Kto doprowadził do upadku Wisły Kraków. Ranking Szymona Jadczaka
Weszło

Kto doprowadził do upadku Wisły Kraków. Ranking Szymona Jadczaka

Tę listę układałem sobie w głowie od kilku miesięcy. W maju, gdy po zatrzymaniu przez CBŚP kilkudziesięciu bandytów z bojówek Wisły i Ruchu Chorzów na Reymonta nagle skończyła się kasą, było jasne, że to musi runąć. Od tego czasu krok po kroku Wisła zbliżała się do przepaści. Obserwowałem to każdego dnia, podczas pracy nad reportażem dla „Superwizjera” TVN o gangsterskich powiązaniach Wisły Kraków.

Oto mój subiektywny ranking ludzi i instytucji, którzy odpowiadają za to, że wielokrotny mistrz Polski w przyszłym sezonie prawdopodobnie będzie jeździł na wyjazdy do Pcimia i Giebułtowa.

1. Misiek czyli Paweł M., przywódca wiślackiej bojówki Sharksów. On naprawdę tę Wisłę kocha. Ale tragedia Wisły polega na tym, że jest to miłość patologiczna. Gdy kibolom udało się przejąć klub od Cupiała via Jakub M., Misiek był najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. Spełnił swoje dziecięce marzenie. A i fani Białej Gwiazdy przyjęli to z radością, bo sprzedano im bajkę o uratowaniu klubu przed czwartą ligą przez najwierniejszych kibiców.

Ale dziś można już wprost powiedzieć, że nie było żadnego ratowania klubu z rąk Jakuba M.  przez Towarzystwo Sportowe (w którym już wtedy rządzili Sharksi).

Był brudny układ z szemranym biznesmenem Jakubem M. M. zresztą pojawiał się potem w klubie w towarzystwie Sharksów, a jego prawnik dziś aż z Gdańska przyjeżdża do Katowic i Krakowa, żeby reprezentować kilku z najwyżej postawionych kolegów Miśka. Zresztą z rozliczeń z Jakubem M. dotyczących przejęcia Wisły przed prokuratorem tłumaczą się kolejni członkowie wiślackiej bojówki.

Wypadają też kolejne trupy z szafy, obciążające Miśka i jego gangsterskich towarzyszy. Kwoty, które kibole mieli wyprowadzić z Wisły, wahają się od kilku do kilkunastu milionów złotych – ich szacowanie wciąż trwa. Klub został opleciony siecią Sharksów, ich żon, konkubin i kolegów. Byli wszędzie – w księgowości, kasach, dziale sportowym, mieli podpisane umowy z klubem na przeróżne usługi. Każdy potencjalny inwestor, gdy bliżej przyjrzał się klubowi, uciekał na widok tego gangsterskiego eldorado. A jak nie uciekał sam, to Sharksi groźbami sami go przeganiali.

Dziś Misiek siedzi w izolatce jednego ze śląskich aresztów, jego najbliżsi koledzy też spędzają dni za murami aresztów. Ale co ciekawe, wciąż starają się mieć wpływ na to, co dzieje się w klubie.

Dziś frakcja Miśka walczy z frakcją Zielaka (do niedawna najbliższy współpracownik Pawła M.) o kasę i wpływy w klubie. W klubie wciąż czują się jak u siebie. Podczas meczu z Lechem swobodnie poruszali się po strefie VIP, zaprosili tam nawet Dudka, postrzelonego kibola Ruchu Chorzów, jednego z bohaterów reportażu „Superwizjera”.

A flaga „Wisła Sharks” wisiała na eksponowanym miejscu podczas każdego meczu rundy jesiennej przy Reymonta.

Sharksi łatwo z klubu nie odejdą. Cały czas panoszą się w klubie i zastraszają działaczy, którzy chcieliby nagłośnić klubowe patologie, np. wyprowadzanie pieniędzy z Wisły do ludzi związanych z bandytami.

2. Ludwik Miętta-Mikołajewicz, honorowy prezes, członek rady nadzorczej Wisła Kraków S.A. „Legenda” – mówią o nim w Krakowie. „Grabarz Wisły i jedna z najciemniejszych postaci w całej tej układance” – odpowiadam. To on wpuścił Sharksów do Wisły. Dokładnie 20 kwietnia 2015 r., podczas walnego zgromadzenia TS Wisła, ludzie związani z bandytami oficjalnie weszli do struktur klubu i do dziś w nich siedzą. To jeden z najczarniejszych dni w historii Wisły, a ówczesne zachowanie pana Ludwika było haniebne. Gdy część działaczy i mediów próbowała mu uświadomić, że pcha Wisłę w łapy bandytów, pan Ludwik stanął po ich stronie, przeciwko mediom i uczciwym działaczom. Dziś nie da się czytać jego wystąpienia z tamtego dnia bez zażenowania. Dziś wiemy też, że Misiek bezwzględnie wykorzystał szansę daną mu tamtego dnia przez Mięttę.

Oczywiście nie można zapomnieć przy tej okazji o grupie działaczy Towarzystwa Sportowego, którzy poznali Mięttę z Miśkiem i wprowadzili bandytę na salony. Paweł M. szybko im się „odwdzięczył”. W brutalny sposób usunął ich z klubu.

Na konto Ludwika Miętty-Mikołajewicza idą też skandaliczne umowy, które podpisywał z firmą Miśka, skrajnie niekorzystne dla Wisły, skazujące ją na wieloletni związek z Sharksami.

Honorowemu prezesowi nie przeszkadzali bandyci, którzy urządzili sobie magazyn trefnych towarów w klubowych budynkach, a w pomieszczeniach Wisły trenowali ustawki (zresztą to sam Miętta-Mikołajewicz otwierał salę, gdzie trenują kibole).

Miętta gwarantował też  Miśkowi bezkarność – wielokrotnie uspokajał wpływowych w Krakowie ludzi, zaniepokojonych gangsterskimi powiązaniami Wisły. Pan Ludwik miał na tę okoliczność przygotowaną bajeczkę o resocjalizacji i konieczności dawania drugiej szansy.

Ludwik Miętta-Mikołajewicz ponosi też przynajmniej część odpowiedzialności za fiasko rozmów z kolejnymi inwestorami. „Panie Ludwiku, zależy nam na poufności, proszę na razie zachować w tajemnicy nasze rozmowy” – powtarzało kilku potencjalnych kupców Wisły. Możecie sobie wyobrazić, co mieli w głowach, gdy następnego dnia czytali w mediach o szczegółach swoich ofert…

No i oczywiście nie należy zapominać, że pan Ludwik jako członek rady nadzorczej Wisły Kraków S.A. z jakiegoś powodu nie dostrzegał nieprawidłowości w działaniu zarządu, co naraziło Wisłę na milionowe straty i doprowadziło ją na skraj bankructwa.

3. Marzena Sarapata i Damian Dukat. Dziś nienawiść kibiców skupia się głównie na byłej pani prezes, ale nie zapominajmy, że to Dukat był mroczniejszą częścią tego duetu.

Gdyby nie fanaberia Miśka i Zielaka, żeby zrobić z nich władze Wisły, ona walczyłaby dziś o tytuł najgorszego prawnika w Krakowie, a on pewnie dalej rządziłby siłownią Miśka i rozdawał kibolom race w kiblach przed meczami Wisły.

O tym, że rządy Sarapaty nie mogą się dobrze skończyć, wiedziałem po lekturze akt spraw, które prowadziła i rozmowach z jej byłymi klientami. Podstawowe braki w wiedzy prawnej, problemy z dotrzymywaniem terminów i wywiązywaniem się z jakichkolwiek zobowiązań. Do dziś trwa odkręcanie spraw ludzi, którzy zdecydowali się na jej usługi. Na Reymonta nie było lepiej. Kłamstwa, manipulacje, a na końcu chyba zwykłe oszustwa i porażająca niegospodarność. W pewnym momencie Wisła pod rządami Sarapaty miała generować 1,2 miliona złotych strat miesięcznie! A w tym samym czasie prezes opowiadała głodne kawałki o cięciu kosztów w klubie. Mam nadzieję, że ten wątek wyjaśni w końcu prokuratura.

Zarówno Dukat, jak i Sarapata pozwolili zarobić na Wiśle swoim partnerom – o warunkach tych umów krążą w Krakowie legendy, one też budziły wątpliwości kolejnych osób badających stan finansów Wisły. Osobny temat to umowy podpisywane z firmami związanymi z Sharksami. W ten sposób wyciekły z klubu miliony.

Dukat zostanie zapamiętany też jako pierwszy prezes klubu Ekstraklasy, który bił i zastraszał kibiców własnej drużyny oraz organizował ataki na stadion własnego klubu. No i z żenujących wywiadów, których stałym elementem były zapewnienia, że już za chwilę klub odpala nową stronę internetową…

Z rozmów z inwestorami wynika też, że temu zarządowi wcale tak bardzo nie zależało na sprzedaży i uratowaniu klubu. „Wysłałem ofertę i przez kilka miesięcy nie dostawałem odpowiedzi. A jak się przypomniałem, to usłyszałem od pani prezes żenujące kłamstwa, które zweryfikowałem w pięć minut” – opowiadał mi jeden z potencjalnych kupców. „To ja miałem więcej szczęścia. Wysłałem pytania dotyczące już konkretnych aspektów finansowych przejęcia Wisły. Dostałem odpowiedź. Ale tylko na połowę pytań. Oczywiście brakowało tych kluczowych kwestii” – dodawał drugi biznesmen.

Osobna historia to sprzedaż Wisły cwaniakom z Kambodży i Szwecji. Niech o fachowości Sarapaty świadczy fakt, że podpisała umowę bez obecności notariusza, sporządzoną w języku angielskim, którego dobrze nie zna.

Na teraz Sarapata zrezygnowała ze wszystkich funkcji w klubie i zaszyła się gdzieś na odludziu, Dukat po odejściu z klubu nie musi już ukrywać swoich znajomości z Sharksami i zaskakująco dobrze radzi sobie w Krakowie, mimo gróźb ze strony Miśka. Prokuratura ani policja na razie nie kwapią się, żeby porozmawiać z nimi o ich wiślackich karierach…

4. Państwo. Wiele razy zastanawiałem się, jak to możliwe, że w rodzinnym mieście ministra sprawiedliwości, prezydenta RP i kilku innych ważnych polityków, pod okiem prokuratury, policji i innych służb mogła rozwinąć się na taką skalę kibolska mafia? Do dziś nie mam dobrej odpowiedzi na to pytanie. Tylko kilka przemyśleń. Może chodzi o to, że chociaż Zbigniew Ziobro opowiada, jak to bezwzględnie walczy z przestępczością, to jednak za dużo jest kibiców Wisły wśród prokuratorów, żeby skutecznie dało się walczyć z Sharksami?Może politycy, którzy siedzieli latami obok bandytów na trybunach Wisły studzili zapał śledczych do rozbijania kibolskiego gangu?Może ciągłe spory w służbach o to, kto i w jaki sposób ma zająć się Sharksami, spowodowały, że dziś mafia jest za duża, by sobie z nią poradzić bez przedsięwzięcia nadzwyczajnych środków? A może, chociaż ta możliwość nie chce mi łatwo przejść przez myśl, Misiek rzeczywiście ma takie wpływy w wymiarze sprawiedliwości, na jakie się powoływał?

Fakty są takie, że brak działań służb i prokuratury tylko rozzuchwala bandytów. Jeśli dwa lata temu bali się jeszcze pewnych akcji, to dziś już niemal jawnie okradają klub. Jeśli po emisji mojego reportażu bali się, że za chwilę zajmie się nimi na poważnie wymiar sprawiedliwości, a w kolejnych miesiącach nic się nie działo, to dlaczego mieli nie iść krok dalej w wyciąganiu kasy z Wisły?

Ostatnio przedstawiciele prokuratury przebąkują, że czas zająć się poważniej Wisłą. Niestety, lata zaniedbań powodują, że przeciwnik jest dziś potężny i świetnie zorganizowany, a śledczy muszą zaczynać praktycznie od zera w wielu kluczowych wątkach.

Przekłada się to na jeszcze jeden przykry dla Wisły aspekt całej sprawy, ale dotyczy właściwie całej polskiej piłki. We wszystkich rozmowach z ludźmi, którzy już zainwestowali albo zastanawiali się nad zainwestowaniem w klub piłkarski, w którymś momencie dochodziliśmy do wniosku, że państwo odpuściło walkę z kibolami. Policji wystarczą statystyki, z których wynika, że na stadionach jest spokojnie. Ale ze statystyk nie da się wyczytać, jaki haracz muszą płacić właściciele za ten spokój, ani jaką część władzy w klubie trzeba oddać bandytom, żeby spokojnie funkcjonować w piłkarskim biznesie.

5. Grupa dziennikarzy na usługach klubu. Niestety, przez dwa lata taki zarząd mógł kierować jednym z większych polskich klubów, a nawet brylować na krakowskich salonach m.in. dzięki grupie zaufanych dziennikarzy. Kilka razy na własne oczy przekonałem się, jak wygląda ta współpraca.

Taka scena: biegam od kilku miesięcy za Sarapatą i Dukatem, żeby nagrać ich do reportażu. Dostałem cynk, że będą na zorganizowanej przez klub imprezie w jednym z krakowskich hoteli. Niestety, po zarządzie nie było ani śladu, ale wśród VIP-ów związanych z Wisłą siedział pewien dobrze mi znany dziennikarz ze szklaneczką czegoś mocniejszego w ręku.

System wymyślony przez władze Wisły był banalnie prosty – większość dziennikarzy odcinamy od informacji z klubu, a tych najbardziej zaufanych karmimy historiami, które odpowiednio podane pozwolą odciągnąć uwagę kibiców od poważnych problemów klubu. Dzięki temu, że nasi dziennikarze łykną wszystko bez sprawdzania, będziemy mogli w kryzysowych momentach zająć kibiców np. informacjami o kolejnych egzotycznych inwestorach rzekomo zainteresowanych Wisłą.

Upadła firma z Niemiec? Amerykanin, który do akcji Facebooka i Apple nagle zapragnął dorzucić pakiet udziałów w Wiśle? Banda oszustów, z firmami-wydmuszkami bez kasy i pracowników, przyprowadzona przez mitomana z Polski? Biznesmeni z bogatymi kontaktami w świecie przestępczym, żyjący za pan brat z Sharksami, przedstawiani bez żadnej weryfikacji jako zbawiciele klubu? Takimi bzdurami ludzie z Wisły karmili kibiców za pośrednictwem zaufanych dziennikarzy. Mieszali Wam w głowach, ale gdyby moi koledzy po fachu rzetelnie wykonywali swój zawód, każdego z tych inwestorów powinni rozjechać walcem po kilku godzinach głębszego riserczu.

Niestety, ten układ klubu z dziennikarzami okazał się skuteczny – wystarczyło na dwa lata trwania przy władzy. Ciekawe, czy panowie dziennikarze mają dziś moralniaka? A może wciąż nie dociera do nich, że byli narzędziami w rękach gangsterów?

6. Kibice. Od nikogo nie dowiedziałem się tyle złego o sobie, swojej rodzinie i moim pracodawcy, jak od kibiców Wisły. W wyzwiskach, obrażaniu i nienawiści jesteście mistrzami Polski. 13-krotnymi 😉

Dziś wielu z Was przeprasza za swoje zachowanie w ostatnich miesiącach. Ale wystarczyło, żeby na kilka godzin pojawił się fake news, o tym że przelew od Vanna Ly jednak przyszedł i część przepraszających zdążyła mnie z powrotem zwyzywać, więc sami rozumiecie…

Ja wiem, że miłość do klubu, że wierność barwom itp., itd., ale łatwość, z jaką fani Wisły łykali kolejne bzdury podawane przez zarząd i przychylnych dziennikarzy, nieraz wprawiała mnie w zdumienie. Naprawdę można uwierzyć, że Paul Bragiel, biznesmen od startupów z Ameryki, kupi sobie kilka procent Wisły Kraków? Serio możesz słyszeć o kolejnym, szóstym chyba już audycie, który lada dzień, już zaraz będzie gotowy, ale do dziś go nikt nie widział, i nadal nie rozumiesz, że zarząd cię okłamuje? Dostajesz czarno na białym informację, że w klubie pracują bandyci, wiceprezes jest po uszy zamieszany w kontakty z gangsterami, prezes broni bandziorów, ale to TVN jest zły i niewiarygodny?

Przecierałem oczy ze zdumienia, gdy szemrani goście obiecali Wiśle przelew na 12 milionów. Myślałem, że Meresiński nauczył czegoś kibiców i przebierańcy zostaną natychmiast pogonieni. Ale nie. Szybko zaczęły się plany podboju Ligi Mistrzów, a na Twitterze zaroiło się od wpisów, kogo będę musiał przepraszać, przed kim klękać i kto mnie będzie upokarzał w najbardziej wymyślny sposób. Obawiam się, że tej grupie kibiców pomóc może już tylko psychiatra.

Gdyby to dotyczyło tylko zwykłych kibiców, pozbawionych wiedzy z klubu, którym łatwiej zrobić wodę z mózgu… Ale po stronie bandytów stali też radni (jeden z nich nawet zaangażował się w załatwianie roboty kibolom w państwowych firmach, a jego długie rozmowy z Miśkiem do dziś są przedmiotem żartów wśród Sharksów; zresztą na Twitterze nadal można znaleźć plany wspólnego biznesu, który pan radny chciał rozkręcać z jednym z Sharksów), prawnicy powiązani z klubem (pewien pan mecenas zaciekle udowadniał na Twitterze, że Jadczak to gówniany dziennikarz, a wspaniały zarząd zaraz puści go w skarpetkach, jak tylko Wisła złoży w sądzie pozwy za reportaż w TVN; podobno jest tu duża kasa do zarobienia) i wielu VIP-ów, którzy dla darmowego biletu do loży byli w stanie udawać, że nie widzą gangusów siedzących obok.

Oczywiście oprócz grupki ujadającej w internecie była też rzesza milczących kibiców, których przerażało to, co dzieje się w ukochanym klubie. Wiem, że ich strach był uzasadniony, bo po drugiej stronie stali groźni bandyci. Ale szkoda, że nie znalazł się pośród nich żaden odważny prawnik, prokurator, policjant, wojskowy czy polityk, który powiedziałby „STOP”. Niestety, ale fakty są takie, że chociaż od dawna było wiadomo, że sytuacja jest tragiczna, to Wisła upadnie prawdopodobnie przy bierności swoich kibiców.

Kibice nie potrafili się zjednoczyć nawet w obliczu nadchodzącej katastrofy. W ostatnich miesiącach powstały dwa nowe podmioty zrzeszające kibiców, a kłótnie pomiędzy ich członkami były kolejnym absurdem w tym wiślackim chocholim tańcu (przy okazji – może mi ktoś wytłumaczyć po co klubowi stowarzyszenie, którego prezes na każdym kroku powtarza, że nie ocenia sytuacji w klubie?).

Przy tej okazji muszę wspomnieć o Stowarzyszeniu Kibiców Wisły Kraków. Dla mnie to szczyt bezczelności: najpierw latami rujnować wizerunek i finanse klubu, który niby się kocha (składowanie rzeczy z rozbojów w swoich pomieszczeniach, sprzedawanie pamiątek z logo gangsterów, wysyłanie kartek do gangsterów, oprawy, za które trzeba było płacić kary), a na końcu organizować akcje poparcia dla piłkarzy, którzy m.in. w konsekwencji ich wyczynów nie dostawali wypłat i wylewanie łez nad upadkiem Wisły. Macie tupet! Zresztą ostatnio okazało się, że miłość do Wisły SKWK bardzo sprawnie przelicza na pieniądze i kasuje pieniądze od zadłużonego po uszy klubu…

Jest jeszcze jedna rzecz, o której warto napisać, bo zwracało mi na nią uwagę wielu ludzi, którzy mieli kontakt z Wisłą w ostatnich miesiącach. Zaślepieni i sfrustrowani kibice stworzyli toksyczną, przesączoną hejtem i agresją atmosferę, która odpychała i nadal odpycha od klubu – czy to potencjalnych inwestorów, czy po prostu zwykłych piknikowych kibiców. Jak czegoś z tym nie zrobicie, to sytuacja klubu szybko się nie poprawi i nawet z grą w czwartej lidze możecie mieć problem.

7. PZPN i Ekstraklasa. Nie da się. Nic się nie da. Nic nie możemy. A w ogóle to nie ma o czym gadać. Tak mógłbym podsumować swoje rozmowy na temat Wisły z władzami polskiej piłki. Od ponad roku alarmowałem różnych ludzi w piłkarskiej centrali, że sytuacja w Wiśle skończy się katastrofą. Albo rozkładali ręce, albo bagatelizowali problem, albo np. odsyłali mnie do raportu Deloitte, na temat piłkarskiej Ekstraklasy, żeby przekonać, że wcale nie jest tak źle (swoją drogą wartość tego raportu, z którego wynika, że Wisła 30 proc. budżetu generuje z dnia meczowego, pięknie zweryfikowała rzecznik Wisły, gdy niedawno przyznała, że mecze u siebie to właściwie przynoszą straty, a nie zyski).

Nikomu w PZPN nie przeszkadzały wpływy bandytów, nikt z Ekstraklasy do dziś nie skomentował nawet zarzutów z mojego reportażu, a prezes Boniek po kolejnych rewelacjach na temat Wisły wolał stanąć po stronie Marzeny Sarapaty i podał dalej na Twitterze jej manipulacje na temat umów z Miśkiem. Oczywiście do dziś nie przeprosił ani nie wytłumaczył się z kolportowania kłamstw. Ostatnio jedynie przyznał, że dzwonił do pani prezes, a ona nie chciała go słuchać, a nawet go okłamała. Wzruszające.

Nie bardzo wiem, po co nam takie piłkarskie władze, które w momentach kryzysowych chowają głowę w piasek i udają, że ich nie ma.

Do tego członek zarządu PZPN i prezes małopolskiego ZPN Ryszard Niemiec, który najpierw wyśmiewał materiał o powiązaniach Wisły z bandytami, potem skompromitował się krytyką Carlitosa, upominającego się o pieniądze od Wisły i właściwie nie zrobił nic konkretnego dla ratowania zasłużonego klubu. A przepraszam – w swoim felietonie wziął w obronę Vanna Ly, porównując go m.in. do arabskich szejków inwestujących w piłkę. Pogratulować przenikliwości.

Nic nie wskazuje, na to, żeby wyżej wymienieni zrozumieli swoje błędy, uderzyli się w piersi, wyciągnęli wnioski i zaczęli działać w oparciu o nowe pomysły.

Przewiduję raczej dalsze kłótnie, chaos i przerzucanie się odpowiedzialnością. Oczywiście wszystko to z miłością do Wisły na ustach i Białą Gwiazdą w sercu. No cóż. „Boże, strzeż mnie od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam”.

SZYMON JADCZAK

Fot. FotoPyk

KOMENTARZE (186)