Nowy rok – nowy Arwi. Mniej gada, mniej narzeka i skupia się na piłce
Weszło Extra

Nowy rok – nowy Arwi. Mniej gada, mniej narzeka i skupia się na piłce

Arvydas Novikovas bez dwóch zdań jest jednym z najlepszych piłkarzy w ekstraklasie, ale – również bez dwóch zdań – należy też do grona najbardziej krnąbrnych ligowców. W Białymstoku już dawno uznali, że gwiazdorzy do tego stopnia, iż zasłużył na worek Snickersów. Po jego wypowiedziach obrazić mogli się niemal wszyscy – kobiety interesujące się futbolem, przełożeni, rywale czy koledzy z drużyny. Przed startem wiosennego grania spotkaliśmy się z Litwinem, by to i owo wyjaśnić. Efekty i – uwaga, niespodzianka – postanowienie poprawy znajdziecie poniżej. Jak przekonujące? To już oceńcie sami. 

Kto twoim zdaniem był jesienią najlepszym piłkarzem w lidze?

Można głosować na siebie?

Oczywiście.

Lukas Haraslin też grał bardzo dobrze, ale jeśli porównasz liczbę bramek i asyst, to ja wypadam lepiej. Widziałem podsumowania, w których on jest na pierwszym miejscu, a ja na drugim. Nie zgadzam się z tym, ale skoro ktoś tak uznał, to w porządku. Najwidoczniej muszę więcej pracować i jeszcze lepiej grać.

Spodziewałem się, że tak odpowiesz. Podobno jesteś tak pewny siebie, że ego nie pozwoliłoby ci inaczej.

Jestem bardzo pewny siebie, ale nie mam żadnego problemu z tym, żeby docenić innych piłkarzy! Bardzo podoba mi się na przykład to, jak gra Flavio Paixao. Świetny gracz, jeden z najlepszych w lidze. W Jagiellonii też gra wielu bardzo dobrych zawodników. Jeśli chodzi o środkowych obrońców, Ivan Runje nie ma sobie równych. Nie rozumiem, jak to jest, że cały czas nagrody i wyróżnienia dostają inni.

Skoro jesteś dobry lub nawet najlepszy, to możesz sobie pozwolić na trochę więcej niż inni?

Jestem profesjonalistą, dlatego nie uważam, że mam być traktowany inaczej niż inni. U nas w drużynie nie ma równych i równiejszych. Nie zmienia to faktu, że znam swoją wartość. To jest potrzebne – bez pewności siebie nie ma dobrych piłkarzy.

W Przeglądzie Sportowym powiedziałeś jednak coś takiego: „Może i gadam wiele, ale też dobrze gram. Gdybym to robił, a na boisku był słaby, to można byłoby mnie krytykować”.

Bo tak jest. Chodziło mi o to, że gdybym mówił, że jestem najlepszy, a później na boisku bym tego nie pokazywał, to moglibyście mi zarzucać, że jestem tylko mocny w gębie. A nie jestem, bo to co mówię, jest zgodne z tym, co robię.

To zapytam inaczej – uważasz, że w niektórych sytuacjach przesadziłeś?

Zależy, którą sytuację masz na myśli.

Na przykład tę z fanką Jagiellonii, która na Twitterze wytkała ci błędy, na co odpowiedziałeś arogancko, że to zabawne, kiedy kobiety zaczynają mówić o piłce.

To śmieszna sytuacja, bo tak naprawdę z niczego zrobiła się duża afera. Moje słowa były skierowane do jednej kobiety, a odczytano je tak, że mówię o wszystkich. Chyba muszę jasno zaznaczyć, że nie mam żadnego problemu z kobietami. Wszystko ze mną w porządku!

Poza tym, był to raczej niewinny żart, który wynikał z tego, że nie zgadzałem się z tym, co napisała. Jeśli ktoś go nie zrozumiał, to nie mój problem. Ona zarzuciła mi, że nie wracam do obrony, czyli nie pracuję na boisku, a statystyki pokazują, że z reguły wykonuję najwięcej sprintów w drużynie i po Tarasie Romanczuku biegam również najwięcej kilometrów. Gdyby podała fakty, nie miałbym z tym problemu.

Żartu nie zrozumiała między innymi pani wiceprezes Syczewska. Powiedziałeś zresztą później, że masz jej za złe reakcję.

Myślę, że jeśli piłkarz w mediach społecznościowych pisze coś, co może działać na szkodę jego lub klubu, to władze powinny mu zwrócić na to uwagę. Chyba tak byłoby lepiej, a pani Syczewska zrobiła retweet z komentarzem, przez co to jeszcze mocniej się rozniosło. Nie mam jednak z tym problemu, między nami jest wszystko dobrze.

A między tobą a Tarasem Romanczukiem? Jakkolwiek patrzeć, publicznie zarzuciłeś mu kłamstwo.

Niedawno Taras wyjaśnił tę sprawę w jednym z wywiadów. Jesteśmy dobrymi kumplami i on wie, kiedy żartuję, a kiedy gadam poważnie. On nie potraktował tych słów na serio. Zawsze droczymy się w ten sposób, że jak na przykład Taras powiedział, iż nie poszedłby do Legii, to my mówimy mu: „przestań, nie gadaj głupot, poszedłbyś”. Tylko tyle.

A najlepsze jest w tym to, że w mojej wypowiedzi wcale nie chodziło o Legię – iż jest najlepsza i tak dalej, a wiele osób tak to odebrało. Chodziło tylko i wyłącznie o pieniądze, a tak się składa, że w Legii płacą najwięcej.

Czyli nie podtrzymujesz tego zdania, że każdy z was by tam poszedł?

Nie wiem. To zależy od piłkarza, od tego jaki kontrakt mu zaproponują i od wielu innych rzeczy.

Oberwało ci się za tamten wywiad dla PS?

Teraz wiem, co muszę gadać, żeby wszyscy byli zadowoleni i żeby nie było afery, gdy powiem jedno złe słowo.

Czyli po prostu teraz nie jesteś do końca szczery, tak?

Nie chcę za dużo mówić, żeby nie było, że znów wszyscy będą gadać: „Arwi to”, „Arwi tamto”.

Nie patrzyłem za bardzo na komentarze po tamtym wywiadzie, ale gdy wychodziłem na miasto, to kibice cały czas pytali, czy pójdę do Legii. Odpowiadałem wszystkim, że nie i tobie mogę powiedzieć to samo – nic z Legii nie ma i tam nie pójdę. Na tym możemy zakończyć temat.

WARSZAWA 27.02.2018 MECZ 25. KOLEJKA LOTTO EKSTRAKLASA SEZON 2017/18 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH IN WARSAW: LEGIA WARSZAWA - JAGIELLONIA BIALYSTOK 0:2 ARTUR JEDRZEJCZYK ARVYDAS NOVIKOVAS FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

To lecimy dalej – była też taka sytuacja w meczu z Legią, że Bezjak brutalnie sfaulował Pazdana, za co ty… nagrodziłeś go owacją.

Przychodzę później do szatni, a tam wszyscy: „brawo Arwi!”. Kompletnie nie wiedziałem, o co chodzi, a gdy już mi pokazali, to złapałem się za głowę. Przecież nie jestem debilem, który cieszyłby się z tego, że komuś mogła stać się krzywda! Kontuzja to najgorsza rzecz, jaka może spotkać piłkarza. Nic złego nie zrobiłem. Biłem brawo, bo Roman dobrze do niego doskoczył. Byłem blisko i widziałem, że z Pazdanem wszystko okej.

Zagłębie Sosnowiec utrzyma się w ekstraklasie?

Mam nadzieję, że tak, bo pracuje tam litewski trener!

„Dureń, który powinien mniej pić”.

Nie wiem, czy on ze mną też, ale ja nie mam już z nim żadnego problemu. Powiedziałem to, co pomyślałem w tamtym momencie. Ujmę to tak – zostałem nieźle złapany. Akurat przegraliśmy 0-4 i od razu w drodze do szatni podstawili mi mikrofon. Zagotowałem się, wszystko przez emocje. Następnego dnia na pewno ująłbym to inaczej. Zdarza się. Niewiele jest miejsc, w których wyzwalają się takie emocje jak na boisku.

Czyli jednak zdarza się, że czasami żałujesz.

Żałuję sposobu, w jaki to wyraziłem, bo jeśli chodzi o sedno sprawy, to miałem rację. Ale tak jak powiedziałem – teraz jestem już na to uczulony i ostrożnie dobieram słowa.

Zła wiadomość dla wszystkich dziennikarzy – jak po kontrowersje, to nie do Novikovasa.

Możecie już nie dzwonić, nie ma co ze mną gadać. Od teraz będę odpowiadał tylko „tak” albo „nie”!

Ty tak na serio z tym postanowieniem poprawy? Ivan Runje powiedział u nas, że jeśli skupisz się tylko na piłce, to będziesz najlepszy w lidze i trafisz do lepszego klubu, a ty uznałeś, że może mieć rację?

Nawet powiedziałem to trenerowi: „nowy rok – nowy Arwi”. Czyli będę mniej narzekać i mniej gadać, a skupię się na graniu.

I jak ci idzie?

Ciężko! (śmiech) Nie mogę się już doczekać pierwszego meczu. Za chwilę zaczniemy grać i wtedy zobaczymy, jak to będzie wyglądać.

Szczerze mówiąc, nie potrafię cię do końca rozgryźć. Na papierze masz wszystko, żeby być ulubieńcem kibiców, ale – delikatnie rzecz ujmując – na własne życzenie nim nie jesteś. Nie tylko ze względu na wspomniane sytuacje, ale też na przykład przez wypatrywanie transferu w każdym okienku.

Może jak teraz przestanę gadać, to zostanę ulubieńcem?! A tak na serio, to nie mogę narzekać na brak sympatii. Jestem bardzo zadowolony z tego, jak żyje mi się w Białymstoku. Gdybym teraz dostał ofertę, to musiałbym się poważnie zastanowić, czy z niej skorzystać. Ważne byłoby to, jaki to klub i jakie pieniądze proponuje. Muszę na to patrzeć, bo mam już 28 lat i chcę jak najlepiej zarabiać dla mojej rodziny, póki mogę. To jest priorytet – każdy chce. Jak ktoś mówi inaczej, to ściemnia. Dziennikarze też chcą pracować w największych mediach za najlepsze pieniądze. Raczej żaden nie powie: „nie, zostanę tutaj, bo to moja pierwsza gazeta”.

Niedawno prezes Kulesza powiedział o Przemku Frankowskim, że od dwóch lat przebierał nogami na myśl o wyjeździe. Ty mówisz, że dziś poważnie byś się zastanowił nad ofertą, ale wcześniej można było odnieść wrażenie, że z tobą jest podobnie.

Nie dziwię się Frankowi. To naturalne, że chciał wyjechać, bo grał w Jagiellonii od dłuższego czasu i pokazał się w kadrze, co otwiera wiele drzwi. Ja dobrze prezentuję się już od dwóch sezonów, więc też mam nadzieję, że ktoś to zauważy. Normalna sprawa! Gdybym ledwie tu przyjechał i od razu mówiłbym, że chcę wyjechać, to inna historia. Takiego zachowania nie rozumiem.

Obraziłeś się kiedyś na Jagiellonię z powodu transferu?

Obraziłem się rok temu w grudniu, gdy mogłem odejść do Rosji, a nie dostałem zgody. Cóż mogłem jednak zrobić? Nic. Nie jestem tym typem piłkarza, który walnie focha i będzie grał gówno. Dalej dawałem z siebie sto procent jak zawsze. Teraz klub też nie chciałby mnie puścić, ale skoro nie było ofert, to nie ma o czym gadać.

Podobno wtedy na znak protestu miałeś problemy ze schodzeniem na śniadania w trakcie obozu.

To nie jest prawda. Widziałem, że nawet teraz kibice pisali takie rzeczy i zastanawiali się, co będzie w tym roku, skoro też nie będę miał zgody na odejście, ale nie wiem, co to za gadanie. Nie tylko ja jeden nie dotarłem na śniadania, to dotyczyło wielu piłkarzy. Chciałem spać i tyle – myślałem, że nie ma z tym problemu. Trener później zarządził, że mamy jeść wspólnie i po temacie.

Wierzysz, że jeszcze mógłbyś wyjechać do silnej ligi i sobie w niej poradzić? Ekstraklasa jest trampoliną, ale np. do Włoch wyjeżdżają piłkarze kilka lat młodsi.

Trudno wyjechać, ale z drugiej strony – jestem teraz w najlepszym wieku dla piłkarza i jeszcze trochę mi go zostało. Easy, teraz poradziłbym sobie na Zachodzie.

A ważny przy wyjeździe jest nie tylko wiek, ale też paszport. Nie będę mówił o konkretnych nazwiskach, ale niektórzy zagrali u was ledwie pięć dobrych meczów i znaleźli klub we Włoszech. Gdyby dokładnie tak samo zaprezentował się Litwin, to na sto procent wzięliby Polaka. Opinia o naszej piłce nie jest najlepsza – w dużej mierze we względu na reprezentację, ligę zdecydowanie słabiej rozwiniętą niż ekstraklasa i brak gwiazd.

Gdansk, 25.11.2018 EKSTRAKLASA PILKA NOZNA MECZ LECHIA GDANSK - JAGIELLONIA BIALYSTOK --- POLISH 1ST DIVISION LEAGUE FOOTBALL GAME MATCH LECHIA GDANSK - JAGIELLONIA BIALYSTOK --- NZ arvydas novikovas , gol goal bramka , radosc celebration , FOT. GRZEGORZ RADTKE / 058sport.pl / NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Dużo czasu straciłeś w swojej karierze?

Na pewno półtora roku w Bochum. To była masakra! To dobry klub, ale trener Verbeek to inna historia. Zazwyczaj w piłce jest tak, że jak grasz w podstawowym składzie, to nic cię nie obchodzi i nic ci nie przeszkadza – nawet jak trener popełnia błędy, to jesteś tak zadowolony, że ich nie dostrzegasz. W Bochum było inaczej – niezadowoleni byli zarówno ci, którzy grali, jak ci, którzy nie grali. Na początku zastanawiałem się, o co im chodzi, ale później doświadczyłem tego na własnej skórze. Verbeek to bardzo trudny facet. I jako trener, i jako człowiek.

Klasyczne „trener mnie nie lubił”?

Nie do końca, bo on bardzo wielu piłkarzy nie lubił. Możesz zapytać Ćwielonga – na nim to postawił krzyżyk, zanim jeszcze cokolwiek zrobił. Dawidowicz pewnie powie ci to samo, też różnie między nimi bywało.

Nie przypasowali mu ludzie ze Wschodu?

Nie wiem. U mnie wszystko zaczęło się od tego, że miałem problemy z sercem. Przeszedłem zabieg i wszystko szło zgodnie z planem. Przez miesiąc nie mogłem nic robić, więc trener pozwolił mi pojechać na Litwę. Wróciłem, trenowałem przez ponad dwa tygodnie. Byłem gotowy do gry, więc dostałem powołanie do reprezentacji. Wtedy Verbeek powiedział, że nie mogę jechać. Odpowiedziałem, że przynajmniej zagram tam dwa mecze na poziomie międzynarodowym, a tu i tak czeka mnie ławka i sparing dla rezerwowych z drużyną z niższej ligi.

– Jak pojedziesz, to możesz tam zostać.

Nie posłuchałem go, a nie mógł mi niczego zabronić, bo to był termin FIFA. No i gdy wróciłem i poszedłem się z nim przywitać, nawet nie podał mi ręki. Początkowo nie chciał, żebym w ogóle wychodził na trening.

Ale wcześniej grałeś w Erzgebirge Aue i chyba też nie było szału.

Grałem na tyle dobrze, że mogłem trafić do Bundesligi. Po półtora roku, w zimie, było mocne zainteresowanie ze strony Werderu Brema. Chcieli mnie ściągnąć w letnim okienku. I co? I wtedy przez jedną rundę miałem trzy-cztery kontuzje. Praktycznie nie grałem w piłkę! W dodatku mój klub spadł do trzeciej ligi. Werder się wysypał, ale zgłosiło się Bochum. Dopiero po czasie okazało się, że chciał mnie tam dyrektor sportowy, a trener nie bardzo wiedział, kim jestem. Dlatego później trafiłem do Jagiellonii – tu trener chciał mnie na pewno, bo namawiał mnie na przyjście sam Michał Probierz.

Chciał cię też inny trener pracujący w polskim klubie.

Stanisław Czerczesow, pół roku wcześniej. Były już rozmowy o kontrakcie i gdyby dalej trenował Legię, to pewnie bym do niej trafił, ale kilka dni później odszedł. Nie znałem wtedy za bardzo polskiej ligi, bo śledzę raczej tylko hiszpańską i angielską. Wiedziałem, że jest Legia, Lech i Lechia, ale trochę mieszały mi się te nazwy. Musiałem dopytywać Fedora Cernycha, kto jest najlepszy!

Problemy z trenerem, kontuzje, kłopoty z sercem. Coś jeszcze zaważyło na tym, że nie zrobiłeś w Niemczech kariery?

Serce możesz skreślić z tej listy, bo to nie był problem. Najbardziej szkoda tych kontuzji w Aue, bo nie były poważne, ale było ich dużo. Pecha miałem. Jak wyleczyłem jedną kostkę, to zaraz odezwała się druga. Jak miałem wracać do gry, to za chwilę znowu tamta pierwsza. A od tamtego czasu praktycznie nie miałem z nimi problemów.

Zawsze można szukać przyczyn i rozmyślać, dlaczego wyszło tak, a nie inaczej. Minęło już ponad dziesięć lat, a ja czasami dalej zastanawiam się, co by było, gdybym jako nastolatek wyjechał do Benfiki, która bardzo mnie chciała. Może wszystko potoczyło się lepiej? A może zaraz wróciłbym na Litwę i grał u nas do dzisiaj? Teraz sporo naszych młodych wyjeżdża i szybciutko wraca. Nie ma sensu gdybać, bo nie wiem, co byłoby ze mną. Choć babcia zawsze powtarza, że powinienem wtedy wyjechać do Portugalii.

Podobno piłkarzem zostałeś dzięki niej.

Zaprowadziła mnie na trening do klubu. Później ja biegałem po skrzydle, a ona… za mną wzdłuż linii i krzyczała różne rzeczy.

Żebyś więcej kiwał?

Bardziej mnie dopingowała. Do kiwania nikt nie musiał mnie zachęcać.

Od zawsze miałeś do tego smykałkę?

Oglądałem w internecie dryblingi różnych piłkarzy, a później szedłem na trening lub na podwórku i próbowałem ich naśladować, gdy grałem z kolegami. Wzorowałem się głównie na Ronaldinho i tym, co robił w czasach gry w Barcelonie. Na pewno miałem talent, ale talent miało wielu chłopaków. Tylko oni nic z tym nie robili, a ja ciężko pracowałem. Gdy zainteresowała się mną Benfica, wiedziałem, że mogę zostać profesjonalnym graczem i przykładałem się jeszcze bardziej. Chwilę później wyjechałem do Szkocji.

Wybór jednak był dość dziwny – odrzuciłeś Benfikę, a pojechałeś do Heart.

To nie końca była moja decyzja, bardziej rodziców i prezesów. Pieniądze były w tym wszystkim ważne. W Szkocji dostałem dobry kontrakt, mieszkanie i moi rodzice mogli wyprowadzić się razem ze mną, żeby tam pracować.

20.07.2018 Bialystok Pilka nozna Lotto Ekstraklasa 2018/2019 Jagiellonia Bialystok - Lechia Gdansk N/z Arvydas Novikovas, Slawomir Peszko, faul Foto Adam Starszynski / PressFocus 20.07.2018 Bialystok Football Lotto Ekstraklasa 2018/2019, polish top division Jagiellonia Bialystok - Lechia Gdansk Arvydas Novikovas, Slawomir Peszko, faul Credit Adam Starszynski / PressFocus / NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Sprawdzałeś już, kiedy – i czy w ogóle – gracie z Wisłą Kraków?

Czemu pytasz? Przez Peszkę?

No raczej.

Nie interesuje mnie to. Dla mnie nie ma już żadnego problemu. Dla niego chyba też nie. Widziałem, że jakiś kibic pisał, że wystarczy postawić go na moją stronę i gdzieś po kwadransie Wisła będzie grała w osłabieniu, ale myślę, że tak by nie było. Chyba sobie już to wszystko poukładał w głowie.

Myślisz, że zrozumiał swój błąd?

Wszyscy je popełniamy, a to dobry piłkarz. Spadło na niego dużo krytyki i trochę hejtu, a do tego nie grał przez całą jesień. Mentalnie musi być bardzo silnym człowiekiem, skoro to wszystko zniósł i dobrze się trzyma.

No nie wiem. Niedawno powiedział, że kopnął cię przez przypadek. Że po prostu źle to wszystko obliczył.

Zależy, jak się na to spojrzy!

Arwi, bądźmy poważni!

Nieważne. Najważniejsze, że nic poważnego się nie stało. Nie zależało mi na tym, żeby dostał tak dużą karę. Myślę, że była ona trochę przesadzona. To musiało być dla niego bardzo trudne, bo widzę sam po sobie, jak ciężko patrzy się z boku na to, jak gra twoja drużyna. Lechii akurat dobrze szło, więc przez to mógł czuć się jeszcze gorzej. Jak nie grasz, to wszystko jest trochę inaczej. Na przykład nagle zaczynasz dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie zauważyłeś. Takie duperele, na które nie zwracałbyś uwagi, gdybyś grał. A skoro nie grasz, to cię wkurwiają.

Zostałeś Obcokrajowcem Roku według tygodnika Piłka Nożna. Najlepszym ligowcem wybrano za to Artura Jędrzejczyka. Byłeś trochę zdziwiony?

Nie chcę tego za bardzo komentować… To dobry piłkarz, ale opuścił bardzo wiele meczów. Nie rozumiem, dlaczego wygrał on, bo było wielu zawodników, którzy grali przez cały rok i wyglądali dobrze. Ale to nie ja głosuję. Cieszę się, że sam dostałem nagrodę dla obcokrajowca, bo myślałem, że wybiorą Carlitosa za to, że strzelił dużo bramek dla Wisły i Legii.

Dwa razy zdobyliście wicemistrzostwo Polski, które w Białymstoku było fetowane. Gdybyście teraz powtórzyli ten wynik, to będzie podobnie?

Mnie drugie miejsce nigdy nie cieszyło! Świętowaliśmy, bo… musieliśmy. Okej, może za pierwszym razem było trochę inaczej. Mieliśmy na nodze piłkę na wagę mistrzostwa i przez to na początku wszyscy byli w szatni bardzo wkurwieni. Niektórzy nawet płakali. Później, gdy minęło trochę czasu, uświadomiliśmy sobie, że wróciliśmy z dalekiej podróży. Przecież wcześniej przegrywaliśmy 0-2 i groziło nam wypadnięcie poza podium. Gdyby Arwi nie wszedł na boisko w 60. minucie, to pewnie bylibyśmy czwarci!

Przez te okoliczności trochę świętowaliśmy, ale za drugim razem wicemistrzostwo nie cieszyło mnie w ogóle. Teraz też nie będzie.

Ten mecz z Lechem, o którym wspomniałeś, przypomniał mi, że niełatwe miałeś to pierwsze pół roku w Polsce, gdy twoim trenerem był Michał Probierz.

I byłem z tego powodu wkurzony. Powiedział mi, że będę grać. Po to przyszedłem z Bochum – żeby nie siedzieć na ławce. Niby wystąpiłem w prawie wszystkich meczach, ale zależało mi na tym, żeby grać od początku. Wydawało mi się, że pokazywałem na treningach, że zasłużyłem na to miejsce, ale jego decyzja była inna. Okej…

Nie wiesz, z czego wynikała?

Nie jestem tego typu piłkarzem, że pójdę do trenera i będę wypytywał, dlaczego nie gram. Musisz pokazać na treningach i w meczach, że zasługujesz i tyle.

Podobno miałeś problemy z tym, żeby słuchać uwag i się do nich stosować.

Dzisiaj dostaję nagrodę dla Obcokrajowca Roku, strzelam bramki i zaliczam asysty. Czy jestem innym piłkarzem niż wtedy? Nie. Różne rzeczy można o mnie mówić, ale trenerów zawsze słuchałem.

Rozmawiał MATEUSZ ROKUSZEWSKI

Fot. newspix.pl/FotoPyK

KOMENTARZE (8)