Nie poszedłbym do Cracovii za 5 mln. Musiałbym je wydać na kuloodporne szyby
Weszło

Nie poszedłbym do Cracovii za 5 mln. Musiałbym je wydać na kuloodporne szyby

O bardzo trudnej sytuacji Wisły Kraków, o nadziejach na lepsze jutro i o dotychczasowej przygodzie z kadrą. Między innymi o tymi Weszłopolscy – w składzie Paweł Paczul, Jakub Białek, Mateusz Rokuszewski, Bartłomiej Szczęśniak i Wojciech Kowalczyk – porozmawiali z Rafałem Pietrzakiem. Zapraszamy! 

Zacznijmy konkretnie. Kiedy rozwiązujesz umowę z Wisłą? 

(śmiech) Na dziś jeszcze nie mam tego w planach. 

Jeszcze… Tak stawiasz sprawę? 

Nie. Liczę – tak jak i cała drużyna – że sytuacja się wyjaśni i zakończy dla nas w sposób pozytywny. Na razie czekamy z rozwiązaniami i chcemy w tych trzech meczach, które zostały do końca rundy, zagrać jak najlepiej. Zobaczymy, jak będzie. Nie powiedzieliśmy sobie o żadnej konkretnej dacie, tylko o tym, by każdy jakoś wytrzymał do końca tej rundy i w miarę możliwości robił swoje. Jeśli ktoś się z tego wyłamie, to na pewno każdy to zrozumie, bo sytuacja jest trudna. 

Ta wasza umowa wynika poniekąd z tego, że macie nad sobą tak silne charaktery jak Stolarczyk, Głowacki czy Sobolewski? 

Myślę, że to bardziej decyzja szatni, niż całego sztabu szkoleniowego. Oczywiście rozmawialiśmy o tym z trenerem i powiedział nam, że potrzebuje ludzi, którzy wiedzą, jaka jest sytuacja i potrafią z tym normalnie grać oraz trenować. Wiadomo, że to trudne, ale staramy się to robić jak najlepiej. Dwa ostatnie mecze nie wyszły nam tak, jak byśmy chcieli. 

Tak z ręką na sercu – wierzysz jeszcze w happy end? 

Wierzę. Cały czas pozytywnie do tego podchodzę i mam nadzieję, że jakoś się ułoży. Wielu ludzi pracuje na to, by to się udało. Gorzej będzie, gdy to się nie stanie.

W sieci pojawiły się informacje, że dwóch waszych kolegów miało zostać spłaconych po tym, jak wysłali wezwanie do zapłaty. To prawda? Jaka była wasza reakcja na te doniesienia?

Osobiście nie mam takich informacji. Nie wiem, kto wysłał takie pisma. Jeśli ktoś to zrobił, to widocznie miał ku temu poważne podstawy. 

Podobno mowa o Imazie i Korcie. 

No właśnie, „podobno”… Nie będę się wypowiadał na ten temat. Uważam, że zarówno Imaz, jak i Korcik zrobili mnóstwo fajnej roboty. Jeśli mieli potrzebę, by wysłać te pisma, to każdy to zrozumie i nikt w szatni nie będzie się na nich krzywo patrzył. 

Trzeba komuś pożyczać pieniądze? Mówiło się, że mama musi wspomagać Wojtkowskiego, a to oczywiście tylko przykład. Nie każdy z was mógł dorobić się oszczędności. 

Powiedzieliśmy sobie w szatni, że jeśli ktoś ma problemy, to możemy na siebie nawzajem liczyć. W razie pilnych potrzeb każdy w miarę możliwości pomoże. Sytuacja jest trudna, ale trzymamy się razem. 

Spodziewaliście się tej akcji, którą wasi kibice urządzili po meczu z Arką?

Na pewno było to miłe uczucie. Sam się z tego śmiałem w autokarze, że jak grałem w GKS-ie Katowice, to kibice zazwyczaj przychodzili do nas z innymi zamiarami! Była to dla mnie nowa sytuacja, ale ona tylko pokazuje to, jak wielkim klubem jest Wisła Kraków i jakich ma kibiców. Cieszymy się, że są z nami i będziemy się starać wygrać trzy ostatnie mecze również dla nich. 

Czyli ostatnich, słabszych meczów nie można łączyć z problemami finansowymi? 

Myślę, że nie. Wcześniej problemy też były, może tylko trochę mniejsze niż teraz, a mecze i tak wygrywaliśmy. Na pewno nie można zrzucać na to wszystkiego. To może gdzieś tam siedzieć w głowach, bo trudno skoncentrować się w pełni na meczu, gdy przez cały tydzień myśli się o tym, co będzie dalej, ale te dwa spotkania nam po prostu nie wyszły. 

Telefon często dzwoni? Jest u was wielu piłkarzy, którzy raczej nie będą mieli problemu z zostaniem na poziomie ekstraklasy. 

Są zapytania, ale mam jeszcze sześć miesięcy kontraktu z Wisłą. Jeśli sytuacja jakoś się ułoży, chciałbym tu zostać, rozmawiałem na ten temat z dyrektorem Arkiem Głowackim. Zobaczymy, jak to się potoczy i czy Wisła będzie mnie w ogóle chciała! Na ten moment najważniejsze jest to, żeby klub stanął na nogi. 

Są to oferty z klubów TOP 8 ekstraklasy? 

Nie znam konkretów. Nie jestem taki, że cały czas dopytuję się menedżera, o jakie kluby chodzi. Jeśli będą konkrety, wtedy będę coś wiedział. Na razie są zapytania, więc skupiam się na tym, żeby grać jak najlepiej. 

Co się z tobą stało po pierwszym powołaniu? Obniżka formy była dość wyraźna. 

Sam się nad tym zastanawiałem. Wiadomo, że te mecze po powrocie z kadry były gorsze, byłem tego świadomy. Chciałem wrócić na właściwe tory. Tak jak cała drużyna. Chwilowo nam się to udało, teraz znowu mamy zjazd formy, ale zostały trzy mecze i chcemy zrobić wszystko, by zgarnąć dziewięć punktów. 

Ale spodziewałeś się po tej zniżce formy kolejnych powołań? 

Powiem szczerze, że po tych słabszych meczach miałem wątpliwości. Dziękuję za to, że przyszły i dalej był ten kop motywujący do ciężkiej pracy. 

A mimo wszystko nie jesteś rozczarowany tą przygodą? Nie rozegrałeś jeszcze pełnego meczu, mało tych minut, raz wszedłeś też na lewą pomoc. Na twojej pozycji grają piłkarze prawonożni. 

Na pewno była we mnie sportowa złość. Myślałem, że w meczu z Czechami dostanę szansę, żeby się pokazać i dać wszystkim odpowiedź – również trenerowi i sobie – czy to jest ten moment, że nadaję się na poziom reprezentacji. Nie dostałem tej szansy, ale muszę uszanować decyzję trenera. 

A na treningach sprawdziłeś, czy nadajesz się na poziom reprezentacji?

Myślę, że tak. Same treningi u trenera Brzęczka się nie zmieniły, pamiętam je z czasów gry dla GKS-u Katowice. 

Jak odbierasz losowanie grup eliminacyjnych do Euro 2020? 

Uważam, że tu już nie ma słabych drużyn. Z każdym przeciwnikiem będzie ciężko…

Gdybyś tylko mógł zobaczyć teraz minę Kowala! 

(śmiech) Myślę, że nie powiedziałem nic nowego. Nie ma słabych drużyn na tym poziomie. 

A Gibraltar? Łotwa nie jest słabą drużyną? 

To zweryfikuje boisko. 

Następny klasyk. Jeszcze musisz powiedzieć, że eliminacje rządzą się swoimi prawami! 

***

Poprosiliśmy słuchaczy na Twitterze, by zadawali ci pytania. Pierwsze od Alladyna. Luka Zarandia zarzekał się, że nie poszedłby do Lechii nawet za pięć milionów. Jak byłoby z tobą w przypadku oferty z Cracovii? 

Do Cracovii bym nie poszedł. 

Za pięć milionów? 

Te pięć milionów musiałaby chyba przeznaczyć na kuloodporne szyby. Nie opłaca się. 

Krzysiek Bujnowski: Chleb z cukrem czy ryż z keczupem? 

Chleb z cukrem, zostało mi to z dzieciństwa!

Macie jeszcze siłę, by w szatni żartować z tej sytuacji? 

Myślę, że dołowanie się byłoby najgorszą rzeczą, którą moglibyśmy zrobić. Mamy fajną atmosferę i staramy się na ten temat żartować. Oczywiście żarty żartami, a czasami jest ciężko. 

***

Całą audycję, w której znajduje się również między innymi rozmowa z Luką Zarandią, przesłuchać możecie poniżej.

KOMENTARZE (8)