Jeśli piłka to dla ciebie tylko obowiązek – możesz odejść
Weszło

Jeśli piłka to dla ciebie tylko obowiązek – możesz odejść

Przez pierwszych kilka miesięcy w Polsce mieszkał w budynku klubowym akademii Zagłębia Lubin. Pracoholik, będący w klubie od rana do wieczora. Zdobyta bramka to nie powód do celebrowania, a do analizy, jaką taktykę obrać dalej. Czy traktuje misję pierwszego trenera jako swoją szansę? Co, jeśli zwolni stołek? Dlaczego polska piłka jest tak fizyczna? Zapraszamy na rozmowę z Benem van Daelem, trenerem Zagłębia. 

Co zapamiętał pan ze swojej pierwszej wizyty w Lubinie w marcu 2018 roku, jeszcze jako trener młodzieży w Vitesse Arnhem?

Owszem, to była moja pierwsza wizyta, lecz kontakt z Witkiem Lisem miałem już od wielu lat. Zagłębie potrzebowało holenderskiego trenera do akademii, więc skontaktowano się ze znanym w Polsce Stanem Valckxem i tak złapaliśmy kontakt. W tamtym momencie nie byłem jeszcze gotowy, by tu przyjść. Ale zaproszono mnie na Big 6, podczas którego przedstawiłem prezentację, jak pracujemy z młodzieżą w Vitesse. Później zaproszono mnie raz jeszcze, z drużyną U-15. Zagłębie zaczęło wypytywać, co chciałbym robić, jaką mam wizję co do swojej osoby. Zadeklarowałem, że ponowna praca z młodzieżą mnie nie interesuje – chciałem objąć funkcję zarządzającą w akademii bądź wrócić do pracy z dorosłymi piłkarzami. W taki sposób zaproponowano mi współpracę. Później spytano mnie, czy byłbym w stanie pomóc pierwszej drużynie. Zostałem włączony do sztabu jako asystent, ale przegraliśmy z Górnikiem Zabrze, trener Lewandowski stracił posadę… Zagłębie miało problem.

Miał pan w ogóle ambicje powrotu na ławkę czy postanowił pan pomóc tylko dlatego, że pojawiła się taka potrzeba chwili? 

Nie miałem takich ambicji, bo pochłonęła mnie praca w akademii. A mamy naprawdę wiele młodych talentów, więc sprawiała ona satysfakcję. Mam złe doświadczenia w pracy pierwszego trenera. Po pół roku pracy w roli szkoleniowca Fortuny Sittard, zaproponowało mi kontrakt na trzy lata. Borykaliśmy się z problemami finansowymi, przyszedł nowy inwestor z Turcji i po kilku porażkach mnie… zwolnił. Nie liczył się kontrakt, to jak pracujesz, jaką jesteś osobą, co piłkarze sądzą o tobie. Zabolało. To mi uświadomiło, jak brudnym światem bywa piłka. Było mi bardzo ciężko się z tym pogodzić.

Mówiąc szczerze – powrót do tej roli nie był mi do niczego potrzebny. Zgodziłem się poprowadzić drużynę do świąt, by później wrócić na poprzednie stanowisko. Piłkarze poszli jednak do dyrektora Żewłakowa i powiedzieli, że chcą, żebym został. To był główny powód, dla którego zgodziłem się pracować do końca sezonu.

Zaczynał pan od nietypowej roli, nieznanej w polskiej piłce – miał pan wprowadzać młodych piłkarzy do pierwszego zespołu.

Nie stałem tyle za wprowadzaniem piłkarzy, co za rozwijaniem trenerów – a jeśli rozwijasz trenerów, automatycznie rozwijasz piłkarzy. Nie chodzi o wprowadzanie piłkarzy do pierwszego zespołu, a o wznoszenie ich na wyższy poziom. Później wejście do seniorskiej drużyny przebiega naturalnie.

Jaki największy błąd może popełnić błąd wprowadzając piłkarza do pierwszego zespołu?

Gdy utalentowany piłkarz wchodzi do zespołu, musisz odczytać jego uczucia. Widzisz, że wejście do dorosłej szatni jest dla niego zupełnie innym przeżyciem niż trenowanie z U-18. Musisz go ochronić. Piłkarz może chodzić podenerwowany, ale nie da się, by wytrzymał te same obciążenia fizyczne co piłkarze, którzy trenują w ten sposób od lat. Jeśli uznasz, że on już jest na wszystko gotowy i da sobie radę, możesz go tylko zahamować. To tak, jakby…

(trener pokazuje, jakby naciągał z dwóch stron strunę na siłę)

Jeśli będziesz robił tak – przerwiesz. Musisz w pewnym momencie odpuścić. Po polsku to nazywa się „spokojnie”. Czasami musisz dać większe obciążenia, ale czasami też odpuścić. Popełniliśmy taki błąd z Danielem Dudzińskim – na obozie w Turcji okazało się, że nie jest w stanie trenować w ten sam sposób, co reszta drużyny. Zareagowaliśmy i po kilku treningach te obciążenia zostały zmniejszone, a mimo to w wyniku przeciążenia się rozchorował. To jednak normalne. Chciał, ale musieliśmy w pewnym momencie powiedzieć „nie”. Poza tym zawsze do rozwoju młodego potrzebujesz doświadczonych piłkarzy. Oko może się rozwijać, gdy gra obok Guldana i Dąbrowskiego. Z samymi młodymi obok siebie byłoby to trudniejsze.

BELEK 27.01.2019 MECZ TOWARZYSKI: ZAGLEBIE LUBIN - SIGMA OLOMUNIEC 1:2 --- FRIENDLY FOOTBALL MATCH: ZAGLEBIE LUBIN - SIGMA OLOMOUC 1:2 BEN VAN DAEL FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Zanim cokolwiek zrobiłem, na początku musiałem przekonać do siebie trenerów. Nie mogło być tak, że przyjechał pan z Holandii i teraz będzie mówił wszystkim, co mają robić. Na pierwszej prezentacji siedzieli tak…

(trener siada z założonymi rękami)

na drugiej tak…

(trener robi normalną pozę)

A na kolejnych już tak…

(trener robi pozę, jakby wlepiał swoje oczy w ścianę)

I to jest to, czego oczekiwaliśmy. Musieli być przekonani, że jestem tu, by im pomóc. Każdy z nich chce być jutro lepszym, niż jest dzisiaj. Jeśli chcesz przychodzić tylko po to, by prowadzić treningi, nie potrzebujemy cię. Trener w Zagłębiu musi chcieć się rozwijać każdego dnia.

Dlaczego polska piłka jest tak fizyczna?

Bo o wiele łatwiej jest wypracować fizyczność niż taktykę, technikę, boiskowe myślenie. To pierwsze jest proste i możesz to zrobić w każdym momencie. To drugie wymaga większej wiedzy i musi być rozpoczęte w bardzo młodym wieku. Nie wszystkie drużyny są fizyczne, bo niektóre próbują grać w piłkę. Wszystko za sprawą tego, jak młodzi piłkarze są szkoleni. Gdy widziałem wiele meczów naszej akademii, widziałem, że piłkarze są wszędzie tacy sami. Widzę, że to się zmienia. Za pięć-dziesięć lat będzie w Polsce zupełnie inaczej przez wpływ zagranicznych piłkarzy i może trenerów.

W wywiadzie dla klubowej telewizji mówił pan, że chciałby zmienić zajęcia tak, by trenować więcej boiskowego myślenia.

Każdy trener widzi jak pracują inni ludzie, ćwiczenia, odbywa spotkania. Bierzesz z jednego to, co chcesz, odsiewasz to, czego nie chcesz. To twoja tożsamość. Trener nie może być kopią. Moja filozofia? Chcemy atakować, grać atrakcyjnie, zaczynając od defensywy. Ktoś może się dziwić: holenderski trener, a zaczyna od defensywy, co jest? Tak, bo jeśli dobrze bronisz wysoko, możesz zadbać w ten sposób o duże posiadanie piłki.

Ma pan do dyspozycji wielu polskich piłkarzy, wychowanych w określonym systemie szkolenia. Bartłomiej Pawłowski mówił niedawno w „Przeglądzie Sportowym”, że w Hiszpanii zabrakło mu właśnie szybkiego myślenia. To w ogóle da się jeszcze wytrenować?

Jak powiedziałem – fizyczność jest o wiele łatwiejsza do wytrenowania niż szybkie myślenie, szybka obserwacja, rozpoznawanie boiskowej sytuacji. Umiejętność selekcji wielu opcji i wyboru najlepszej z nich. To talent.

Jak to osiągnąć? Trenowaniem na niewielkiej przestrzeni w szybkim tempie. Rozwijaniem trenerów. Jeśli masz lepszych trenerów, masz lepszych piłkarzy, to bardzo proste. Długa droga przed nami. Mamy piłkarzy, którzy mają wielki talent, bo w Polsce jest cała masa talentów. Nie tylko w Barcelonie czy Amsterdamie – talenty są na całym świecie, naszą rolą jest je rozwinąć.

Ale w talent niespecjalnie pan wierzy.

Mówię o tym piłkarzom każdego dnia. Potrzebujesz talentu, jasne. Ale sam talent do niczego nie wystarczy. Jeśli przez trzy lata pozostawisz talent samemu sobie, piłkarz pracujący ciężko i mający dobry styl życia przeskoczy cię w umiejętnościach. Gdy piłkarz podchodzi do treningów na zasadzie „ok, zobaczymy co z tego będzie”, zwykle to powód, dla którego nie udaje im się przebić.

Jak porównałby pan infrastrukturę Zagłębia Lubin do infrastruktury holenderskich klubów?

Infrastruktura to jedno, widzę inny problem, który może stopować rozwój polskiej młodzieży – duże odległości między miastami. W moim kraju potrzebuję dwóch godzin by przejechać z jednego końca kraju na drugi. Każdy rocznik młodzieżowy może zatem w każdy weekend znaleźć drużynę na najwyższym poziomie, z którą może się zmierzyć. W Polsce… rocznik U-18 gra z drużynami z całej Polski, to wielki krok do przodu, ale już rocznik U-17, który pokonał dwa razy Ajax, więc musi być dobry, gra dobry mecz może cztery albo sześć razy w roku. W sąsiedztwie po prostu nie ma drużyn na wystarczającym poziomie. Wyobraźmy sobie, że wygrywamy na początku sezonu z Ajaksem. Ajax później gra co tydzień z najlepszymi drużynami w Holandii, my mierzymy się z zespołami na niższym poziomie, przez co się nie rozwijamy. Kto okaże się lepszy w ponownym meczu pod koniec sezonu? Oczywiście, że Ajax, który rozwija się szybciej.

To problem, którego nie da się tak łatwo rozwiązać. Uznaliśmy, że będziemy eliminować go poprzez mecze zdolnych roczników z wyższymi rocznikami. Ale to trudne. Jeśli jakiś piłkarz ma jakość, ale fizycznie nie jest gotowy na grę z piłkarzami o trzy lata starszymi, rozwój też zostanie zahamowany.

BELEK 22.01.2019 MECZ TOWARZYSKI: ZAGLEBIE LUBIN - UJPEST FC BUDAPESZT 2:0 --- FRIENDLY FOOTBALL MATCH: ZAGLEBIE LUBIN - UJPEST FC BUDAPEST 2:0 BEN VAN DAEL FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Dlaczego tak długo mieszkał pan w budynku akademii?

Czasami zaczynamy treningi o 8:00, więc miałem po prostu blisko. Bierzesz prysznic, jesz śniadanie i idziesz na boisko. Ale zgodzę się, że to trwało zbyt długo. W pewnym momencie poczułem się tym zmęczony. Wstajesz – widzisz boiska. Idziesz spać – przed oczami wciąż masz tylko futbol. Żyję w Lubinie sam. Mieszkając w akademii mogłem wyjść i pogadać z każdym, choćby z trenerem bramkarzy.

Jak wygląda pańskie życie w Lubinie poza piłką nożną?

W ogóle go nie ma. Czasami pójdę biegać, czasami pójdę coś zjeść do galerii, czasami pójdę do sklepu. Gdy jest dobra pogoda, czasami w dniu wolnym robię jeszcze spacer. Tyle. To moje życie. Czasami jest trudno, czasami jestem tym zmęczony, w dzień wolny muszę odespać. Jeśli do codziennej pracy dokładasz analizę swoich meczów i meczów rywali, w zasadzie nie masz wolnego czasu. Tylko podczas przerw na reprezentację jechałem na kilka dni do Holandii do żony i dzieci. Gdy pracowałem w akademii, czasami żona przyjeżdżała na kilka dni. Teraz to o wiele trudniejsze przez mecze. Swoich dzieci nie widziałem od siedmiu tygodni, ale na szczęście są już dorosłe i mamy Skype.

Dlaczego nie celebruje pan bramek?

Cieszę się w środku po prostu. Nie jestem gościem, który po bramkach skacze pod niebiosa. Zawsze analizuję, co możemy zmienić, jak jeszcze możemy poprawić grę. Ale czasami celebruję, jak na przykład wtedy, gdy bramkę na 3:0 z Miedzią zdobył Filip Jagiełło. W meczu z Jagiellonią także.

Które gole pan celebruje? Od czego to zależy?

Nie ma reguły. Ale umówmy się, że jeśli w niedzielę strzelimy więcej bramek, będę pamiętał o panu i celebrował (śmiech). Czasami po strzeleniu gola piłkarze podbiegają uzupełnić płyny i to dobra okazja, by coś im przekazać. Zamiast cieszyć się jestem zajęty tym, co nadejdzie.

Jest w ogóle coś, co potrafi wyprowadzić pana z równowagi?

Zawsze zanurzam się w mecz bardzo głęboko, analizuję. Jeśli przegrywalibyśmy 0:5, pewnie straciłbym nad sobą kontrolę. Czasami wyprowadzają mnie z równowagi piłkarze, którzy nie grają na pełnej koncentracji, a tego od nich wymagam. Nie potrafię wybaczyć tego, że piłkarz przychodzi na trening z przymusu. Piłkarz ma chcieć, jeśli to dla ciebie tylko obowiązek – możesz odejść. Tysiące ludzie chciałyby być na tym miejscu.

Jeśli Zagłębie uzna po sezonie, że potrzebuje jednak czegoś innego…

Nie traktowałem tego jako szansy. Potrzebowałem zapewnienia, że wrócę do pracy w akademii. A co będzie? Zobaczymy.

Jeśli nie zostanę z pierwszym zespołem, prawdopodobnie po prostu wrócę do akademii.

Rozmawiał Jakub Białek

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (7)