Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Nie wiem jak będzie wyglądać polska piłka w 2030. Czy szereg kolejnych reform ligowych sprawi, że przejdziemy fazy przedwstępne europejskich pucharów więcej niż raz?

Czy Robert Lewandowski zostanie prezesem PZPN? Sekretarzem generalnym czyniąc Sławka Peszkę?

A wreszcie czy pojawi się ktoś z barwniejszym imieniem i nazwiskiem niż Dzidosław Żuberek?

Nie wiem, pewne jest bowiem w polskiej piłce tylko jedno: że Marcin Robak, wciąż będzie seryjnie strzelał bramki, bo strzela bramki od zawsze, a strzela je wszędzie.

Lista zmarnowanych talentów polskiej piłki jest dłuższa i bardziej pokręcona niż krowie jelito, a może nawet dłuższa i bardziej pokręcona niż lista zmarnowanych sezonów GKS-u Katowice. Pamiętam, że Łukasz Madej za nastolatka w swoim roczniku wyglądał jak Tommy Lee Jones w „Ściganym”. O Macieja Terleckiego w połowie lat dziewięćdziesiątych biło się pół kontynentu, szło niemal na noże, był nadwiślańską hybrydą Riquelme i Pirlo. Dziesiątki karier połamał PRL; przecież nawet ci wielcy mogli być jeszcze więksi, Lubańskiego chciał Real Madryt, pan Włodzimierz mógł być sławą na cały świat.

Moim zdaniem na tej liście – a przynajmniej na jej współczesnych ustępach – prominentne miejsce zajmuje pewien miłośnik filmów ze Stevenem Seagalem, coś z tych filmów w sobie mający: Marcin Robak.

Robak, człowiek boiskowy snajper, Robak, gwarancja goli, Robak, chodząca regularność.

W seniorskiej piłce debiutował już jako szesnastolatek. W trzecioligowej Miedzi strzelał aż miło, chciał go Śląsk, testował go Górnik Łęczna, Paderborn, ale ówczesna Miedź żądała za nieotrzaskanego chłopaka połowy królestwa i ręki księżniczki.

Został.

Tracił czas.

Sezam otworzyła dopiero Korona, zasilona potężną kasą Kolportera. Problem zasadniczy, rzucający się cieniem na całą przyszłość Robaka: miał wtedy 23 lata. Tak naprawdę najlepszy moment na wyjazd zagraniczny miał już za sobą.

Przeanalizujmy jak mu szło.

05/06. Korona. Melduje się w Kielcach wiosną, strzela dwa gole w dziesięciu ligowych meczach jako dżoker.
06/07. Korona. Objawienie ligi, dziesięć goli i sześć asyst.
07/08. Korona. Dziesięć goli i cztery asysty.
08/09. Widzew, świeżo zasilony forsą Cacka, mający mocarstwowe ambicje. Pierwsza liga. Dwadzieścia goli, cztery asysty, wicekról strzelców. Widzew wygrywa w cuglach ligę, ale zostaje w rozgrywkach – nie pytajcie, to były dzikie lata polskiej piłki.
09/10. Widzew. Osiemnaście goli, siedem asyst. Król strzelców pierwszej ligi.
10/11. Jesień, Widzew, Siedem goli.
10/11. Wiosna, Konyaspor, turecka Super Lig. Pięć goli.
11/12. Konyaspor, turecka druga liga. Walka o awans, wejście do baraży, Robak osiem goli, trzy asysty.
12/13. Do marca w Mersin nie rozgrywa ani minuty. Nawet tu nie zadebiutuje.
12/13. Wiosna, Piast. Cztery gole w jedenastu meczach.
13/14, Piast/Pogoń. Łącznie dwadzieścia pięć goli przez cały sezon, król strzelców Ekstraklasy. Po drodze piątka wrzucona Lechowi.
14/15. Pogoń. Jedenaście goli w siedemnastu meczach.
15/16. Lech. Skoro wrzucił im piątkę, to go kupili. Trapią go kontuzje, rozgrywa raptem osiem meczów, strzela dwa gole.
16/17. Lech. Wyleczył się, strzelił łącznie dwadzieścia jeden goli, dorzucił sześć asyst, został królem strzelców.
17/18. Śląsk. Dziewiętnaście goli.
18/19. Śląsk. Już osiem goli, w tym hat-trick w Białymstoku. Lider klasyfikacji strzelców, dodajmy, w wieku 36 lat.

Zawsze w przypadku Robaka mówi się, że zagraniczny wyjazd go zweryfikował. Okej, dobry na naszą rodzimą kopaninkę, ale nic poza tym. Dwie sprawy: po pierwsze, wyjeżdżał mając 28 lat. Było za późno na wyjazd w prawdziwie współczesnym stylu, czyli dostatecznie wcześnie, aby zainteresował się tobą zachodni klub, dał ci czas na rozwój, podszlifował umiejętności, a potem posłał cię w bój. Nie, ta ścieżka dla ligowca pod trzydziestkę jest zamknięta. Marzenie Robaka o Premier League nie miało szans się ziścić, choćby strzelał dwa razy więcej.

Bzdurą jest jednak twierdzić, że Robak w Turcji odniósł porażkę. Konyaspor w Super Lig był najgorszą ofensywnie drużyną rozgrywek. To był zespół dobry do murarki, nie do atakowania. Pięć trafień w takich warunkach wystarczyło, by Robak został drugim NAJLEPSZYM strzelcem Konyasporu, choć przecież był tam tylko pół roku.

W następnym sezonie strzelił osiem razy, czyli w teorii na warunki napastnika nic specjalnego. Ale wciąż był to najlepszy wynik w drużynie. Jakby Robak grał dziadowsko, nie zaczynałby wszystkiego w pierwszym składzie, a tymczasem przez pierwsze 32 mecze opuścił trzy minuty. Jego klub odpadł z gry o awans dopiero po barażach.

Jakby Robak grał dziadowsko, nie awansowałby samodzielnie do Super Lig.

Mersin, gdzie nawet nie zadebiutował, to klasyczny przykład wojenki między działaczami i trenerem, której Polak stał się ofiarą. Za jego transferem stali działacze, którzy bardzo na Robaka liczyli. Ale trener miał swoich ulubieńców, Robaka ignorował. Należy uczciwie powiedzieć, że sytuacja nie byłaby łatwa i bez tego: grali jednym napastnikiem, a jedyną gwiazdą drużyny była akurat dziewiątka, Mert Nobre, który sam odpowiadał za połowę bilansu bramkowego drużyny. Klub nie płacił, okazał się kukułką, a ostatnio między innymi wyrok FIFA na rzecz Robaka sprawił, że wylecieli w powietrze.

Podsumowując, ta problematyczna Turcja to 1.5 roku, gdzie się sprawdzał, gdzie zarobił na awans w górę, a także pół straconego sezonu w najgorszym możliwym otoczeniu, w jakie mógł wpaść. Są napastnicy lepsi od Robaka, którzy stracili więcej niż pół roku i to z bardziej przyziemnych przyczyn.

W Polsce, jeśli był zdrowy i grał, strzelał zawsze. Miał 30 lat gdy wrócił z Turcji, na koncie dwadzieścia sześć ekstraklasowych trafień, a jednak na luzie wtarabanił do klubu 100, już wyprzedzając Szarmacha, będąc skazanym na wyprzedzenie Laty, a zapewne i nowożytnego ligowego supersnajpera Maćka Żurawskiego, na którego wynik pracowała ofensywna armada Henryka Kasperczaka, nie Michał Chrapek.

Ktoś wyciągnie mu za zarzut to, że sporo strzela z jedenastek. Wiecie o kim ostatnio mówiono, że głównie strzela z karnych więc jego wyniki strzeleckie są niemiarodajne? O Krzyśku Piątku w Cracovii. Co stało się dalej, wszyscy wiemy. Pewne strzelanie jedenastek to naturalna konsekwencja instynktu strzeleckiego, porządnego kopyta i chłodnej głowy w szesnastce, czyli wszystkich cech, które decydują o warsztacie napastnika.

Robak stracił pierwsze lata w Legnicy, do Ekstraklasy trafił o wiele za późno. Sam przyznaje, że fizycznie dojrzał w wieku zaawansowanym dla piłkarza, bo w czasach legnickich ćwiczył, owszem, ale na mordowni u kolegi, bez dzisiejszych planów, bez analiz wysiłkowych. Dziś którego obrońcy nie spytać w lidze o to, przeciwko komu gra się ciężko, każdy mówi: Robak. Silne chłopisko. A przecież to była chudzina, czytaj: materiał do obróbki w profesjonalnej akademii. Tej zabrakło, szedł swoją drogą.

Robak zawsze miał silny charakter. W wieku dwudziestu lat przeszedł prawdziwą traumę, jego tata popełnił samobójstwo. To cios, jaki trudno sobie wyobrazić, ale też to jak i kłopoty mamy zmusiły go do samodzielności, odpowiedzialności, również za rodzeństwo. Nie jest pierwszą osobą, dla której trudna sytuacja w młodości była kuźnią charakteru. Dziś ma poukładane życie rodzinne, ostatnio dochowali się z żoną drugiego dziecka. Był i jest stworzony do pracy, co podpiera ambicją. Pamiętacie „Raz, jeden mecz cały zagrać, kurwa” w Lechu Bjelicy? Jeden z byłych trenerów powiedział o Robaku: „Najczęściej problemy w prowadzeniu piłkarzy wynikają z tego, że chce im się za mało. A tym skurczybykiem jest ten problem, że chce mu się za bardzo”.

To jak prowadzi się poza boiskiem najlepiej pokazuje fakt, że dziś, w wieku 36 lat, fizycznie potrafi demolować rywali, a ligowym dziadkiem jest tylko z racji PESEL-u. Za przygotowanie motoryczne i siłę skaut dałby mu dziesięć lat mniej.

Jakby przyjrzał się jego mentalności, wystawiłby ocenę celującą, bo takich zawodników poszukuje się w dzisiejszej piłce, tacy mają największe szanse, by się przebić.

Leszek Milewski

Napisz autorowi, że nadaje się do pisania dla strony klubowej Mersin

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (19)