Jak co tydzień… ELDO
Blogi i felietony

Jak co tydzień… ELDO

Swoją biała rękawiczkę wysadzaną kryształami oddałem dawno temu… Do Neverlandu nigdy nie chciałem się wybrać, jednak temat Lunaparku Jacksona na warszawskim Bemowie nie schodził ze stron kolorowych gazet.

To była prawdziwa gwiazda. Geniusz wokalny, który swoimi występami zaczarował setki milionów ludzi na całym świecie. Teledyski wyznaczały kamienie milowe w dziedzinie kręcenia videoklipów, a utwory stawały się sprzedażowymi hitami. Płyty sprzedawały się w nieosiągalnych dla innych nakładach. Koncerty były olbrzymimi spektaklami dla setek tysięcy widzów.

Jeśli chcecie poznać Państwo historię dzieciństwa Jacksona, to odsyłam do wielu publikacji na ten temat. Niewątpliwie życie pod presją w świecie pełnym przemocy miało ogromny wpływ na dorosłość tego człowieka. Ogromna popularność i absolutna niemożliwość prowadzenia – nawet w niewielkiej części – prywatnego życia, dodatkowo stanowiły paliwo, które napędzało silnik wyalienowananego artysty. Dzisiaj mamy setki osób popularnych. W pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych był jedynie Michael Jackson.

Zwykła czynność jak zrobienie zakupów. Zamykano sklep, wynajmowano ludzi, którym płacono za to żeby byli udawanymi klientami i nie zwracali uwagi na gwiazdę. Wszystko po to, żeby jak najbardziej wywołać złudzenie normalności, której nie było w żadnym momencie jego życia.

Byłem „depeszem”, ale z pokoju obok dobiegały na zmianę utwory Jackson 5 i solowe utwory Michaela. Przyglądałem się z boku miłości mojej siostry do niego i im starszy się stawałem, tym więcej pytań zacząłem zadawać i coraz częściej drapać się w głowę.

Mając trzynaście lat może wydawać nam się czymś imponującym, że człowiek w domu ma własne zoo i lunapark, a na dodatek chodzi sobie z szympansem pod rękę. Dorastając jednak zacząłem myśleć, że mężczyzna z takimi pieniędzmi powinien raczej mieć prywatny salon Ferrari, albo na przykład poligon jeśli już potrzebuje dziwnych rozrywek. Z każdym rokiem zaczynało przybywać informacji o kontrowersjach związanych z życiem prywatnym artysty. Nigdy niczego nie udowodniono, jednak zachowanie samego Jacksona wywoływało u opinii publicznej mieszane uczucia. Całości dopełnił wywiad, którego udzielił Edowi Bradleyowi w programie „60 Minutes”. Dziennikarz próbował tak zadawać pytania żeby dać Jacksonowi okazję do potwierdzenia nam widzom, że też jest ssakiem. Niestety gwiazdor ten egzamin oblał z kretesem.

Nie chciałem oglądać „Leaving Neverland”. Po części z lenistwa – film ten trwa prawie cztery godziny, ale również dlatego, że pamiętam oskarżenia z lat dziewięćdziesiątych. Wielkie burze medialne, które pomagały wszystkim zyskiwać na popularności gwiazdy. Michael Jackson nie żyje, nie ma żadnej szansy się bronić, a pieniądze, generowane nawet po jego śmierci, mogą przyciągnąć ludzi chcących zwyczajnie zarobić. To obrzydliwy motyw, ale jak najbardziej należy brać go po uwagę. Nawet jeśli ktoś rzuca tak mocne oskarżenia.

Film jest jednak wstrząsający i warty poświęcenia mu czasu. Głównie dlatego, że stanowi doskonały przykład na to jak popularność człowieka zaburza innym wokoło ich zdrowy rozsądek. Skoro ktoś jest wielki, pozwalamy mu na każde dziwactwa i zachcianki, bez względu na to, że są zupełnie oderwane od normalności.

Przychodzi do Państwa Leo Messi, który dowiedział się, że Państwa Jasio gra w jego koszulce w osiedlowej drużynie. Proponuje żeby wasz jedenastoletni syn zamieszkał u niego na trzydzieści dni. Ucieszeni odprowadzacie Jasia do limuzyny czekającej pod blokiem i życzycie miłej zabawy. Prawda?

***

Leo Messi nigdy nie był oskarżony o przestępstwo seksualne wobec nieletnich i nie jest znany z co najmniej ekscentrycznych zachowań wobec dzieci. Myślę jednak, że wyżej przedstawiony scenariusz skończyłby się trochę inaczej. Usłyszelibyśmy najpierw głośne plasknięcie, a za spadającym po schodach piłkarzu poleciałaby ogromna wiązanka „kwiatów polskich”.

To właśnie jest w tym filmie najbardziej wstrząsające. To jak dorośli ludzie tracą głowę i nie potrafią chronić tych najbardziej bezbronnych. Jak wszyscy, którzy towarzyszą gwieździe, budują wokoło niego tytułową Nibylandię. Opowieść dwóch mężczyzn, którzy wspominają wieloletnie uzależnienie i podporządkowanie to straszna historia. Jednak to tylko słowa. Jeden z nich wiele lat temu był świadkiem obrony na procesie muzyka. Nie dostaniemy żadnych dowodów. Możemy oceniać jedynie emocjami. Czy mówiący są wiarygodni? W takim stopniu, że niepokój który czułem po obejrzeniu tego filmu towarzyszy mi do dzisiaj.

Przykładów dziwactw Jacksona w jego tragicznym życiu, w którym był również ofiarą, było mnóstwo, oskarżeń nigdy mu jednak nie udowodniono.

***

Media zapowiadają bojkot piosenek artysty. Te same media, które budowały swoje osiągi grając muzykę Jacksona i relacjonując jego każdy krok. Prawdopodobnie w następnych latach zacznie się wygumkowywanie twórczości Jacksona z historii muzyki. Wydaje się to niemożliwe, jednak zasięg akcji #metoo doprowadził do tego, że osoby nawet jedynie podejrzane o przemoc seksualną, stają się persona non grata w świecie publicznym.

Świat Hollywood, który dość swobodnie podchodzi do kwestii obyczajowych i jest tubą progresywnego patrzenia na seksualność, rozkręcił spiralę przyzwoitości. Niekiedy całkiem zasadnie. Aktorki, które popierały w listach otwartych Romana Polańskiego wycofały swoje słowa i publicznie przeprosiły. Co sprawiło, że nagle nastąpiła zmiana? Co powoduje, że dziesięć lat temu uważały, że nic się nie stało ale dzisiaj już tak? Dowody. Podkreślam dowody, były takie same.

Oskarżenia wobec Michaela Jacksona były znane już dawno. Nie były żadną tajemnicą poliszynela. Amerykańscy komicy wprost wyśmiewali hipokryzję w stosunku mediów do muzyka. Polecam państwu znaleźć odcinek South Park traktujący o temacie. Tym razem jednak konkurs sympatii wygrywa film i na wszelki wypadek udajmy, że święte oburzenie jest słuszne. Mówi jednak jedna strona i to każe mi być sceptycznym.

Prawdopodobnie taki los czeka wielu twórców. Ich biografie staną się po latach powodem do rewizji ich postaci i redefiniowania ich wpływu na kulturę. John Wayne za chwilę przestanie być patronem lotniska w Santa Ana bo wykopano wywiad aktora z 1971 roku.

***

Polecam Państwu ten film. Znaleźć można również krótsza wersję (na rynek brytyjski), która trwa dwie godziny. Pokazuje jak niebezpieczne jest obdarzanie osób popularnych bezgranicznym zaufaniem. Do czego prowadzi chora fascynacja i jak bardzo niszczy ona życie i charakter. Jak łatwo dorośli stają się absolutnymi głupcami w obliczu czyjegoś wpływu i domniemanej mocy.

***

PS. Stop zwolnieniom z WF’u

KOMENTARZE (10)