City znów nie wygrywa z Lyonem, ale czy to jakiś wielki problem?
Weszło

City znów nie wygrywa z Lyonem, ale czy to jakiś wielki problem?

Nie trudno dać się ponieść wrażeniu, że te najmocniejsze kluby w Lidze Mistrzów jesienią grają na trzecim-czwartym biegu. Szczególnie jeśli trafią na rywala z niższej półki, a przecież rozstawienie temu sprzyja. Wtedy owszem, mówią o pełnym zaangażowaniu, ale bywa, że na boisku tego zaangażowania brakuje. I potwierdzeniem tej tezy jest poniekąd mecz Lyonu z Manchesterem City.

Obywatele igrali z ogniem. Pewnie, Lyon wygląda przy nich jak ubogi brat, mający lata świetności w LM dawno za sobą, ale nie jest też w ciemię bity i potrafi się odgryźć. Co pokazał zresztą na Etihad Stadium, wygrywając 2:1. Jednak nie było widać po ekipie Guardoli, że ta jest żądna rewanżu. Nie, grała ospale i pozwalała rywalom na wiele, długo mając szczęście, że te próby nie zamieniły się w konkrety. Raz Depay nie trafił piłkę na trzecim metrze. Przy drugiej okazji źle (albo niepotrzebnie) piłkę przyjmował Cornet, też w okolicach piątki, i Laporte zdołał go w ostatniej chwili wybić z rytmu. Z kolei pod koniec pierwszej połowy kolejna próba Corneta wylądowała na poprzeczce.

A co u City? A u City jak w lesie. Ze dwa flaki wyłapane przez Lopesa i tyle.

Kara musiała więc nadejść i nadeszła – w 55. minucie piłkę na rogu pola karnego dostał Cornet i przymierzył już idealnie, nie dając żadnych szans Edersonowi. Drugi cios przyszedł z kolei w 81. minucie – Depay idealnie wypuścił Corneta, a ten zaliczył dublet, puszczając bramkarzowi kanał. Na czym więc polega cały figiel? A więc na tym, że gdy tylko City dostawało pstryczka w nos, zaraz pokazywało, kto tutaj chce grać o triumf w maju, a dla kogo nawet 1/8 będzie powodem do dumy.

Po pierwszym trafieniu Corneta jeszcze próbę Aguero zatrzymał Lopes, ale chwilę później był bezradny. Poszła wrzutka, piłkę przedłużono, a wyrok wykonał Laporte. Po drugim uderzeniu Corneta nie minęło nawet pięć minut, a już tablica wyników wskazywała remis. Znów wrzutka, tym razem bez przedłużania i tym razem strzelcem okazał się Aguero, co za dobrze o obronie Lyonu nie mówi, patrząc na wzrost Argentyńczyka.

Guardiola może mieć jednak do swoich podopiecznych lekkie pretensje. Ci zrywali się tylko wtedy, gdy groziła im porażka, remis zadowalał ich ambicje. Pewnie, taki wynik to w zasadzie gwarancja pierwszego miejsca, ale kiedyś takie kunktatorstwo może się na Obywatelach odbić, bo futbol lubi upomnieć się o swoje. Ale na dzisiaj fakty są takie, że City małym nakładem sił zaliczyło cenny remis i nie przemęczyło się przed kolejnymi wyzwaniami sezonu.

Olympique Lyon – Manchester City 2:2

Cornet 55′ 81′ – Laporte 63′ Aguero 83′

Fot. Newspix