i pozyskania Ruiza. Strata Jorginho spowodowała, że Napoli musiało zmienić swoją strategię rozgrywania. Styl gry Ruiza spowodował, że Piotr nie jest aż tak niezbędny przy bramce rywala, więc w naturalny sposób został przesunięty kilka kroków głębiej – mówił nam niedawno Jacopo Piotto, analityk WhoScored i Sky Italia. –  Ta ewolucja Zielińskiego jest możliwa przede wszystkim dzięki temu, że on ma bardzo dużą zdolność do adaptacji do gry w różnych strefach boiska. Ponadto jego umiejętność podawania jest porównywalna z tym, co pokazywał Jorginho. To zresztą nieco zabawne, że przez dwa sezony postrzegano Zielińskiego jako następcę Hamsika, który wówczas grał znacznie bliżej bramki przeciwnika. Później, gdy Napoli zmieniło ustawienie i Hamsik został wycofany głębiej, wówczas Zieliński faktycznie został jego następcą, ale już na innej pozycji.

DweWt7zWwAIUnNa (1)

Piotra można więc dziś traktować nie tylko jako zawodnika, którego można zestawiać wyłącznie za plecami napastnika, ale i zdecydowanie głębiej – obok klasycznego defensywnego pomocnika (w Napoli kimś takim jest Allan), w roli cofniętego rozgrywającego z zadaniami defensywnymi.

Coraz mocniejszą pozycję w Sampdorii ma też Karol Linetty. Już mniejsza nawet o gola i asystę w meczu z Udinese, ale w perspektywie całego sezonu. Wychowanek Lecha prawdopodobnie pobije swój rekord bramek i asyst w Serie A – w bieżących rozgrywkach ma trzy gole i trzy asysty, tyle samo co przed rokiem, a przecież do końca sezonu pozostało jeszcze dziesięć kolejek. Z tego co słyszymy – Marco Giampaolo, trener Sampy, bardzo ceni Karola za przygotowanie taktyczne. Być może mógłby zastąpić go kimś lepszym technicznie, natomiast żaden z pomocników jego drużyny nie spełnia jego założeń tak rzetelnie jak Polak. I wszystko wskazuje na to, że – podobnie jak Zieliński – pobije w tym sezonie rekord minut spędzonych na boiskach Serie A w swoim klubie.

Dobrze widzieć też Grzegorza Krychowiaka, który ustabilizował swoją pozycję w drużynie i na kadrę przyjeżdża już nie jako rezerwowy West Bromu czy jako turysta z Paris Saint-Germain, ale jako jeden z najlepszych pomocników rosyjskiej ekstraklasy. Według Championatu, jednego z ważniejszych portali sportowych w Rosji, ostatnio po raz trzeci znalazł się w jedenastce kolejki.

krycha

– Lokomotiw jako zespół spisuje się poniżej swoich możliwości w porównaniu z poprzednim sezonem, szczególnie było to widać w Europie. Ale Krychowiak ma jakość, by wyróżniać się na plus przeciwko większości rywali i to właśnie robi – uważa David Sansun, redaktor RussianFootballNews.com.

Nie musimy chyba dowodzić tego, jak istotnym elementem tej drużyny był Krychowiak w formie. Gość, który trzymał w ryzach pomoc nie gorzej niż Glik trzymał defensywę. Jeździł na dupie, łatał dziury, umiejętnie regulował tempo gry, posyłał dokładne długie podania. Fajnie byłoby znów zobaczyć takiego „Krychę” w reprezentacji. Nie takiego, którego widzieliśmy np. podczas mundialu, gdy był cieniem samego siebie. Ale mamy gdzieś z tyłu głowy to, że Grzegorz jest piłkarzem w dużej mierze bazującym na bardzo dobrym przygotowaniu i na rytmie grania – teraz w Moskwie przeszedł normalny obóz przygotowawczy, gra co tydzień po 90 minut, więc… Może nie będzie to jednoosobowy oddział szturmowy, który oglądaliśmy w Sevilli, ale możemy oczekiwać, że akurat o pozycję defensywnego pomocnika martwić się nie będziemy.

No i Mateusz Klich, o którym być może za kilka miesięcy będziemy mogli mówić „zawodnik Premier League”. Pomocnik Leeds wszedł na poziom, o który jeszcze niedawno byśmy go nie podejrzewali – przecież był okres, gdy zniknął nam kompletnie z radarów, a częściej niż o podbijaniu zachodu mówiło się o tym, że czeka go powrót do Ekstraklasy. Dzisiaj „Clichy” ma osiem goli i siedem asyst w – jak określił Leeds trener Chris Wilder – „najlepszym klubie Championship, który nie jest liderem”. Zerkamy sobie czasami jak tam Mateusz radzi sobie pod okiem Marcelo Bielsy i wstydu nie ma – Polak wyróżnia się na tle zespołu szybkością podejmowania decyzji, kreatywnością, błyskotliwością. Jeśli ktoś nadal postrzega drugą ligę angielską jako ligę dla drwali, to… no dobra, być może w przypadku części drużyn ma rację. Ale Leeds gra ładną, miłą dla oka piłkę, w której Klich odnajduje się świetnie.

A do tego doliczyć musimy przecież Szymona Żurkowskiego, który w Ekstraklasie wygląda jak element obcy, bo i pod względem wydolności góruje nad rywalami, technicznie jest znakomity, nie boi się dryblować, ma świetne warunki fizyczne, udowadnia co jakiś czas, że i kopyto w nodze drzemie solidne. Natomiast mówimy tu nadal o chłopaku, który do tej pory błyszczy jedynie w Ekstraklasie.

Zatem środek pola mamy kim obsadzić. Ale to wciąż nie oznacza, że drugą linię Austrii schowamy do kieszonki, zrobimy krótkie „bzzzzt!” zamkiem błyskawicznym i uzyskamy pełną kontrolę nad meczem. Wystarczy wpisać w google „piotr zielinski weszlo kadra” albo poszperać po tagach na naszej strony tekstów o występach Karola Linettego w reprezentacji by wiedzieć, że wielokrotnie mieliśmy wielkie oczekiwania od wyżej wymienionej dwójki. Niestety później rzeczywistość te oczekiwania weryfikowała i Karol z Piotrem po odśpiewaniu „Mazurka Dąbrowskiego” zmieniali się z kozaków z Serie A w reprezentacyjne odpowiedniki Olivera Petraka i Mihaia Raduta.

Z jednej strony powodów takiego stanu rzeczy można upatrywać w głowach wspomnianej dwójki, która w wielu ważnych momentach spalała się jak papieros na marcowym wietrze. Z drugiej jednak strony nie możemy się oprzeć wrażeniu, że – szczególnie w kontekście Zielińskiego – selekcjoner musi wiedzieć jak wykorzystać jego atutu. Sami mieliśmy polewkę z tego, że Zielek musi zagrać na pozycji „8 i 3/4, zwrot północno-wschodni”, by w pełni zdradził swój potencjał. Ale może coś w tym jest? Nieprzypadkowo po przemodelowaniu jego roli na boisku przez Ancelottiego, Piotr rozgrywa swój najlepszym sezon w karierze.

Selekcjonerze, materiał dostał pan niezły, czas uszyć z tego coś ładnego.

fot. FotoPyK

KOMENTARZE (9)