IAAF hucznie rozdaje nagrody, tylko ten koks…
Inne sporty

IAAF hucznie rozdaje nagrody, tylko ten koks…

W Monako trwają gorączkowe przygotowania do gali IAAF-u, podczas której tradycyjnie poznamy najlepszych lekkoatletów roku. Znów będą smokingi, cekiny, ścianki i czerwony dywan, ale pod tym ostatnim cały czas zalega stary brud. Na liście zwycięzców tego 30-letniego, prestiżowego plebiscytu, wciąż widnieją bowiem nazwiska sportowców zamieszanych w afery dopingowe…

Grubą imprezę w Monako zaplanowano na 4 grudnia. Listy finalistów, spośród których we wtorek wybrani zostaną lekkoatleta i lekkoatletka roku, Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) podało jakiś czas temu. Przypomnijmy, wśród panów o laur powalczą Christian Coleman, Armand Duplantis, Eliud Kipchoge, Kevin Mayer oraz Abderrahman Samba. Finałowa piątka wśród pań – niestety bez Anity Włodarczyk – wygląda z kolei następująco: Dina Asher-Smith, Beatrice Chepkoech, Caterine Ibarguen, Shaunae Miller-Uibo oraz Nafissatou Thiam.

Dobra, tyle teraźniejszości, teraz skupmy się na przeszłości plebiscytu, którego ciekawa historia sięga lat 80.

Premiera wymazana z pamięci

Dlaczego ciekawa? Bo takiego wejścia smoka, jakie zanotowali przy pierwszej edycji działacze IAAF-u, nie miał chyba nikt. Premierowa edycja plebiscytu na najlepszych lekkoatletów globu odbyła się w 1987 r., ale niedługo później została anulowana. Okazało się bowiem, że w blasku fleszy w sali cesarskiej Hotelu de Paris w Monako nagrodzono jednego z największych oszustów w historii igrzysk olimpijskich. No pech.

Tym słynnym laureatem był oczywiście sprinter Ben Johnson. Kanadyjczyk był wtedy największą gwiazdą lekkiej, a taki status dało mu zwycięstwo podczas mistrzostw świata w Rzymie, gdzie nie tylko zdobył złoto na 100 m, ale też pobił rekord świata mijając linię mety w czasie 9,83 s. Właśnie za ten skalp otrzymał wówczas wyróżnienie od IAAF-u. Tyle że rok później, podczas igrzysk w Seulu, Johnson z gwiazdy zamienił się w króla oszustów, bo okazało się, że mistrzostwo olimpijskie zdobył będąc na dopingu – komisja antydopingowa poinformowała, że wykryto u niego steryd anaboliczny stanozolol.

Kanadyjczykowi odebrano złoty medal wywalczony w Korei Południowej, który ostatecznie zawisł na szyi drugiego na mecie Carla Lewisa. Wpadka wykreśliła wszystkie wyniki Bena uzyskiwane od 1987 r., a więc także mistrzostwo świata. Włodarze IAAF-u omal nie zapadli się pod ziemię ze wstydu, kiedy zrozumieli, komu przyznali swoją najważniejszą nagrodę. Plebiscyt z 1987 r. został więc wymazany z kart historii. W całym zamieszaniu najbardziej szkoda było najlepszej wśród pań skoczkini wzwyż Stefki Kostadinowej, która dostała rykoszetem. IAAF do dziś podaje więc, że pierwszymi zwycięzcami plebiscytu byli w 1988 r. Carl Lewis oraz Florence Griffith-Joyner.

Niestety, historia Bena Johnsona nie była jedynym dopingowym śladem w historii tej nagrody. Analizując listę zwycięzców, wciąż są tam osoby, które przyłapano na przyjmowaniu niedozwolonych środków, a następnie czasowo zdyskwalifikowano. W większości przypadków dochodziło do tego wprawdzie już po przyznaniu nagrody, ale z wizerunkowego punktu widzenia sprawa i tak wygląda nieciekawie.

Niby to panie mają pierwszeństwo, ale tym razem zaczniemy od panów, bo tam mamy akurat jedno takie nazwisko – Tyson Gay.

Top US sprinter Tyson Gay and Jamaica's former 100m world record holder Asafa Powell have failed drug tests. Gay, 30, the joint-second fastest man over 100m, was notified by the US Anti-Doping Agency on Friday July 12, 2013, that his A sample from an out-of-competition test in May had returned a positive. Powell, the all-time fourth quickest, was positive for a banned stimulant at June's Jamaican championships. File photo : A stunned Tyson Gay of the USA reacts following the men's 100m sprint at Olympic Stadium during the 2012 Summer Olympic Games in London, UK, Sunday, August 5, 2012. Gay finished fourth in the race, and Bailey, fifth. Photo by David Eulitt/Kansas City Star/MCT/ABACAPRESS. COM DOPING AFERA DOPINGOWA LEKKA ATLETYKA LEKKOATLETYKA FOT. ABACA/NEWSPIX.PL POLAND ONLY !!! --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Amerykanin tytuł lekkoatlety roku 2007 zdobył dzięki kozackim mistrzostwom świata w Osace, gdzie zdobył aż trzy złote medale, w tym najważniejszy na 100 m. Jego dobra passa zakończyła się jednak w 2013 r. Wtedy Amerykańska Agencja Antydopingowa (USADA) poinformowała, że analiza próbki A i B pobranych od Gay’a pomiędzy zawodami, dały wynik pozytywny. Jedyny plus, że zawodnik nie miał zamiaru kłamać i brnąć w jakieś dziwne usprawiedliwienia. – Nie mam przygotowanej historii o sabotażu ani żadnych kłamstw. Nie mogę powiedzieć nic, co sprawiłoby, że cała sytuacja wyglądałaby na pomyłkę albo była winą USADA – mówił zapewniając, że pochyli głowę, przyjmie każdą karę i pomoże śledczym w dochodzeniu. Poszedł na współpracę, chociaż roczna dyskwalifikacja go nie ominęła. A ponieważ okazało się, że Gay brał doping już od 2012 r., amerykańskiej sztafecie z nim w składzie odebrano także srebrny medal olimpijski z Londynu.

Wśród kobiet najgłośniejszym nazwiskiem z nieciekawą przeszłością jest oczywiście Marion Jones, swego czasu ukochana córeczka Ameryki. Cały czas jest zwyciężczynią plebiscytu w latach 1997 i 1998, chociaż dziś chyba mało kto myśli o niej inaczej, jak o synonimie afer dopingowych. Przypomnijmy, Jones w 2007 r. przyznała przed sądem, że pięć medali olimpijskich podczas igrzysk w Sydney zdobyła będąc na dopingu. Musiała je oddać, a za składanie fałszywych zeznań – bo wcześniej szła w zaparte – trafiła na sześć miesięcy za kratki.

Amerykanka przyznała się, że brała zakazane substancje w latach 1999-2001. I tutaj ważna informacja: sprinterka plebiscyt IAAF-u wygrała również w 2000 r. i nagroda została jej odebrana, dlatego też w kronikach do dziś przy oszczepniku Janie Zeleznym jest puste miejsce (oficjalnie lekkoatletki roku wówczas nie wybrano). Był to drugi i jak na razie ostatni przypadek po Benie Johnsonie, kiedy lekkoatletyczna centrala anulowała swój wybór. Wcześniej Marion Jones nie złapano, ale czy w latach 1997-1998 była na pewno czysta?

Ciekawym przypadkiem jest też historia niemieckiej sprinterki Katrin Krabbe, która została lekkoatletką sezonu 1991 po kapitalnych mistrzostwach świata w Tokio. Rok później na igrzyska w Barcelonie już jednak nie pojechała, bo w jej moczu stwierdzono klenbuterol. Niemka została najpierw zawieszona na rok przez krajową federację, ale później IAAF jeszcze karę wydłużył. Skończyło się tym, że Krabbe w 1992 r. zakończyła karierę w wieku 23 lat, a następnie pozwała światową federację. Domagała się zadośćuczynienia, bo jej zdaniem pierwsza kara nałożona przez niemieckim związek była wystarczająca. Proces wygrała, sąd nakazał władzom IAAF-u wypłatę ponad miliona marek odszkodowania za pozbawienie jej możliwości uprawiania sportu. Chociaż to, że była na dopingu, nie podlegało dyskusji.

Kolejna postać to Shelly-Ann Fraser-Pryce, mistrzyni olimpijska na 100 m z Pekinu i Londynu. Jamajka była najlepszą lekkoatletką 2013 r., ale trzy lata wcześniej zawieszono ją na sześć miesięcy po wykryciu oksykodonu, chociaż sama twierdziła, że środek znalazł się w jej organizmie w wyniku zażycia leku na ból zęba. Półroczna dyskwalifikacja kariery jednak jej nie złamała, co widać po późniejszej decyzji IAAF-u.

W kronikach plebiscytu jest jeszcze dwójka zwycięzców, którzy byli dyskwalifikowani za lekkie przewinienia, ale ostatecznie doczekali się wyroków uniewinniających, co każe patrzeć na nich nieco mniej rygorystycznie. Mowa o Asafie Powellu (najlepszy w 2006 r.) oraz Merlene Ottey (najlepsza w 1990 r.).

Wciąż sporo emocji budzi za to wspomniany już wcześniej Carl Lewis, który triumfował w plebiscycie w sezonach 1988 i 1991. Był świetny, a więc musiał być też podejrzany. Niby podczas kariery nigdy nikt nie dobrał mu się do skóry, ale…

W 2003 r. wypłynęły informacje, jakoby Amerykanin przyjmował doping. Według byłego pracownika komitetu olimpijskiego USA Wade’a Exuma, który zgłosił się do dziennikarzy „Sports Illustrated”, w latach 1988-2000 zatuszowano ponad sto pozytywnych testów dopingowych amerykańskich sportowców. Jak utrzymywał (chociaż próbek już dawno nie było), Lewis przed igrzyskami w Seulu trzykrotnie miał pozytywny wynik badania. Jak twierdził Exum, odwołanie sprintera zostało wówczas jednak przyjęte, a linia obrony mówiła o „przypadkowym wzięciu specyfiku” podczas leczenia.

Zrzut ekranu 2018-11-29 o 19.05.09

Gdyby tak przebadać tamte próbki…

Oczywiście niektórzy powiedzą, że prawo nie działa wstecz i trudno karać kogoś, kto w momencie przyznania nagrody był czysty. Przypomnijmy więc, że niedawno poważnie dyskutowana była propozycja wymazania wszystkich rekordów świata ustanowionych przed 2005 r., a wiadomo, że przy tak ostrym cięciu rekordy straciliby również ci, którzy nie tknęli zakazanej substancji. Brak tu pewnej konsekwencji w myśleniu, a przecież w przypadku plebiscytu IAAF-u mówimy o zawodnikach, którzy mimo wszystko w swojej karierze splamili się dopingiem. Czy to, że zostali złapani już po odebraniu nagrody od IAAF-u, powinno mieć więc znaczenie?

Co na to IAAF? Wysłaliśmy lekkoatletycznym działaczom trzy pytania: dlaczego ludzie z przeszłością dopingową wciąż figurują na liście zwycięzców, czy centrala kiedykolwiek rozważała anulowanie wyników plebiscytów, które wygrali późniejsi dopingowicze, a także co sądzą o opinii, że nagroda traci na prestiżu przez „brudnych” laureatów.

Jak powiedziała nam reprezentująca IAAF Nicole Jeffery, kiedy centrala miała dowody na nieczystość zwycięzcy, odbierała nagrodę i raz jeszcze przywołała przypadek Marion Jones z 2000 r. – Nie ma jednak możliwości odebrania nagrody, gdy w momencie jej przyznania nie było dowodów na doping. Dlatego też wciąż są tam (na liście – red.) pozostałe tytuły Jones, Gay’a, Powella i innych – mówi Jeffery, ale jak dodaje, są regulacje, które uderzają w dopingowiczów: – W 2015 r. IAAF zadecydował, że sportowiec, który odbył lub odbywa karę dwóch lat dyskwalifikacji albo więcej, za poważne naruszenie przepisów antydopingowych nie będzie w przyszłości kwalifikował się do nominacji do nagrody na sportowca roku. Wierzymy, że jest to odpowiednie podejście.      

Dobre i to.

Popytaliśmy, co o plebiscycie IAAF-u sądzą osoby z polskiego środowiska lekkoatletycznego. Zdaniem Artura Partyki, trudno wrzucać wszystkich ukaranych do jednego worka, ponieważ część z nich przyznała się do oszustwa, a później pomagała w dochodzeniach. – Według mnie pokuta i rachunek sumienia mają znaczenie. Jeśli ktoś został złapany, ale przyznał się i następnie współpracował w śledztwie odkrywając mechanizm dopingowy, należy wziąć to pod uwagę. Natomiast gdyby ktoś miał podwójną dyskwalifikację, a więc w konsekwencji dożywotnią, to wtedy mielibyśmy problem i tutaj już bym się zastanowił. Należałoby zrobić adnotację lub to po prostu skorygować. Tak to widzę – mówi dwukrotny medalista olimpijski w skoku wzwyż.

Chociaż on też nie dałby sobie uciąć ręki za czystość gwiazd zwłaszcza z przełomu lat 80. i 90. Jak mówi, gdyby przy użyciu obecnej technologii antydopingowej przebadać próbki pobrane w tamtych latach, być może należałoby zmienić kilka ważnych rozstrzygnięć, w tym plebiscytu IAAF-u. Tego jednak już się nie dowiemy, ponieważ próbki przechowywane są przez osiem lat.

Tych próbek już nie ma, to są wyrzucone rzeczy. Dziś możemy tylko podejrzewać.

I dodaje: – Kiedyś margines lekkoatletów, którzy brali doping, był na pewno większy. Teraz jednak walka jest bardzo poważna. Przywołam chociażby przykład zawodnika z mojej konkurencji – Danił Łysenko. Był w tym roku doskonały, pewnie wygrałby mistrzostwa Europy w Berlinie, ale niestety, dopuścił się uchybienia w procedurze antydopingowej. Podkreślam – nie został złapany, tylko uniemożliwił przeprowadzenie testu, a i tak wyciągnięto wobec niego konsekwencje. Proszę też zwrócić uwagę na historię z Rosjanami. To była konsekwentna postawa i ostrzeżenie dla całego środowiska sportowego. Jasne, pewnie dopingu nie wyeliminujemy całkowicie, tak jak w normalnym życiu nie da się wyeliminować całkowicie korupcji, ale w ostatnich dwóch cyklach olimpijskich zostało zrobione naprawdę wiele.

Były 400-metrowiec Marek Plawgo daleki jest od tego, żeby oddzielać grubą kreską podejrzane nagrody lub rekordy uzyskane przed 2005 r. Jak mówi, historia lekkiej atletyki – chociaż momentami kontrowersyjna – mimo wszystko powinna zostać zachowana, bo oprócz brudów, są tam też bowiem piękne tradycje.

Prawo nie działa wstecz i trudno spodziewać się ukarania zwycięzców plebiscytu. Chociaż niesmak zawsze pozostanie. Ja jednak nie rozgrzebywałbym już przeszłości, ale odrobił lekcje na przyszłość. Cały czas brakuje mi pewnych działań, chociażby w kontekście igrzysk olimpijskich – mówi w rozmowie z Weszło. – Zwróćmy uwagę, że nawet jeśli ktoś miał wpadkę dopingową i odbył karę, to dalej może startować na igrzyskach, być mistrzem świata, zarabiać pieniądze ma mityngach. Moim zdaniem dobrą drogą byłoby to, gdyby każdy miał świadomość, że przez dopingową wpadkę nigdy nie będzie mistrzem olimpijskim, bo nie zostanie tam nawet dopuszczony. To byłaby kara o dużym ciężarze gatunkowym. Jeśli chcemy walk gladiatorów, to puszczajmy ich na mityngach komercyjnych, niech tam sobie walczą o pieniądze. Natomiast igrzyska zostawmy czyste. Dbajmy o nie, bo w dobie dzisiejszego sportu, gdzie wszystko jest największe, gdzie w każdym tygodniu mamy mecz stulecia i walkę stulecia, igrzyska powinny być czymś ponad to.

Jak mówi, kary za doping muszą być ostrzejsze, bo czasowe dyskwalifikacje nie są już wystarczającym straszakiem. – Sport to wyścig po sławę i pieniądze, dlatego wygrywanie na dopingu jest dla mnie wyłudzaniem pieniędzy, malwersacją i do tego należy to równać. A przecież gdybym poszedł teraz do banku i obrobił go na 60 tys. dolarów – czyli na tyle, ile dostałbym za mistrzostwo świata – spotka mnie trochę inna kara niż dwa lata zakazu startów, prawda?

RAFAŁ BIEŃKOWSKI

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (2)