Nie chcę słuchać, że dobrze pracuję. To nasz psi obowiązek
Weszło Extra

Nie chcę słuchać, że dobrze pracuję. To nasz psi obowiązek

Jakub Czerwiński wyrasta w naszej ocenie na najlepszego środkowego obrońcę ligi w tym sezonie, a w jego przypadku jest to powrót z dość dalekiej podróży. Jeszcze rok temu leczył kontuzję i miał mizerne widoki na grę w barwach Legii Warszawa. W długiej rozmowie opowiada nam o tym, dlaczego nie wyszło mu w stolicy i czy żałuje czasu, który w niej spędził. Ale nie tylko, bo mowa jest między innymi również o obrażeniu się na media, ocenianiu go na podstawie wyglądu zakapiora, a także chwaleniu piłkarzy za ciężką pracę, która zdaniem obrońcy Piasta jest psim obowiązkiem każdego piłkarza. Bo – jak wspominał wcześniej – taksówkarza przecież nikt nie klepie po plecach za to, że nie zapomniał wziąć do pracy auta. 

Pamiętasz swój pierwszy wywiad na Weszło? 

Pamiętam, to było na początku przygody z Pogonią. 

Burza na dzień dobry. 

Burza, która na pewno mi nie pomogła. Błędem było to, że nie wziąłem autoryzacji. Chyba za bardzo się otworzyłem. Źle ubrałem w słowa jedną kwestię i nie dziwię się, że zostało to negatywnie odebrane. Dostałem burę od dyrektora sportowego, burę od kibiców, ale wziąłem to na klatę. Musiałem zapracować na szacunek i na to, żeby ci ludzie znów zobaczyli we mnie gościa, który…

Nie przyjechał do Szczecina tylko na chwilę i chce jak najszybciej uciec. 

„Przyjechał tylko na chwilę i zgubił się na pierwszym rondzie” – to cytat, jakoś utkwił mi w głowie ten prześmiewczy komentarz. Wydaje mi się jednak, że z czasem udało się to naprawić i okres w Pogoni mogę wspominać tylko bardzo dobrze. 

Ale po tym wywiadzie podobno trochę obraziłeś się na media. 

Być może tak, ale złość kierowałem przede wszystkim w swoim kierunku. Po rozmowie z menedżerem i innymi osobami uświadomiłem sobie, że to przede wszystkim ja popełniłem błąd. Nie zmienia to faktu, że do mediów podchodziłem z dystansem. I dalej staram się go zachowywać, choć wiem, że nie można się zamykać. 

Ale jest różnica pomiędzy dystansem a klepaniem formułek z listy. Przez pewien czas właśnie tak to u ciebie wyglądało. 

Tak było wygodniej. Dyplomację zacząłem stawiać na pierwszym miejscu, bo po tym niefortunnym wywiadzie chciałem się wyciszyć. Zero kontrowersji wokół mojej osoby, nic. Z czasem zrozumiałem jednak, że nie tędy droga. W dużej mierze za sprawą bliskich, którzy doradzali, że muszę być otwarty na media i przede wszystkim ludzi. Przypomnieli, że wywiady nie muszą mi zaszkodzić jak tamten, tylko mogą pomóc w kreowaniu mojego wizerunku. 

To prawda, że miałeś zostać księdzem? 

Nie i zaczynam się zastanawiać, skąd ten pomysł! Jak wielu młodych chłopaków byłem ministrantem i miałem taki czas, że regularnie chodziłem do kościoła. Na pewno dalej jestem religijny. Na lewej ręce wytatuowałem sobie krzyż i modlitwę „Aniele Boży”, ale przede wszystkim przejawia się to w ten sposób, że mam swoje wartości, w których zostałem wychowany i którymi kieruję się w życiu. W środowisku, z którego pochodzę, to normalna rzecz, więc jakoś szczególnie bym tego nie wyolbrzymiał. I to tyle, bo kompletnie nie widziałbym siebie w roli księdza. Jeśli coś takiego kiedyś rzuciłem, to raczej w formie żartu. 

Ale nawet jeśli trochę brakuje ci do niedoszłego księdza, to chyba trudno u nas o piłkarza, którego boiskowy charakter i aparycja tak różnią się od tego, jaki jest na co dzień. 

Może i trudno, bo rzeczywiście – to, jak wyglądam nie ma nic wspólnego z tym, jakim jestem człowiekiem. Pozory mylą. Często słyszę od ludzi, że oceniali mnie po obrazku. Myśleli, że jestem taki i taki, ale zawsze po poznaniu mnie troszeczkę bliżej zmieniali zdanie. Nic z tym nie zrobię. Od 18. roku życia zacząłem golić głowę i tak chyba zostanie. Już raczej nie dorobię się tak bujnej czupryny, jaką ma Joel Valencia. 

Zostając na chwilę w temacie, byłeś na „Klerze”? 

Tak, ostatnio. Mocna rzecz, brutalny film. Ale nie będę wypowiadał się na temat tego, czy oddaje rzeczywistość. Każdy sam powinien wyrobić sobie zdanie.

Pytałem o film dlatego, że podobno szybciej można porozmawiać z tobą na przykład o kinie, niż o wyskokach czy życiu nocnym w Warszawie, Szczecinie czy na Śląsku. 

O nocnym życiu też mogę porozmawiać, ale po sezonie, bo wiem, kiedy jest czas na to, żeby się pobawić, a kiedy warto skupić się na tym, co się robi. Nie jestem osobą, która nie lubi poimprezować, bo – tak jak każdy – lubię i nie widzę w tym żadnego problemu. 

GLIWICE 12.08.2018 MECZ 4. KOLEJKA LOTTO EKSTRAKLASA SEZON 2018/19: PIAST GLIWICE - LEGIA WARSZAWA 1:3 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: PIAST GLIWICE - LEGIA WARSAW 1:3 JAKUB CZERWINSKI CARLITOS FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Jesteś typem pracusia, ale jednocześnie mówisz – w wywiadzie dla TVP Sport – że w Polsce za często chwalimy piłkarza za ciężką pracę. I dodajesz, że taksówkarza nikt nie klepie po plecach za to, że wziął auto do roboty. 

Dokładnie tak uważam. Nie wyobrażam sobie, że można robić coś, co się kocha, dostawać za to bardzo duże pieniądze, a jednocześnie pracować tylko na pół gwizdka. To nie miałoby sensu. 

Pracowitość i chęć udowodnienia innym, że się co do ciebie mylą, to twoje największe atuty? Podobno gdy w juniorach ktoś wytykał ci jakiś mankament, pracowałeś nad tym tak długo, że później należałeś do czołówki w tym elemencie. 

Na pewno nie chciałem nic nikomu udowadniać. Jeśli już, to sobie. Gdy słyszysz uwagę od trenera, bardziej doświadczonego piłkarza lub innego obserwatora twoich poczynań, to możesz albo wziąć ją sobie do serca, albo – co czasami widzę po młodych zawodnikach – przedrzeźniać autora i jednym uchem wpuścić, a drugim wypuścić to, co ci mówi. Ja zawsze starałem się nad tym pracować. 

Pochodzę z małej miejscowości, a zaczynałem w Muszynie. Tam czułem się mocny, bo zawsze wyróżniałem się w swoim roczniku, a nawet wśród starszych. W wieku 15 lat trafiłem do seniorów. Ale wtedy podjąłem decyzję o wyjeździe do oddalonej o 600 kilometrów Opalenicy. Moja pewność siebie na początku była na poziomie zero, ewentualnie jeden w skali do stu stopni. Nabierałem jej krok po kroku. Pracą nadrabiałem niedostatki w talencie, starałem się dorównać lepszym rówieśnikom. Gdybym tego nie robił, miałbym do siebie ogromne pretensje. 

Kiedy najbardziej przeszkadzało ci to, że jesteś chwalony za pracę? W Legii? 

Gdy ta praca nie do końca była nagradzana w postaci minut na boisku. Był taki okres w Legii – mówimy przede wszystkim o wiośnie 2017. To bolało najbardziej, że cały czas słyszałem, że dobrze pracuję i mam to robić dalej, bo zdecydowanie wolałbym dostać szansę na boisku niż takie pochwały za rzeczy, które – jak wspomniałem – dla sportowców powinny być normą i psim obowiązkiem.  

Byłeś w Legii u trzech trenerów, u każdego miałeś mniejsze lub większe kłopoty z grą. Dowiedziałeś się od nich, co robisz źle i czego brakuje? 

Konkretnej uwagi niestety nie dostałem. Każdy trener wybiera zawodników pod swój styl gry, pod swoją taktykę. Widocznie ja po prostu do nich nie pasowałem. Oczywiście były też okresy, w których w miarę regularnie grałem, choć więcej było tych, w których z różnych przyczyn byłem poza pierwszym składem. 

Wspomniana wiosna to z jednej strony najgorszy czas w mojej karierze. Nie tylko dla mnie, ale też dla moich bliskich. Gdy wracałem do domu, dawałem wszystkim odczuć, że coś jest nie tak. Niektóre zachowania były niepotrzebne. Przywykłem do grania, bo poza jednym sezonem w Niecieczy, gdy trener Radolsky posadził mnie na kilka meczów, zawsze miałem miejsce w składzie. I gdy go zabrakło, nie potrafiłem sobie z tym poradzić. Dlatego jednocześnie uważam, że ten czas był dla mnie bardzo cenną lekcją. 

Patrząc z dzisiejszej perspektywy, dlaczego nie wyszło ci w Legii? 

Dużo czynników złożyło się na to, że tak się to potoczyło. Na pewno to, że przyszedłem do drużyny w czasie, w którym nie funkcjonowała tak, jak powinna. Później nowy trener zaczął układać to po swojemu i z czasem postawił na innych. Do tego doszła kontuzja, która przytrafiła się w momencie, w którym wszystko wracało na właściwe tory. 

Powoli chciałbym się już odciąć od tego, co było. Można siedzieć, szukać powodów i godzinami się tym zadręczać, ale ja nie mam na to ochoty, bo to do niczego nie prowadzi. 

Pomyślałeś kiedyś, że to wszystko wydarzyło się trochę za szybko? 

Pojawiły się takie myśli, ale bez żalu, bo tak naprawdę z decyzji o przejściu do Legii jestem zadowolony. Gdybym miał cofnąć czas, znów odebrałbym telefon wieczorem w przedostatni dzień okienka, błyskawicznie się zdecydował, nazajutrz wyjechał do Warszawy i próbował spełniać marzenia. W tamtym momencie wydawało mi się, że na to zasługuję i to naturalny krok w moim rozwoju. Pamiętajmy, że Legia, która już sama w sobie jest magnesem, miała w perspektywie grę w Lidze Mistrzów. To przyciągało jeszcze mocniej. 

Oglądałeś jeszcze raz te mecze Ligi Mistrzów, w których wystąpiłeś? 

Kilka razy zdarzyło się do nich wrócić. Analizowałem bramki, które straciliśmy. I fajnie było jeszcze raz zobaczyć radość po golach, które strzelaliśmy. Ale na wspominki przyjdzie czas, gdy zawieszę buty na kołku. 

Przed naszym spotkaniem obejrzałem te skróty i muszę powiedzieć, że cię nie poznawałem. To znaczy łysa głowa się zgadzała, ale piłkarz zupełnie inny. 

Każdy zawodnik w tym okresie nie był sobą. Być może przytłoczyła nas cała otoczka Ligi Mistrzów, ale z drugiej strony – w lidze na początku też nam nie szło. Byliśmy pod formą, zdecydowanie to czułem. 

MADRYT 18.10.2016 MECZ 3. KOLEJKA GRUPA F LIGA MISTRZOW SEZON 2016/17: REAL MADRYT - LEGIA WARSZAWA --- UEFA CHAMPIONS LEAGUE GROUP F MATCH: REAL MADRID - LEGIA WARSAW JAKUB CZERWINSKI KARIM BENZEMA FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Fajne wspomnienie czy nie do końca? 

Pozytywne. Choć końcowe wyniki mówią o tym, że nasza gra defensywna nie do końca była taka, jak byśmy chcieli.

Delikatnie rzecz ujmując, 21 straconych goli w twoich czterech meczach. 

Na pewno nie jest to powód do dumy. Ale ja wychodzę z założenia, że to cała drużyna zarówno atakuje, jak i broni. Na obrońców spadła największa fala krytyki za stracone bramki, ale to też efekt tego, że jako zespół nie byliśmy w formie. 

To jedno z pozytywnych doświadczeń, które wywiozłem z Warszawy. Pomijając to, że nie grałem czy miałem kontuzję, znajduję kilka takich rzeczy – przeżyłem tę Ligę Mistrzów, poznałem fajnych ludzi, otoczkę wokół Legii, środowisko stolicy czy dwa razy zostałem mistrzem Polski. Zdaję sobie sprawę z tego, że mogłem mocniej przyczynić się do zdobycia tych medali. Pewnie smakowałoby lepiej. Ale jako ważna pamiątka i wpis, który jest gdzieś w CV, to pozostanie. 

Podsumowując ten okres, powiedziałeś we wspomnianych wcześniej wywiadzie, bardzo zgrabnie zresztą, że kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana – ty na razie tylko powąchałeś, ale liczysz, że jeszcze trafi ci się jakaś lampka. 

I dalej na to liczę. Oczywiście teraz skupiam się na tym, co jest. Chcemy wygrywać kolejne mecze i utrzymywać jak najdłużej tę formę, w której jesteśmy, bo odbiór gry Piasta i sytuacja w tabeli wyglądają bardzo pozytywnie. Przy czym my się tym nie zadowalamy! A ewentualne dobre wyniki drużyny dają później możliwość indywidualnego przeskoku. Wydaje mi się, że większość tej szatni na to liczy, bo to zwykła, zdrowa ambicja. 

Czyli tą lampką jest transfer. 

Nie wybiegałbym tak daleko. Dla mnie tą lampką szampana będzie teraz miejsce Piasta na podium. 

Skąd w ogóle taki wybór? Była przecież też możliwość powrotu do Pogoni. 

Była i chciałem wrócić do Szczecina, ale wszystko potoczyło się tak, że wylądowałem w Piaście. Dużo rzeczy się na to złożyło. Na pewno ważna była determinacja Piasta. Jak już mówiliśmy, do Legii trafiłem w ostatnim dniu okienka. Nie chciałem tego powtarzać, bo bardzo zależało mi na tym, by przepracować z nowym zespołem okres przygotowawczy. Chciałem tę kwestię domknąć jak najszybciej i nie ukrywam, że Piast robił wszystko, by tak się stało. Klub był w niezbyt korzystnej sytuacji i oczekiwano ode mnie, że pokieruję formacją obronną. Robiliśmy, co mogliśmy, o utrzymanie walczyliśmy do samego końca, ale wykonaliśmy zadanie. 

Twój progres wynika właśnie z tego, że teraz to ty jesteś liderem defensywy? Wcześniej zawsze byłeś tym drugim, a szefował ktoś inny. 

Na pewno to pomogło. Czuję się dziś bardzo pewnie na boisku. W szatni również, bo ta w Gliwicach chętnie przyjmuje nowych ludzi. Czuję to nie tylko po sobie, ale też po każdym nowym zawodniku, który jest tu dobrze przyjęty. Było mi to bardzo potrzebne, żeby poczuć taką więź z ludźmi, z którymi przebywam w szatni i na boisku. 

To teraz test na to, ile zostało z pewności siebie, którą wcześniej mogłeś imponować. Coraz cześciej pojawiają się głosy, że jesteś w tym sezonie najlepszym środkowym obrońcą w ekstraklasie. 

To bardzo miłe, że są takie opinie, ale zdaję sobie sprawę z tego, że wejście na szczyt może skończyć się bolesnym upadkiem. Spokojnie podchodzę do wszelkiego rodzaju rankingów. Raz, że często to media i eksperci, których mamy teraz mnóstwo, kreują opinie innych na temat poszczególnych zawodników. A dwa – uważam, że w lidze mamy teraz wielu stoperów wysokiej klasy. 

Czyli pochwały na wyrost? 

Zależy…

To może inaczej. Wymień proszę czołową piątkę i zobaczymy, czy się w niej zmieścisz. 

Bardzo podoba mi się Ivan Runje z Jagiellonii, bez dwóch zdań prezentuje wysoki poziom. Dalej wskazałbym Michała Nalepę z Lechii Gdańsk. Przyjaźnimy się, ale…

Wszystko jasne! 

Nie, nie, jestem obiektywny i uważam, że jest niedoceniany. Z Jarkiem Fojutem też się przyjaźnię, ale teraz bym go nie wskazał. Na pewno znalazłbym miejsce dla Laszy Dwalego w obecnej formie. Jako czwarty…

Myślałem, że wskażesz kogoś z dawnych rywali w Legii. 

W obecnej formie nie. Chociaż Artur Jędrzejczyk wydaje się dobrym kandydatem. Odkąd gra na stoperze, defensywa Legii zaczęła funkcjonować. Ja mogę być piąty… Albo szósty, siódmy, ósmy, bo o kimś zapomniałem! Aleks Sedlar na pierwszym, Uros Korun na drugim! 

WARSZAWA 21.11.2016 PRZELOT PILKARZY LEGII WARSZAWA DO DORTMUNDU --- LEGIA WARSAW FOOTBALLERS TRAVEL FROM WARSAW TO DORTMUND JAKUB CZERWINSKI FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Czasy mamy takie, że każdego ligowca można zapytać o powołanie. Ty w jakiś sposób tym żyjesz? 

Każdy żyje, sprawdza i tak dalej. Ale nie chcę tu wchodzić w buty trenera. To on jeździ, sprawdza i decyduje. Nie ma z czym dyskutować. Z mojej strony nie ma na tę chwilę żadnego oczekiwania. 

Nie spodziewałem się, że powiesz: „tak, skoro dostał Dźwigała, to ja też powinienem”. Zastanawia mnie to, czy fakt, że na kadrę jedzie na przykład Matynia, sprawia, iż taki piłkarz jak ty jeszcze bardziej się mobilizuje, bo czuje, że to naprawdę jest na wyciągnięcie ręki. 

Oczywiście, że jest to sygnał. To daje takie poczucie, że jesteśmy monitorowani i wysoka forma może sprawić, że zostaniemy wzięci pod lupę sztabu. Ale wcześniej w moim przypadku było to samo. Każdy jest człowiekiem i ma swoje odczucia. Ja byłem w Legii i wcale nie czułem się gorszy od zawodników, którzy jeździli stamtąd na reprezentację. 

Kiedyś mówiło się, że do gry na najwyższy poziomie brakuje ci kilku centymetrów. Starasz się to nadrabiać timingiem i dobrym ustawieniem. Później przylgnęła do ciebie inna łatka – gdy dobijałeś się do składu Legii, zarzucano ci słabe wyprowadzenie piłki. Wydaje mi się jednak, że mocno nad tym popracowałeś. 

Zacząłem się na tym skupiać, choć nie sądzę, że wcześniej miałem z tym duży problem. Dochodziły do mnie takie głosy, ale nie do końca się z nimi zgadzałem. Niemniej jednak zacząłem pracować nad tym na treningach. Z czasem ta pewność zaczęła przekładać się na mecze. W pierwszych spotkaniach w barwach Piasta jeszcze nie szukałem ryzyka i nie wiadomo jakich rozwiązań. Chciałem to budować krok po kroku. Gdy zacząłem czuć się dobrze, pojawiły się trudniejsze wybory. Wskoczyłem na niezły poziom i dziś czuję się w tym dość swobodnie. 

A metamorfozę Piasta jak tłumaczysz? Byliście kandydatem do spadku, a teraz gracie o coś zupełnie innego. Kadra przez ten czas aż tak mocno się nie zmieniła. 

W różnych kwestiach można szukać przyczyn naszej obecnej pozycji. Jedną z nich jest to, że ta drużyna nie została osłabiona. Przychodząc do Piasta, byłem pod wrażeniem jakości na treningach. Na obozie czy w meczach sparingowych widziałem, że ta drużyna piłkarsko kompletnie nie zasługuje na miejsce, w którym jest. Trudno wytłumaczyć, dlaczego ta ekipa wpadła w taki marazm, że cały czas była blisko czerwonej kreski. Ulgę poczuliśmy dopiero po ostatnim meczu. Zrzuciliśmy cały ciężar, który nosiliśmy na barkach przez rundę wiosenną. Być może to było kluczowe. Ale brakowało nam też lepszej skuteczności czy po prostu szczęścia. Teraz wyniki budują pewność siebie. Nie są one rewelacyjne, bo powinniśmy mieć kilka punktów więcej, ale ważne jest też to, że potrafimy narzucać przeciwnikom swój styl gry. To powoduje, że czujemy się mocni i dużo rzeczy nam wychodzi. 

Moim zdaniem nie powinno się obecności Piasta w górze tabeli traktować w kategoriach niespodzianki. Naszą siłą jest to, że nie jesteśmy starą drużyną i większość zawodników stać na to, żeby jeszcze zrobić krok do przodu. 

Liczysz, że nie traficie w grupie mistrzowskiej na Wisłę Płock? 

Wiem, do czego pijesz. Strzeliłem z nimi samobója jako piłkarz Legii i niedawno stało się to po raz drugi. Wiesz, gdyby sędzia zagwizdał faul, to byśmy o tym nie rozmawiali. A faul był, bo arbiter się później do tego przyznał. To jest wkalkulowane w grę obrońcy. Przynajmniej strzeliłem jedną z ładniejszych bramek w karierze! 

Rozmawiał MATEUSZ ROKUSZEWSKI

ROKI KONIEC

Fot. newspix.pl/FotoPyK

KOMENTARZE (3)