Jacek Magiera o Legii w „Stanie Futbolu” – szczery i otwarty jak nigdy dotąd
Weszło

Jacek Magiera o Legii w „Stanie Futbolu” – szczery i otwarty jak nigdy dotąd

Jacek Magiera to bardzo ciekawy rozmówca. W dzisiejszym „Stanie Futbolu” nie było w tym względzie zaskoczenia – selekcjoner reprezentacji Polski U-20 fajnie opowiadał o swojej kadrze, jak zwykle przedstawił kilka bardzo interesujących spostrzeżeń na temat młodzieżowego futbolu. Natomiast temperatura dyskusji w studio znacznie się podniosła, gdy temat zszedł na Legię Warszawa. Były trener Wojskowych ewidentnie nosił w sobie mnóstwo kwestii, które chciał publicznie z siebie wyrzucić, oczyścić z nich umysł. Tak otwartego, brutalnie szczerego, nieprzejednanego w osądach Jacka Magiery prawdopodobnie nie słyszeliście jeszcze nigdy.

Kto nie miał okazji obejrzeć programu na żywo – niech nadrobi (KLIK), bo po prostu warto. Dla tych, którzy wolą czytać niż słuchać przygotowaliśmy natomiast zestaw najciekawszych wypowiedzi byłego szkoleniowca Legii.

Magiera o swoich odczuciach po zwolnieniu:

Złość była i to duża. Trudno, żeby jej nie było. Tym bardziej, że dzień po mistrzostwie Polski byłem jeszcze trenerem na lata podczas spotkania z dziennikarzami. Pamiętam, że zostałem zwolniony 13 września. Szykowaliśmy się z zespołem do treningu, prezes zaprosił mnie do swojego gabinetu. Zakomunikował mi swoją decyzję. Przyjąłem, podziękowałem, wyszedłem. Wróciłem do szatni i przedstawiłem sytuację chłopakom. Wieczorem usiadłem z żoną, wypiliśmy po lampce wina… Miałem przed oczami te wszystkie sytuacje – fetę po mistrzostwie, śpiewy. Prezesa, który również włączał się do śpiewów, także o mnie. Spotkania z dziennikarzami, zapewnienia. Dziwnie się poczułem. Dopiero co byłem dobry, nagle okazałem się za słaby.

Nie da się w ciągu tygodnia przygotować zespołu do nowej rundy. My w Polsce najważniejsze mecze sezonu gramy w czerwcu, lipcu. Wtedy, gdy piłkarze innych klubów mają urlop i jeżdżą sobie na skuterach wodnych. My skończyliśmy ligę 5 czerwca. Dałem zawodnikom dwa tygodnie wolnego, ale dziesięciu z nich rozgrywało jeszcze mecze w swoich reprezentacjach, więc ich sezon potrwał o tydzień dłużej. Trafili zatem z powrotem do drużyny na tydzień przed spotkaniem o Superpuchar. I my już wtedy mamy być w sztosie, mamy być w super-formie.

Gramy o ten Superpuchar zupełnie nowym składem. Przegrywamy go po karnych. Jedziemy do Finlandii – wyjeżdżamy we wtorek, w środę gramy tam mecz. W czwartek wracamy do Polski samolotem. W piątek rano mamy trening, pojawia się Sadiku, z którym się witam. Wsiadamy do autokaru, jedziemy na mecz do Zabrza. Przegrywamy, wracamy. Jedziemy na zgrupowanie przed rewanżem. I tak mogę opowiadać po kolei aż do tego 13 września. To najlepiej widać przedstawione na planszy, jak trudny jest to czas dla trenera. My potrafimy grać w europejskich pucharach, ale we wrześniu, w październiku, w listopadzie. Każdy mistrz Polski będzie się mierzył z tym problemem.

Straciłem pracę w Legii mając dwa punkty straty do lidera. Co to jest za strata? Po meczu ze Śląskiem Wrocław prezes wszedł do szatni, do pokoju trenerskiego. O coś się zapytał. Powiedziałem mu, że to nie jest czas i miejsce na rozmowy. Odwrócił się i wyszedł. Spojrzałem tylko na moich najbliższych współpracowników i już wiedzieliśmy, że prezes podjął decyzję.

Magiera o różnicach między pracą w klubie a pracą w reprezentacji:

Każdy trener stawia sobie własne cele. Ja na pewno chcę pracować z piłką zawodową – seniorzy, ewentualnie młodzieżowcy, niżej nie chcę schodzić. Nie każdy się do tego nadaje. Pracując w Legii jako asystent przez dziewięć sezonów – zaczynałem w wieku trzydziestu lat – byłem tym, który wprowadzał młodych piłkarzy z piłki juniorskiej do seniorskiej. Czułem się w tym dobrze, ale przyszedł taki moment, żeby powiedzieć: nie. Dlatego zdecydowałem z prezesem Leśnodorskim, że odejdę z Legii. Mówiło się, że Magierę wyrzucili, nie przedłużyli z nim kontraktu. Tak nie było. Skończył mi się kontrakt, prezes do mnie przyszedł i powiedział: „To nie dla ciebie, druga drużyna nie jest dla ciebie. Nie jesteś w stanie realizować tego, co byś chciał. Nie możesz nic zrobić, bo pierwsza drużyna zawsze będzie najważniejsza. Na trzy miesiące wyjedź z Warszawy, nie przychodź na Legię. Po trzech miesiącach się spotkamy. (…) Ja wiem, że ty kiedyś będziesz trenerem pierwszej drużyny Legii. Inwestuję w ciebie”.

Miałem ustalone z prezesem warunki finansowe, zainwestowałem to w siebie, pojeździłem na staże. Objąłem zespół Zagłębia Sosnowiec – byłem na to gotowy mentalnie i psychicznie, poszło mi tam bardzo dobrze. Wygrywaliśmy praktycznie wszystkie mecze. Miałem co prawda objąć Legię trochę później, ale objąłem wcześniej. Zadzwonił prezes, zapytał: „Gotowy?”. Byłem gotowy. Dlatego cały czas siebie widzę tylko w piłce seniorskiej. Nie juniorskiej, nie młodzieżowej. Dzisiaj uczestniczę w znakomitym projekcie, ale nie wybiegam za daleko w przyszłość.

Magiera o tym, czy Vadis Odjidja-Ofoe wygrał Legii mistrzostwo w pojedynkę:

Z każdym krytykiem nie mam zamiaru dyskutować. Zapraszam wszystkich na konferencje, wykłady, gdzie pokazuję swoją pracę. Vadisa też trzeba było umiejętnie poprowadzić. Trzeba było do niego dotrzeć mentalnie, zmienić mu pozycję, poukładać wokół niego zespół w taki sposób, żeby zaczął w nim funkcjonować jak należy.

Zdobyliśmy mistrzostwo Polski. Zwróćmy uwagę, co potem się działo, jaki to był skład. Jakie to były transfery z klubu. Ja objąłem świetną drużynę. Natomiast w grudniu odszedł Nikolić – o tym wiedziałem, prezes informował mnie, że obiecał mu ten transfer. Byłem jednak przekonany, że zostanie z nami Prijović. Tymczasem i on odszedł, podobnie jak Bartosz Bereszyński. Trzeba było łatać, zmienić pozycję Radovicia, bo Necid i Chukwu nie dali odpowiedniej jakości. Po mistrzostwie odszedł Vadis, odszedł Rzeźniczak. Czyli nie ma już pięciu kluczowych piłkarzy. Kontuzję ma Guilherme, kontuzję ma Radović. Przed meczem z Sheriffem Tiraspol prezes Mioduski zapytał mnie, dlaczego nie gramy tak jak kilka miesięcy wcześniej ze Sportingiem. No to mu rozpisałem składy z obydwu meczów. Musiałbym chyba jakąś prezentację przeprowadzić, żeby przedstawić, jak wyglądały nasze wzmocnienia po mistrzostwie Polski. Kiedy przyszedł Pasquato, kiedy przyszedł Sadiku, ile treningów mogliśmy przeprowadzić.

Magiera o zarzutach ze strony Dariusza Mioduskiego:

Dzisiaj już mogę spokojnie o tym mówić, czas minął. Prezes Mioduski w jednym z wywiadów przyznał, że zwolnił mnie, bo nie podobał mu się sposób konstruowania drużyny. Przecież za to był odpowiedzialny on! Żaden ze sprowadzonych piłkarzy zagranicznych nie figurował na mojej liście życzeń. Ja chciałem Polaków. Moim pierwszym wyborem na pozycję napastnika był Mariusz Stępiński. Chciałem, żeby do nas trafił. Drugim moim pomysłem był Artur Sobiech, któremu kończył się kontrakt w Niemczech. Chciałem też Rafała Wolskiego. Żaden z tych zawodników nie trafił do Legii, więc wydaje mi się, że słowa prezesa były zrzucaniem odpowiedzialności. Nie chcę już nawet o tym mówić. Ja w Legii zrobiłem bardzo dużo, byłem z tym klubem związany przez dwadzieścia lat i jestem dalej z nim zżyty. I będę, bo tego się nie da oszukać.

Dzisiaj już nie chcę do tego wracać, ale czytam te wszystkie wypowiedzi… Wydaje mi się, że Mioduski ma wyrzuty sumienia. Dlatego cały czas to powtarza. Dla mnie najważniejszy był odbiór środowiska po moim zwolnieniu. Zapytajcie Vadisa, Moulina, piłkarzy, trenerów. Zapytajcie, jak pracowaliśmy. Co mają do powiedzenia. Ja mam swój etos pracy, znam swoją wartość, wiem, jak ma działać sztab. Te zarzuty do mnie nie trafiają.

Magiera o wylocie na Florydę:

W klubie to był trudny czas, przejściowy. Nie było dyrektora akademii, Michał Żewłakow wisiał na włosku. Brakowało ludzi, którzy mogą podejmować decyzje. Spotykałem się z zarzutami, że drużyna pojechała na obóz na Florydę. A co ja do tego miałem? Spotkałem się z Tomkiem Zahorskim, jednym z doradców prezesa Mioduskiego. Przyszedł do mnie i mówi, że polecimy na Florydę. Ja mówię, że nie polecimy, bo dla mnie – jako odpowiedzialnego za przygotowanie drużyny – Floryda to nie jest odpowiednie miejsce na obóz. Zmiana strefy czasowej, wyloty, przeloty. On mi to uzasadniał argumentami marketingowymi. No to jak dla mnie, z punktu widzenia marketingowego, jedźmy na mecze do Karczewa, do Otwocka, do Grójca. Więcej ludzi przyjedzie kiedyś na mecz Legii z Grójca niż z Florydy. Zahorski wyszedł z pokoju. Trzy dni później został zaprezentowany zaciąg chorwacki. Pierwsza decyzja – Legia leci na obóz na Florydę.

Magiera o tym, kto mu zbudował drużynę do walki o Ligę Mistrzów:

Trudno powiedzieć. Wydaje mi się, że problemy z komunikacją spowodowane zmianami właścicielskimi wprowadziły dużo niejasności. Dzień przed meczem ligowym z Górnikiem Zabrze dostałem telefon, że jest na rynku taki zawodnik jak Pasquato. Skoro wiedziałem, że nie dostanę tych piłkarzy, których chciałem, to zadzwoniłem do analityków z prośbą o sprawdzenie tego gracza. W dniu meczu z Górnikiem musiałem być skoncentrowanym na spotkaniu ligowym, a oprócz tego oglądać wycinki meczów z udziałem naszych potencjalnych wzmocnień.

Ktoś powie – mogłeś odejść w czerwcu, skoro widziałeś jak to wygląda. Pewnie, że mogłem. Ale chciałem wziąć odpowiedzialność za Legię. Zdawałem sobie sprawę, że przed klubem trudny czas. Że nie wszystko będzie dograne jak należy. Mówimy jednak o drużynie ze stuletnią tradycją, którą trzeba było przez ten niełatwy okres przeprowadzić. Ktoś się tego musiał podjąć – sądziłem, że zrobimy to razem. Prezes wybrał inaczej, miał do tego prawo.

Magiera o tym, jakim prezesem jest Boniek, a jakim Mioduski:

Ja nie jestem od oceniania szefów. Natomiast z prezesem Bońkiem świetnie toczy się merytoryczne rozmowy na temat futbolu. Prezes Mioduski to biznesmen, który dopiero uczy się piłki. Ja zostałem ofiarą jego nauki, choć to może złe słowo. Nie ja pierwszy i nie ostatni. Prezes Leśnodorski też by mnie kiedyś zwolnił – czy we wrześniu, czy w grudniu, tego się nie dowiemy. Ale nie ma tutaj dwóch zdań.

Czy Mioduski ingerował w drużynę? Można powiedzieć, że powtarzał pewne uwagi. Że Pasquato powinien już grać, że Berto powinien grać. Berto trafił do nas z dużą nadwagą, był kompletnie nieprzygotowany. Złapałem się za głowę na jego widok, ale nie mogłem tego pokazać piłkarzom. Ktoś powie – trzeba było o tym głośno mówić na konferencji prasowej. Ja jestem legionistą. Prezes Mioduski w każdym wywiadzie powtarzał, że jestem trenerem na lata. Więc miałem poczucie, że ze swoimi wątpliwościami nie powinienem wychodzić do mediów, tylko pójść z nimi do gabinetu prezesa.

Magiera o tym, czy zwolniła go szatnia:

Nie wierzę, że ktoś z drużyny chciał mnie zwolnić. Być może ktoś miał wtedy słabszy moment, nie chciał wystąpić w danym meczu, bo czuł się stłamszony sytuacją. Tego już nie sprawdzę, nawet nie chcę o tym wiedzieć.

fot. FotoPyk

KOMENTARZE (65)