Lewego starcie ze stwórcą
Weszło

Lewego starcie ze stwórcą

– Nasza relacja zmieniła się w jednym momencie, po jednej rozmowie. Takiej, jakiej przez wiele lat mi brakowało, która była jak rozmowa ojca z synem – opowiada o więzi z Jurgenem Kloppem Robert Lewandowski. Zapraszamy na przegląd prasy.

PRZEGLĄD SPORTOWY

Chwila z… Robertem Lewandowskim.

Warto rozmawiać?

Wcześniej byłem bardzo zamknięty, trudno było cokolwiek ze mnie wydobyć. Teraz staram się o tym mówić, bo dzięki temu czuję się lżej.

Duża w tym zasługa Jürgena Kloppa, pana pierwszego trenera w Niemczech?

Jürgen zbudował mnie przede wszystkim jako człowieka. Na początku nasze relacje nie były łatwe, bo co innego mówił, a co innego się działo. Przez pierwsze miesiące w Borussii byłem zawiedziony, czułem się przemęczony jego treningami. Dopiero w listopadzie 2010 wróciłem do swojej świeżości. Doskonale pamiętam moment, kiedy na treningu poczułem się tak, jak w okresie przygotowawczym. Wszyscy to zauważyli, zaczęli powtarzać, że Lewy wrócił. Ale ja jeszcze przez dwa miesiące musiałem czekać na szansę, na dodatek zacząłem grać nie na swojej pozycji. Czułem dużą frustrację, ale dziś wiem, że to była dla mnie nauka na następne lata, aż do końca kariery. To doświadczenie zbudowało mnie na te trudne momenty, których w przyszłości nie brakowało.

A Klopp stał się dla pana jedną z najważniejszych osób w karierze.

Nasza relacja zmieniła się w jednym momencie, po jednej rozmowie. Takiej, jakiej przez wiele lat mi brakowało, która była jak rozmowa ojca z synem. Poszedłem do niego po wyjazdowym meczu z Olympique Marsylia w Lidze Mistrzów, bo nie rozumiałem, czego właściwie ode mnie oczekuje. Przegraliśmy, coś we mnie pękło. Wiedziałem, że jeśli nie zareaguję, nic się nie zmieni. To był pierwszy moment, w którym uświadomiłem sobie, że zmiana w postępowaniu może mi dać dużo korzyści. Pogadałem z nim jak z ojcem, czego po śmierci taty nie potrafiłem robić. Nie będę zdradzał szczegółów tej rozmowy, po prostu wyjaśniliśmy sobie wiele spraw. W tamtym momencie coś we mnie eksplodowało. Trzy dni później graliśmy z Augsburgiem w Bundeslidze, strzeliłem trzy gole, miałem asystę. Wszystko ruszyło. Ta sytuacja pokazała mi, jak ważne jest to, co się dzieje w głowie, jaka siła bywa w rozmowie.

4

Trzy gole Cristiano Ronaldo wprowadziły Juventus do ćwierćfinału LM!

Przed rewanżem Cristiano Ronaldo powtarzał obsesyjnie najbliższym w domu i kolegom w szatni, że mecz zakończy z hat trickiem. Nie przerażały go dwa gole straty z pierwszego meczu. Jego klasa i pewność siebie podziałały motywująco na mistrzów Italii, którzy w niesamowitym stylu awansowali do ćwierćfi nału. Portugalczyk wywiązał się ze swoich słów. Potwierdził, że w Champions League nie ma sobie równych, a 117 milionów euro wydane latem przez turyńczyków były świetną inwestycją.

5

Selekcjoner Austriaków Franco Foda ogłosił kadrę na mecz z Polską. Powołał Sebastiana Prödla, mimo że ten nie gra od października.

Obrońca Watfordu nie kojarzy się Polakom najlepiej. To on wywalczył pamiętnego karnego w spotkaniu EURO 2008, gdy został pociągnięty za koszulkę przez Mariusza Lewandowskiego, za co Howard Webb podyktował jedenastkę, wywołując wściekłość polskich fanów. Ivica Vastić wykorzystał karnego i nasz zespół tylko zremisował 1:1. Prödl jest jedynym zawodnikiem z obecnej kadry Austrii, który wystąpił w tamtym meczu, ostatnim starciu obu reprezentacji. Jego powołanie przyjęto jednak ze sporym zaskoczeniem.

4

Wywiad z Łukaszem Piszczkiem.

Jak się czujesz na emeryturze?

Proszę cię, choć nie gram w reprezentacji, wciąż jestem aktywnym piłkarzem. Zostawię tę drobną uszczypliwość bez komentarza.

Rozumiem, że tematu powrotu do kadry nie ma?

Nie.

Już na poważnie, prawa noga nie jest w najlepszym stanie. Nosisz specjalną ortezę. Nie grasz od 9 lutego – meczu z Hoffenheim.

Już w spotkaniu z Hannoverem doznałem urazu, nie dokończyłem go. Później jeszcze przez dwa mecze próbowałem sobie jakoś z tym radzić, ale niestety przeciwko Hofenheim ból był na tyle duży, że nie było sensu tego kontynuować. Wspólnie z lekarzem zdecydowaliśmy, że podejmiemy leczenie. Czego efektem jest but, który noszę. Mam nadzieję, że to już ostatnie dni i w przyszłym tygodniu wrócę do treningów. Zobaczymy. Nie jestem w stanie wskazać konkretnej daty, ale czuję się już zdecydowanie lepiej.

Przerwa trwa ponad miesiąc. Co przez ten czas robiłeś?

Oprócz leczenia stopy nie miałem żadnych zajęć z piłką. Jedynie jazda na rowerze, ewentualnie siłownia. Czyli to, co lubię najbardziej.

5

– Słowak ma nadwagę, w klubie powinni się za niego wziąć – mówi Hubert Kostka, legendarny golkiper Górnika.

Pozyskany latem bramkarz rozczarowuje, popełnia sporo błędów. W derbach z Piastem (0:2) przy pierwszym golu dla rywali, którego strzelił z rzutu wolnego Mikkel Kirkeskov, był mocno spóźniony. – Wcześniej zawalił bramkę po stałym fragmencie w meczu z Pogonią, a w spotkaniu pucharowym z Lechią dał się zaskoczyć uderzeniami z dystansu. To nie przypadek. Nie wiem, ile Chudy waży, ale wyraźnie widać, że jest za ciężki i dlatego rzuca się do piłki do tyłu, a nie do przodu. Ma spóźniony czas reakcji – przekonuje Kostka, były bramkarz, mistrz olimpijski z 1972 roku.

6

W grze Lecha trener efektywność stawia nad efektownością. Jego skrzydłowi najczęściej nie dają ani jednego, ani drugiego.

Trójka nominalnych skrzydłowych w kadrze Kolejorza – Maciej Makuszewski, Kamil Jóźwiak i Tymoteusz Klupś w lidze uzbierała łącznie jednego gola i osiem asyst. Wynik nie rzuca na kolana, zwłaszcza gdy porównamy go z bocznymi pomocnikami w innych zespołach. Sam Žarko Udovičić z ostatniego w tabeli Zagłębia Sosnowiec tylko w pięciu meczach rundy wiosennej zanotował trzy gole i tyle samo asyst. W tym sezonie sytuacja skrzydłowych w Lechu zmieniała się w zależności od tego, kto prowadził zespół. Na początku rozgrywek Ivan Djurdjević postawił przecież na grę trójką obrońców, a to oznaczało, że w składzie w ogóle ich nie było.

Rozmówka z Alanem Urygą.

Czy dziś można już powiedzieć, że wygrane spotkanie z Cracovią było dla Wisły Płock punktem zwrotnym?

Chyba tak. Nie ma co ukrywać, że po tamtym meczu nastała euforia. Nie mogliśmy uwierzyć w to, co się wydarzyło. Rozmawialiśmy między sobą, że od tej chwili musi być już lepiej. I w Gdańsku w meczu z Lechią, mimo że nie wygraliśmy, było widać, że coś się ruszyło, w końcu zremisowaliśmy na boisku lidera.

Zamiast z KGHM Zagłębiem Michał Żyro zagrał w rezerwach.

Do początku rywalizacji Pogoni z KGHM Zagłębiem pozostawały cztery i pół godziny, ale Michał Żyro (na zdjęciu) już rozpoczynał swoje spotkanie. W ramach rozgrywek III ligi grupy 2 w barwach drugiego zespołu Portowców przeciwko Kotwicy Kołobrzeg. Drugi raz z rzędu nie zmieścił się w kadrze meczowej ekipy trenera Kosty Runjaica.

7

Wokalista T.Love pochodzi z Częstochowy, od 1982 roku mieszka w Warszawie.

Jak przyjął pan wynik losowania?

Z jednej strony mnie zmroziło, a z drugiej ucieszyłem się. Kibicuję obu drużynom, ale awansować może jedna. Założę dwa szaliki, czego nigdy nie robiłem. Nie byłem na takim meczu. Oglądałem z trybun ligowe spotkanie Legii z Rakowem, ale to co innego. Po pierwsze – teraz będę w domu. Po drugie – to ćwierćfinał Pucharu Polski. Po trzecie – to dwa światy, Raków jest teoretycznie dużo słabszy, ale jest w gazie, a Legia w lekkim kryzysie. Serce mam rozdarte. Będę się cieszył z każdej bramki, a może z żadnej? Wyjdzie w praniu.

Przyjechał pan z Częstochowy do Warszawy w 1982 roku.

Mój wujek Celestyn Dzięciołowski grał w Legii na przełomie lat 40. i 50. U mnie w domu, chociaż stadion Rakowa był za miedzą, tata zawsze mówił o Legii. Celek był w rodzinie legendą. Za głębokiej komuny dwa razy pojechał na zgrupowania do Szwajcarii i przywoził czekoladę. Tę Legię mi wpojono. Pamiętam mecze z Feyenoordem, oglądałem je jako dzieciak, chory na anginę. Od tej pory się zaczęło. A potem to przeszło na syna Janka, zaczęliśmy chodzić razem na Łazienkowską. Ale trudno, żebym i Rakowa nie miał w sercu. Pamiętam ostry mecz z Górnikiem, dowód na to, że zawsze byłem wrażliwy na przemoc. Przyjechała garstka kibiców z Zabrza, a animozje między Częstochową a Ślązakami są duże. Raków przegrał na boisku, ale fanów Górnika przegoniono, przed linczem chowali się w budynku klubowym, nie było mowy o żadnej ochronie. Miałem chyba 11 lat i przerażony krzyczałem „Zostawcie ich!”. Mieliśmy też w bloku faceta o ksywce „Pan Trener”. Pan Wesołowski podobno kiedyś miał epizod z Rakowem, może nawet jako trener, ale nigdy nie ustaliliśmy, czy to prawda. Wychodził przed blok – dres, samarka, browarek i próbował nas ustawiać, podpowiadać.

4

Felieton Ofensywnych.

WOŁOSIK: W poniedziałek 90. urodziny świętował Józef Zapędzki, dwukrotny złoty medalista olimpijski w strzelectwie sportowym. Pamiętasz naszą rozmowę z nim sprzed ośmiu lat dla „Magazynu Sportowego”?

OLKOWICZ: Dla mnie jedna z najbardziej wyjątkowych.

WOŁOSIK: Ja też zapamiętałem ją szczególnie.

OLKOWICZ: Mistrz zaskoczył już na początku. Bez zawstydzenia opowiadał o alkoholizmie, w który wpędziło go nieudane małżeństwo, a z którego wyciągnął go sport. Pięciokrotny olimpijczyk zaskakiwał później regularnie. Pamięcią, obfitością przygód, znajomością języka japońskiego czy recytowaną odą do zalewajki. – To są takie ciekawe kawałki życia – mówił w pewnym momencie mistrz o tym, co go spotkało. W czasie II wojny światowej musiał pracować dla Niemców w fabryce maszyn, a jego ojciec zginął w obozie koncentracyjnym w Dachau. 27 lat później niedaleko tego miejsca, w Monachium, mistrz zdobył złoty medal olimpijski.

GAZETA WYBORCZA

Piłkarki reprezentacji USA pozwały federację, zarzucając jej systemową dyskryminację płciową.

Amerykanki zrobiły to znowu. Tym razem w Dzień Kobiet. Od razu wyjaśnijmy – spór dotyczy tylko zarobków za grę w reprezentacji. Ale dla amerykańskich piłkarek to główne źródło dochodu. Dla ich kolegów nie. One są zespołem numer jeden w rankingu FIFA, w tym roku będą bronić złota na mundialu we Francji. Od 1991 r. zdobywały medal w każdym turnieju, trzy razy zostały mistrzyniami świata, a na czterech turniejach olimpijskich (na sześć) były najlepsze. Oni nie zdobyli żadnego medalu, nie zakwalifikowali się do MŚ w 2018 r., rozegrali mniej meczów niż drużyna kobieca. Mimo to mistrzynie zarabiają w reprezentacji mniej niż ich koledzy – w najlepszym razie przeciętni.

4

SUPER EXPRESS

Warszawiak, który od zawsze kibicował Legii, dziś jako trener Rakowa Częstochowa zrobi wszystko, żeby w ćwierćfinale Pucharu Polski wyeliminować klub z Łazienkowskiej. – Serce mi nie zadrży, kiedy wygramy z Legią – zapewnia Marek Papszun (45 l.), szkoleniowiec lidera I ligi.

Pamięta pan swój pierwszy mecz w roli kibica na Legii? Marek Papszun:

– Oczywiście! To było w 1986 lub 1987 r., a Legia wygrała wtedy z Zagłębiem Lubin. Moim idolem był Dariusz Dziekanowski. Czarodziej. Technicznie przewyższał całą ligę o trzy poziomy.

– Mówi się, że żon można mieć kilka, ale ukochaną drużynę jedną na całe życie. W środę będzie pan miał rozdarte serce?

– Sentyment do Legii pozostał, ale trener nie może być kibicem. Na ławce nie mogę mieć swoich sympatii. Zapewniam, że na boisku nie będzie żadnych skrupułów. Zrobimy wszystko, żeby wygrać.

4

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (4)