Tenis uwięziony w klatce. Padel wkracza na salony
Inne sporty

Tenis uwięziony w klatce. Padel wkracza na salony

Choć liczy już ponad 50 lat, to w Polsce rozkwit popularności przeżywa dopiero od niedawna. Padel to kolejna propozycja dla fanów sportów rakietowych, którą swego czasu sprawdzali nawet Agnieszka Radwańska i Jerzy Janowicz. „Nawet na poziomie amatorskim to sport, który sprawia mnóstwo frajdy. Jest przy tym bardzo egalitarny – naprawdę nie trzeba wiele umieć, by móc rywalizować z lepszymi od siebie” – przekonuje Tomasz Smokowski, który 17 listopada organizuje I Mistrzostwa Polski dziennikarzy i sportowców w padla.

Początki tej nietypowej dyscypliny są nierozerwalnie związane z wygodą i bogactwem. Enrique Corquera był wielkim fanem tenisa i swoim domu w Acapulco postanowił wybudować kort. Dysponował jednak mocno ograniczoną przestrzenią, a powstała konstrukcja miała jeszcze jedną wadę – piłka po zbyt mocnych zagraniach (a te zdarzały się często) co i rusz lądowała u sąsiada w krzakach. W którymś momencie wkurzony kolejnymi wycieczkami Enrique zdecydował się na eksperyment i zabudował swój kort ścianą, która znalazła się za plecami jednego z graczy.

Corquera uwielbiał zapraszać znajomych na wspólne biesiady, a nowa propozycja spędzania wolnego czasu z czasem zaczęła cieszyć się coraz większym zainteresowaniem. Dalej wszystko rozniosło się drogą niemal wirusową. Pierwsze zasady zostały oficjalnie spisane… przy okazji urodzin Enrique. Podarowała mu je w prezencie żona (swoją drogą – była miss Argentyny). W 1970 roku pierwsze korty powstały w Hiszpanii – wybudował je oczywiście jeden ze znajomych pana Corquery, który pierwszy raz zagrał w padla na wakacjach u kolegi w Acapulco.

Kto w tamtym okresie mógł sobie pozwolić na wakacje w Meksyku? Intuicja dobrze wam podpowiada – oczywiście na biednego nie trafiło. Książę Alfonso Maximiliano Victorio Eugenio Alejandro Maria Pablo de la Santisima Trinidad y Todos los Santos zu Hohenlohe-Langenburg (naprawdę tak się nazywał!) odtworzył potem to, co zobaczył w Meksyku, u siebie w Marbelli – popularnym ośrodku wakacyjnym. Do zadania podszedł twórczo i nieco zmienił zasady. Nową pasją szybko zaraził kolejnych wpływowych znajomych – w tym samego Julio Iglesiasa.

Równolegle nieco inna wersja padla zaczęła rozkwitać w Argentynie, gdzie zaszczepił ją inny znajomy pana Corquery. Po drodze okazało się, że ściany najlepiej funkcjonują gdy są szklane i ogradzają kort, który mierzy 20×10 metrów – nieco mniej niż w przypadku tenisa. Wciąż – koszty budowy takiej platformy nie należą do najmniejszych. Ten aspekt nawet dziś stanowi największe wyzwanie – zwłaszcza w Polsce, gdzie historia padla jest wyjątkowo krótka.

„Wszystko rozpoczęło się niedawno – zaledwie 6 lat temu. Równolegle powstały dwa kluby – w Warszawie i Sopocie. Można powiedzieć, że padel w Polsce rozwija się organicznie, jednak w ostatnim czasie grupa zainteresowanych stale rośnie. Mamy coraz liczniejsze grono ambasadorów, do których należą przedstawiciele innych sportów, ale także dziennikarze, który mają medialną rozpoznawalność” – tłumaczy Marcin Potrzebowski, prezes Polskiej Federacji Padla.

Turniejowo padel istnieje tylko w formie deblowej. Dlaczego? Do końca nie wiadomo, jednak najbardziej prawdopodobna teoria jest związana z dynamiką gry – w formie singlowej sport sprowadzałby się zapewne do krótkich wymian. Sama rakieta wyróżnia się tym, że na jej końcu jest sznurek, który obowiązkowo musi być zawiązany na nadgarstku zawodnika. To dla bezpieczeństwa – w ten sposób minimalizowane jest ryzyko trafienia ciężkim przedmiotem partnera lub rywala. Topornie wyglądająca konstrukcja skrywa jednak więcej sekretów niż może się wydawać na pierwszy rzut oka.

„Specjalnie tego może nie widać, ale to naprawdę finezyjny twór. W środku jest pianka eva – często spotykana też w podeszwach do butów. Zewnętrzne powłoki to carbon albo włókno szklane. Wszystko po to, aby zachować odpowiedni balans siły do precyzji. Wewnątrz rakieta jest zbudowana podobnie jak ta do tenisa – też ma ramę, ale nie ma naciągu. W tym też nie ma przypadku. Gdybyśmy chcieli grać w padla rakietą do tenisa, to piłka osiągałaby dużo większą prędkość i byłaby nie do opanowania. Padel jest dynamiczny, bo zawodnicy są bliżej siebie, a zagrania są bardziej techniczne. Gdyby pojawiły się tu prędkości z tenisa, to gra wyglądałaby zupełnie inaczej i nie byłaby tak atrakcyjna dla oka” – tłumaczy Marcin Potrzebowski.

Warszawa stolicą padla

Zawodnicy z tenisowym doświadczeniem łatwiej odnajdują się w padlu. Jedną z takich osób jest Maciej Łuczak – dziennikarz i komentator tenisa w TVP Sport, a przed laty obiecujący junior na poziomie krajowym. W padla regularnie gra od kilku miesięcy i zdążył już dołączyć do całorocznej warszawskiej ligi. „Na początku grałem w to po prostu jak w tenisa, ale na dłuższą metę to jednak bez sensu. Największą frajdę sprawia to, gdy zaczynasz grać z wykorzystaniem szyb. Wtedy okazuje się, że to naprawdę dynamiczna gra, w którą łatwo się wkręcić” – przyznaje.

Z tym „graniem w padla jak w tenisa” to właściwie reguła i trudno się dziwić. Zasady są identyczne – punkt zdobywasz, gdy po trafieniu w pole rywala piłka odbije się tam dwa razu lub gdy rywal zagra w aut. Piłka może odbić się dowolną liczbę razy od ścian – oczywiście jeśli wcześniej odbiła się w polu gry. Punkty liczone są również w znany z tenisa sposób. Piłki? Zgadliście – prawie identyczne do tenisowych. We Francji padel jest nawet zarządzany przez tenisową federację. Największą popularnością cieszy się jednak w Hiszpanii, gdzie liczbę graczy określa się na poziomie czterech milionów. Do tej liczby należy jednak podejść z przymrużeniem oka – określa się ją za pomocą sprzedanych rakiet.

„W Europie padel zaczął rozwijać się podczas ostatniego kryzysu – w okolicach 2011-12 roku stał się takim hiszpańskim produktem eksportowym. Nagle okazało się, że można sprzedać to know-how i to działa! W Szwecji przez ostatnie 3,5 roku wybudowano prawie 400 kortów. Podobnym fenomenem padel staje się w krajach Beneluksu i w Portugalii. Między innymi z tych względów wiele osób uważa, że to najbardziej dynamicznie rozwijający się obecnie sport w Europie” – dodaje prezes Polskiej Federacji Padla.

Wróćmy jednak do największego problemu – kosztów. Według różnych szacunków kwota wybudowania od podstaw platformy wiąże się z wydatkiem rzędu nawet 100 tysięcy złotych! Oczywiście nie wszystkie miejsca nadają się na arenę gry do padla – idealne są hangary. W Warszawie jest tylko jedno miejsce, gdzie można grać w padla przez cały rok. Taka przyjemność kosztuje 80 złotych za godzinę. W Krakowie czy Poznaniu takich punktów nie ma jednak wcale. W sumie w całym kraju liczba kortów do padla z kilku powoli dobija do kilkunastu, ale to wciąż mozolny proces.

Jesienna ofensywa

Na rewolucyjne zmiany na razie się nie zanosi, ale o nietypowym sporcie robi się coraz głośniej za sprawą dużych imprez. Do zaplanowanej na 9 listopada II edycji Międzynarodowych Mistrzostw Polski zgłosiło się ponad 100 chętnych. Promocja odbywa się głównie za sprawą ambasadorów, do których w ostatnich miesiącach należeli Agnieszka Radwańska, Joanna Sakowicz-Kostecka, Jerzy Janowicz, Mariusz Fyrstenberg i Tomasz Smokowski. Ten ostatni tydzień po mistrzostwach kraju zaprasza na swoją imprezę – mistrzostwa Polski dziennikarzy i sportowców. „Na padla po raz pierwszy wyciągnął mnie prezes Boniek. Długo na grę namawiał mnie też mój kolega Kuba Słowiński, który wygrał niedawne mistrzostwa i jest pierwszą rakietą w Polsce. Podoba mi się, że to jest uspołeczniający sport. Spotyka się 4 gości, zawsze są jakieś zakłady, trochę rozmów, szydery… To jest po prostu fajne. Potem można pójść na piwo i pogadać o grze” – tłumaczy komentator Polsatu Sport.

Okazuje się, że polskim sportowcom temat padla wcale nie jest obcy. „Pomysł na imprezę narodził się spontanicznie, ale spotkał się z dużym odzewem. Pojawi się między innymi Sławomir Szmal, który pod Kielcami na swoim osiedlu ma kort do padla i regularnie gra. Mam wstępną deklarację od prezesa Bońka, ale problemem może być jego kontuzja oraz termin meczów kadry. Bardzo liczę na obecność Jerzego Dudka, który jest wicemistrzem szatni Realu Madryt w padla i nawet ma rakietę w klubowym herbem, który faktycznie jest trochę zdarty, więc można założyć, że coś tam grał. Pojawią się też Mariusz Czerkawski, Tomasz Kłos, Robert Podoliński, Wojciech Pertkiewicz… Mieli wpaść Inaki Astiz i Carlitos, ale okazało się, że w sobotę grają sparing, więc nie pokażą nam tego hiszpańskiego luzu” – dodaje Tomasz Smokowski. Wstęp na imprezę jest wolny – początek w sobotę od 9 rano w klubie ProPadel w Warszawie.

45908000_568847833586579_7118745715722944512_n

fot. Jarosław Wodecki

Choć ten rakietowy sport jest wciąż młodą dyscypliną, to są plany, by stał się czymś więcej niż rekreacyjną zabawą. Czy już wkrótce doczekamy się padlistów z krwi i kości, którzy od początku wychowali się na szklanym korcie, a nie trafili do tego sportu po tenisowym przeszkoleniu? To kluczowe do wskoczenia na kolejny poziom, bo niektóre ze starych nawyków są po prostu nie do przeskoczenia. Między innymi dlatego na arenie międzynarodowej nikt nie potrafi podskoczyć Hiszpanom i Argentyńczykom, dla których padel zdążył stać się środowiskiem naturalnym.

„Pierwsze kroki już podjęliśmy – we wrześniu mieliśmy pierwsze szkolenie dla warszawskich nauczycieli wychowania fizycznego. To była grupa 25 osób, a szkolenie miało na celu pokazanie czym jest padel. Liczymy na to, że oni wrócą do nas za jakiś czas – być może z pomysłem, że będą przyjeżdżać do nas z dziećmi na zajęcia pozalekcyjne. Mamy świadomość, że to jest proces i nic nie stanie się z dnia na dzień. Nie będę ukrywał, że to nasze oczko w głowie – potrzebujemy młodej kadry. Młodzież w dużej mierze nie ma świadomości, że coś takiego jak padel w ogóle istnieje. Jeśli uda nam się ich zainteresować – na przykład po godzinnym szkoleniu z trenerem – to wtedy mogą powiedzieć, czy padel im się podoba. Z naszych doświadczeń wynika, że 90 procent osób potem wraca” – dodaje prezes Polskiej Federacji Padla.

Dla rozwoju dyscypliny kluczowe są także działania marketingowe. Pod tym względem również jest coraz lepiej – latem film promujący darmową grę w padla pojawił się na Facebookowym profilu Miasta Stołecznego Warszawa, gdzie został odtworzony ponad 30 tysięcy razy. Ciekawym zabiegiem było także powołanie do reprezentacji Jerzego Janowicza, co odnotowały największe sportowe portale w Polsce. Sam zawodnik tłumaczył, że padel to dla niego sposób rehabilitacji kontuzjowanego kolana, które akurat w tej dyscyplinie nie jest aż tak obciążane.

No właśnie – jak mocni jesteśmy w ogóle w szklanych klatkach? W 2017 roku na mistrzostwach Europy nasza reprezentacja zajęła niezbyt chlubne przedostatnie miejsce. W tym roku w eliminacjach do mistrzostw świata spisuje się lepiej. „Brakuje nam jeszcze takiego wsparcia finansowego, by móc zapewnić zawodnikom trenera i naprawdę profesjonalny rozwój, ale ostatnie wyniki to i tak niebywały sukces. Jeśli padel dalej będzie rozwijał się tak jak planujemy i pojawią się fundusze, to mamy szansę szerzej zaistnieć na scenie europejskiej” – przewiduje Marcin Potrzebowski.

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (1)