Kobayashi wciąż na szczycie, Kubacki wspina się na podium!
Inne sporty

Kobayashi wciąż na szczycie, Kubacki wspina się na podium!

Nowy Rok to dla fanów skoków narciarskich dzień święty. Nie ma przecież nic lepszego na rozbudzenie i zwalczenie posylwestrowego kaca niż konkurs w Garmisch-Partenkirchen, wiemy to od czasów Adama Małysza. Szczególnie, jeśli – i tego też nauczył nas „Orzeł z Wisły” – o czołowe lokaty walczą Polacy. A dziś dokładnie tak było. Za sprawą Dawida Kubackiego.

Kubacki jak zawsze przy takiej okazji był trzeci w kolejce. Za Piotrem Żyłą i Kamilem Stochem (lub odwrotnie, jak kto woli), którzy już tradycyjnie byli naszymi faworytami do zajęcia miejsc w czołówce dzisiejszego konkursu. Okazało się jednak, że skoro zaczął się nowy rok, to i w naszej kadrze wszedł w życie nowy układ sił (no, przynajmniej do piątku). Kubacki, od kilku tygodni łapiący coraz wyższą formę, wpasował się idealnie w moment. Co prawda zajął nie pierwsze, a trzecie miejsce, ale to świetny rezultat. Tym bardziej, że dzięki niemu wspiął się też na najniższy stopień podium w generalnej klasyfikacji Turnieju Czterech Skoczni.

I to chyba absolutne maksimum, jakie dało się wyciągnąć z jego niemieckiej części, o ile nie nazywasz się „Ryoyu Kobayashi” lub „Markus Eisenbichler”. Ten pierwszy wygrał kolejny konkurs Pucharu Świata, choć – po raz kolejny – zrobił to z niewielką przewagą. To już nie miażdżenie rywali, bo w osobie Niemca trafił mu się godny konkurent. Sęk w tym, że forma Markusa jest wielką zagadką: w Oberstdorfie i Ga-Pa skakał znakomicie, na piątkę w słynnej „skali Ajzenbiśli”, ale wystrzelił nagle i wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że równie prędko może spaść na ziemię. Tym bardziej, że kolejne konkursy odbędą się już poza niemiecką ziemią.

Na ten moment jest jednak jedynym gościem, który może zagrozić Kobayashiemu, trzymamy więc kciuki, by do końca walczył o zwycięstwo i turniej nie stracił nic z towarzyszących mu do tej pory emocji. Te są może dla nas nieco mniejsze niż w ostatnich latach, bo strata Kubackiego do lidera to już 22,9 punktu, a Kamil Stoch (szósty w generalce) żeby wygrać cały TCS musiałby odrobić o niemal osiem oczek więcej, ale wiecie – „wszystko się może zdarzyć, jeżeli serce pełne marzeń”, jak to śpiewała pewnie część z was, bawiąc się wczorajszej nocy.

A skoro o zabawie, to świetnie w tym turnieju bawi się jak na razie Roman Koudelka. Czech, który był już nawet bliski zakończenia kariery, nagle odnalazł znakomitą formę i liczy się w walce o najniższy stopień podium klasyfikacji generalnej. Ba, na ten moment wyprzedza w niej Kamila Stocha. Ze świętowaniem w Sylwestra ewidentnie musi za to przystopować Stefan Kraft. Austriak drugi rok z rzędu spieprzył sobie cały Turniej Czterech Skoczni w trakcie noworocznego konkursu w Ga-Pa, po raz drugi nie awansując nawet do finałowej serii. Jakie to „osiągnięcie”, niech w tym przypadku świadczy prosta statystyka: w ostatnich pięciu latach odpadał przed drugą częścią konkursu… tylko w Nowy Rok.

Wydaje nam się też, że wiemy z kim Stefan lubi sobie poimprezować. Bo lista tych, którzy konkurs noworoczny zawalili jest nieco dłuższa. Dopisać możemy tu m.in. Andreasa Wellingera, Daniela Andre Tande czy Severina Freunda. Od biedy do podejrzanych moglibyśmy dopisać też Stefana Hulę, ale jego forma przypomina raczej tę sprzed kilku lat, gdy regularnie lądował pod koniec stawki, więc trudno tu pisać o „zawaleniu” czegokolwiek. Cudów nie oczekiwaliśmy i po prostu ich zabrakło. Mamy jedynie nadzieję, że w końcu wróci do nas Stefan z poprzedniej zimy. Bo fajnie się go wtedy oglądało.

klasyfikacja2

Pierwsza dziesiątka konkursu. Fot. oficjalne konto Twitterowe TCS.

Na szczęście nawet wobec słabszej formy Huli i Maćka Kota okazuje się, że mamy czwartego do brydża konkursów drużynowych. Bo bardzo dobrze zaprezentował się dziś Jakub Wolny, który zajął trzynaste miejsce. I o ile w Oberstdorfie skorzystał na urokach systemu KO, o tyle w Ga-Pa skakał po prostu bardzo solidnie. Na tyle, że po pierwszej serii był wyżej i od Piotra Żyły, i od Kamila Stocha. W drugiej jednak wylądował bliżej i obaj koledzy go przeskoczyli. Stoch zresztą zanotował awans o dziesięć pozycji: z 16. miejsca na 6. Szkoda, że nie wyszedł mu pierwszy skok, bo mógłby powalczyć z niemiecko-japońskim układem na szczycie dzisiejszego konkursu.

Fot. Newspix