Ekstraklasa w remizie: trochę wiochy było, ale zabawa całkiem, całkiem
Weszło

Ekstraklasa w remizie: trochę wiochy było, ale zabawa całkiem, całkiem

Dzisiaj zaczyna się elegancki bankiet, czyli Liga Mistrzów, wczoraj skończyła się impreza w remizie, czyli ósma kolejka ekstraklasy. Ale – choć potańcówki w remizie to nie jest szczyt ludzkiej kultury – nie bawiliśmy z ligą wcale tak źle. Było na czym zawiesić oko, więc kaca w gruncie rzeczy nie ma.

k1

Znów zaimponowała Wisła Kraków. Wygląda na to, że trener Stolarczyk doskonale zrozumiał ekstraklasę i wyszedł z założenia, że nie ma sensu się murować, tylko iść ciągle na pełnej, bo defensywy wszystkich drużyn w tej lidze nie są najmocniejsze. I Wisła idzie bez żadnych kompleksów, a w minionej kolejce jej ofiarą padła Lechia Gdańsk, której skończyło się szczęście i wiara, że z Vitorii może być stoper co się zowie. Jednak nie krytykujmy teraz Lechii, pochwalmy Wisłę, bo patrzyło się na to z ogromną przyjemnością. Gol na 1:1 to była poezja współpracy drużynowej, kiedy Ondrasek przepuścił piłkę, Imaz mu ją odegrał, Czech zrewanżował się tym samym, a potem mimo rozpaczliwej interwencji Nalepy piłka wpadła do siatki. Co najlepsze, to nie jest przecież w wykonaniu Wisły pierwszyzna, tylko reguła, skoro krakowianie w równie efektowny sposób kąsali już Lecha czy Górnika. Taką piłkę naprawdę chce się oglądać.

k2

Koszmar Słowika w Lubinie jest jakimś zaskoczeniem, bo od momentu gdy bramkarz wskoczył między słupki Śląska, wyglądał całkiem przyzwoicie. W tamtym sezonie wykręcił u nas średnią not 5,80 – czyli bardzo dobrą – w tym przed starciem z Zagłębiem miał 5,14, a więc też bardzo przyzwoicie. Słowik robił solidne wrażenie, tyle że gdy wjechał do Lubina chyba oduczył się bronić, bo postawcie pachołek w bramce i Śląsk nie dostaje czterech bramek od Zagłębia. Jak można było dać sobie wkręcić z rożnego, jak można było puścić tego flaka od Jagiełły? Takie sytuacje broni najgorszy bramkarz z zamkniętymi oczami, a Słowik okazał się jeszcze słabszy od takiego przykładowego ananasa. Zobaczymy teraz jak podniesie się po takim cyrku albo czy w ogóle Pawłowski mu jeszcze zaufa. Do grania jest jeszcze Wrąbel i być może to on dostanie swoją szansę.

k3

Postawa Lecha na Łazienkowskiej. Wiadomo, że starcia Legii z Lechem są już hitami mocno wyblakłymi, ale wciąż kibice jednej i drugiej drużyny oczekują, że ich ekipy dadzą z siebie na boisku maksa. Tymczasem Lech nie dość, że nie dał maksa, to mamy wątpliwości, czy dał nawet minimum.

Drużyna Djurdjevicia miała:

– dziewięć kilometrów mniej przebiegniętych niż zespół Sa Pinto,
– 40 sprintów mniej wykonanych od przeciwnika,
– 171 szybkich biegów wykonanych mniej,
– dwa i pół kilometra przebiegniętych mniej szybkim biegiem,
– 800 metrów mniej sprintem.

Serio, każdy wie, że to jest hobby liga, ale nawet tutaj, w tej krainie dziadostwa i chałtury, trudno wygrywać grając na stojaka. Lech spotkanie na Ł3 wręcz olał, a nie taka miała być przecież drużyna Djurdjevicia, tylko wybiegana i waleczna. Po udanym starcie te cechy gdzieś zniknęły.

k4

Petteri Forsell. Imponuje nam ten chłopak, bo naprawdę niewielu jest piłkarzy w tej lidze, którzy pozostają w równie dobrych relacjach z piłką co on. Weźcie 10 ligowców i w sytuacji, kiedy mają bramkarza na 12 metrze, a sami stoją z futbolówką przed polem karnym, to dziewięciu z nich kopie w maliny. A Fin? Popatrzył, cyk z fałsza i strzał leci dokładnie tam, gdzie piłkarz chciał. Zresztą Forsell w tym meczu grał koncert, tu puścił podcinkę do Ojamy, gdzie indziej dał malinkę do Marquitosa i brakowało centymetrów, byśmy zobaczyli bramkę jak z innego, lepszego futbolowego świata. Warto było Forsellowi zaufać, dać czas, by zrzucił parę kilo i teraz mieć takiego czarodzieja w swoich szeregach.

k5

Darko Jevtić. Kiedyś czarował tak, jak dziś czaruje Forsell, ale te czasy minęły. Teraz Szwajcar wygląda jak marny człapak środka pola, któremu nie chce się ani do przodu, ani do tyłu, ani do boku. Nic mu się nie chce, jedynie zejść do szatni. Dlatego w kolejnych spotkaniach, jeśli nie zmieni nastawienia, nie powinien w ogóle z niej wychodzić, jedynie do windy, żeby wjechać na trybuny.

k6

Nie była to specjalnie udana kolejka w wykonaniu młodzieży, więc mały plusik stawiamy przy nazwisku Wojtkowskiego. Widać było po radości kolegów z tej bramki, że pewnie dostrzegają to co i my: gość umiejętności ma, ale pod czupryną nie wszystko jest w porządku. Może ten gol z Lechią naprowadzi Kamila na trochę lepsze tory.

k7

Gol Wisły po akcji Ondrasek-Imaz. Widzimy go tak:

Ale wyglądał tak: KLIK
k8

Kiedy rozgrywasz tak dobry sezon, że sobie gratulujesz.

k9

Kij i łyżwy dla kanadyjskiego kloca Vitorii. Najprawdopodobniej pomylił profesje.

k10

– Piast, nawet grając w przewadze, miał trudności ze zdobyciem gola. Znakomitą dyspozycję zaprezentował dzisiaj Pawel Steinbors. Uważam, że bramka, którą strzelił Piast, padła po dosyć przypadkowej akcji. My natomiast przeprowadziliśmy kilka ciekawych kontrataków – powiedział trener Zbigniew Smółka. Czyli trochę klasycznie: z Arką jest dobrze, ale wyników nie ma.

KOMENTARZE (5)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

TomaszKulawik

Wstyd na cało Europe

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Voitcus

Dobrze, że mu nie wręczył rozmówek polsko-norweskich.

pepe72

Z wym „malutkim” plusem dla Wojtkowskiego to chyba przesadziliście. Chłop wchodzi i przy pierwszym dotknięciu piłki strzela gola. A przecież nie dlatego, że ktoś go obił tylko poszedł za akcją zamykając akcję Boguskiego z przeciwnej strony bramki.

wpDiscuz