Włodarczyk wśród dziesięciu najlepszych lekkoatletek. Czy zasługuje na więcej?
Inne sporty

Włodarczyk wśród dziesięciu najlepszych lekkoatletek. Czy zasługuje na więcej?

Dziesięć najlepszych lekkoatletek świata – tyle wybrało IAAF, a teraz oddało możliwość (częściowego) głosowania kibicom na całym świecie. To absolutnie najbardziej znane nazwiska, najlepsze wyniki i największe osiągnięcia z minionego sezonu. I to w tej dziesiątce znalazła się Anita Włodarczyk. Trudno jednak przypuszczać, by miała szansę na więcej. 

Do obecności naszej młociarki w takich plebiscytach już zdążyliśmy przywyknąć. Jest ona absolutnie zasłużona, to rzecz oczywista. Jeśli chcecie zagłosować na Anitę, musicie odszukać zdjęcie z jej podobizną na Facebooku, Instagramie lub Twitterze IAAF i zostawić pod nim lajka (w dwóch pierwszych przypadkach) lub zretweetować (w ostatnim). Proste, prawda? To teraz uważajcie, bo cały proces głosowania jest nieco bardziej skomplikowany.

Werdykt fanów to 25% ogólnego wyniku. Mało? Dużo? Nie wiemy, ale pamiętając, jak przebiegały niektóre plebiscyty, w których liczyły się tylko ich opinie (pamiętacie hymn Euro 2012?), uznajemy, że to całkiem rozsądne wybieranie. Kolejna ćwiartka to głosy „IAAF Family” – sportowców, trenerów i całej reszty osób, które wliczają się do tej szerokiej rodziny. Choćby był to najodleglejszy kuzyn z Zimbabwe czy Surinamu – ma prawo głosu. 50% ostatecznego wyniku zależy od tego, jak zagłosuje Rada IAAF. Innymi słowy: wasze lajki się liczą, ale nie aż tak, jak ich zdanie.

Żeby było śmieszniej, to nie koniec zabawy, bo z dziesiątki zostanie wyłonionych… pięć lekkoatletek. Ostateczny werdykt poznamy na uroczystej gali. Głosowanie dla fanów zamyka się 12 listopada, więc macie trochę czasu, by dobrze się zastanowić, komu chcecie oddać swoje kliknięcia. A skoro o tym mowa… czy Włodarczyk ma właściwie jakieś szanse?

Stosunkowo niewielkie. Gdyby wszystko zależało tylko od kibiców, to spodziewalibyśmy się jakiejś masowej mobilizacji i wtedy stawialibyśmy, że faktycznie może wygrać. Ale w tej sytuacji, napiszemy wprost: miejsce w piątce będzie sukcesem. Jasne, Anita bez problemu wygrała złoto mistrzostw Europy, klasyfikację Hammer Throw Challenge (młociarze i młociarki nie startują w zawodach Diamentowej Ligi, więc najlepszych na przestrzeni roku wyłania się inaczej) i przewodzi światowym listom. Sęk w tym, że jej rywalki wcale nie odbiegają od niej osiągnięciami. Wręcz przeciwnie.

Dobra, taka Sandra Perković (11 na 13 wygranych konkursów, złoto mistrzostw Europy, siedem najdłuższych rzutów dyskiem w tym roku) czy Nafissatou Thiam (złoto mistrzostw Europy, niepokonana w siedmioboju i trzecia na świecie w skoku wzwyż) pewnie jeszcze można stawiać obok osiągnięć Anity i jakoś porównywać. Bo to podobna półka i szczerze zdziwimy się, jeśli któraś z tych zawodniczek znajdzie się wśród pięciu najlepszych.

Gorzej, gdy obok Polki postawimy kolejne. Pierwsza z brzegu, Dina Asher-Smith. Mistrzyni Europy i liderka światowych list w biegach na 100 i 200 metrów oraz w sztafecie 4×100 metrów. Druga – Beatrice Chepkoech – nowy rekord świata w biegu na 3000 metrów z przeszkodami (poprawiony o osiem sekund!), mistrzyni Afryki i Diamentowej Ligi, przegrała tylko jeden raz w tym roku. Trzecia – Sifan Hassan – liderka światowych list na 3000 metrów i na dystansie jednej mili, mistrzyni Europy na 5000 metrów, rekordzistka Starego Kontynentu na w tej konkurencji oraz w półmaratonie. Zdobyła też medale halowych mistrzostw świata na 1500 i 3000 metrów.

Jasne, wiemy, że w biegach jest łatwiej, szczególnie, gdy rywalizuje się na dwóch (czy nawet trzech) dystansach. Zdajemy sobie z tego sprawę. Podobnie jak z tego, że rzut młotem po prostu nie jest dyscypliną medialną, brak mu odpowiedniej oprawy. Ale osiągnięcia Anity, jakkolwiek wybitne by nie były, w tym momencie stoją jednak w drugim szeregu. Nie było rekordów, nie było fajerwerków. Ustabilizowała formę, po prostu. Daleko przed innymi rywalkami (no, pod koniec pozwoliła im się zbliżyć), jednak nie przekroczyła żadnych barier i nie zachwyciła nikogo. Wszyscy wiedzieliśmy na co ją stać. Po prostu wykonała swoją robotę.

Najlepsze jest to, że nie wymieniliśmy jeszcze Shaunae Miller-Uibo z Bahamów, która fenomenalnie radziła sobie na krótkich dystansach czy – kontrowersyjnej, ale wielkiej – Caster Semenyi. To lekkoatletki, które w tym notowaniu zasługują na miejsce przed Anitą Włodarczyk. Chcielibyśmy, by było inaczej, ale w tym sezonie powinniśmy się cieszyć tym, że Polka znalazła się w takim gronie. Bo być w dziesiątce najlepszych – we wszystkich konkurencjach lekkoatletycznych – to i tak niezłe osiągnięcie.

Jutro IAAF ogłosi taką samą listę dla lekkoatletów. Trzymamy kciuki, by do Anity dołączył Wojciech Nowicki.

Fot. Newspix

KOMENTARZE (2)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
KazimierzZdzislaw
! 14=13+1/1 !

Gdyby zobaczyli taką „lekkoatletkę” rzucającą jakimś gównem na sznurku, na igrzyskach w starożytnych Atenach, to by na trybunach ze śmiechu popadali, a potem lwom na pożarcie ją dali 😉

M.

Jest najlepsza. Wygra.

wpDiscuz